Snajperki. Dziewczyny z Armii Czerwonej [RECENZJA] | Narodowcy.net

Snajperki. Dziewczyny z Armii Czerwonej [RECENZJA]

Ponad 300 stron i 77 historii niezwykłych kobiet walczących w Armii Czerwonej. Dziesiątki relacji ochotniczek, które nie ustępowały mężczyznom na frontach II wojny światowej.

Kilka słów o książce

Autorka, Luba Winogradowa, przedstawia kobiety, które służyły w Armii Czerwonej na takich samych prawach co mężczyźni.  Jak możemy się dowiedzieć z książki, nie było to realizowanie polityki równości płci Związku Sowieckiego, ale przede wszystkim uzupełnianie żołnierzy na froncie. Prawdą jest, że Związek Sowiecki miał ogromne zasoby ludzkie, a książka Winogradowej pokazuje, że komuniści nie mieli oporu, by rekrutować kobiety. Pomimo parytetu, kobiet w Armii Czerwonej było „tylko” 800 tys. W porównaniu z milionami mężczyzn to naprawdę niewiele.

Pozostając jeszcze przy kwestii parytetu w Armii Czerwonej, należy wspomnieć, że czerwonoarmistki wyspecjalizowały się w młodej jak na owe czasy dziedzinie, a mianowicie w „snajperce”. Snajper stanowił wówczas pewne novum, ale jak wiemy z historii, bardzo skuteczne. Dowodem tego są dokonania człowieka będącego pierwszym skojarzeniem ze słowem snajper – Simo Häyhä, ps. „Biała śmierć”. Zasłynął on z tego, że podczas wojny w 1940 r. zabił ponad 700… Sowietów. Co ciekawe, w Armii Czerwonej kobiety-snajperzy przewyższały mężczyzn w tej dziedzinie.

Książka jest jednym wielkim reportażem złożonym z zapisków, pamiętników, rozkazów, przekazów bliskich. Możemy w niej zobaczyć, jak wyglądało życie prywatne bohaterek oraz życie publiczne w Związku Radzieckim przed wybuchem II wojny światowej, w trakcie i po jej zakończeniu.

Liczne opisy przygotowań, obaw przed śmiercią, szkoleń z obsługi broni, a także pochówku „towarzyszek broni”. To wszystko jest w książce Winogradowej.

Historia każdej z kobiet świetnie nadaje się do ekranizacji. Są one dokładnie opisane, ale nie nazwiemy ich tylko suchą relacją. Obok dość powszechnych w życiu żołnierza zdarzeń (np. stawienie się na komisji, szkolenie z obsługi broni itp.) nie brakuje zwrotów akcji, tragicznych wypadków, a nawet miłosnych epizodów.

Poprzez szczegółowość i dynamikę zdarzeń, ta książka nie pozwala się nudzić. Jest bardzo dobrą propozycją dla miłośników historii ZSRR, historii oręża i wojskowości, a nawet feministek. Wszak kobiety niekiedy były lepsze od mężczyzn.

O autorce

Luba Winogradowa jest rosyjską pisarką i badaczką historii Armii Czerwonej. Głównym jej zainteresowaniem – jak się można domyślić – jest rola kobiet w jednej z największych armii świata, zwłaszcza podczas II wojny światowej.

Książka Snajperki. Dziewczyny z Armii Czerwonej wydana przez Wydawnictwo Znak to kolejna pozycja po Nocne wiedźmy na wojnie z lotnikami Hitlera i Pisarz na wojnie. Wasilij Grossman na szlaku bojowym Armii Czerwonej 1941–1945. Obydwie książki również są o historii kobiet w Armii Czerwonej.

Stereotyp nt. kobiet w Armii Czerwonej

Cóż, zapewne ktoś, kto nie zna historii ZSRR, pomyśli, że rola kobiet w Armii Czerwonej ograniczała się tylko do spełniania potrzeb seksualnych mężczyzn. I tak w istocie było, ale tuż po rewolucji październikowej, gdy to bolszewicy rozpoczęli ekspansję na zachód Europy.

Ponadto podobnie jak w innych armiach, kobiety były sanitariuszkami. Akurat w Armii Czerwonej status sanitariuszki nie zmieniał roli kobiety. Z innych książek dowiadujemy się, jak brutalni wobec kobiet byli Czerwonoarmiści, zwłaszcza wobec tych o szlacheckim rodowodzie.

Rola kobiet w wojsku zmienia się z biegiem lat w każdym państwie, w Polsce również. Dziś już nie szokuje kobieta w mundurze, tak jak to miało miejsce jeszcze 20 lat temu. Dziś kobieta to nie tylko sanitariuszka, ani nawet starszy szeregowy. W policji już mamy kobietę-generała. I to już jest powszechne, poza tym do wojska ludzie zaciągają się z pobudek patriotycznych, a tych nie sposób odmówić [na przestrzeni lat] Polkom, a w przypadku Armii Czerwonej – Rosjankom.

Książka Snajperki. Dziewczyny z Armii Czerwonej pokazuje diametralnie inny obraz kobiet. Są one na równi z mężczyznami, lecz nie w pełni realizują postulat parytetu, ponieważ w pierwszej kolejności uzupełniały braki kadrowe, mimo iż były to w większości ochotniczki.

Komentarze