Koniec lat 40. i początek 50. to okres, w którym podziemie niepodległościowe praktycznie nie istnieje w swej pierwotnej, ogólnopolskiej formie. Władza ludowa rozpoczyna więc szukanie nowego wroga. Jej wzrok padł na armię, a dokładnie jej kadry, rekrutujące się w głównej mierze z przedwojennych wojskowych.
Funkcja procesu pokazowego w stalinowskiej Polsce
Związek Sowiecki dla poskromienia swych przeciwników stosował cały wachlarz metod represji. Oprócz klasycznych form nacisku, to właśnie w leninowskiej, a następnie stalinowskiej Rosji, na szeroką skalę zaczęto stosować procesy pokazowe. Czym były takowe rozprawy? Mówiąc krótko, był to spektakl, w którym za cel główny uznano, nie jak w normalnym procesie, dochodzenie do prawdy, lecz realizację wybranych celów politycznych i propagandowych. Wyrok znany był z góry, a podczas procesu przedstawiano, z reguły ustami samych oskarżonych, jedynie wykładnię go uzasadniającą. Podsądni swe zeznania składali pod wpływem tortur i obietnic złagodzenia wyroków.
Problematykę procesów pokazowych oraz roli sądów w Związku Radzieckim doskonale przedstawił Aleksander Sołżenicyn, przytaczając wypowiedź znanego oskarżyciela, jak i współtwórcy prawa, M. W. Krylenki. Otóż według prokuratora generalnego ZSRR sąd był zarówno prawodawcą… jak narzędziem polityki…(A. Sołżenicyn, Archipelag Gułag 1918-1956, s. 292-294). Tak zdefiniowane pojęcie oznaczało, że oskarżony został de facto skazany na łaskę ustalającego karę. Nie miało znaczenia, czy wina została udowodniona czy nie, proces był elementem terroru. Pierwsze procesy pokazowe w ZSRR pojawiły się około 1920 roku, początkowo o małym zasięgu, z czasem nabierały coraz większego rozmachu.
Nie inaczej rzecz się miała w Polsce, która po 1945 roku dostała się w orbitę wpływów sowieckich. Wzorce skopiowano, a nad ich właściwym wykorzystaniem czuwali sowieccy pomocnicy. Za pierwszy proces pokazowy w powojennej historii naszego kraju o zasięgu ogólnopolskim uznaje się tzw. „proces wierzchowiński”, który odbył się w sali teatralnej Teatru Malickiego w dniach od 14 lutego do 19 marca 1946 roku. Na ławie oskarżonych zasiadły 23 osoby, głównie członkowie kierownictwa lubelskiego NSZ, oskarżeni o dokonanie masowego mordu na mieszkańcach wsi Wierzchowiny. Mimo że nie istniały silne przesłanki na to, że pacyfikacji dokonał właśnie oddział Pogotowia Akcji Specjalnej NSZ [więcej na ten temat w najnowszym numerze pisma „Templum Novum”], a części oskarżonych nie było nawet tego dnia w feralnym miejscu, zapadły surowe wyroki, skazując niemal wszystkich oskarżonych na karę śmierci [wyroki wykonano].
Procesy pokazowe, zohydzające podziemie niepodległościowe, trwały przez cały okres zorganizowanego oporu. Apogeum nastąpiło w 1947 roku, podczas procesów I i II Zarządu Głównego Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”. Z kolei w latach późniejszych, po rozbiciu kierownictwa ogólnopolskiego, skala zaczęła maleć, tak, że pod koniec lat 40. procesowano już tylko działaczy regionalnych [Jan Małolepszy „Murat”, ks. Władysław Gurgacz „Sem” itp.].
Od „specjalistów” do „wrogiego elementu”
Trwające „dobijanie” podziemia było tylko jednym z elementów ujarzmiania nieposkromionego jeszcze narodu. Kierunki działania władzy ludowej były wielorakie. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że swym rozpracowaniem bezpieka objęła wszystkie zorganizowane formy życia społecznego – organizacje, partie itp. Ludzie, którzy zdecydowali się na budowanie „nowej” Polski, dzieląc się swym przedwojennym doświadczeniem, z dnia na dzień, stawali się przeciwnikami komunistów. Analogicznie rzecz się miała w wojsku.
1943 rok uznać należy za początek tworzenia pierwszych jednostek. W maju tego roku, w Sielcach nad Oką w ZSRR, rozpoczęto formowanie 1 Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki. W jej skład weszli głównie ci, którzy „nie zdążyli do Andersa”, a kadra oficerska, z powodu mordu katyńskiego, była w opłakanym stanie. Wystarczy wskazać, że 1 DP tworzyło dwóch oficerów z przedwojennym stażem: Zygmunt Berling, uznany przez I Korpus gen. Andersa za dezertera, oraz Leon Bukojemski, przebywający z więzieniu za nieposłuszeństwo i torpedowanie decyzji o ewakuacji wojska do Iranu. Do stale rozrastającego się ludowego Wojska Polskiego, wraz z przesuwaniem się frontu na zachód, dołączali kolejni oficerowie z przestępczą przeszłością, jak Michał Żymierski „Rola”, wyrzucony z wojska w latach 20. za przestępstwa finansowe.
Sytuacja zmieniła się po 1945 roku, kiedy z oficerskich obozów jenieckich wyszli wszyscy ci, którzy znaleźli się w nich w wyniku działań wojennych trwających od 1939 roku. Komuniści, mając świadomość słabości kadr wojskowych, podjęłi próbę pozyskania tych, którzy zdecydują się na powrót do kraju. Liczono, że pomogą oni wyszkolić nowe pokolenie, wiernych władzy ludowej, wojskowych. Po zrealizowaniu swego zadania, dawni fachowcy mieli zostać odsunięci na margines.
Konstanty Rokossowski i początek represji w wojsku
Początków zmiany taktyki należy szukać w końcu lat 40. Po usunięciu Władysława Gomułki za „odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne” władzę przejęli ludzie związani z Bolesławem Bierutem, którzy na stanowisko ministra obrony narodowej postawili Konstantego Rokossowskiego. Był to sygnał do wzmożenia procesu kontrolowania i usuwania z armii jednostek podejrzanych o prowadzenia działalności „wywrotowej”. Czystka trwała formalnie od 1934 roku, jednak dopiero po przejęciu władzy przez Rokossowskiego nabrała nowego, niespotykanego wcześniej zasięgu.
„Spisek w wojsku”, bo pod taką nazwą okrzyknięto rzekomą siatkę konspiratorów, którzy doprowadzając do zaniżenia jakosci szkoleń w wojsku, przygotowywać mieli jednocześnie siatkę agentów wywiadu „imperializmów zachodnich”, doprowadził do aresztowania i skazania wielu przedwojennych generałów.
W tzw. „Procesie generałów” z 31 lipca 1951 roku na ławie oskarżonych zasiedli generałowie Stanisław Tatar, Jerzy Kirchmayer, Stefan Mossor, Franciszek Herman, których Wojskowy Sąd Garnizonowy w Warszawie skazał na dożywotnie więzienie. Rozprawa stanowiła podstawę do dalszych represji i „procesów odpryskowanych”. Za jeden z najważniejszych uznaje się „Proces TUN” [Tatar-Utnik-Nowotnik] od nazwisk Komitetu Trzech, powierników Funduszu Obrony Narodowej. W FON, powołanym w 1936 roku znalazły się środki [łącznie 1 mld złotych), które początkowo służyć miały finansowaniu uzbrojenia armii, jednak po wybuchu wojny pozostawiono je na przechowanie, aby w 1945 roku gen. Marian Kukiel, Minister Obrony Narodowej w Rządzie RP na Uchodźstwie, podjął decyzję o wykorzystaniu ich na pomoc byłym żołnierzom Armii Krajowej. W 1947 Komitet Trzech podjął decyzję, aby całość przewieźć do kraju, co też stało się 12 lipca. Bolesław Bierut w lipcu 1948 roku zdecydował się uhonorować trzech wojskowych wysokimi odznaczeniami – gen. Tatara Krzyżem Orderu Odrodzenia Polski IV klasy, płk Nowickiego Krzyżem Orderu Odrodzenia Polski V klasy, a ppłk Utnik został awansowany do stopnia pułkownika. Cała trójka znalazła się jednak w 1951 roku w więzieniu.
Spisek komandorów
Proces TUN stanowić miał „wyjście” do ujawnienia kolejnego spisku grupy szpiegowskiej, tym razem w Marynarce Wojennej, która specjalnym zainteresowaniem wywiadu wojskowego cieszyła się od plenum KC PZPR w 1949 roku. Tę gałąź armii uznano za najbardziej reakcyjną i wrogą ideologii komunistycznej.
Na ławie oskarżonych zasiadło siedmiu komandorów: kmdr por. Zbigniew Przybyszewski, kmdr Stanisław Mieszkowski, kmdr por. Robert Kasperski, kmdr por. Wacław Krzywiec, kmdr Jerzy Staniewicz, kmdr por. pil. Kazimierz Kraszewski i kmdr Marian Wojcieszek. Wszyscy odpowiadali za udział w siatce konspiracyjnej „Alarm”, która zajmować się miał szpiegostwem i dywersją. Z powodu tortur [m. in. podwieszano ich za ręce pod sufitem) część oskarżonych przyznała się do winy i podpisała protokoły przesłuchań. Wszyscy jednak w trakcie procesu wycofali swe zeznania twierdząc, że były one wymuszone siłą. W całym procesie chodziło wyłącznie o odsunięcie przedwojennych wojskowych, którzy w latach 50. posiadali już najwyższe stopnie w polskiej Marynarce Wojennej.
Spośród siedmiu komandorów, na karę śmierci skazano pięciu, z których następnie rozstrzelano trzech: kmd. Stanisława Mieszkowskiego, kmr. Jerzego Staniewicza i kmd. por. Zbigniewa Przybyszewskiego.



Miejsca pochówku przez wiele lat pozostawało nieznane. Dopiero w 2014 roku udało się zidentyfikować zamordowanych, którzy pochowani zostali w Kwaterze na Łączce.
Statystyka
Spraw odpryskowych było znacznie więcej. W ramach „Spisku w wojsku” w latach 1950-1953 skazano 94 oficerów, z których 40 na karę śmierci wykonaną następnie na 20. Łącznie zatrzymano ponad 2 tysiące żołnierzy z powodów „politycznych’. Z kolei w latach 1949-1954 czystka objęła łącznie 10 tysięcy oficerów, którzy zostali zmuszeni do opuszczenia szeregów armii.



