Pseudoaktywiści oskarżali leśników, że w lasach nie ma niedźwiedzi... zostali zaatakowani przez jednego z nich

Aktywiści ekologiczni są jak lemingi skaczące z urwiska na pewną śmierć. Kiedy przyklejanie się do ruchliwej jezdni przestało zwracać na siebie uwagę, ci postanowili odwiedzić leże niedźwiedzia. Do takiej sytuacji doszło w zeszłym tygodniu. 56-letni pseudoaktywista ekologiczny został ciężko ranny po naruszeniu legowiska niedźwiedzia brunatnego. Do akcji ratowniczej ruszyli ratownicy GOPR, strażacy oraz ratownicy medyczni.

12 listopada niedźwiedź brunatny zaatakował 56-letniego mężczyznę i ciężko go ranił na terenie Nadleśnictwa Lutowiska. Akcja ratunkowa trwała trzy godziny, podczas której były zaangażowane różne grupy, m.in. grupa Bieszczadzka GOPR, Bieszczadzkie Pogotowie Ratunkowe SP ZOZ w Sanoku, Lotnicze Pogotowie Ratunkowe. 


Według nagrania z fotopułapki i relacji przedstawicieli służb leśnych atak nastąpił z winy ekologów. Ci przyznali się do winy.

Nadleśnictwo Lutowiska wydało oświadczenie w sprawie ataku niedźwiedzia na człowieka.

Niestety, w niedzielny wieczór 12 listopada naruszyli spokój gawrującego zwierza, prowokując dramatyczną sytuację, której stali się uczestnikami. Podkreślam fakt, że skoro sami składali wniosek o utworzenie strefy, winni zachować reguły, jakie wynikają z tej sytuacji – stwierdzono w oświadczeniu.

Nadleśnictwo Lutowiska niezwłocznie o całym zajściu powiadomiło Policję i Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska w Rzeszowie. 

Wyrażając współczucie osobie poszkodowanej, życzymy jej szybkiego powrotu do zdrowia. Jednocześnie przypominamy o zasadach zachowania się w ostojach dzikich zwierząt, o zakazie ich płoszenia, zwłaszcza w odniesieniu do niedźwiedzi szykujących się na zimowy spoczynek – napisano.

W sierpniu Inicjatywa Dzikie Karpaty i Fundacja Siła Lasu zaapelowała o konieczności natychmiastowego wstrzymania działań gospodarki leśnej, w tym wydzieleniu leśnym. W tym samym czasie wpłynął wniosek od aktywistów o utworzenie strefy ochronnej wokół gawry niedźwiedzia. Zgodnie z zaleceniami RDOŚ do końca października zakończono prace w tym wydzieleniu i zawieszono fotopułapkę. Aktywiści zdecydowali się jednak poszukać siedlisk niedźwiedzi na własną rękę.

Narodowcy.net/nowiny24.pl

Patrycja Łęgowik

Czytaj Wcześniejszy

Krystian Kamiński: Istotna rola polskiego uniwersytetu w Wilnie

Czytaj Następny

„Niedopuszczalne i niekatolickie tezy”. Przewodniczący KEP napisał do papieża ws. niemieckiej „drogi synodalnej”

Zostaw Odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *