Dzisiejszy Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej jest okazją do refleksji o tym, jak historia wpływa na współczesne stosunki polsko-ukraińskie.
Inwazja Rosji na Ukrainę wstrząsnęła cywilizowanym światem i niesamowicie zbliżyła Polaków i Ukraińców, siłą rzeczy sprawiając, że historia we wzajemnych relacjach zeszła na dalszy plan. Jednak jej potencjał konfliktogenny się nie wyczerpał – a jedynie został osłabiony przez horror wojny i niebezpieczeństwo dla obu narodów ze strony rosyjskiego imperializmu. Tym bardziej jednak boli, że po wszystkich wspólnych przeżyciach po 24 lutego 2022 roku, Ukraińcy wciąż nie są w stanie zdobyć się na zupełnie elementarny gest – zgodę na ekshumację ofiar ludobójstwa na Wołyniu. Nigdy nie będzie pojednania polsko-ukraińskiego do końca bez odszukania wszystkich szczątków, bez uczczenia ich. Duchy pomordowanych będą przypominać o sobie żywym do momentu aż spoczną w poświęconej ziemi.
CZYTAJ TAKŻE: Dlaczego Ukraińcy nie chcą potępić zbrodni UPA? W 80. rocznicę „krwawej niedzieli”
Spory o podłożu historycznym szczególnie nabrzmiały w okresie rządów Petra Poroszenki na Ukrainie i pierwszej kadencji PiS-u w Polsce. Wraz z rozpoczęciem prezydentury przez Wołodymyra Zełenskiego we wzajemnych relacjach wyraźnie zaczęły dominować bieżące interesy. Ale spory historyczne, w tym przypadku dotyczące fundamentów tożsamości narodowej, wciąż pozostały nierozwiązane.
Przypomnijmy, że oburzenie w Polsce wywołał jeden z zapisów ustawy „O statusie prawnym i upamiętnieniu bojowników o niepodległość Ukrainy w XX wieku”, zakazujący pogardliwego traktowania UPA, uznający przynależność Wołynia i Galicji do międzywojennej Polski za „okupację”, a także ludobójstwo przeprowadzone przez UPA na polskich mieszkańcach Wołynia i Galicji w latach 1943-1945 za wojnę polskiego i ukraińskiego podziemia, w trakcie której ucierpiała także ludność cywilna.
Rozgoryczenie w Polsce wywołuje także heroizacja naczelnego dowódcy UPA Romana Szuchewycza, bezpośrednio odpowiedzialnego za mordy na Polakach, czy zakaz prowadzenia prac ekshumacyjnych dla polskich instytucji na Ukrainie.
CZYTAJ TAKŻE: Ukraińcy ratujący Polaków podczas Rzezi Wołyńskiej zostali odznaczeni
Ukraińcy oburzają się m.in. brakiem specjalnej troski o obiekty upamiętniające OUN-UPA w Polsce, brakiem napisu „polegli za wolną Ukrainę” i nazwisk członków bandy UPA poległych na Górze Monastyrz (wcześniej tablica w tym miejscu zniszczona została przez nieznanych sprawców, ta odnowiona nie zawiera ww. elementów), porównywaniem działań ukraińskich nacjonalistów do działań III Rzeszy i ZSRR w zmienionej już ustawie o IPN czy wypowiedziami polityków, którzy uzależniali poparcie Polski dla integracji europejskiej Ukrainy od przyjęcia przez Ukraińców określonej przez Polaków interpretacji własnej przeszłości.
Z biegiem czasu klimat zaufania i chęć rozwiązania tych wszystkich problemów zaczął stopniowo powracać. Oprócz tego zaczęto szukać wspólnych mianowników – np. w 2021 roku ministrowie spraw zagranicznych Polski, Litwy i Ukrainy podpisali deklarację o wspólnym dziedzictwie i wspólnych wartościach. Okazją do przyjęcia dokumentu była 230 rocznica uchwalenia Konstytucji 3 Maja oraz Zaręczenia Wzajemnego Obojga Narodów w 1791 r. W tym roku hucznie wspólnie obchodzono 160 rocznicę wybuchu Powstania Styczniowego. Wraz z postępującym zbliżeniem tożsamościowym jeszcze bardziej paląca stała się potrzeba rozwiązania spraw dotąd nierozwiązanych.
CZYTAJ TAKŻE: Młodzież Wszechpolska ustawiła krzyże na granicy z Ukrainą. „To wyrzut sumienia”
Wojna bardzo zbliżyła nasze kraje i narody. Polska okazała się niezwykle lojalnym sojusznikiem Ukraińców, trzecim dostawcą sprzętu wojskowego na Ukrainę po Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii oraz bazą logistyczną, przez którą przechodzi przytłaczająca większość pomocy wojskowej dla Ukrainy. Polska również była i jest zwolennikiem jak najszybszego przystąpienia Ukrainy do Unii Europejskiej i jak najostrzejszych sankcji wobec Rosji, a na szczeblu dyplomatycznym robi wszystko, co w jej mocy, aby inne kraje również przyjęły takie stanowisko.
Polska okazała się także krajem, który wyjątkowo gościnnie przyjął kilka milionów ukraińskich uchodźców. Polacy okazywali Ukraińcom wielką sympatię i wsparcie. Nawet przytłaczająca większość polskich narodowców, dla których prawa rzezi wołyńskiej jest wciąż niezwykle ważna, otwarcie sympatyzują z walką Ukrainy z Rosją.
Dlatego też demagodzy na Ukrainie gardłujący dawniej przeciwko Polsce albo zmienili zdanie, albo nie widzą już w antypolskich atakach politycznego sensu – w końcu sympatia Ukraińców do Polaków i Polski, która zawsze była wysoka, teraz jest po prostu ogromna. Ukraina wykonała też pozytywny gest wobec Polski – otworzyła ważne dla polskiej pamięci historycznej lwy na polskim cmentarzu wojskowym we Lwowie, które stały tam od wielu lat w kartonowych pudłach. Zapowiedziała też zniesienie zakazu ekshumacji – ale w tym temacie jak na razie tylko na zapowiedziach się skończyło.
CZYTAJ TAKŻE: Polska między Wschodem a Zachodem. Co z Ukrainą?
Generalnie wojna przewartościowała wiele poglądów na sąsiada w polskiej i ukraińskiej debacie publicznej. Przede wszystkim uświadomiła wszystkim, że w polityce sprawy przeszłości nie mogą zdominować wyzwań teraźniejszości, zwłaszcza walki z egzystencjalnym zagrożeniem, jakim jest Rosja.
Jednak okresy wewnętrznego politycznego konsensusu narodowego rzadko trwają długo. Dlatego już teraz trzeba pomyśleć o tym, jak wyciągnąć wnioski z okresu 2014-2019 i raz na zawsze usunąć konflikty na tle historycznym. Niewątpliwie, największym wyzwaniem będzie rozwiązanie problemu Rzezi Wołyńskiej, którą na Ukrainie nazywa się eufemistycznie „tragedią”. Problemem nie jest teraz to, co wydarzyło się prawie osiemdziesiąt lat temu, ale sposób, w jaki jest to przedstawiane dzisiaj. Historii nie da się cofnąć. Można wyciągnąć z niej wnioski i na tym fundamencie budować przyszłość.
W Polsce często nie rozumie się, że UPA w ukraińskiej pamięci jest nie tyle siłą antypolską, ile symbolem oporu wobec Rosji. W końcu ogromna część rodzin na Zachodniej Ukrainie miała kogoś w UPA, więc politycznie trudno sobie wyobrazić ukraińskich polityków, którzy spełnią oczekiwania wielu Polaków i zbiorowo potępią UPA jako formację zbrodniczą. Zwłaszcza, że agresja rosyjska przyczyniła się do rozpowszechnienia pozytywnego obrazu działalności UPA także w innych częściach Ukrainy.
Można jednak przynajmniej wyobrazić sobie potępienie tych dowódców UPA, takich jak Dmytro Klaczkiwski, którzy byli inicjatorami i głównymi wykonawcami ludobójstwa, zamiast honorowania ich przez Werchowną Radę i tolerowania ich pomników. Można też sobie wyobrazić obiecaną już przez Poroszenkę nowelizację ustawy o dekomunizacji, która zmieni przepisy zabraniające krytyki UPA. Zdecydowanie ułatwiłoby nawiązanie dialogu historycznego na odpowiednim poziomie.
Trzeba stworzyć warunki, w których tematy takie jak działalność hajdamaków, wojna polsko-ukraińska o Lwów i Galicję 1918-1919, sytuacja Ukraińców w międzywojennej Polsce i burzenie cerkwi, ludobójstwo na Wołyniu, brutalne akcje odwetowe polskiego podziemia czy powojenne deportacje Ukraińców – nie będą budziły niezdrowych emocji i nie będą podstawą do eskalacji sporów tożsamościowych. Ale do tego trzeba woli z obu stron. Z jednej strony Polacy musieliby przyznać, że nie zawsze byli nieskazitelni i szlachetni wobec swoich sąsiadów, a z drugiej Ukraińcom musiałoby m.in. przejść wreszcie przez gardło słowo „ludobójstwo”.
Jednocześnie warto byłoby też promować pozytywne aspekty współistnienia obu narodów w przeszłości – była ich niezliczona ilość, ale są one nieznane ogółowi społeczeństwa lub zanikają w zbiorowej wyobraźni na rzecz wątków tragicznych. To po prostu trzeba zmienić, bo taki stan rzeczy służy jedynie wrogom Polski i Ukrainy.
CZYTAJ TAKŻE: Nasz imperializm. Wielka idea narodu polskiego
Fot. Instytut Pamięci Narodowej



