Na początku września, bardzo zainteresowałem się tematem upadku Wenezueli, chciałem koniecznie podjąć jakieś działania na rzecz przybliżenia Polakom problemów tego kraju. Udało mi się przetłumaczyć kilka wywiadów z liderami, jednak były one zbyt oficjalne. Podjąłem udaną próbę kontaktu ze Stowarzyszeniem Polaków w Wenezueli i zadałem kilka pytań.
Na początku miał być to pełny wywiad, ale wiem jak ciężko nam dzisiaj się skupić. Sytuacja Polaków w Wenezueli jest zbyt poważna żebyśmy mogli sobie pozwolić na przeczytanie tylko nagłówka, dlatego wywiad będzie publikowany w odcinkach, oto druga część.
PK: Czy Polska mniejszość w Wenezueli jest w jakiś sposób zorganizowana?
Tak. Od 10 lat działa Stowarzyszenie Polaków w Wenezueli/Hermandad Polaca en Venezuela.
Powstało w styczniu 2010 roku, a wśród założycieli byli weterani II wojny światowej, m.in. zmarły w wieku 105 lat, 2 miesiące temu, Jan Górecki czy były delegat rządu londyńskiego na Wenezuelę Feliks Żubr oraz nowe pokolenie, które przyjechało w latach późniejszych (80-90tych) ze względu na zawarte małżeństwa. Stowarzyszenie rozpoczęło swoją działalność Mszą, celebrowaną przez obecnego Nuncjusza w Panamie, biskupa Mirosława Adamczyka, a przed 10-ma laty sekretarza nuncjatury w Caracas.
Stowarzyszenie działa od 10 lat. Nie jest jednak zarejestrowane ze względu na brak funduszy.
Robi ono wiele dla promowania Polski i utrwalania więzów miedzy Polakami. W ubiegłym roku udało się rozpocząć kursy języka polskiego na Wenezuelskim Uniwersytecie Centralnym (UCV). To pierwszy krok. Być może kiedyś uruchomiona zostanie polonistyka?
Dzięki Stowarzyszeniu przetrwały Msze odprawiane po polsku 2 razy w roku (Wielkanoc, Boże Narodzenie). Obecnie Stowarzyszenie prowadzi (bezskuteczne jak na razie) rozmowy w sprawie pomocy Polakom w Wenezueli przez rząd.
Walczymy o stworzenie polityki szybkiego reagowania w sytuacji zagrożenia. Dziś Polacy w Wenezueli pozostawieni są sami sobie.
Tu nie chodzi o organizację polonijną, która nie jednemu jest ością w oku, bo my po prostu pracujemy za darmo i promujemy Polskę w Wenezueli. Tu chodzi o politykę państwa, a raczej jej brak, w stosunku do Polaków. Nie ma żadnego zainteresowania z tego kierunku.
Ostatnio chcieliśmy umieścić 15 letniego chłopca który czyta i mówi po polsku w tzw. szkole polonijnej, którą zawsze chwalił się rząd dając do zrozumienia, że to szkoła rządowa, z opłaconymi przez rząd stypendiami dla dzieci ze wschodu i internatem, a okazało się, że to blef.
W szkole u Kostki w Wilanowie, prywatna fundacja, która nazywa się Fundacja dla Polonii wynajmuje kilkanaście miejsc w szkole i w internacie, ale za to trzeba płacić. Jeśli nawet nie całość, to i tak matki dziecka, która jest inwalidką nie stać na zapłacenie dla syna za naukę w tym liceum.
Rozmawiał Paweł Król



