„Kryptonim Polska” - gniot czy celna satyra?

2 września odbyła się premiera filmu Piotra Kumiki pt. „Kryptonim Polska”. Jak można wywnioskować z opisu dystrybutora jest to opowieść o znajomości młodego narodowca-zadymiarza Staszka z aktywistką będącą uosobieniem tego, z czym ekipa narodowców walczy. W filmie pojawia się oczywiście więcej postaci: ksiądz, rodzina Stanisława, grupa radykałów, Włoch-faszysta oraz lewicowe towarzystwo Poli, ukochanej protagonisty.

Na wstępnie pragnę zaznaczyć, że niewiarygodnie się cieszę z faktu zauważenia przez liberałów innych opcji niż PiS i anty-PiS. Szkoda jednak, że patrzą na te „inne poglądy” z własnej bańki i następnie posługują się do bólu przerysowanymi wizerunkami nacjonalistów, kapłanów i o dziwo - również lewicy. Można powiedzieć, że reżyser kreując postacie posługiwał się stereotypami zasłyszanymi „z drugiej strony”, a film okazał się być największym stosem propagandy od czasów premiery w 2020 „Gierka”, w którym Michał Węgrzyna wystawił laurkę dla byłego pierwszego sekretarza Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Dochodzą do tego jeszcze nienaturalne aż dialogi i pozbawieni cech ludzkich bohaterowie. Sama w sobie fabuła  jest przełożeniem klasycznego motywu „dobrej dziewczyny”, która „naprawia tak-naprawdę-nie-złego-lecz-zagubionego chłopaka”.


Jak prezentuje się strona czysto techniczna strona filmu, bądź co bądź finansowanego przez Polski Instytut Sztuki Filmowej? Kadry są dosyć estetyczne, jednak, że tak to ujmę - bez szału. Co się zaś tyczy języka, przekleństwa zostały wplecione w kompletnie niepotrzebnych miejscach, a same wyrażenia, jakimi posługują się bohaterowie, są nie mniej sztuczne od samych w sobie płytkich, źle skonstruowanych postaci. Humor zaś przypomina poziomem najgorszej jakości telenowelę bądź kabaret - jest wulgarny, przeseksualizowany i zwyczajnie nieśmieszny.

Zaczynając jednak od początku: protagonistą jest Staszek, młody, zagubiony chłopiec z niezamożnej rodziny w Białymstoku. Po kontuzji zrezygnował z piłki nożnej i pracuje na nieopłacalnej posadzie strażnika parkingu. Kiedy prosi o etat, jego pracodawca odpowiada mu, iż „Grigorije” dałyby się zabić za jego miejsce i że ma pracować więcej, bo szef chciałby nowe auto. Mamy tu już pierwszy przykład rażącego przerysowania - właściciel sam z siebie mówi o Ukraińcach na miejsce pracownika i potwierdza słynny slogan lewicy o „wyzyskiwaniu dla dobra burżuja”. Staszek nie dogaduje się także w domu - dzieli pokój z młodszą siostrą, która miała zapewne ilustrować typową polską nastolatkę, która słucha koreańskiej muzyki, farbuje włosy i rozwiesza wszędzie plakaty z artystami złośliwie nazywanymi przez jej brata „Kim Dzong Unem”. Z pomocą jednak pojawia się kuzyn Staszka, Roman (Borys Szyc), który wraz z kolegami „walczy o wolną Polskę” poprzez obchodzenie urodzin Adolfa Hitlera (co do śmierci którego jeden z bojówkarzy ma wątpliwości), wciąganie „krajowej, patriotycznej gospodarczo” amfetaminy oraz chęć ściszenia tureckiej muzyki w lokalnym kebabie.

Staszek jest w sytuacji kafkowskiej. Marzy o założeniu rodziny, której nie ma za co utrzymać, nie ma też dobrych warunków materialnych ani dziewczyny (rodzice wręcz sugerują mu, że jest gejem). Poczucie własnej wartości ma mu dać „nacjonalizm”. Reżyser próbuje też na siłę wskazać na brak elementarnej wiedzy u zwolenników nacjonalizmu - koledzy Romana w filmie uważają, że imię Brian pochodzi od Brajanisław, nie pamiętają daty rocznej Bitwy pod Grunwaldem, próbują podpalić niepalny materiał, nie znają podstaw angielskiego (myślą, że słowo „Warsaw” oznacza wojnę, a „tickets” to coś z kotami), czy też uważają, że „gdyby Bóg był kobietą to zapłodniłby Józefa”.

Spójrzmy teraz na Polę, ukochaną Staszka. Wyprowadziła się, a jakże, do Warszawy, gdzie mieszka ze swoim partnerem (?). Do Białegostoku wraca po nakryciu go na zdradzie z kobietą imieniem Larysa. Pakując się, wyzywa ją od „s*k”, a byłego (?) chłopaka od „ch*jów”. Ubierający się mężczyzna zasłania się kartonem z napisem „moja wagina moja sprawa” i oskarża ją o tzw. slutshaming, czyli naśmiewanie się z kobiet uprawiających seks dla przyjemności. Po zerwaniu idzie do baru z przyjaciółką, gdzie wspólnie piją i wznoszą toasty „za świat bez frajerów”, co również stanowi nadużywany motyw filmowy. Dziewczyny będąc już w stanie upojenia naśmiewają się z imienia Larysa, ukazując w ten sposób hipokryzję pro-emigracyjnej lewicy. Następnie do Poli i jej koleżanki Anny podbiega - również pijany - antyfaszysta dość nachalnie narzucający się kobietom, co również ukazuje patologie zdarzające się w tym środowisku. Kolega kończy jednak pobity przez Staszka, któremu Roman kazał rzucić się na delikwenta z pobudek ideowych. Pola jest pod wrażeniem chłopaka i już marzy o wspólnym bronieniu drzew przed wycinką. Staszek natomiast wyobraża sobie Polę, jako matkę jego czwórki jasnowłosych dzieci, z długimi włosami i w sukience.

Kolejnym punktem o którym warto wspomnieć jest wizerunek kapłana ukazany w filmie. Roman wraz z kolegami planują zorganizować zamach na paradę równości po odrzuceniu pomysłu upokarzania Czeczenów. W tym celu szukają kwatery, w której mogliby snuć knowania. Z pomocą przychodzi im lokalny duszpasterz. Mężczyzna jest osobą starszą, nazywa bandę zadymiarzy „zuchami” i częstuje ciastem. Przychodząc na strych gdzie rysowane są plany sądzi, że chłopcy grają w kalambury i wskazuje jako swoje hasło pokutę. Kapłan nie ma pojęcia o czym rozmawiają młodzi, nie rozumie ich, a jednocześnie udostępnia im plebanię. Zasadniczo reżyser uznał, że księża przez swoją naiwność wspierają „złą stronę”.

Najbardziej absurdalny moment w filmie stanowi wątek włoskiego faszysty. Włoch ma przyjechać do Polski robić zamach, jednakże inni „narodowcy” biją go za język włoski i czarne włosy. Zostaje okrzyknięty bohaterem lewicy a lewicowcy idą do szpitala z plakietką „Antifascist”. Płaczą nad nim także zadymiarze. Pod koniec filmu widzimy go jako inwalidę ciąganego z tęczowymi flagami na paradę równości. Naprawdę trudno powiedzieć, czemu miał służyć ten wątek...

Osobnego akapitu wymagają także zadymy. Raz widzimy sytuację bójki między stroną „narodową” a lewicową, w której Staszek zostaje zdemaskowany przez Polę. Jednocześnie reszta progresywistów tam zgromadzonych uznaje go „za swojego” przez… różową koszulkę white pride zabarwioną w wyniku prania jej wraz z ubraniami siostry. Następnie widzimy próbę wysadzenia parady równości przez Romana zakupionymi od Rosjan bombami, którą próbuje powstrzymać Staszek. Zostaje jednak uwięziony, a jedyną osobą która wie, co się szykuje, jest Pola (która widocznie wróciła do swojego byłego partnera). Ostatecznie jeden z kolegów Romana sabotuje plan, a na miejscu zjawia się policja. Jeden z zadymiarzy bierze całą winę na siebie, reszta jest uniewinniona, gdyż zarzeka się iż działał w pojedynkę. Pola i Staszek w tym czasie budują szczęśliwy związek, dziewczyna broni magisterkę o mniejszościach narodowych, a chłopak już nie chce być radykałem.

Nie byłoby oczywiście filmu o narodowcach bez klasycznego, prostackiego humoru. Również „Kryptonim Polska” zawiera żarty o homoseksualnych prawicowcach. Jeden z bohaterów mówi, że pójdzie na przeszpiegi do lewicowego towarzystwa i „da się, jeśli będzie trzeba, wyr*chać za Polskę”. Ostatecznie ten sam człowiek rzuca swoje towarzystwo i pod koniec filmu całuje uczestnika zgromadzenia homoseksualistów.

Mamy również wątek ministerstwa. W momencie, w którym filmowi narodowcy jadą do Warszawy, otrzymują nocleg w MSW. Roman mówi, że minister sam kiedyś był taki jak oni. Pod koniec filmu zaś uniewinniony dowódca sam zostaje wiceministrem.

Podsumowując, film „Kryptonim Polska” posługuje się oderwanymi od rzeczywistości wyobrażeniami nacjonalizmu. Dziwi fakt, że liberałowie tak łatwo przejmują hasła od lewej strony i wierzą w polskiego narodowca-hitlerowca. Należy tutaj przypomnieć, że takie hasła są niczym innym jak pozostałością po radzieckiej propagandzie nazywającej swoich wrogów „nazistami”, „faszystami”, „rasistami” bądź „elementem reakcyjnym”. Czy warto obejrzeć „Kryptonim Polskę”? Na to pytanie należy samemu sobie odpowiedzieć, generalnie jednak - odradzam. Życie jest zbyt krótkie, żeby marnować je na mało wartościowe filmy.

Hanna Szymerska

Redakcja

Czytaj Wcześniejszy

Tarcza Solidarnościowa ma uchronić Polaków przed gwałtownym wzrostem cen energii elektrycznej

Czytaj Następny

Filia polskiego uniwersytetu na Litwie

Zostaw Odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *