Politechnika Wrocławska przyjęła tzw. Plan Równości. Jest to warunek do otrzymania unijnych pieniędzy

Dnia 23 listopada 2021 rektor Politechniki Wrocławskiej, profesor Arkadiusz Wójs, podpisał “Plan Równości dla Politechniki Wrocławskiej” na lata 2022-2024, zakładający m.in. prowadzenie na uczelni “działań antydyskryminacyjnych”. Przyjęcie planu jest warunkiem otrzymania przez uczelnię unijnego wyróżnienia HR Excellence in Research i dofinansowania.

Założenia planu zostały dogłębnie opisane w dostępnym na stronie Politechniki dokumencie. Przytoczono tam również wyniki badań w kwestii doświadczonych zachowań dyskryminacyjnych, do których zaliczono tak straszliwie krzywdzące rzeczy jak np. “niestosowne żarty” lub też “niezwracanie się do bezpośrednio do osoby ze względu na przynależność do konkretnej grupy” (zapomniałeś powiedzieć gejowi „cześć”, bo zakuwałeś całą noc do egzaminu i ledwo patrzysz na oczy - nawet nie wiesz, ale to już dyskryminacja, bo pewnie nie powiedziałeś mu cześć, bo obwieszony jest jak choinka tęczą). 
Jednakże znacznie ciekawsze są same założenia planu. Do nich należą m.in sformułowanie wytycznych dotyczących równoważenia reprezentacji płci wśród władz uczelni i grona studenckiego, cykle szkoleń “uświadamiających”, możliwość zmiany preferowanych zaimków w oficjalnych papierach czy rewizja obowiązujących kodeksów etycznych. 

„Osoby studiujące identyfikujące się z osobami LGBT+ istotnie częściej doświadczyły zachowań dyskryminacyjnych (średnio jako świadek dla 11 z analizowanych 15, jako ofiara dla 7 z 15), w grupie osób pracujących nie stwierdzono podobnych różnic. (...) Osoby te mówią o braku przeciwwagi do wyrazistych, konserwatywno-katolickich poglądów części pracowników i to pracowników z przywilejami i władzą (profesura)” - czytamy w raporcie. Ponadto „ze wszystkich analizowanych grup, studentki miały najsilniejsze przekonania nt. faworyzowania mężczyzn i dyskryminacji kobiet”.

„Analizując wypowiedzi osób studiujących można dostrzec wyraźnie większą wrażliwość na problem dyskryminacji i przejawów nierówności w grupie studentek oraz osób identyfikujących się z LGBTQ+. Osoby te deklarują, że dyskryminacja przejawia się głównie w postaci niestosowanych żartów, deprecjonowania kompetencji i wiedzy oraz +nadawania się+ grup (np. kobiet) do pewnych ról czy aktywności” - przekonują autorzy raportu.

W istocie współczesnej ideologii feministycznej i ideologii LGBT jest poczucie dyskryminacji. Autorzy raportu nie wysilili się, aby zbadać stan rzeczywisty, a zadowolili się jedynie deklaracjami określonych grup społeczności uniwersyteckiej (propaganda feministyczna, wmawiająca młodych kobietom, że są dyskryminowane i że ich ew. niepowodzenia są rezultatem właśnie dyskryminacji, a nie np. braku wytężonej pracy, jest na polskich uczelniach bardzo silna), których niezbędnym spoiwem jest poczucie dyskryminacji. Codzienne zachowania, wynikające np. z braku ogłady i kultury osobistej, zaprzęgane są tym samym do celów ideologii.

W omawianym dokumencie podkreślono także, że Politechnika Wrocławska jest również wieloletnim uczestnikiem kampanii „Dziewczyny na Politechniki!” promującej podejmowanie studiów na kierunkach technicznych przez młode kobiety, m.in. przez pokazywanie atrakcyjności dla kobiet karier zawodowych i naukowych w obszarach technicznych i ścisłych. Na Politechnice Białostockiej w jej ramach zdecydowano o przyznaniu kobietom dodatkowych punktów do rekrutacji do Fabryki Młodego Inżyniera II za… płeć. Zapis ostatecznie usunięto po burzy jaka wybuchła w internecie.

Okazuje się też, że na polskiej uczelni dyskryminuje... korespondencja w języku polskim! „Zgłaszano także problemy z marginalizowaniem osób nie posługujących się językiem polskim (korespondencja po polsku, brak eventów promujących różnorodność)” - napisano.

Jednocześnie w innej części raportu stwierdzono, że „analiza swobodnych wypowiedzi osób pracujących na PWr wskazuje, że generalnie nie jest zgłaszany jako dojmujący problem dyskryminacji związanej z płcią, orientacją seksualną, rasą, wyznaniem czy niepełnosprawnościami. Sporo wypowiedzi wręcz wskazuje PWr jako dość równościowe i przyjazne miejsce pracy”.

Problemem (zgłaszanym w większości przez pracujące na uczelni kobiety) są natomiast warunki pracy i zaburzenie tzw. „work-life balance”. Wskazywano na wykraczające poza przyjęte ramy godziny pracy i otrzymywanie maili czy brak wsparcia dla rodziców małych dzieci i opiekunów osób niesamodzielnych. Jednakże podstawowym problemem wg respondentów jest obszar organizacji pracy, przejawiający się w niesprawiedliwości, mobbingu, nepotyzmie, niejasnych lub wręcz niesprawiedliwych systemach wynagradzania i innych negatywnych zjawiskach w miejscu pracy. Tych problemów nie da się rozwiązać rozpętując „wojnę płci”, co ewidentnie chcą zrobić władze uczelni.

„W przypadku studentów (mężczyzn), podobnie, jak wśród pracowników, zarejestrowano więcej wypowiedzi umniejszających lub wręcz zaprzeczających problemowi z nierównym traktowaniem różnych grup na uczelni, a na pewno mniejszości seksualnych, etnicznych lub płci. Osoby te oceniają negatywnie samo badanie, zarzucają tendencyjność, pytań i sformułowań w kwestionariuszu. Osoby o takich poglądach tłumaczą nadreprezentację mężczyzn we władzach, na wysokich stanowiskach w biznesie i innych organizacjach naturalnymi cechami (m.in. skłonnością do podejmowania ryzyka, determinacją, siłą woli). (...) Inna wyrazista grupa respondentów (raczej mężczyzn) w dosadny sposób kwestionuje problem dyskryminacji grup mniejszościowych, niesprawiedliwych przywilejów i nadużywania władzy, a także działalność Zespołu i Pełnomocniczki oraz sensowność samych badań” - odnotowano, chyba tylko po to, żeby uwypuklić demoniczność nieczułej płci męskiej, bo żadnego z ww. zastrzeżeń nie wzięto pod uwagę przy planowaniu „warsztatów antydyskryminacyjnych”. Raport PWr przygotowany został zwyczajnie pod tezę.

Jednocześnie stwierdzono, że „ze względu na ujawniony w diagnozie spór ideologiczny wśród społeczności uczelni, który dotyczy postrzegania równości, w tym równości płci, jako wartości, oraz zasadności podejmowania działań na rzecz przeciwdziałania dyskryminacji i promocji równości, za właściwe uznać należy wdrażanie rozwiązań w zakresie równoważenia płci stopniowo, rezygnując z tych, które na danym etapie mogą prowadzić do dalszego pogłębiania tych podziałów”.

Podkreślono, że „Politechnika Wrocławska zobowiązuje się podejmować działania na rzecz równoważenia reprezentacji płci osób studiujących na poszczególnych wydziałach i kierunkach. Podobnie jak w przypadku struktury zatrudnienia, źródła problemu nierównoważnej reprezentacji płci osób studiujących na większości wydziałów i kierunków mają charakter systemowy”. Oczywiście nie przedstawiono żadnych dowodów na „systemowość” tej „dyskryminacji”.

CZYTAJ TAKŻE: Na Politechnice Wrocławskiej studenci zmuszani są ślubować „przeciwstawiać się każdej formie mowy nienawiści”

Rewolucja ogarnia polskie uczelnie

Jeżeli brzmi to wszystko dosyć znajomo, to nie ma w tym nic dziwnego. Podobne plany przyjął m.in. Uniwersytet Warszawski, w tej kwestii działają również AGH i Politechnika Krakowska. Wraz z nimi najprawdopodobniej pójdą kolejne polskie uczelnie. A mają ku temu bardzo poważną zachętę.

CZYTAJ TAKŻE: Ideologizacja uczelni i dyktat rektora? Ciemne chmury nad UWr

Okazuje się, że wprowadzenie Planu Równości Płci jest konieczne do otrzymania funduszy z unijnego programu “Horizon Europe”.

Dokładnie tak, fundusze nie zostają przyznane za wybitne osiągnięcia na polu nauki, ani za tworzenie przestrzeni wolnej wymiany myśli, a za… zmiany na tle czysto ideologicznym pod egidą Unii Europejskiej! Takiemu obrotowi spraw ochoczo przyklaskują lewicowe organizacje studenckie, nierzadko wspierane otwarcie przez wykładowców i pracowników naukowych na uczelniach. 

Przypadek ten nie omija wspomnianej PWr, gdzie za wprowadzeniem planu lobbowała spora część pracowników politechniki, na czele z dr. hab. Karoliną Jaklewicz, która organizowała m.in. “protesty klimatyczne” dla uczniów podstawówki w ramach Młodzieżowego Strajku Klimatycznego.

Przypadek PWr nie jest w tej kwestii odosobniony, wszakże duża część polskich kadr naukowych jest niezwykle aktywna, jeśli chodzi o forsowanie w przestrzeni publicznej ideologii liberalno-lewicowych. Wspomniana doktor Jaklewicz nie jest w tym odosobniona. W maju 2020 roku antypedofilska ciężarówka Fundacji Pro została zaatakowana przez pracownik naukową Uniwersytetu Gdańskiego, aktywistkę LGBT doktor Maję Wojdyło

Jednocześnie sprawnie, oczywiście pod płaszczykiem walki z “homofobią”, “transfobią” i “nacjonalizmem”, zamyka się usta studentom prawicowym, lub takim, którzy kontestują działalność ideologiczną uniwersytetów. Głośny był przypadek zawieszenia w prawach studenta Konrada Smuniewskiego na Uniwersytecie Warszawskim za nieprzychylne słowa o lewicy. 

Zastraszaniu ulegają również sami naukowcy, którym nierzadko zabrania się możliwości swobodnego głoszenia poglądów niezgodnych z liberalno-lewicowymi dogmatami. Dochodzi nawet do sytuacji, w których osoby zbyt mało postępowe nie zostają dopuszczone do głosu! 

Przykładów takich sytuacji nie trzeba szukać daleko. Sekcja Psychologii Sądowej KNS Psychologii UJ odwołała wykład dr Magdaleny Grzyb, podając w uzasadnieniu “transfobiczne poglądy”. 

Powodem takiego stwierdzenia jest felieton pani doktor, napisany dla Kultury Liberalnej, w którym stwierdza ona, że “Zastąpienie w przepisach prawa kategorii płci biologicznej „płcią odczuwaną” jest dla kobiet niekorzystne i szkodliwe.”. Odstępstwo i próba polemiki z oficjalną linią ruchu karane jest ostracyzmem i wykluczeniem z grona mówców. Wszystko to w imię domniemanej “inkluzywności” i “działań antydyskryminacyjnych”.

W ostatnich dniach sprawa stała się dość głośna. Władze uczelniane, najprawdopodobniej zniechęcone szumem wokół całej sprawy postanowiły jednak wydarzenie przywrócić, co oczywiście spotkało się z płaczem o „promocję transfobii” przez Uniwersytet.

CZYTAJ TAKZE: Policja myśli wkracza na Uniwersytet Jagielloński

Zjawisko, które z niepokojem obserwujemy od paru lat, jest już standardem na uniwersytetach amerykańskich i zachodnioeuropejskich. Tam uczelnie wyższe, które w założeniu stanowić miały miejsce swobodnej wymiany myśli już dawno stanowią platformę do indoktrynacji i promocji postulatów lewicowych, a studentów o odmiennych poglądach spotykają szykany nie tylko ze strony studentów, ale również grona naukowego. 

Proces rozkładu polskich uniwersytetów trwa w najlepsze. Jeżeli polska prawica nie zrobi nic, by odmienić ten stan rzeczy, to już niedługo dołączą one do grona zachodnich “ideologicznych kuźni”. 

Oczywiście, upodobnią się one tylko pod względem promocji idei liberalno-lewicowych. W końcu w światowych rankingach, segregujących uniwersytety świata wedle kryteriów takich jak jakość edukacji, czy też dorobek badawczy niespecjalnie mają się czym pochwalić.

Najwyraźniej działanie na rzecz wykuwania kadr naukowych, stanowiących bazę elit narodu polskiego i rozwój polskiej nauki nie stoją zbyt wysoko na liście priorytetów. 

Narodowcy.net/ dorzeczy.pl / tysol.pl / ordoiuris.pl / facebook.com / pwr.edu.pl

Jakub Marszałkowski

Czytaj Wcześniejszy

W Białymstoku otwarto Centrum Obowiązek Polski

Czytaj Następny

„José Antonio Primo de Rivera? Presente!”. Tysiąc falangistów upamiętniło hiszpańskiego bohatera [+WIDEO/+FOTO]

Zostaw Odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *