Segregacja sanitarna i przymus szczepień? Podziękuję

Od 1 marca rząd wprowadza obowiązkowe szczepienia dla medyków, nauczycieli oraz służb mundurowych. Podobne działania wprowadzano jakiś czas temu w krajach zachodnich, m.in. w Austrii, gdzie obecnie za odmowę szczepienia grozi wysoka grzywna! Może i byłoby to słuszne działania, gdyby 1) zagrożenie Covid-19 faktycznie je uzasadniało; 2) realnie pomagały w walce z Covid-19. Jednak wobec wiedzy jaką w tej chwili dysponujemy jawią się jako czysto polityczne.

Niesamowite jest to, że pod koniec listopada br. minister zdrowia stwierdził wprost, że obostrzenia nie działają (co potwierdzają liczne badania). „Wprowadzenie restrykcji w listopadzie ubiegłego roku nie spowodowało, że było mniej zakażeń. Wiemy w tej chwili, że restrykcje są mało skutecznym środkiem zapobiegania pandemii” – te słowa wypowiedział ten sam Adam Niedzielski, który ogłosił kilka dni temu powrót do polityki obostrzeń!

Niesamowite jest to, że jeszcze rok temu premier Morawiecki „z całą mocą podkreślał”, że „szczepienie będzie dobrowolne”, a teraz ogłasza przymus szczepień dla określonych grup zawodowych i możliwość weryfikacji szczepienia przez pracodawcę. A jako że szczepienia nie blokują transmisji koronawirusa od 15 grudnia wprowadzone zostaną obowiązkowe testy dla współdomowników osób chorych na Covid-19, bez względu na Unijny Certyfikat Covid…

Niesamowite jest to, że minister edukacji wielokrotnie podkreślał szkodliwość nauki zdalnej, a teraz następuje częściowy do niej powrót. Po roku nauki zdalnej objawy depresji odnotowano u 20% uczniów, pogorszenie ogólnego funkcjonowania u 26%, pogorszenie sprawności fizycznej u 30%. Straty edukacyjne są wręcz przytłaczające. Normalny rozwój całego pokolenia został poważnie zaburzony…

To wszystko w obawie przez Omikronem, nowym wariantem koronawirusa, na punkcie którego zwariował cały świat. A jak powiedział główny doradca prezydenta USA ds. medycznych dr Anthony Fauci jest on „wyraźnie wysoce zaraźliwy”, ale „prawie na pewno” nie wywołuje poważniejszych objawów choroby Covid-19 niż wariant Delta. Co jak co, ale akurat jak ten facet mówi takie rzeczy (raczej nie zwykł wygłaszać tego typu oświadczeń), to trudno mu nie uwierzyć. A skoro nowy wariant może omijać odporność poszczepienną to należy zaszczepić jak najwięcej ludzi, póki jeszcze szczepionki działają! Ma to sens, prawda?

Nasz rząd stanął więc w jednym szeregu z rządami państw zachodnich, które w myśl zasady „dziel i rządź” postanowił przykryć szereg problemów gospodarczych – galopującą inflację czy kryzys energetyczny – sporem zastępczym. Skąd tak „radykalne” stanowisko? Pochylmy się nad faktami.

Jeżeli w poniższym tekście operuję danymi bez podania konkretnego źródła (np. własnymi wyliczeniami) to pochodzą one z obszernej analizy mojego autorstwa opublikowanej na portalu Narodowcy.net, gdzie przedstawiłem szczegółowo źródła i swój tok rozumowania.

Covid-19 jest groźny, ale bez przesady

Ogólnopolskie Badanie Seroepidemiologiczne COVID-19 przeprowadzone w terminie od 29 marca do 14 maja 2021 roku ujawniło, że szacunkowe rozpowszechnienie przeciwciał anty-SARS-CoV-2, świadczące o stanie uodpornienia populacji w wyniku szczepień lub przechorowania, w grupie dorosłych w wieku powyżej 20 lat wyniosło 49,9%. Dodatkowo przechorowała praktycznie połowa osób poniżej 20 roku życia. Daje nam to łącznie liczbę 12 mln Polaków, którzy na wiosnę przechorowali Covid-19.

Uwzględniając liczbę zgonów „covidowych” możemy więc policzyć współczynnik śmiertelności w populacji zakażonej - IFR (Infected Fatality Rate). W przypadku Polski IFR dla ogółu populacji wyniósł w badanym okresie 0,56%. Oznacza to, że na 1000 zarażonych osób umierało 5,6 osoby. Dla osób bez chorób współistniejących IFR wyniósł 0,12%. Warto jednak podkreślić, że są to mocno niedoskonałe dane. Okazuje się bowiem, że udział zgonów na Covid-19 bez chorób współistniejących w 2021 roku wahał się od 62,1% w lubuskim do 3,4% w zachodniopomorskim. Takie różnice po prostu nie mogły wystąpić naturalnie. Liczba zgonów na Covid-19 wraz z chorobami współistniejącymi jest zatem zapewne poważnie niedoszacowana. Co ciekawe, pojawienie się koronawirusa spowodowało niemal z dnia na dzień niemal dwukrotny spadek ciężkich zapaleń płuc z powikłaniami. W okresie pandemii spadek był momentami nawet 4-krotny!

Według badania Infection fatality rate of Covid-19 opublikowanego w “Bulletin of the World Health Organization” mediana śmiertelności z powodu zakażenia Covid-19 wyniosła 0,23%. Wartości te są średnimi, w pewnych sytuacjach lub populacjach mogą wykazywać znaczne odchylenia w górę lub w dół. Jak widać – w przypadku Polski doszło do poważnego odchylenia „w górę”. Kraj nasz znajduje się niemal na szczycie niechlubnego rankingu państw z największą liczbą „nadmiarowych” zgonów w 2020 roku. Trzeba zadać sobie pytanie – dlaczego? Oczywiście, każda śmierć to tragedia, ale czy przez (wątpliwe) uratowanie jednego życia chorego na Covid-19, nie zostało go pozbawionych kilka osób chorych na inne schorzenia?

Pandemia strachu?

W Polsce aż 94% nadmiarowych zgonów w 2020 roku (których było łącznie ok. 60 tys.) stanowiły zgony osób w wieku powyżej 65 lat. Nadmierna śmiertelność w tej grupie wiekowej wyniosła o ok. 17%. Wśród młodszych grup wiekowych była znacznie mniejsza – wyniosła 3,5% dla grupy 50-64, 4,5% dla grupy 30-49 i -1,6% (wskaźnik ujemny) dla grupy 0-29.

Jednocześnie na skutek pandemii dla co najmniej 2 mln pacjentów (niemal jednej piątej w porównaniu do poprzednich lat!) zabrakło miejsca w systemie opieki zdrowotnej. Zamarła także diagnostyka - np. liczba pacjentów, którzy wykonali tomografię lub RTG klatki piersiowej spadła o niemal 0,5 mln. Sam minister zdrowia przyznał, że „deficyt zdrowotny, który z tego powodu powstał, jest stosunkowo duży”. Nie tyle „stosunkowo duży”, co zwyczajnie ogromny!

W obliczu pandemii, której symbolem stali się pacjenci podłączeni do respiratorów, ogólna liczba respiratoterapii i przypadków wentylacji mechanicznej spadła o 10 tys.!

Nadreakcja na pojawienie się koronawirusa przyniosła w Polsce tragiczniejsze skutki niż w krajach Europy Zachodniej m.in. ze względu na mniejszą wydajność służby zdrowia. Wydaje się, że tworzenie dwóch odizolowanych od siebie w dużej mierze systemów ochrony zdrowia – jednego dla pacjentów z COVID-19, drugiego dla całej reszty schorzeń – wobec faktu ograniczonych zasobów nie miało większego sensu (ze względu na niską wykrywalność zakażeń koronawirusem) i prawdopodobnie doprowadziło do znacznej liczby niepotrzebnych zgonów.

Odnotować należy, że odsetek zgonów osób chorych na COVID-19 w stosunku do hospitalizacji wzrósł ponad dwukrotnie podczas drugiej fali pandemii. Nic nie wiadomo, żeby w tym czasie pojawiła się tak śmiertelna odmiana koronawirusa, a więc fakt ten wytłumaczyć można tylko znacznie gorszą jakością opieki zdrowotnej i większą dotkliwością nieleczonych przez pół roku chorób współistniejących.

II turze Ogólnopolskiego Badania Seroepidemiologicznego COVID-19 OBSER-CO przeprowadzonej w dniach 27 lipca - 10 września, oszacowano że niemal 3/4 mieszkańców Polski w wieku 20 lat lub starszych posiadało przeciwciała anty-SARS-CoV-2 (w wyniku przechorowania lub zaszczepienia). A więc teoretycznie było mniej narażonych na ciężki przebieg Covid-19. Widzimy jednak, że nie do końca tak to zadziałało. Liczba hospitalizacji związanych z Covid-19 spadła, ale nie radykalnie. Dlaczego? Trudno to tłumaczyć inaczej niż naturalną odpornością zdewastowaną przez miesiące dotkliwych obostrzeń oraz nieleczeniem chorób współistniejących.

Jest to pandemiczne błędne koło – aby zabezpieczyć się przed nie tak znowu groźną chorobą niszczymy swoje zdrowie, a w efekcie ta choroba ponownie staje się dla nas groźna.

Aż 92,5% seniorów powyżej 70 roku życia choruje na choroby przewlekłe, które dodatkowo osłabiają ich odporność. Dla nich jakiekolwiek zachwianie odporności lub ograniczenie dostępu do świadczeń medycznych może być (i jest) zabójcze…

Stop segregacji sanitarnej

Wobec zagrożenia jakie niesie COVID-19 dla starszej populacji bezsprzeczna wydaje się w odniesieniu do niej sensowność masowych szczepień.

Jednak niskie ryzyko związane z infekcją wśród osób poniżej 60. roku życia oraz dobrze udokumentowany fakt, że ozdrowieńcy utrzymują co najmniej kilka miesięcy odporności na powtórne przechorowanie, czyni wątpliwym sens wdrażania podobnych działań (podkreślmy to – MASOWYCH szczepień), a w szczególności pod przymusem, w stosunku do młodszej populacji. „Badania pokazują to, co było i jest już dobrze znane: naturalna odporność na wirusa typu SARS jest silna, długotrwała i wyraźnie skuteczna nawet w przypadku mutacji, generalnie bardziej niż szczepionki. (…) Próba udawania, że jest inaczej, jest skandalem naukowym najwyższej rangi, zwłaszcza że ciągłe zaniedbywanie tematu ma wpływ na prawa i wolności miliardów ludzi” – napisano na stronie Brownstone Institute (założony przez naukowców m.in. ze Stanford czy Harvardu) w artykule przeglądowym dotyczącym badań na ten temat. W jednym z badań wykazano, że osoby zaszczepione przeciwko SARS-CoV-2 miały 13,06-krotnie większe ryzyko „przełomowej infekcji” wariantem Delta w porównaniu z osobami wcześniej zakażonymi. To jest też chyba powód dlaczego w Polsce województwa z najmniejszym odsetkiem zaszczepionych od kilku tygodni odnotowują najmniej zakażeń.

Żeby zbudować kompletną naturalną odporność na różne choroby wśród populacji w niewielkim stopniu zagrożonej koronawirusem niezbędny jest… powrót do normalności.

Szczepienia generalnie są jedynie syntetycznym zamiennikiem rocznej naturalnej ekspozycji na wirusy przeziębienia i grypy. Niemożliwe jest wyprodukowanie uniwersalnej szczepionki przeciwko SARS-CoV-2, ponieważ wirusy układu oddechowego RNA (takie jak wirusy grypy, RSV, rinowirusy i koronawirusy) mutują niezwykle szybko w porównaniu z wirusami takimi jak ospa, odra czy polio (SARS-CoV-2 wytworzył ponad 40 tys. wariantów). Dlatego tych pierwszych zasadniczo nie da się wyeliminować za pomocą szczepień. Strategia, a właściwie ideologia, „zeroCOVID” przedstawiana przez niektórych jako „jedyne wyjście z pandemii” to niemożliwe do zrealizowania rozwiązanie, także przez fakt, że SARS-CoV-2 nie jest typowo ludzkim wirusem (inaczej niż w prypadku np. ospy). Podobna sytuacja występuje z ponad 200 innymi endemicznymi wirusami układu oddechowego.

Generalnie presja ewolucyjna sprawia, że z czasem niektóre wirusy stają mniej niebezpieczne. Po prostu potrzebują one swoich żywicieli, aby móc dalej się rozprzestrzeniać. A żywy i mobilny „gospodarz” jest zdecydowanie bardziej użyteczny niż przykuty do łóżka lub martwy. Wirusy mogą stać się ślepymi zaułkami ewolucyjnymi, jeśli zabiją lub unieruchomią swoich nosicieli. Z punktu widzenia wirusa ewolucyjny złoty środek osiąga się, gdy może on łatwo zainfekować jak najwięcej nosicieli bez zmniejszania ich mobilności i bez wywoływania długotrwałej odporności u większości nosicieli, a więc bez sprowokowania gwałtownej odpowiedzi immunologicznej. W ten sposób ustanawia się trwały cykl reinfekcji. Zwykle młodzi ludzie są narażeni na mniej niebezpieczne mutacje, ponieważ najzdrowsi żyją normalnie, mają kontakt z wieloma ludźmi, zarażają i są zarażani. Jednocześnie osoby ciężko chore siłą rzeczy zmuszone są do pozostania w domu i ograniczenia kontaktów. W ten sposób najniebezpieczniejsze mutacje wirusa nie znajdują nowych żywicieli i trafiają do ewolucyjnej ślepej uliczki. W przypadku COVID-19 wariant Delta jest bardziej zaraźliwy, ale to jest dokładnie to czego można było spodziewać – koronawirus po prostu przystosowuje się do nowego gatunku gospodarza.

Szczepienia przeciwko COVID-19 zmniejszają ryzyko hospitalizacji lub śmierci, ale nie zatrzymują infekcji wśród osób zaszczepionych. W takich warunkach nawet niebezpieczny nowy wariant koronawirusa będzie mógł swobodnie krążyć wśród osób zaszczepionych nie powodując ich „przykucia do łóżka”, będąc jednocześnie niezwykle groźnym dla osób nieszczepionych. Co więcej, ponieważ szczepienie zapewnia jedynie tymczasową, krótkotrwałą ochronę, gdy tylko odporność osłabnie, sami zaszczepieni są również narażeni na poważniejsze przechorowanie. W ten sposób stwarza się możliwość przetrwania w populacji groźniejszych wersji koronawirusa, która spowodować może w przyszłości ogromną tragedię.

Wobec tego sama idea segregacji sanitarnej i przymusowych szczepień, obok wątpliwości prawnych i etycznych, budzi także wątpliwości co do swojej sensowności. Z punktu widzenia medycznego segregacja ze względu na stan zaszczepienia nie ma sensu, bo osoby zaszczepione i tak mogą transmitować koronawirusa. Jej uzasadnieniem jest chęć zmuszenia jak największej ilości ludzi do przyjęcia szczepionki, aby byli mniej narażeni na ryzyko ciężkiego przebiegu Covid-19 i nie obciążali niepotrzebnie służby zdrowia. W oczywisty sposób temu samemu celowi służby przymus szczepień.

Niby logiczne, ale nie do końca. Utrzymywanie sztucznie ciągłego stanu zagrożenia prowadzi do powiększania się już i tak ogromnego długu zdrowotnego zaciągnięto przez nasze społeczeństwo. Bardzo możliwe, że liczba zgonów osób chorych na Covid-19 będzie w przyszłości utrzymywać się na stałym poziomie lub nawet rosnąć, ze względu na nałożenie się tej choroby na setki innych nieleczonych chorób oraz ze względu na osłabioną odporność.

Ideologia „zeroCOVID” jest zwyczajnie niemożliwa do osiągnięcia. Jeżeli będziemy dalej postępować tak jak postępujemy niewykluczone jest powstanie naprawdę groźnego wariantu koronawirusa i faktycznego uzależnienia od szczepień co pół roku, kolejnymi eksperymentalnymi szczepionkami (o tym dlaczego obecne szczepionki przeciwko Covid-19 nie są wcale „w pełni bezpiecznie” szerzej w analizie na portalu Narodowcy.net) przygotowywanymi na kolejne warianty mutującego bardzo często koronawirusa… A to będzie w interesie jedynie koncernów farmaceutycznych, zarabiających na obecnym kryzysie ogromne (naprawdę OGROMNE) pieniądze, oraz elit politycznych, które będą mogły swoje potknięcia przykrywać ciągłym podsycaniem sytuacji pandemicznego zagrożenia.

Dlatego segregacji sanitarnej i przymusowi szczepień należy powiedzieć zdecydowane – NIE.

Adam Szabelak

Adam Szabelak

Czytaj Wcześniejszy

Wybitny dramaturg i narodowiec niebawem w księgarni! Wydawnictwo Dębogóra opublikuje pisma Karola Huberta Rostworowskiego

Czytaj Następny

„Auschwitz dla nacjonalistów”. Uczestnicy marszu przeciwko narodowcom wzywali do mordów politycznych [+FOTO]

Zostaw Odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *