Miłość żąda czynu!

Warto czasem rozpocząć głębszą myśl od wyrażenia truizmu. Człowiek pragnie piękna! Piękna przedmiotów, dźwięków, słów, piękna innych ludzi. Piękna miłości, tej prawdziwej — twórczej.

Nie zamierzam zadręczać czytelnika moralizatorskim tłumaczeniem, że ofiarowane z okazji walentynek misie z naszytym serduszkiem, nie są jeszcze miłością. Tym bardziej nie zamierzam się pochylać nad dewiacjami, które współczesny świat pragnie nam przedstawiać, jako miłość. Ograniczę się jedynie do stwierdzenia, że prawdziwa miłość wymaga poświęcenia i odpowiednich postaw i działań, tworzących w życiu miłujących się nową jakość. Rzecz jasna miłość musi być również ukierunkowana na konkretną miłowaną postać.

Kochamy nie tylko ludzi. Kochać to znaczy poświęcać się. Kochać Boga to poświęcać się dla wiary, kochać ideę to poświęcać się dla niej. Mimo panującego globalizmu wciąż wielu ludzi mówi o sobie jako o patriotach — „kocham Polskę”.

Zygmunt Balicki w artykule „Nacjonalizm a patriotyzm” określa patriotyzmem uczucie narodowej łączności. Uczucie to wynika z pewnych obiektywnych pobudek: wspólnego pochodzenia, kultury, a także ze wspólnych mitów narodowych.

Patriotyzm jest jednak uczuciem. Uczucia takie jak zakochanie, bywają mylone z miłością. Można być zakochanym w kimś, lecz go nie kochać, Można być zakochanym w Polsce. We wspólnej kulturze, w mitach Grunwaldu i Armii Krajowej, można być nawet zakochanym we wspólnocie pochodzenia, ale czy rzeczywiście kochać Naród Polski?

Nie chcę dołączać do popularnego, z niewiadomych mi przyczyn zwłaszcza na prawicy, przeciwstawiania umysłu, uczuciom i deprecjonowania tych drugich. Bez uczuć trudno o miłość, bez zapalnika, jakim jest uczucie trudno o zdobycie się na decyzję o miłości. Ponieważ miłość jest decyzją.

Piękne włosy, zadarty nosek (co kto lubi), pasjonująca rozmowa, świst husarskich skrzydeł, wiersze Norwida, wstrzymanie Słońca przez Kopernika, złamanie szyfrów enigmy, wspólny język do Szczecina do Lwowa... można się zakochać!

Można spędzić upojną noc we dwoje, można wywiesić biało-czerwoną flagę 11 listopada. Ale można też miłować! Miłością do Polski, wynikającą z woli i rozumu, jest nacjonalizm.

Kochać Polskę wolą i jej następstwem — czynem. Wola jest czymś silniejszym od zachcianek i zniechęceń. Cóż warte jest życie bez idei, którą warto kochać? Dla której warto się poświęcić, oddać samego siebie.

Na własnych rękach przyniesiemy odrodzenie

Na własnych rękach zbudujemy nowy ład

Szwadron 97, „Na własnych rękach”

Ale dlaczego ktoś miałby poświęcać się akurat dla idei narodowej? Przecież istnieje wiele więcej idei, w których można się zadurzyć.

Jest wiele pięknych myśli, zwłaszcza na prawicy (zostawmy na boku spór o to, czy nacjonalizm jest ideą prawicową), być może bardziej estetycznych, choć o gustach się nie dyskutuje. Na przykład idee powrotu do „starego porządku”. Ów porządek może oznaczać wiele rzeczy od XIX wiecznej monarchii, przez feudalizm, święte uniwersalne cesarstwo, aż po odrodzone w nowym złotym wieku pogańskie imperium z władcą, jako pomostem między światem ducha a światem materii.

Niektórzy zakochali się w wizji odrodzonej Rzeczypospolitej Obojga (Trojga? Czworga?) Narodów. Czasem jest to paniczna reakcja chorującego na endekofobię organizmu („endeckie mrzonki” jak pisał o państwie narodowym Tomasz Terlikowski). Czasem jest to pogoń za tytułem Najtradycjonalistyczniejszego Tradycjonalisty, bo przecież państwo wielonarodowe to prawdziwa kontrrewolucja wobec ukształtowanego podczas rewolucji francuskiej nacjonalizmu. Do takich przypadków można zaliczyć również ludzi upatrujących wielkości w bezmyślnym powtarzaniu starych form, bez wzięcia poprawki na ich historyczne uwarunkowania. Wspomniani ludzie nie zawsze uważają się za reakcjonistów. Cóż, niektórzy po prostu sądzą, że przeniesienie mas obcych narodowości z terenów, które od wieków zamieszkują, a które kiedyś znajdowały się na obszarze Rzeczypospolitej, na tereny współczesnej Polski, z którymi te narody nie mają nic wspólnego, przywróci dawną chwałę naszej Ojczyźnie. Nawiasem mówiąc, takie zaklinanie rzeczywistości zbliża neojagiellonistów do tradycjonalizmu integralnego, w końcu Evola też był magiem.

Czemu, jednak nacjonalizm miałby być ideą prawdziwej miłości, nie zaś wspomniane, być może ładniejsze ideały?

Nacjonalizm jako obiekt miłości przyjmuje realnie i obecnie istniejącą wspólnotę — Naród. Naród jest bytem ze swoimi realnymi interesami i problemami. Ubóstwo, kryzys mieszkaniowy, degeneracja społeczeństwa, kryzys demograficzny, upadek elit... Nie jest to uniwersytecka teoria, lecz codzienność milionów członków Narodu.

Jeśli kocham, to zrobię wszystko co w mojej mocy, aby pomóc kochanej osobie rozwiązać jej problem. Jeśli osoba, którą kocham jest chora, to nie opuszczę jej, nie zadowolę się też samym miłym słowem, czy przyjazną myślą, będę ze wszystkich sił ją wspierał. Jeśli mój Naród jest chory, będę się dla niego poświęcał. Nie mogę wiele, jestem słaby, lecz na tyle na ile mogę, będę działał. Jeśli osoba, którą kocham, osiąga sukcesy, nie zadowolę się pochwałą, czy uwielbieniem, będę jej pomagał. Jeśli mój Naród jest wielki, będę pracował je jeszcze większej jego wielkości.

Monarchia, święte imperium, złoty wiek, wizje nowych podmiotów, radykalizm dla samego radykalizmu to tylko idee. Nie mają swoich problemów, nie można im pomóc, nie można się nimi opiekować. Można o nich pisać, można za nie spełniać toasty.

Oddam najświatlejszy esej o legitymizmie, oddam najpiękniejszy toast wzniesiony za „króla który powróci”, oddam najradykalniejszy okrzyk, oddam do wszystko za jednego człowieka, który codziennie, mrówczym wysiłkiem będzie poprawiał byt Polskiego Narodu.

Dlatego nacjonalista nie ma prawa uciekać od pracy społecznej, angażowania się w rozwiązywanie lokalnych problemów, wspierania swoich rodaków, obrony honoru swego Narodu. Nacjonalizm jest ideą „codziennej rewolucji”.

Legion Świętego Michała Archanioła zdobył w przedwojennej Rumunii poparcie dzięki pracy, dzięki rozwiązywaniu problemów trapiących lokalne wspólnoty,  dzięki faktycznemu zanurzeniu się w rumuńskości, życiu z ludem. Nie było to strategią wyborczą, nie było sposobem na zyskanie popularności, lecz esencją tego czym jest nacjonalizm, wdrażaniem podstawowych założeń wyznawanej idei.

Przysięgamy żyć w ubóstwie, zabijając w nas wszelkie pragnienie materialnego wzbogacenia.

Przysięgamy prowadzić życie twarde i surowe, odrzucając luksus i zbytek.

Przysięgamy powstrzymać wszelkie próby wyzysku człowieka przez człowieka.

Przysięgamy poświęcać się nieustannie dla naszej ziemi.

z Przysięgi Kadry Legionowej, C. Z. Codreanu, „Droga Legionisty”

Rzecz jasna człowiek niebędący nacjonalistą również może działać społecznie, będzie to jednak jedynie dodatek do jego idei. Przeprowadzenie zbiórki dla domu dziecka, posprzątanie lasu, zorganizowanie zawodów sportowych dla młodzieży, propagowanie rodzimej kultury w żaden sposób nie pomoże w przywróceniu monarchii, stworzeniu Neo-Rzeczypospolitej, wprowadzeniu liberalizmu, sfederalizowaniu Europy, czy co tam jeszcze „wzniosłego” można głosić. W najlepszym wypadku będzie to elementem ocieplania wizerunku. Dla nacjonalisty zaś jest to sensem jego idei, nacjonalista w działaniach prospołecznych znajduje spójną drogę do swego najwyższego celu — rozwijania i dbania o swój Naród i ziemię.

Miłość jest zazdrosna, nie ścierpi rywalki, toteż w życiu politycznym nacjonalista jest wierny wyłącznie interesowi swojego Narodu. Brzydzą go intelektualne romanse, które choć nęcą pięknymi słówkami, oznaczają zniewolenie jego kraju. Dlatego odrzuca podszyty frazesami wolności, równości, braterstwa imperializm Zachodu. Odrzuca podszyty fałszywym konserwatyzmem imperializm Wschodu. „Nie uznajemy nikogo poza nami!” Na wszelkie magiczne inkantacje obcych stolic: europejskość, zachodniość, Wielkie Przebudzenie, euroazjanizm, atlantyzm, polityczny uniwersalizm, globalizm, odpowiada słowami arcykapłana Samentu z powieści Bolesława Prusa „Faraon”.

Podobno Beroes pokazywał im cuda… Nawet wzniósł się nad ziemię… Niewątpliwie jest to rzecz dziwna; ale ja nigdy nie zrozumiem: dlaczego mielibyśmy za to stracić Fenicję, że Beroes umie latać nad ziemią?

Nacjonalista odrzuca również wszystkie płynące z wewnątrz idee, które poświęcają Naród w imię, być może i szlachetnych wartości. Nasza miłość — Naród, nigdy nie może stać się zakładnikiem wybujałych o nim fantazji, gdyż sam w sobie nie jest fantazją, a rzeczywistością przeszłych, przyszłych i obecnych pokoleń.

Jak pisał w „Wyzwoleniu”, konfrontujący się z ideami mesjanistycznymi Stanisław Wyspiański:

Na co mamy być Chrystusem narodów, wyłącznie na mękę i krzyż i dla cudzego zysku?

I dalej w rozmowie z kłamliwą Maską:
Ja wiem, czego ty chcesz: że Polska ma być mitem, mitem narodów, państwem ponad państwy, prześcigającym wszystkie, jakie są, Republiki i Rządy; oczywiście niedościgłym, wymarzonym. Ma być marzeniem, — tak, ideałem. Tak! Według ciebie ma się nie stać nigdy. Tak, a nigdy ma się STAĆ, nigdy BYĆ, nigdy się urzeczywistnić.
Esencją polskości nie jest obrona Europy, Christianitas, niesienie światu rewolucji czy walka o wyzwolenie ludów. Idee te, chociaż mogą wydawać się piękne i słuszne stawiają Polskę jako środek do celu, nie zaś cel sam w sobie.
Nasz Naród jest najwyższym dobrem na Ziemi. To on nas ukształtował, to w nim wzrastamy, to w nim będziemy wychowywać naszych potomków. To w naszej ojczystej ziemi spoczną nasze szczątki.

Carl Gustav Jung w swoim eseju „Wotan” z 1936 roku pisał, że Niemcy zostały opętane przez starożytnego boga burzy i szału Wotana. Polski nacjonalista nie może dać się opętać żadnemu frenetycznemu bóstwu, choćby najbardziej nęcącemu kłamliwymi obietnicami. Swe gorące uczucia musi złączyć z wolą i umysłem, aby jak najlepiej przysłużyć się Polsce.

Miłość żąda czynu, jeśli kochać to prawdziwie!

Tymon Kosiorowski

Czytaj Wcześniejszy

Minister rolnictwa: Ukraina wstrzyma eksport zboża do Polski

Czytaj Następny

Dziś ekshumowany zostanie José Antonio Primo de Rivera

Zostaw Odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *