22 września 2021 r. z powodu wstrząsu septycznego zmarła w szpitalu w Pszczynie 30-letnia kobieta będąca w 22 tygodniu ciąży. Środowiska proaborcyjne natychmiast po tej tragedii rozpoczęły propagandę, jakoby kobieta zmarła w wyniku wyroku Trybunału Konstytucyjnego zakazującego aborcji eugenicznej. Na początku grudnia NFZ zaprezentował wynik kontroli w pszczyńskim szpitalu. Wskazano jednoznacznie, że postępowanie lekarzy było niewłaściwe. Placówka otrzymała karę finansową, rozważna jest wypłata odszkodowania i przeprosiny. Matka zmarłej 30-latki - pani Barbara - wciąż żyje tym zdarzeniem. „Mówią, że zrobili wszystko, co w ich mocy, a nie zrobili” - powiedziała w rozmowie z „Super Expressem”. „Ja mam sekcję zwłok dziecka i dziecko było zdrowe. Iza do końca w to wierzyła” - dodała.
Narodowy Fundusz Zdrowia wskazał, że medycy nie podjęli żadnych czynności mogących ratować życie Izabeli, gdy ta zgłaszała, że jej stan się pogarsza. Kobieta za pomocą wiadomości SMS relacjonowała mamie co dzieje się w placówce. Jak pisała, lekarze czekali aż płód obumrze.
„Jestem daleka od sformułowania, że śmierć tej pacjentki to prosta konsekwencja wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Sformułowanie ‘konsekwencja’ oznacza zależność przyczynowo-skutkową, czyli gdyby nie wyrok, to pacjentka by nie zmarła. O takim związku nie możemy tutaj mówić” – powiedziała niedługo po tragedii pełnomocnik rodziny zmarłej mec. Jolanta Budzowska. „Błąd medyczny może mieć różne tło, takie jak zła organizacja szpitala, przemęczenie lekarza, braki kadrowe czy dylemat lekarza, który boi się podjęcia określonej decyzji i źle ocenia ryzyko dla pacjentki ze strachu przed odpowiedzialnością karną” – dodała mec. Budzowska. Podkreśliła, że leczenie pacjenta prowadzi się tak, by nie doszło do wstrząsu septycznego. Gdy bowiem do niego dochodzi, ryzyko śmierci jest bardzo wysokie.
Według pani Barbary - matki zmarłej kobiety - lekarze mogli uratować nie tylko jej córkę, ale i wnuka. „Oni mieli przede wszystkim ratować to dziecko. Co oni wymyślają o tej aborcji? Czy ona (Izabela przyp. red.) poszła po aborcję do szpitala? Nie była przecież po wypadku, to była zdrowia dziewczyna. Odeszły wody płodowe. Mieli ratować to dziecko” - powtarza kobieta w rozmowie z „Super Expressem”.
Pani Barbara przekazał, że Leoś - tak po śmierci pani Izabeli nazwano chłopca, którego nosiła pod sercem - był zdrowy. Wcześniej media podawały, że ciąża obarczona była wadami, a więc jest to całkiem nowa informacja. „To dziecko miało 55 deka, tak wyszło po sekcji zwłok. Nie 485 gram, jak jej powiedzieli w szpitalu po USG. Takie dzieci żyją. Ja mam sekcję zwłok dziecka. Ono było zdrowe” - przekonuje mama Izy. „Moja córka do końca wierzyła, że dziecko jest zdrowe. Podobno przy tego typu wadach pojawiają się takie błędy. Córka od znajomej zgodziła się urodzić dziecko z tą samą wadą. Ono było również zdrowe” - twierdzi kobieta.
„Szwagierka od Izy kazała otworzyć trumienkę. Widziała to dziecko. Było takie różowiutkie. Jakbym ja wiedziała o tym, to także chciałabym je zobaczyć. Myślałam, że było zawinięte całe. Nie wiem, dlaczego w telewizji nikt o tym nie mówi, że dziecko było zdrowe. Skazali na nieludzkie tortury i dziecko, i matkę dziecka” - mówi mama zmarłej 30-latki.
„Zostawili ją, mogła sobie pogadać do ściany. Miała nawet własny termometr. Nawet jej gorączki nie zmierzyli. Nie wiem, jak oni się nią opiekowali” - kończy kobieta.
Sprawą śmierci pani Izabeli zajmuje się Prokuratura Regionalna w Katowicach. Lekarze z Pszczyny stwierdzili w dokumentacji medycznej, że ciąża jest obarczona wadami. Jak podała prokuratura, „wstępne wyniki sekcji zwłok wskazują z dużym prawdopodobieństwem, jako przyczynę śmierci pacjentki, na wstrząs septyczny po obumarciu płodu oraz zakażenie, po przedwczesnym odejściu wód płodowych, jako przyczynę obumarcia płodu. Decydująca jednak będzie opinia biegłego, który będzie powołany po uzyskaniu wyników badań tkanek pobranych podczas sekcji zwłok od pokrzywdzonej i płodu”.
Fakty nt. tragedii w Pszczynie
Oto co udało się naszej redakcji ustalić ws. tragedii w Pszczynie. Należy podkreślić, że bardzo wiele cennych wniosków przekazał poseł Krzysztof Bosak na swoim Twitterze po spotkaniu z ginekologiem i położnikiem z prezydium Naczelnej Izby Lekarskiej.
- śmierć czasem jest następstwem błędu medycznego, czasem wynika ze złej organizacji ochrony zdrowia, a czasem po prostu jest następstwem nieskuteczności medycyny - to nie jest tak że każdemu zawsze da się pomóc jeśli wszystko zrobi się dobrze;
- nie należy osądzać o przyczynie śmierci przed zbadaniem sprawy;
- lewica kłamie i dezinformuje ws. możliwości ratowania zdrowia i życia kobiet przez lekarzy;
- nie jest prawdą że lekarz musi czekać na śmierć dziecka jeśli zagraża ono zdrowiu lub życiu;
- nie jest prawdą że zagrożenie musi być „bezpośrednie” w takim sensie że za chwile może czy już następuje załamanie zdrowia lub życia (słowo „bezpośrednie” w ogóle nie pada w ustawie);
- nie jest tak że w kwestii przerywania ciąży prokuratura systemowo ściga lekarzy. „Efekt mrożący” to najprawdopodobniej propagandowy wymysł lewicy. Ze wstępnych danych za rok 2021 wynika podobno że aborcji ze względu na ochronę zdrowia i życia matki po wyroku TK będzie wielokrotnie więcej niż przed;
- faktem jest że każdy lekarz z dłuższym stażem ma problemy w prokuraturze czy sądzie, ale nie szczególnie z powodu aborcji tylko z powodu wszelkich żalów o błędy lub braki sukcesu w leczeniu;
W temacie aborcji:
- obecny przepis o możliwości przerwania ciąży ze względu na ochronę zdrowia i życia matki jest niezmieniony od 1993 roku;
- w przypadku sporu przed sądem sad powołuje biegłych którymi zawsze są inni lekarze - rzadko dają opinie przeciw sobie;
- nie ma żadnych ogólnopolskich procedur utrudniających przerwanie ciąży w kryzysowej sytuacji. Cześć lekarzy, jak np. dr Socha na OkoPress, wprowadza w bląd opinie publiczną;
- szpitale mają możliwość przyjąć swoje własne procedury ws. przerwania ciąży, niektóre to zrobiły, inne nie;
- lekarze w leczeniu chcieliby mieć podkładkę w postaci aktualnych wskazań w zakresie leczenia w trudnych przypadkach (zestaw dobrych praktyk opartych na doświadczeniu i dostosowanych do polskiego systemu ochrony zdrowia), ale nikt nie ma obowiązku wytworzyć takich wskazań. Publikują je lekarskie towarzystwa naukowe (np. Polskie Towarzystwo Ginekologów i Położników), ale wiele wskazań jest od lat nie aktualizowanych;
- lekarze w przypadku braku polskich wskazań korzystają ze wskazań z innych państwa (np. USA i UK) które mają inny sprzęt, inne procedury, prawo i zwyczaje;
- rząd nie robił w tej sprawie (aktualizacji wytycznych ws. leczenia) dotychczas nic;
- w ochronie zdrowia ogólnie i w położnictwie w szczególności nie istnieje system kontroli jakości i ujednolicania standardów w skali kraju. Jakość opieki bywa bardzo zróżnicowane.
Podsumowując: dla podniesienia jakości opieki medycznej w Polsce potrzeba nie zmiany prawa, a pracy nad poprawą organizacji ochrony zdrowia, szkoleń i systematycznej pracy konferencyjno-naukowej z rezultatami w postaci stale aktualizowanych wskazań jak leczyć. Zmiany prawa mogą być pożyteczne jedynie w kwestii odpowiedzialności lekarzy, sposobu oceny ich pracy w przypadku zdarzeń medycznych i ubezpieczenia od błędów medycznych.
Złe warunki panujące w szpitalu w Pszczynie
Warto zwrócić uwagę, że „Gazeta Wyborcza” już 4 stycznia 2017 roku w artykule pt. „Miażdżące wyniki kontroli w szpitalu w Pszczynie” opisała wyniki kontroli NFZ w tej placówce.
Autorka artykułu, Judyta Wątoła napisała:
„Szpital w Pszczynie, który od 2010 roku jest dzierżawiony przez spółkę Centrum Dializa z Sosnowca jest jednym z najczęściej kontrolowanych w województwie. Tym razem NFZ chciał sprawdzić m.in. czy i jak szpital zapewnia obsadę lekarską na dyżurach. […]
NFZ skontrolował pracę lekarzy, pielęgniarek i sprzęt szpitala. Latem 2016 przez prawie miesiąc oddział geriatrii w ogóle nie przyjmował chorych, nie zgłaszając tego nikomu. (…) Na intensywnej terapii przez kilkanaście dni dyżurował tylko jeden lekarz, choć powinno być dwóch. Na chirurgii ogólnej też zdarzało się, że pracował tylko jeden lekarz, choć szpital zapewnił NFZ, że zatrudnia tam czterech specjalistów. W marcu zeszłego roku przez pięć dni na chirurgii nie było żadnego lekarza! Na neurologii też dyżurowało za mało specjalistów, a w styczniu, lutym i maju zdarzały się dni, kiedy przez kilka lub kilkanaście godzin nie było ani jednego.[…]”
Uwagi dotyczyły też oddziału ginekologii i położnictwa: „Noworodki zostawały na wiele godzin bez opieki, bo lekarki schodziły do poradni.[…] Na bloku porodowym z powodu braku personelu zaniedbywano dokumentację medyczną.
Autorka artykułu przytacza tez wypowiedź szefa śląskiego oddziału NFZ, Jerzego Szafranowicza:
„W trakcie kontroli okazało się też, że na oddziale ginekologiczno-położniczym jedno przyłącze tlenu i jedno przyłącze próżni (gazy potrzebne do ratowania życia) to atrapy, a inne przyłącze próżni nie działa. To samo na sali porodowej. Popsute też było jedno przyłącze tlenu na internie i trzy z czterech przyłączy próżni na intensywnej terapii. »To wręcz niebezpieczne dla pacjentów«.”
Z uwagi na liczne zaniedbania i nieprawidłowości NFZ nałożyło na szpital milion złotych kary. Spółka Centrum Dializ nie zgadzała się jednak z ustaleniami kontroli uznając to za „element sporu sądowego”.
Narodowcy.net / se.pl




