Jakiś czas temu nastąpiło zewsząd bombardowanie opinii publicznej emocjonalnymi hasłami o rzekomej kobiecej sile, hasztagami #metoo, wzajemnym wspieraniu się. Niestety, solidarność jajników to wydmuszka opakowana w kolaż z instagramowych zdjęć.
Powierzchowność ruchów kobiecych wynika z tego, że nie ma wśród przedstawicielek płci pięknej elementów łączących, poza płcią. Współcześnie nawet definicja płci ulega rozmyciu, więc jeśli hasło „kobiety wszystkich płci - łączmy się” stanie się bardziej powszechne, ruchy kobiece stracą ostatni element spajający, gdyż dzieli je wszystko: poglądy na politykę, wychowanie, żywienie, leczenie, pochodzenie i wykształcenie.
Hilary Clinton w swojej kampanii wyborczej, zabiegając o głosy żeńskiej części społeczeństwa, często odwoływała się do mizoginii Donalda Trumpa, a i tak 53% białych kobiet zagłosowała na jej przeciwnika. Wynik zbulwersował przede wszystkim kobiety ciemniejszej karnacji, które wprost nazywały inne kobiety „zdrajczyniami płci”. Dziennikarka Susan Chira zwróciła wtedy uwagę, że polityka, klasa społeczna i rasa dzieli kobiety bardziej, niż płeć potrafi połączyć.
W 1968 roku psycholog Philip Goldberg przeprowadził eksperyment, który polegał na ocenie esejów przez dwie grupy. W pierwszej grupie ten sam esej podpisany był imieniem męskim, w drugiej imieniem żeńskim. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni ocenili lepiej esej podpisany przez mężczyznę. Victoria Burbank z University of California analizowała relacje służbowe w świecie kobiet. 91% kobiet przyznało, że najwięcej prześladowań spotyka ich ze strony współpracownic. Według CBOP tylko 11% kobiet potrafiłoby w pełni zaakceptować szefa płci żeńskiej, ponad 40% zdecydowanie woli szefa-mężczyznę. Większość lepiej ocenia pracę z mężczyznami. Te dane powinny zmuszać do refleksji i serii pytań do damskiego grona:
- Dlaczego 25 lat temu, kiedy pierwsze kobiety zaczęły głośno poruszać problem molestowania w światku filmowym, żadna sławna koleżanka nie udzieliła im wsparcia?
- Czy kobiety pomagają sobie szczerze, bezinteresownie?
- Czy kobiety potrafią się wzajemnie doceniać?
- Czy kobiety szanują swoje odmienne wizje świata?
Odpowiedź brzmi: nie. Świat kobiet jest urządzony na zupełnie innych zasadach. Pod przykrywką słodkich zdjęć i hasztagów kryje się rywalizacja. Nawet między najlepszymi przyjaciółkami. Kobiety potrafią zostać śmiertelnymi wrogami tylko na podstawie różnych opinii na temat glutenu. Ocenianie i krytyka odbywają się najczęściej nieświadomie, często tkwią niewypowiedziane w umysłach, ale są surowe i bezwzględne. Kobieca natura polega na intuicji i domysłach, dlatego tak łatwo napuścić kobietę przeciw kobiecie, nie posiadając jednoznacznych dowodów. Ta natura brutalnie i cynicznie zwalcza swoje przeciwniczki, zazwyczaj metodą małych kroczków wbijając cicho i powoli nóż w plecy. Z uśmiechem na ustach. Żaden mężczyzna, choćby myślał latami, nigdy nie będzie w stanie uknuć takiej intrygi, na jaką jest w stanie na poczekaniu wpaść wściekła kobieta.
Psychoterapeutka Phyllis Chesler, pisarka i feministka, badając naturę kobiet, słusznie zauważyła, że wymaga ona ogromnej atencji. Spostrzeżenie to jest co prawda wyrwane z feministycznego kontekstu, ale pokazuje, że dużo działań kobiety jest nakierowanych na zdobycie uwagi.
Powyższe powody potwierdzać mogą też tezę, że walka o prawa kobiet w formie akcji #czarny_protest i #metoo to tylko nadmuchany balon, acz temat ciekawy i nadaje się na osobną analizę. Zdjęcia okraszone tymi hashtagami mają duże zasięgi i sporo polubień. Uczestnictwo w nich generuje nie tylko skupienie uwagi na sobie, ale także poczucie przynależności do wielkiej i silnej grupy społecznej.
Dodatkowo przyszło nam żyć w czasach nastawionych na egoistyczne „dobro jednostki”. Czujemy często osamotnienie, a rzeczywiste koła i grupy zrzeszające ludzi na przestrzeni ostatnich lat stopniowo zanikają. Przynależność do silnej grupy należy do piramidy potrzeb każdego człowieka, więc „sukces” tych ruchów nie powinien dziwić. Udział w dużych ruchach zaspokaja podstawowe potrzeby, a walka o „sprawę”, nawet cybernetyczna, budzi poczucie spełnionego obowiązku.
Zrywy społeczne są popularne, bo poruszają emocjonalną cząstkę każdej kobiety. Emocjonalność kobiet leży w ich naturze i sama w sobie nie jest cechą negatywną, jednak uderzając w tę cząstkę odsuwa się na bok cząstkę racjonalną. W zależności od kontekstu jest ona czymś jednocześnie pięknym i strasznym.
Uderzanie w slogan „solidarność jajników” ma tylko na celu udowodnienie, że jest on mitem. Nie ma na celu krytyki rodzaju żeńskiego. Kobiety jako osobne byty z całym swoim emocjonalnym dobytkiem są cudowne i potrzebne mężczyznom w każdej dziedzinie życia. Zabieg generalizowania użyty został celowo, aby zwrócić uwagę na płytkość współczesnych akcji feministycznych i o feministycznym zabarwieniu. Na potrzebę tekstu autor nie ujawni swojej tożsamości. Jeśli jest on mężczyzną, zostanie zapewne nazwany szowinistą. Jeśli jest kobietą, zostanie nazwany zdrajcą płci.
Co ciekawe, w czołówce najbardziej agresywnych kobiet na świecie znajdują się Polki.
Źródła:
https://www.nytimes.com/2016/11/13/opinion/the-myth-of-female-solidarity.html
https://www.tandfonline.com/doi/abs/10.1080/00223980.1975.9923907
https://phyllis-chesler.com/articles/the-unkindness-of-women



