Prokuratura umorzyła sprawę Tomasza Lisa oskarżonego o molestowanie seksualne przez współpracowniczki Newsweeka. Jak wynika z uzasadnienia, powodem umorzenia było „przedawnienie karalności czynu”.
Sprawa Tomasza Lisa — zwolnionego z Newsweeka — znalazła swój finał w najnowszym postanowieniu prowadzącej śledztwo Prokuratury Okręgowej w Warszawie. W relacjach świadków pojawiają się oskarżenia o m.in. przyciskanie do ściany, całowanie w policzek, wkładanie palców w dziury w spodniach współpracownic czy próby całowania w usta.
Sprawa uległa niestety przedawnieniu, a to ze względu na kwalifikację prawną, na jaką zdecydowała się prokuratura. Śledczy nie zakwalifikowali ww. zachowań jako molestowanie, ale jako naruszenie nietykalności cielesnej. Takie przestępstwo po roku ulega przedawnieniu i nie może być dłużej procedowane.
Istnieje prawdopodobieństwo, że prokuratura z premedytacją zdecydowała się na taką kwalifikację. Poszkodowane kobiety zostały przesłuchane dopiero w drugiej połowie 2023 roku, a więc po upływie rocznego terminu.
Prokuratura postanowiła także umorzyć postępowanie w sprawie o mobbing, jakiego dopuścić miał się Lis wobec współpracowników Newsweeka, ponieważ redaktor zachowywał się „wedle standardów lat 90”.
Jego grubiańskie zachowania, dowcipy z seksualnym podtekstem, straszenie utratą pracy, władczy styl zarządzania, budziły coraz większy sprzeciw podległych mu osób. Do redakcji Newsweeka przychodzić zaczęli również ludzie młodzi, wychowani w nowoczesnym społeczeństwie, którzy zupełnie nie rozumieli, że model zarządzania naczelnego Newsweeka był kiedyś standardem w mediach i oceniali go jako nieakceptowalny — czytamy w uzasadnieniu prokuratury.
Fot. facebook.com
Narodowcy.net/rp.pl




