Michał Karol Adamczyk: 80. rocznica śmierci Kapitana. Życie Corneliu Codreanu | Narodowcy.net

Michał Karol Adamczyk: 80. rocznica śmierci Kapitana. Życie Corneliu Codreanu

W nocy z 29 na 30 listopada dowódca rumuńskiego Legionu Michała Archanioła – Corneliu Codreanu wraz ze swoimi żołnierzami zostali brutalnie zamordowani. W tym roku przypada 80. rocznica jego śmierci. Bez wątpienia Codreanu był postacią charyzmatyczną i nietuzinkową, wyróżniającą się spośród współczesnych mu ruchów nacjonalistycznych w Europie, stąd też warto pochylić się nad postacią Kapitana oraz samym Legionem, o którym tekst napisał Mateusz Lewicki na łamach portalu narodowcy.net (Duchowa szkoła Rumunów). A tymczasem zapraszam do lektury życiorysu Kapitana.
Młodzieńcze lata Kapitana

Codreanu (po dziadku, co miało oznaczać „człowieka leśnego”), a w zasadzie Corneliu Zelea Codreanu, na świat przyszedł 13 września w rumuńskiej wsi Huși w rodzinie Iona i Elizabeth. Co ciekawe, jego ojciec prawdopodobnie miał polskie korzenie i pochodził z Bukowiny, stąd nazwisko Zelea (Zieliński). Jego matka natomiast była Niemką. Pochodzenie rodziny było mu później wytykane przez przeciwników politycznych.

Corneliu jako chłopiec był uczniem liceum wojskowego. W 1916 roku (w chwili wejścia Rumuni do I wojny światowej po stronie Entanty) udał się na samowolną wyprawę na front, w celu dostania się do pułku swojego ojca, jednak dowódca pułku odesłał młodego Codreanu do domu. Cała historia eskapady na front niewątpliwie dodała Codreanu autorytetu wśród rówieśników. W 1918 roku ukończył szkołę wojskową w Botosani i otrzymał stopień podoficerski.

W 1919 roku wraz z dwudziestoma kolegami dał wyraz swojej wiary i przywiązania do tradycji. Cała grupa złożyła przysięgę na wierność tej ziemi oraz jej obrony aż do śmierci. Nie są to tylko puste słowa, ponieważ chłopcy postanowili zebrać broń i szkolić się z jej obsługi. Codreanu sformalizował działalność grupy, stanął na jej czele (przez swój autorytet oraz stopień podoficerski) i nazwał ją „Stowarzyszenie Kulturalno-Naukowe Mihail Kogălniceanu[1]”. Miała to być swoista szkoła konspiracji, na razie jedynie przed nauczycielami i rodzicami.

Upragniona wojna z Rosją nie nadeszła. Stowarzyszenie było rozgoryczone przez to, że nie mogli poświęcić się dla swojej Ojczyzny. Codreau jednak nie próżnował i poszerzał swoją drogę ideową poprzez czytanie pism narodowych: Siewcy (Semanatorul) i Naród Rumuński (Neamul Romănesc) pisanych przez Aleksandra Cuze (najpopularniejszy teoretyk rumuńskiego najconalizmu) i Nicolae Iorge.

Studia i pierwsze wystąpieniaz

Rok 1919 to czas rozpoczęcia przez Codreanu studiów prawniczych na uniwersytecie w Jassach. Obok Bukaresztu był to drugi ośrodek akademicki w Rumunii. W tym samym czasie wstąpił do Gwardii Świadomości Narodowej, organizacji stworzonej przez Constantina Panu, działacza robotniczego, który organizował narodowo-chrześcijańskie związki zawodowe. Codreanu nauczył się od Panu znaczniej więcej niż od uniwersyteckich teoretyków. Oprócz dobrych przemówień przygotowywał się do konfrontacji na ulicach rumuńskich miast. Jassy w latach 1919-1920 to pole walki pomiędzy nacjonalistami z Gwardii a komunistami.

10 lutego 1920 roku w Jassach doszło do strajku, a całe miasto zamarło. Stanęła m.in. jedna z fabryk tytoniowych, na bramie wywieszono czerwone sztandary, portrety Marksa, Trockiego i Rakovskiego. W tym momencie do akcji wkroczyli gwardziści uzbrojeni w to, co mieli pod ręką, uderzyli szturmem i zdobyli ją, a na bramach wywiesili trójkolorowe flagi Rumuńskie. W następstwie tej akcji gwardziści szukali w mieście 400 pracowników do fabryki. Fabryka ruszyła, a już po 2 tygodniach połowa strajkujących złożyła podania o ponowne przyjęcie do pracy.

Kolejną brawurową akcją Gwardii było uderzenie na strajkujące zakłady kolejowe Nicolina, gdzie pracowało ok. 4 tysięcy ludzi. Całe uderzenie było przeprowadzone energicznie i z fantazją. Uzbrojeni w broń palną działacze, a było ich niespełna 200, uprowadzili pociąg i na jego pokładzie przez bramę wjechali do zakładu, całkowicie go opanowując. Na całe szczęście do strzelaniny nie doszło. Była to jedna z ostatnich i wielkich akcji Gwardii. Nastroje rewolucyjne powoli wygasały, przestaje wychodzić gazeta Gwardii „Constitutia” na łamach której swoje teksty, pełne młodzieńczego zapału i patosu, pisał Codreanu.

Jesienią 1920 roku senat uniwersytetu ogłosił, że inauguracja roku akademickiego odbędzie się bez nabożeństwa. Narodowcy związani z Codreanu opuścili go, nie widząc szans na walkę z władzami uczelni. Sam Codreanu, rozgoryczony decyzją jego „kolegów”, zdecydował się na akcję, w której pomógł mu Vladimir Frimu. W dniu inauguracji roku akademickiego Codreanu wraz z Frimu, ubrani w stroje ludowe, z toporem w ręku, na znak protestu zabarykadowali się w auli uniwersytetu. Przez kilka godzin dzielnie bronili wejścia, lecz musieli ustąpić przed przewagą liczebną studentów o poglądach komunistycznych. Po dorwaniu się do Codreanu, grupa ok. 300 osób zaczęła wymierzać samosąd na protestujących. Jego determinacja przyniosła efekty i senat cofnął swoją decyzję. Po tej akcji Kapitan napisał znamienne słowa: „Od tej pory zakorzeniła się we mnie wiara, że człowiek, który walczy dla Boga i swego narodu, także jeśli sam, nigdy nie może być pokonany”. Ten czyn pozwolił mu stać się niekwestionowanym przywódcą studentów-narodowców. Jego postawa dobitnie pokazała, że jest gotowy na ofiarę w słusznym celu.

Po drugim roku studiów Codreanu wciąż czuje niedosyt walki w swoim życiu, mury akademickie ograniczają jego możliwości działania. Grupa zorganizowana w koło imienia Stefana Wielkiego starała się wyjść na zewnątrz ze swoją działalnością i uderzyłą w redakcję lokalnych gazet: Lumei i Opinii. Zniszczony został sprzęt, pomieszczenia, a dziennikarze zostali pobici. Na cały wybryk policja nie zwróciła uwagi, zbywając zgłaszających. Jednak władze uczelni postanowiły relegować Codreanu z uczelni, ale i to im się nie udaje ze względu na wstawiennictwo za kapitanem profesorów Cuzy i Cantacuzino. Studia skończył w 1922 roku, jednak nie otrzymał dyplomu ze względu na decyzję senatu. Nie przyniosły również efektów żadne apele profesora Cuzy.

Wyjazd do Niemiec i jeszcze szybszy powrót

Jesienią 1922 roku udał się na studia do Berlina na ekonomię polityczną. Warto odnotować, że był wyjątkowym stypendystą, ponieważ jego studia finansowali koledzy. Codreanu manifestował swoją rumuńskość poprzez noszenie ludowego stroju na uczelni. W trakcie studiów pierwszy raz usłyszał o Adolfie Hitlerze od lokalnego wytwórcy swastyk, którym to symbolem się zainteresował i próbował wykorzystać po powrocie do Rumunii. W Niemczech przebywał niedługo, bo zaledwie 3 miesiące. Tam też dowiedział się o strajkach studentów w jego Ojczyźnie i postanowił wrócić.

Na miejscu protestowały już grupy studenckie przeciwko Żydom w polityce, ekonomii i życiu społecznym. Wraz z profesorem Cuzą postanowili założyć Ligę Narodowo-Chrześcijańską i to właśnie młody Codreanu został emisariuszem Ligii spośród studentów i młodych ludzi, dla których był autorytetem. Nowa partia miała swój zjazd w marcu 1923 roku w Jassach. Zjazd rozpoczęło uroczyste nabożeństwo, w którym udział wzięło ok. 10 tysięcy ludzi. Profesor Aleksander Cuza na zjeździe upoważnił Codreanu do organizowania Ligi Obrony Narodowo-Chrześcijańskiej – to właśnie były te wyzwania i głęboka woda, których oczekiwał Kapitan. Codreanu oczywiście rzucił się w wir pracy organizacyjnej i zjednoczył wokoło Ligi mnóstwo młodych ludzi. Na samym początku sformułował postulaty mówiące o dyscyplinie i hierarchii wśród działaczy. Dzięki surowej dyscyplinie można oddzielić ziarno od plew – mówił Codreanu. Część działaczy nie podoła i odpadnie, zostaną tylko ci, którzy będą w stanie sprostać.

Cała praca nie skupiała się jedynie na pracy politycznej. Codreanu oraz jego działacze często doświadczali terroru państwa na nich samych, dlatego postanowił działać w tej kwestii. Zebrał najbardziej ideowych ludzi i zaczął tworzyć zalążek plutonu egzekucyjnego, który miałby za zadanie wyeliminować największych wrogów. Na pierwszym miejscu listy kilkudziesięciu nazwisk, znajdowało się nazwisko ministra Gheorghe Marzescu, który obwiniany był o nadanie praw mniejszościom narodowym w Rumuni. 8 października w Bukareszcie miała odbyć się kolejna narada zaprzysiężonych działaczy, jednak całe spotkanie przerwała policja, która była doskonale poinformowana o całej grupie. Wszyscy zostali przewiezieni do aresztu, a następnie byli przesłuchiwani. Codreanu zorientował się, że zostali wsypani przez jednego z kolegów, więc postanowił wyznać całą prawdę, licząc na polityczny proces, podczas którego będą mogli bronić swoich narodowych poglądów. Przy okazji dowiedział się, kto był zdrajcą. Okazał się nim Vernichescu z Cluj, któremu Kapitan obiecał sprawiedliwą karę za zdradę. Wszystkich aresztowanych było trzynastu, w tym ojciec Codreanu. Zostali osadzeni w areszcie Văcărești pod Bukaresztem.

Święty Michał w więziennej kaplicy

Według przekazów Codreanu przeżywał pewne objawienie w więziennej kaplicy przed obrazem świętego Michała Archanioła, czyli tego, który w imieniu Boga ma stawiać czoła zastępom diabelskim. Święty Michał stał się niejako jego patronem, a później patronem organizacji, którą powołał Codreanu. Przebywając w areszcie był mocno przeświadczony o procesie, w którym wszyscy oskarżeni zostaną uniewinnieni. Proces ruszył dopiero po 5 miesiącach od ich aresztowania, czyli w marcu 1924 roku. W dniu rozpoczęcia procesu miał miejsce wyjątkowy przypadek, a w zasadzie samosąd na osobie, która wydała spiskowców – Vernichescu. Co do całej sytuacji, brak jest konkretnego przekazu. Pewne jest, że Ion Motza, spotkawszy zdrajcę w pokoju kancelarii sądu (nie wiadomo co skłoniło go obecności w tym właśnie miejscu), zaciągnął do pokoju, gdzie oddał w jego kierunku kilka strzałów z broni (nie jest jasne w jaki sposób Motza otrzymał broń). Proces potoczył się bardzo sprawnie i wyrok wydano po kilku godzinach obrad. Przewidywania Kapitana się sprawdziły i wszyscy zostali uniewinnieni, w więzieniu pozostał jedynie zabójca zdrajcy – Ion Motza, którego uniewinniono niedługo później, bo we wrześniu 1924 roku. Nie ma co ukrywać, że cały system prawny w Rumunii w tamtym czasie był skorumpowany i to prawdopodobnie spowodowało uniewinnienie zabójcy.

Po opuszczenia więzienia, obaj Codreanu wrócili do Jass, gdzie zostali otoczeni „troskliwą” opieką policji i prefekta Manciu. Corneliu jednak nie zaprzestał swojej działalności i ponownie zebrał wokół siebie grupę kilkudziesięciu studentów i licealistów. Cała grupa poważnie myślała o stałej siedzibie i tutaj z pomocą przyszedł sympatyk Codreanu, inżynier Lascar. Zaproponował im miejsce oddalone o kilkanaście kilometrów od Jass – miasteczko Ungaheni. Zaoferował im również miejsce na budowę, a także pomoc w produkcji budulca, czyli cegieł. W maju 1924 roku 26 młodych działaczy udało się nad Prut i po kilku dniach produkcja cegieł ruszyła pełną parą. Aby się wyżywić jak najmniejszym kosztem, dzierżawili hektar ogrodu, w którym sadzili warzywa i owoce. Był to pewien eksperyment Kapitana, który według niego wypadł bardzo dobrze.

Nie uciekło to uwadze policji, która nękała nacjonalistów, a w końcu aresztowała około 30 osób. Aresztowani byli traktowani dość brutalnie, z czego zresztą słynęła rumuńska policja. Zdarzały się ciężkie pobicia, a w niektórych przypadkach na aresztowanych czekała również śmierć z rąk funkcjonariuszy. W sprawie aresztowanych zareagował profesor Cuza, który zgłosił się do miejsca przetrzymywania więźniów wraz z prokuratorem i lekarzem. Zostali zwolnieni wszyscy oprócz Codreanu, który był bezpodstawnie przetrzymywany jeszcze przez dwa dni, ponieważ prefekt policji – Manciu postanowił „zmiękczyć” więźnia torturami. Osiągnął jednak efekt zupełnie odwrotny do zamierzonego, a Corneliu poprzysiągł mu osobistą zemstę za krzywdy. Po uwolnieniu, wyczerpany oraz rozbity psychicznie Codreanu, udał się w góry, w których to przez półtora miesiąca żył jak pustelnik. Przez ten czas starał się zrobić swoisty rachunek sumienia i jeszcze raz przemyśleć podejmowane przez siebie decyzje.

Wymierzenie sprawiedliwości prefektowi

Wreszcie i Codreanu użył broni. Wraz z mecenasem Dubravą miał bronić w sądzie studenta Camirzanu, który również był maltretowany przez prefekta Manciu. Według słów Codreanu, w drugim dniu rozprawy na korytarzu pojawił się Manciu wraz ze swoją gwardią i policją, napadając na Kapitana, który znajdował się tam wraz z adwokatem. Codreanu został zaatakowany, więc nie zwlekając, sięgnął po rewolwer i powalił jako pierwszego prefekta, który padł trupem. Ranił jeszcze 2 osoby – komisarza i inspektora policji. Codreanu wziął zakładnika i uciekł z sądu. W niedługim czasie został zlokalizowany w swoim ukryciu oraz aresztowany. Codreanu nie poczuwał się do winy, a w jego obronie stanęło Zjednoczenie Generalne Rektorów Uniwersytetów Rumuńskich. Ich protest trafił m.in. do premiera oraz ministra spraw wewnętrznych, a zawierały listę wszelkich przypadków łamania prawa przez prefekta Manciu. A była to lista bardzo długa. Proces w tajemnicy został przeniesiony do Turnu Severin nad Dunajem. Na ławie oskarżonych zasiedli: Codreanu, Ion Mota, Ilie Garneata, Corneliu Georgescu, Radu Mironovici. Wszyscy zostali oskarżeni o próbę zbrojnego obalenia ustroju, a zabójstwo prefekta było oskarżeniem pomocniczym. Po 6 dniach rozprawy wszyscy zostali uniewinnieni! Miało to swoje konsekwencje, ponieważ Codreanu został uznany za swego rodzaju naznaczonego, a dodatkowo jego misja była jakby zlecona „z góry”, co miało umocowanie w wyrokach uniewinniających. Codreanu uważał, że droga, którą obrał jest słuszna i dalej będzie nią podążał.

Mając 26 lat Corneliu postanowił się nieco ustatkować i ożenił się z Eleną Ilinoiu. Cała uroczystość zaślubin trafiła na fotografie oraz została utrwalona na kamerze. Później dwukrotnie była puszczana w bukaresztańskim kinie, jednak minister spraw wewnętrznych postanowił skonfiskować taśmę, a następnie ją zniszczyć. Mniej więcej od tego momentu zaczęły się konflikty w Lidze na linii Codreanu – Cuza, któremu to Kapitan zarzucał pójście w ilość, a nie jakość działaczy Ligi. W międzyczasie Codreanu wyjechał na studia do Francji. We Francji miał podobne warunki do tych pamiętanych ze studiów w Berlinie, jednak tutaj miał przy sobie żonę oraz przyjaciela – Iona Mote. W maju 1925 roku zostawił w Grenoble żonę oraz przyjaciela i udał się do Rumuni, do miejscowości Fokszal, w celu startu w wyborach. Nie udało mu się jednak przekonać do siebie elektoratu i przegrał w wyborach. Wrócił do Francji, jednak studia nie przyniosły mu satysfakcji. Gdy dowiedział się o rozłamie w Lidze, postanowił rzucić wszystko i wrócić.

Legion Michała Archanioła

Po powrocie nie opowiedział się po żadnej ze stron konfliktu w Lidze, natomiast utworzył własną organizację złożoną ze studentów i licealistów. Rozkaz nr 1 z dnia 24 czerwca 1927 roku powołał do życia organizację – Legion Archanioła Michała. Twarde reguły i wymagania odrzuciły nawet jego dawnych przyjaciół. Sam Legion przybrał formę średniowiecznego, mistycznego zakonu, w którym to miał powstać nowy typ Rumuna. Początki nie były wcale łatwe, zgłosiło się kilkunastu chętnych, którzy chcieli podjąć próbę pokonania góry cierpienia, drogę dzikich bestii oraz bagno beznadziei. Jak podkreślał sam Kapitan – Legion przede wszystkim ma być szkoła i wojskiem, a nie jakąś tam setną partią polityczną. Powoli dołączali kolejni działacze, a wśród nich prominentne osoby, jak chociażby generał Marcidescu – bohater I wojny światowej czy profesor Ion Gavanescu. To właśnie ten drugi zachęcał studentów do wstępowania w struktury Legionu. Ocenia się, że organizacja w 1927 roku liczyła około pół tysiąca członków. Występując na zewnątrz legioniści nosili charakterystyczny ubiór – zielona koszula jako symbol „wiosny narodu rumuńskiego”, pas z koalicyjką, buty z wysokimi cholewami – jednym zdaniem strój bardzo podobny do tych widzianych w innych częściach Europy w latach 20. i 30. XX wieku. Nosić koszule można było tylko w dni świąteczne, w szczególnych sytuacjach i miejscach. Codreanu zabronił noszenia jej codziennie. Mimo braku konkretnego planu politycznego Legion przyciągał kolejnych ludzi, lecz nie wszyscy byli godni, aby zostać w Legionie. Powstało pierwsze pismo legionistów – „Pamantul Stramosesc” (Ziemia Praojców), w którym Codreanu starał się wzbudzić patriotyzm wśród Rumunów.

Legion zorganizowany był na podstawie „gniazd” (cuib), które skupiały od kilku do maksymalnie kilkunastu działaczy. Na czele gniazd stały jednostki najbardziej aktywne i inicjatywne. Dzięki temu założyciel gniazda stawał się jego liderem i przyciągał za sobą kolejnych działaczy. 8 listopada 1927 roku w kościele św. Spirydona w Jassach miało miejsce ślubowanie pierwszych legionistów. Po uroczystej mszy świętej składali przysięgę na krew i ziemię przodków, a na szyi w specjalnych woreczkach umieszczono ziemię z pól bitewnych przodków.

Codreanu nie chciał, aby jego ruch był finansowany z zewnątrz, dlatego, że straciłby wpływ na ruch legionowy na poczet sponsora. Z tego powodu legioniści trudnili się wyrobem cegieł, transportem zarobkowym czy handlem warzywami. Są to lata skromne, o których często wspominał Codreanu. Aby stać się legionistą, należało działać w gnieździe przez 3 lata! Dopiero po tym czasie można było stać się legionistą. Podczas tego okresu każdy kandydat był poddawany wielu próbom. Po tym czasie, wykazując się ideowością i nienagannym życiem osobistym, legionista mógł stać się np. instruktorem, komendantem pomocniczym czy honorowym senatorem Legionu. Codreanu przez cały 1928 rok układał rotę ślubowania legionu, tworzył Senat Legionu oraz kilkakrotnie objeżdżał w terenie swoje struktury.

Żelazna Gwardia

Codreanu stał się apostołem idei narodowej i podróżował po kraju, gromadząc lokalnych mieszkańców i tłumacząc im, czym jest ruch legionowy. W trakcie podróży powołał do życia Żelazną Gwardię (Garda de Fier), do której mogła przystąpić każda organizacja młodzieżowa, która uznawała idee legionowe. W zamyśle miała to być organizacja bojowa, ale działająca „słowem” w terenie. Oficjalna nazwa Żelazna Gwardia została wprowadzona dopiero w 1930 roku. W 1931 roku Legion Michała Archanioła oraz Żelazna Gwardia zostały rozwiązane przez decyzję ministra spraw wewnętrznych. Działacze zostali aresztowani, przesłuchiwani, a w lokalach miały miejsca rewizje. Cała sytuacja ma znamiona prowokacji, co starali się udowodnić dziennikarze. Codreanu został aresztowany, jednak po raz kolejny został uniewinnony. Mimo to decyzja o delegalizacji Legionu i Gwardii nie została cofnięta. Cała sytuacja zahartowała działaczy, którzy zostali, natomiast wyeliminowała słabe jednostki – to była próba, o której mówił Codreanu.

W czerwcu 1931 roku jeszcze raz wystawił listy w nadchodzących wyborach, jednak po raz kolejny poniósł sromotną klęskę. Dwa miesiące później miał kolejną szansę, ponieważ zwolnił się mandat deputowanego. Codreanu wykorzystał szansę i dostał się do parlamentu. Był osamotniony w sejmie, jednak nie przeszkadzało mu to w głoszeniu idei zdelegalizowanego ruchu z mównicy sejmowej.

Podobna okazja przydarzyła się w niedługim czasie. Znowu zaistniała sytuacja wolnego mandatu w okręgu Tutova, ale tym razem Codreanu chciał wykorzystać szansę i zdobyć mandat dla swojego Ojca. W tym celu Legioniści (którzy zostali ponownie zalegalizowani) przeszli prawie 300 km z Bukaresztu, aby prowadzić propagandę. Taka odległość w styczniu, po zaśnieżonych drogach, robi wrażenie. Ich przeciwnicy zdecydowali się na agitację dopiero po roztopach, żeby można było dojechać na miejsce środkami transportu. Władza nie zezwalała na taką agitację i siłą usuwała legionistów. Kilka osób zostało aresztowanych, w tym ojciec Corneliu. Wybory zostały przeniesione na kwiecień, jednak ojciec Codreanu dostaje się do parlamentu. Po całej sytuacji ponownie zdelegalizowano Legion i Żelazną Gwardie. Tydzień po wyborach uzupełniających upadł rząd Iorgi i rozpisano nowe wybory. Codreanu wraz z legionistami wystawił swoje listy i do parlamentu dostało się pięciu z nich. Jednak nie same miejsca w parlamencie są sukcesem. Sukcesem znacznie większym byli legioniści, którzy poddani próbą nie załamali się, a rośli znacząco w siłę i w ich szeregi docierało coraz więcej osób znanych ze środowisk inteligenckich.

Aż do 1933 r. Codreanu szczycił się swoją praworządnością, której wymagał również od swoich podwładnych. Jednak to w tym roku powstały nieoficjalne „komanda śmierci”. Kapitan nie przyznał się do autorstwa tego pomysłu, jednak nieoficjalnie wspierał te działania. Nazwa może nieco mylić i sugerować powstanie bojówki gotowej do każdych czynów. Jednak była to grupa gotowa poświęcić swoje życie w imię ideałów podczas marszu przez Rumunię, w celu szerzenia idei legionowej. Młodzi ludzie objeżdżali kraj od miasta do miasta, nie robiąc zgromadzeń publicznych, ale rozmawiając z ludźmi i śpiewając pieśni, przekonywali do siebie tłumy. Dodatkowym atutem było to, że władza szykanowała „misjonarzy”, przez co w kolejnych wioskach i miastach witały ich tłumy. Od wiosny 1933 roku powstało kilka tysięcy nowych gniazd, a liczbę legionistów oceniało się na około 30 tysięcy. Legioniści wydali w tym czasie 17 pism, o łącznym nakładzie sięgającym blisko 30 tysięcy.

Śmierć premiera

Premier Duca, który był zdecydowanym przeciwnikiem Legionu, wytoczył mu wojnę. Swoimi działaniami nie ukrywał intencji, wręcz przeciwnie – dążył do całkowitego rozwiązania ruchów nacjonalistycznych w Rumunii. W listopadzie rozpoczęły się aresztowania działaczy i sympatyków Legionistów. Na listach proskrypcyjnych widniało ok. 20 tysięcy nazwisk. Codreanu, w porę ostrzeżony, zdążył się ukryć przed aresztowaniem. Cała sytuacja doprowadziła do tego, że liberałowie zyskali 51% poparcia w wyborach i premier Duca mógł pozostać na swoim stanowisku. Zaraz po wyborach pierwsze partie legionistów zostały wypuszczone z więzień, a pozostali tam tylko przywódcy ruchu. Niedługo potrwała ofensywa premiera Duca. Po wyjściu z wizyty u króla, na dworcu dopadła go kula zabójców. 3 osoby zatrzymane za zabójstwo przyznały się do zamachu oraz do tego, że byli członkami Gwardii, lecz swoje decyzje podjęli osobiście, a nie byli sterowani z góry. Sam Codreanu o sytuacji dowiedział się z prasy. Niemniej musiał się ukrywać, ze względu na aresztowania innych działaczy. Jednak król łagodzi ton i dał Codreanu glejt. Wtedy Kapitan ujawnił i złożył zeznania. Cała polityka króla dążyła do pewnej ugody z nacjonalistami.

„Wszystko dla Ojczyzny”

Przy wciąż obecnej delegalizacji struktur Legionu i Żelaznej Gwardii, Codreanu zgodził się na powołanie partii – Wszystko dla Ojczyzny (Totul Pentru Tara). Nowa partia nie oznaczała nowych zasad, ponieważ wciąż były to organizacje Legionu i Gwardii, tyle, że pod inną nazwą i pod oficjalnym zwierzchnictwem generała Cantacuzino, ale to Codreanu wciąż pociągał za sznurki. Aby zadbać o większą karność i dyscyplinę we wciąż rosnącym ruchu, Codreanu postanowił wychowywać poprzez pracę. Młodzi legioniści podejmowali pracę m.in. przy budowie osiedla „Zielony Dom” (Casa Verde) w Bukareszcie. Budowano także wały przeciwpowodziowe, nowe drogi, szkoły czy kościoły. Akcje te przyniosły mu ogromne wsparcie wśród zwykłych mieszkańców Rumunii.

Rok 1934 minął legionistom na ciężkiej pracy dla Ojczyzny, pracy bez wynagrodzenia. Niemniej młodzi legioniści zaczynali się domagać dawnej brawury i awanturniczości, która była cechą młodych ludzi. Codreanu jednak nie zamierzał pozwalać na wystąpienia antyżydowskie czy antyrządowe. W środku ruchu wyrosła mała opozycja w postaci Mihaila Stelescu (deputowanego w wyborach parlamentarnych z ramienia ruchu legionowego). Stelescu zaczął obrzucać Kapitana błotem, za co został usunięty z Legionu. Rozłamowiec wraz z kilkoma legionistami założyli organizację Crucida Romanismului (Krucjata Rumunizmu). Jednak nie cieszyli się zbyt długo swoją organizacją, ponieważ Stelescu został wsadzony do więzienia na 1,5 roku. W więzieniu nie próżnował i napisał własną historię Żelaznej Gwardii, oskarżając Codreanu o pyszałkowatość.

Po wyjściu z więzienia Stelescu dalej obrzucał inwektywami dowódcę Legionu m.in.  udzielając wywiadów w prasie. W kilka tygodni po opuszczeniu więzienia trafił do szpitala z wyrostkiem robaczkowym. Nieskomplikowany zabieg komplikują niezapowiedziani goście Stelescu w szpitalu. Mowa tutaj o 8 gwardzistach, którzy odwiedzili zdrajcę i zaczęli do niego strzelać, następnie poćwiartowali jego ciało siekierami. Po całej sytuacji sami, dobrowolnie zgłosili się na policję tłumacząc, że nie byli inspirowani przez nikogo.

Wojna w Hiszpanii

W 1936r. najbliżsi działacze Codreanu, Ion Mota i Vasile Marin, proszą Kapitana o zgodę na wyjazd do Hiszpanii, w której toczy się wojna domowa. Codreanu postanowił się zgodzić i wysłał 7 towarzyszy do Hiszpanii w celu wsparcia sił Franco. 15 stycznia dotarła do niego smutna wiadomość, że śmierć ponieśli jego dwaj najwierniejsi ludzie – Ion Mota i Vasile Marin. Tych dwóch męczenników stało się bohaterami dla Legionistów. Przejazd pociągu z trumnami poległych przez całą Rumunię stał się swoistymi świętem narodowym. Na samych uroczystościach pogrzebowych zjawiło się blisko 300 tysięcy ludzi, którzy chcieli pożegnać bohaterów. Kondukt żałobny liczył podobno ok. 4 km, a na jego czele szło 400 duchownych śpiewających psalmy. W kilka tygodni po pogrzebie Moty i Marina, szeregi Legionu rozrosły się do niebotycznych rozmiarów. Pod koniec roku w całym kraju istniało 36 tysięcy gniazd.

Wybory

Niestety poparcie Legionu nie przełożyło się na zwycięstwo w wyborach, Wszystko dla Ojczyzny zdobyło jedynie 16% głosów w wyborach z 1937 roku. Partia chłopska, która weszła w koalicję z Codreanu zdobyła 20% głosów, co dało łącznie 36%, czyli tyle samo, co partia liberałów. Partia prof. Cuzy, która wychodziła z tymi samymi ideami co Corneliu, ale jednocześnie obrzucała legionistów błotem, zdobyła jedynie 9% głosów. Król jednak nie patrząc na wybory, powierzył misję formowania nowego rządu właśnie profesorowi Cuzie.

Sformowany rząd tracił bardzo szybko swoje poparcie. Minister spraw wewnętrznych – Calinescu, wypowiedział wojnę Żelaznej Gwardii. Bojówki Calinescu zaczęły atakować Legionistów, na co Codreanu odpowiadał, że legioniści muszą zachować spokój. Prawdopodobnym było powołanie kolejnych wyborów, które były wyzwaniem dla Legionistów, aby podwoić wynik z poprzednich. W lutym 1938 roku z Kapitanem spotkał się Alfred Łaszowski, wysłannik polskiego tygodnika „Falanga”. W wywiadzie, Corneliu wyraźnie zaznaczył, że Żelazna Gwardia nie jest partią i zależy jej na stworzeniu Nowego Rumuna. Przeczuwał już wtedy kolejną delegalizację ruchu, jednak stwierdził, że wyprzedzi te poczynania i sam przejdzie do podziemia, gdzie czuł się najlepiej. 21 lutego podjął ten krok i rozwiązał „Wszystko dla Ojczyzny”. Przygotował się na próbę.

Widmo zatrzymania Kapitana było coraz bliższe, współtowarzysze proponowali mu ucieczkę, jednak Codreanu stanowczo odrzucił tę opcję, ponieważ nie mógł zostawić na pastwę losu swoich podkomendnych. Rządzący również nie wykazali się rozwagą, ponieważ za Codreanu stało prawie 40 tysięcy gniazd w całej Rumunii. 17 kwietnia nastąpiło zatrzymanie Kapitana pod pretekstem obrazy urzędującego ministra (Codreanu wysłał wcześniej list do ministra Iorgi – swojego wcześniejszego nauczyciela). Poza nim zatrzymano również około 250 legionistów. Podczas rozprawy sądowej został skazany na pół roku pozbawienia wolności. W całej Rumunii Legioniści byli chwytani i osadzani w obozach pracy.

Więzienna cela i ostatnie miesiące życia Codreanu

28 maja rozpoczął się proces właściwy Kapitana. Toczył się on za zamkniętymi drzwiami i jedynymi wiadomościami były te, że się rozpoczął. Nie było żadnych innych informacji. Obrony Kapitana nie podjęli się znani prawnicy, jedynymi chętnymi do obrony Codreanu było dwóch młodych legionistów-prawników. Stawiano mu zarzuty zdrady głównej, publikowanie tajnych akt dotyczących bezpieczeństwa, a także związki z obcymi państwami. Wyrok ostateczny – 10 lat ciężkich robót. Sam wyrok Codreanu przyjął ze spokojem. Z końcem maja uwolnieni zostali przywódcy Legionu i Gwardii, ale rzeczywistość, która ich spotkała była zupełnie inna. Nowi, młodzi legioniści chcieli czynu. Już nie chcieli spokoju, tylko wreszcie chcieli zacząć działać. Nie uznawali autorytetów starych legionistów, a z dawnych nauk brali tylko to, co jest nastawione na czyn.

Codreanu został przeniesiony do więzienia w górach, w którym reguły były znacznie surowsze i nie zachowały się żadne wspomnienia spisane na papierze z ostatnich miesięcy życia Kapitana. Nic nie zapowiadało tragicznej śmierci Codreanu w nocy z 29 na 30 listopada. To właśnie tej nocy zorganizowano przewiezienie Kapitana wraz z 13 towarzyszami do innego więzienia. W trakcie drogi więźniowie mieli założone na szyjach stalowe linki, a w pewnym momencie, na sygnał, zostali uduszeni. Ciała zawieziono do więzienia, do którego mieli przyjechać. Przed wrzuceniem do dołu, ciała przestrzelono, aby uwiarygodnić motyw ucieczki więźniów. Na drugi dzień ciała wykopano, oblano kwasem siarkowym i złożono w innym grobie, zalewając dokładnie cementem i dopiero później zasypując ziemią.

I tak Codreanu, pragnący stać się męczennikiem, stał się nim w wieku 39 lat. Historia ruchu legionowego przynosiła wiele pozytywnych aspektów, z których uczyć się mogły współczesne mu ruchy nacjonalistyczne w Europie. Do tej pory Codreanu jest postacią otoczoną pewnym mistycyzmem. Nadal inspiruje nacjonalistów w Europie do pełnego poświęcenia się dla sprawy narodu.

Michał Adamczyk

[1] Mihail Kogălniceanu – rumuński historyk, publicysta i polityk.

Komentarze