Dobromir Sośnierz, poseł Nowej Nadziei na antenie w „Radiu wnet” poparł swobodny przepływ imigrantów pod warunkiem, że będą oni pracownikami.
Zeszłotygodniowym gościem „Radia wnet” był Dobromir Sośnierz, obecny poseł i kandydat Nowej Nadziei w wyborach parlamentarnych. Podczas wywiadu polityka zapytano o jego stosunek do imigracji. Sośnierz odpowiedział na pytanie dość wymijająco, stwierdził, że nic nie ma do masowej imigracji pod warunkiem, że obcokrajowcom nie będzie wypłacało się zasiłków socjalnych.
Ja jestem raczej za otwartymi granica, pod warunkiem, że nie kusi się przybyszów jakimiś socjalnymi programami. Jeśli nie kusimy przybyszów socjalem, to przyjeżdżają do nas ludzie, którzy chcą pracować — odpowiedział polityk.
Po chwili jednak przyznał, że wpuszczenie do kraju dużej ilości osób obcych kulturowo może zakończyć się niepokojami i zamieszkami.
Czym innym jest swobodny przepływ ludzi w czasach pokoju, a czym innym wiosna ludów, gdy przewalają się Wandalowie i jacyś inni Ostrogoci — dodał Dobromir Sośnierz.
Polityk przyznał, że jego zdaniem obecnie Europa jest w tej drugiej kategorii.
Imigracja zawsze jest szkodliwa
Państwa monoetniczne mają oczywiste korzyści i nie muszą borykać się z problemami, jakich doświadczają państwa wielonarodowe czy wielowyznaniowe. Jednolitość ludności to: brak ruchów autonomicznych i separatystycznych; ochrona przed wpływami obcych rządów, które kreują polityczne myślenie swoich obywateli nawet zza granicy; stabilizacja i brak konfliktów wywołanych różnicami światopoglądowymi i etycznymi; swobodne wychowywanie się we własnej kulturze, co buduje więzi oraz solidaryzm społeczny. Liberałowie opowiadający się za niczym nieskrępowaną migracją to tak naprawdę zakamuflowana opcją multikulti.
Traktowanie państwa w sposób wyłącznie ekonomiczny, jak zrobił to poseł Sośnierz, oznacza zniżenie się do hedonistycznych instynktów i zignorowanie budującego go narodu. Jeżeli państwo służy jedynie pomnażaniu majątku, to w takim razie, po co nam państwo? Może lepiej wybrać inne lub żyć w organizacji pozapaństwowej. Być może napływ imigrantów jest korzystny dla gospodarki, ale to wyłącznie chwilowy efekt. Z czasem poszczególne sektory stają się uzależnione od ściągania nowych pracowników i przy niedoborze tej zewnętrznej kroplówki, podupadają.
Dla wielkich korporacji tanich pracowników z Afryki i Bliskiego Wschodu zawsze będzie brakować, ponieważ normalna produkcja już im nie wystarcza, weszliśmy w czasy nadmiernej konsumpcji. Francja pracowników z terenów byłych kolonii ściąga od prawie wieku i nic nie wskazuje na to, żeby kiedykolwiek tę „braki kadrowe” udało się załatać.
W Polsce marnuje się ok. 5 mln ton żywności rocznie i wyrzuca aż 560 tys. ton śmieci elektronicznych. Musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy kolejny ukraiński podawacz frytek w McDonald’s czy dodatkowy Hindus rozwożący jedzenie w Uber Eats jest nam naprawdę potrzeby?
Narodowcy.net/wnet.fm
Foto: kadr z wywiadu Radio WNET




