Artur Krawczyk: Ogólnopolski protest rolników – ocena postulatów protestujących | Narodowcy.net

Artur Krawczyk: Ogólnopolski protest rolników – ocena postulatów protestujących

W zeszłą środę, 9 maja, w różnych częściach Polski odbyły się protesty rolników zorganizowane przez Unię Warzywno-Ziemniaczaną. Przybierały różne formy – od pikiet pod urzędami wojewódzkimi po blokowanie dróg maszynami rolniczymi. Niektóre z nich okazały się bardzo liczne, a frekwencja momentami zaskakiwała samych organizatorów.

Mimo dobrej organizacji nie odbiły się one jednak dużym echem. Protestującym nie udało się również wywrzeć presji na rządzących w celu realizacji ich postulatów. W związku z tym, w trzecim tygodniu maja organizowany jest ogólnopolski protest w Warszawie. Warto w tym kontekście poznać postulaty protestujących i zastanowić się nad ich słusznością.

Kontekst protestów

Niestety, postulaty ogłaszane przez środowisko rolników są niespójne i różnią się od siebie w poszczególnych częściach kraju. Jedynym postulatem, który przewija się regularnie jest postulat ograniczenia importu zagranicznych warzyw i owoców (głównie ziemniaków i kapusty) oraz postulat wzmocnienia kontroli jakości nad importem tych produktów. Do pozostałych należą przede wszystkim żądania wypłaty odszkodowań za zeszłoroczne nawałnice, odszkodowań w związku z afrykańskim pomorem świń, czy też z powodu szkód łowieckich. Aby przeanalizować każdy z tych postulatów należy najpierw poznać dokładniej ich kontekst.

Podstawowo zgłaszany jest problem nierównej konkurencji ze strony podmiotów zagranicznych, blokowanie skupu produktów rolnych przez duże sieci handlowe, brak kontroli wwożonych produktów żywnościowych zza granicy (m.in. wwożenie towaru przeznaczonego do utylizacji na rynkach zachodnich) oraz bariery w eksporcie wewnątrzunijnym. Mówiąc o barierach mamy na myśli przede wszystkim tzw. bariery pozataryfowe, które związane są z kontrolami sanitarnymi o podwyższonej częstotliwości, koniecznością wieloletniego przechowywania dokumentów, wymogiem posiadania dodatkowych certyfikatów, krótkimi terminami ważności zezwoleń czy obowiązkiem umieszczania na opakowaniu określonych oznaczeń. Tego typu narzędzia, jeśli stosowane intencjonalnie w celu ograniczenia przepływu towarów, są w Unii Europejskiej nielegalne. Niestety, procedura ich zaskarżenia przed Komisją Europejską trwa około 5 lat. Na rynku pozaunijnym poza barierami pozataryfowymi dochodzi jeszcze kwestia rosyjskiego embarga.

W wywiadach liderów protestów pojawiają się dodatkowe postulaty blisko związane z wymienionymi problemami sektora. Spośród nich warto wymienić znakowanie produktów polskich, likwidację dopłat unijnych dla rolników w celu wyrównania konkurencji w całej Unii, czy też wprowadzenie parytetu 50% produktów żywnościowych pochodzących z Polski w asortymencie sieci handlowych.

Postulaty związane z wypłatą odszkodowań mają nieco niższą rangę i są pokłosiem regionalnych problemów lub konsekwencją niewywiązania się władzy publicznej ze swoich zobowiązań. Przykładowo, po zeszłorocznych nawałnicach dokonano szacowania strat w całej Polsce i pojawiła się obietnica wypłaty odszkodowań ze strony ministra Jurgiela. Odszkodowania nie zostały dotychczas wypłacone lub zostały, ale tylko w minimalnym zakresie.

W przypadku ASF sprawa ciągnie się od wielu lat i dotyczy przede wszystkim wschodu Polski. Przepisy sanitarne wymagają, aby wybić całą hodowlę, jeśli na jej terenie pojawią się ogniska określonych chorób zakaźnych zwierząt oraz unieszkodliwić produkty, które miały z nimi styczność (wytworzoną żywność, pasze itd.). Z tytułu likwidacji wypłacane jest odszkodowanie w wysokości 100% wartości rynkowej zwierząt oraz produktów po cenach urzędowych plus ewentualne rekompensaty za przerwanie produkcji. Wymagane jest jednak spełnienie wszystkich wymogów sanitarnych m.in. zwierzęta muszą być zarejestrowane a hodowla musi być prowadzona zgodnie z przepisami. Część rolników nie spełnia tych wymogów, przez to nie dostają pełnej rekompensaty. Do tego czasami ceny urzędowe odbiegają od cen rynkowych (aktualizowane są z opóźnieniem), a oszacowanie rekompensat jest zaniżane. Ponieważ odszkodowania i rekompensaty wypłacane są ze środków publicznych, to muszą być zawczasu zabezpieczone w budżecie. W związku z szybkim rozprzestrzenianiem się ASF rezerwa ta nie była wystarczająca i konieczne było dokonanie przesunięć pomiędzy częściami budżetowymi, co wydłużało czas niezbędny na wypłatę.

W przypadku strat łowieckich nie będzie niczym odkrywczym stwierdzenie, że pomiędzy rolnikami a myśliwymi występuje oczywisty konflikt interesów. Zwierzęta łowne niszczą pola i uprawy, ale ich samodzielny odstrzał przez rolników lub nieadekwatne środki służące odstraszaniu zagrażałyby przetrwaniu niektórych gatunków, a przez to lokalnych ekosystemów. Państwo z kolei bierze na siebie politykę środowiskową i politykę łowiecką, co wiąże się m.in. z ochroną tychże gatunków zwierząt. W związku z tym za zniszczenia spowodowane przez zwierzęta wypłacane są odszkodowania. Praktyka jednak pokazuje, że odszkodowania te są wypłacane z dużym opóźnieniem, a czasami w wartości niższej do strat.

Słuszność postulatów

W zasadzie najważniejszym postulatem, do którego należy się odnieść, jest postulat numer jeden – dotyczący ograniczenia konkurencji zagranicznej. Chociaż na pierwszy rzut oka wydaje się on oczywisty w kontekście przytoczonych zjawisk, to tak nie jest, z powodu wielowątkowości sprawy.

Jeśli rzeczywiście ma miejsce wwóz do Polski żywności niespełniającej standardów, to jest to sytuacja karygodna i wymagająca bezsprzecznej interwencji. Wart poparcia jest zatem postulat wzmocnienia kontroli (chociażby w celu zweryfikowania, czy ten problem rzeczywiście ma miejsce, czy też jest wyolbrzymiony).

W przypadku cen skupu żywności należy mieć z kolei na względzie konflikt interesu, występujący pomiędzy rolnikami a konsumentami. Rolnik, z natury rzeczy, oczekuje jak najwyższych cen żywności, a konsument jak najniższych. Klinem pomiędzy nimi jest marża pośrednika i koszt dystrybucji. Jeśli rzeczywiście jest tak, że sprowadzana z zachodu żywność jest tańsza od polskiej, to pojawia się pytanie, z czego to wynika? Wiele kosztów (np. koszty pracy) na zachodzie jest dużo wyższych. Jeśli zatem niska cena jest spowodowana niespełnianiem wymogów jakościowych żywności, to wracamy do wcześniejszego wątku, czyli konieczności wzmocnienia kontroli. Zachowanie bezpieczeństwa żywności leży w żywotnym interesie obywateli. Jeśli jednak polski rolnik nie jest w stanie konkurować ze względu na niską wydajność produkcji (a to bezsprzecznie potwierdzają statystyki międzynarodowe), to sytuacja już nie jest tak oczywista. Jego wsparcie pozostaje wtedy w konflikcie z potrzebami konsumentów. W każdym takim przypadku decyzja o wsparciu jednej grupy kosztem drugiej jest decyzją czysto polityczną, a nie ekonomiczną. Niska wydajność jest równie prawdopodobną przyczyną takiego kształtowania się rynku, co zaniżona jakość produktów. Wynika to z dużego rozdrobnienia gospodarstw rolnych w Polsce i niskiej jakości zarządzania.

Problem cen powiązany jest ściśle z problemem blokowania skupu przez zagraniczne sieci handlowe. Wedle wiedzy autora zjawisko to dotyczy przede wszystkim niemieckich sieci handlowych (Lidl, Kaufland, Makro). Znana portugalska sieć handlowa Biedronka większość produktów spożywczych kupuje w Polsce (chociaż często sprzedaje je pod markami własnymi), a rolnictwo portugalskie nie byłoby w stanie obsłużyć polskiego rynku. Zresztą w tym przypadku odległość istotnie wpływa na koszty oferowane klientom. Prawdopodobnie sieci francuskie (Carrefour, E.Leclerc), brytyjskie (Tesco) i duńskie (Netto), znajdujące się w umiarkowanej odległości od swoich rodzimych rynków, łączą import z zakupami w Polsce. Autor nie posiada jednak dostatecznej wiedzy o ich praktykach biznesowych. Warta odkreślenia jest jednak inna rzecz. Sieci handlowe nie oczekują jedynie dostarczenia im konkretnych płodów rolnych, ale produktów gotowych do sprzedaży. Oznacza to, że partie muszą mieć ujednoliconą jakość, wymiary, kolor, muszą być przebrane, wyszczotkowane, dostarczane w odpowiednich terminach i być odpowiednio zapakowane. Do tego powinny posiadać certyfikaty jakości lub podlegać kontroli upraw ze strony sieci handlowych (w tym celu podpisywane są kontrakty długoletnie lub wyznaczani zewnętrzni kontrolerzy). Kupowanie ziemniaków wykopanych prosto z ziemi od niewielkich, rozproszonych rolników znacząco podnosi koszty dla sieci handlowych i nie spełnia ich oczekiwań oraz oczekiwań klientów. Dlatego w określonych przypadkach rzeczywiście może być bardziej opłacalne kupienie nieco droższego, ale sprawdzonego produktu od dużych dostawców (często zachodnich znających standardy danej sieci). W związku z tym, możliwe, że konflikt nie rozciąga się na linii rolnik polski – rolnik zagraniczny, ale na linii mały, rozproszony producent – duży wystandaryzowany producent. Rozwiązaniem tego problemu byłoby postulowane od lat przez ekonomistów tworzenie grup producenckich lub spółdzielni rolnych przez mniejszych producentów.

Spośród postulatów głoszonych na protestach w kontekście zagranicznej konkurencji są też takie, które nie budzą większych obiekcji ze strony ekonomicznej. Dotyczy to przede wszystkim wyraźnego znakowania pochodzenia produktów. W sensie ekonomicznym obniża to problem tzw. asymetrii informacji oraz kosztu transakcyjnego, czyli pozwala podejmować racjonalne decyzje wedle gustów konsumentów przy minimalnym wysiłku z ich strony. Już w zeszłym roku Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi pracowało nad oznakowaniem „Produkt Polski”, który miał wyróżniać polską żywność. Projekt był jednak stworzony nieudolnie i wedle wiedzy opiniującego ostatecznie nie wszedł w życie. Warto podkreślić, że według badań, w oczach polskich konsumentów krajowa żywność cieszy się dobrą opinią, więc takie oznakowanie mogłoby zwiększyć jej konkurencyjność.

Pozostałe postulaty w obszarze ochrony polskiego rynku wymagają ponownego omówienia. Wprowadzenie parytetu 50% żywności polskiej w sklepach jest w sposób oczywisty niezgodne z prawem unijnym, a i prawdopodobnie z art. 22 Konstytucji. Pytanie jak powinno się podejść do zjawiska blokowania eksportu polskiej żywności i dopłat do produkcji rolnej. Jest to pytanie o to, czy bardziej doceniamy zalety wynikające ze wspólnego rynku unijnego, czy też wady. Możliwe jest wprowadzenie barier pozacelnych dla importu żywności (np. wspominanych kontroli jakości), jednak w tej sytuacji ciężko jest postulować skrócenie czasu rozpatrywania skarg na nielegalne praktyki protekcjonistyczne ze strony pozostałych państw UE. Zatem albo nastawiamy polskie rolnictwo na produkcję wewnętrzną i chronimy rynek przed importem, albo też korzystamy z możliwości ekspansji zagranicznej i postulujemy wyrównanie szans wewnątrz Unii i usprawnienie procesu zaskarżania nielegalnych praktyk. Oczywiście na poziomie retoryki ulicznej da radę połączyć te dwa postulaty, ale warto mieć świadomość, że są one sprzeczne i nie da się obu zrealizować jednocześnie. Autor skłania się ku drugiemu rozwiązaniu. Przemawia za tym fakt, że na rynku unijnym eksport polskiej żywności wart jest 21 mld zł, a na całym świecie 29 mld. Pokazuje to, że polskie rolnictwo jest w stanie skutecznie konkurować na obcych rynkach.

Ciekawy w całej sprawie jest postulat Michała Kołodziejczyka, prezesa Unii Warzywno-Ziemniaczanej, dotyczący likwidacji dopłat bezpośrednich dla rolników w celu rzeczywistego wyrównania konkurencji. Szczerze mówiąc, jest to postulat dość rewolucyjny. Częściej pojawiają się głosy mówiące o wyrównaniu polskich dopłat do poziomu krajów zachodnich, co przez 13 lat polskiego członkostwa w UE nie miało miejsca i raczej są małe szanse, że nastąpi. W sensie ekonomicznym postulat likwidacji dopłat wydaje się być uzasadniony. Nie ma obiektywnej przyczyny, dla której ten sektor miałby być dotowany w takich kwotach jak dzisiaj. Jest to jednak postulat bardzo niepopularny politycznie, a jego realizacja spowodowałaby szereg dynamicznych dostosowań na rynku, które okresowo (nawet przez dość długi okres) skutkowałyby wzrostem ubóstwa na wsiach, aż do momentu konsolidacji gospodarstw i przesunięcia dużej części pracujących z rolnictwa do innych sektorów.

Jeśli chodzi o pozostałe postulaty rolników, to wypłata odszkodowań za nawałnice jest w zasadzie kwestią uczciwości politycznej. Jeśli obietnica taka została złożona, to powinna zostać zrealizowana. Uczy to odpowiedzialności za słowa i buduje zaufanie do organów publicznych. Otwartą kwestią pozostaje to, czy w ogólnym przypadku rolnik nie powinien się sam ubezpieczać od skutków klęsk żywiołowych, gdyż jest to normalne ryzyko związane z jego działalnością. W tym przypadku jednak mówimy o sytuacji, w której słusznie lub niesłusznie, ale obietnica pomocy została złożona.

Sprawa ASF wydaje się z kolei być jedynie kwestią niesprawności aparatu administracji. Upłynnienie wypłat odszkodowań jest postulatem wartym poparcia, jednak trzeba mieć na uwadze fakt, że sam system wydaje się być dość logicznie ułożony. Być może jednak opiniujący nie zna wszystkich niuansów związanych z tym zagadnieniem i są tam dodatkowe problemy, które wymagałyby rozwiązania poprzez zmiany systemowe.

Kwestia odszkodowań za straty łowieckie jest podobna do odszkodowań z tytułu ASF. System wydaje się być logicznie ułożony, a jego złe funkcjonowanie zdaje się być spowodowane czynnikiem ludzkim. Postulat warto poprzeć, jednak ponownie, tak jak to miało miejsce w przypadku afrykańskiego pomoru świń, poparcie to wydaje się mieć jedynie wymiar symboliczny.

Podsumowanie

Do protestu rolników warto podejść z umiarkowaną otwartością. Wiele z postulatów wydaje się być racjonalnymi, część jednak budzi poważne zastrzeżenia. Autor, mogąc doradzić rolnikom, sugerowałby podkreślenie tych aspektów, które wydają się oczywiste, czyli wzmocnienie kontroli jakości żywności i znakowanie produktów. Uczciwe wydaje się także poparcie postulatów odszkodowań. Autor radziłby jednak stonowanie się z żądaniami ograniczenia importu i głoszeniem nośnych haseł dotyczących praktyk dyskryminacyjnych, gdyż wszystkie wątki tego zagadnienia nie są do końca rozpoznane, a istnieją wiarygodne wytłumaczenia alternatywnie negatywnego zjawiska opisywanego przez rolników.

Komentarze