Pan Kowalski mieszkał z żoną w bloku, w średnim trzypokojowym mieszkaniu kupionym na kredyt. Pewnego dnia państwo Kowalscy stwierdzili, że przydałby im się nowy samochód. Życie byłoby na pewno wtedy wygodniejsze. Pan Kowalski zapewnił żonę, że ma zaoszczędzoną odpowiednią kwotę. Jednak po uwzględnieniu niższych wpływów w czasie obostrzeń (przymusowe obcinanie godzin pracy, brak premii), zauważył, że jego zaskórniaków starczyłoby na może dwudziestoletni wóz, a rozmawiali wcześniej o rocznikach 2015-2017. Był to niemały kłopot i wstyd dla Kowalskiego. Postanowił zatem pożyczyć pieniądze od Malinowskiego. Żona zauważyła, że na koncie oszczędnościowym jest dużo mniejsza kwota niż to wynikało z opowieści męża. Ten odparł, że pożyczył Malinowskiemu i tylko czeka na zwrot lada dzień. Małżonka nie drążyła tematu.
Wspomniany Malinowski pracował razem z Kowalskim. Mieli różne stanowiska, nawet byli w innych działach, ale musieli współpracować regularnie. Formalnie Malinowski nie był zwierzchnikiem Kowalskiego, ale tak się jakoś składało, że gdy nie wiadomo było kto ma wykonać jakieś zadanie, spadało to na Kowalskiego. Z czasem było tak z co raz większą liczbą zadań. Kowalski udawał, a czasem nawet nie widział, że daje się wykorzystywać. Nie chciał psuć relacji. Wiedział też, że Malinowski zarabia trochę lepiej od niego i jest kawalerem, więc powinien mieć jakieś pieniądze do pożyczenia. Zresztą chodziły pogłoski, że ludzie od niego pożyczali.
CZYTAJ TAKŻE: Unia Europejska się nam zwyczajnie nie opłaca
Kowalski przedstawił swoją prośbę. Malinowski stwierdził, że kwota jest niemała, ale da radę. Ale na niewielki procent. Kowalski na to przystał. Miał dostać pieniądze tydzień później. Spokojnie zaczął przeglądać oferty samochodów. Po tygodniu Malinowski uznał, że nie może jednak zaufać zupełnie Kowalskiemu i potrzebny będzie gest dobrej woli. Chciał, żeby Kowalski zawiesił na balkonie lampki choinkowe. Dziwna to była prośba, bo grudzień się dopiero zaczął, ale Malinowski naciskał, że to ważne. Kowalski udekorował balkon. Przez kolejne dni nie mógł złapać Malinowskiego. W końcu ten uznał, że lampki są jednokolorowe, a powinny być w kilku różnych kolorach i migać. Kowalski jeszcze tego dnia podmienił lampki na nowo zakupione. Malinowski docenił to, ale powiedział, że może dać jedną trzecią od razu, ale do wypłaty pozostałej części potrzebuje jeszcze jakiegoś gestu dobrej woli. Kowalski miał tym razem chodzić do pracy w czerwonych spodniach. Dostał część pożyczki, więc na drugi dzień pracował w czerwonych spodniach. Żona dziwiła się skąd ta zmiana stylu. Pytała też dlaczego na koncie dalej mają tylko część środków. Przyznał, że Malinowski „nie oddał” jeszcze wszystkiego.
Tydzień później Malinowski zażyczył sobie, żeby Kowalski nosił też różową koszulę do czerwonych spodni. Ten przystał i na to. Kolejne dni pracował w takim stroju. Malinowski to docenił, ale uznał, że naczytał się o środowisku i może dać Kowalskiemu resztę pieniędzy pod warunkiem, że ten kupi samochód elektryczny, no ewentualnie hybrydę. Kowalski zdenerwował się, ale widział, że nic nie ugra.
Oznajmił więc żonie, że sam naczytał się o środowisku i muszą kupić hybrydę. Żona nie rozumiała z tego zupełnie nic. Drążyła więc i mąż w końcu przyznał, że to wymóg Malinowskiego. Kobieta złapała się za głowę. Oznajmiła, że chyba zwariował, że jakiś Malinowski dyktuje ma co ma nosić i co kupować i że poda go do sądu jak nie odda pieniędzy jej mężowi. Wtedy ten musiał wyznać, że to on pożycza. Powiedział jednak, że powinna to docenić, że osiągnął taki sukces i zdobędzie pieniądze na auto. Żona kazała mu oddać to, co do tej pory pożyczył i żeby przestał dawać się tak traktować.
Malinowski przyjął zwrot, ale powiedział: „Resztę i tak musisz oddać. Plus odsetki”.
Mniej więcej tak widzę sprawę KPO i „kamieni milowych”.
CZYTAJ TAKŻE: Miliard - opowiadanie o przyszłej Europie, cz. 1
Amadeusz Putzlacher




