Tomasz Cynkier: Dwa Kościoły? | Narodowcy.net

Tomasz Cynkier: Dwa Kościoły?

Ostatnio mogliśmy obserwować, a co niektórzy brać czynnie udział w debacie nt. kryzysu w Kościele katolickim. Mimo, iż Kościół zmagał się z wieloma krytycznymi momentami w swojej historii to ten obecny wydaje się być najpoważniejszy.
Źródło kryzysu

Gdy zapyta się laika, bądź „wiernego niepraktykującego katolika” o to, czy Kościół katolicki jest w kryzysie, to osoba ta najprawdopodobniej odpowie, że tak. Na pytanie jaki to kryzys opanował Kościół usłyszymy pewnie, że jest nim pedofilia wśród księży. Taką odpowiedź mogą sugerować: listy abp. Carlo Marii Vigano, które przedstawiały nadużycia kard. McCarricka i księży, których ochraniał, a także przypadki skandali pedofilskich w polskim Kościele oraz film „Kler”.

Listy abp. Vigano przedstawiają to, co było ukrywane w Kościele w Stanach Zjednoczonych. Co ciekawe kard. McCarrick był ukarany przez papieża Benedykta XVI, jednak po jego ustąpieniu kardynał z USA został przywrócony do posługi i stopniowo rosła jego pozycja.  Znamienne jest to, że obecny biskup Rzymu i inni wysocy hierarchowie milczą w tej sprawie, co uwiarygadnia tezy i zarzuty abp. Vigano. Warto przypomnieć, że Jorge Bergoglio po objęciu urzędu w 2013 r. zachęcał do „zrobienia rabanu”. Cóż abp. Vigano narobił rabanu, a hierarchowie jakby tego nie widzieli…

W polskim Kościele też nie brak skandali pedofilskich i homoseksualnych. O takich m.in. pisze były ksiądz Jacek Międlar w swojej autobiografii. Przypadki pedofilii w polskim Kościele z pewnością przyczyniły się do powstania filmu „Kler”. Miałem okazje obejrzeć ten film i pokazuje on patologie od wspomnianych pedofilii i homoseksualizmu przez alkoholizm po skrajny materializm i karierowiczostwo. Nie neguję faktu, że w polskim Kościele są źli pasterze, których miejsce nie jest na plebanii, a w więzieniu. Jednak w swoim życiu nie spotkałem księdza pedofila, alkoholika czy materialisty.

Ale czy pedofilia jest głównym problemem Kościoła? Otóż nie, problemem jest homoseksualizm wśród księży. Wskutek lewicowo-liberalnej nowomowy operujemy takimi pojęciami jak „orientacja seksualna” czy „orientacja hetero/homo – seksualna”. Tymczasem do lat 90. homoseksualizm był uznawany za chorobę psychiczną, zaś dziś są psychiatrzy, którzy opisują wspomniane zjawisko jako „zaburzenie psychiczne”, „zaburzenie emocjonalne”, a nawet „zboczenie”. Część seksuologów i psychiatrów zauważa związek między homoseksualizmem a pedofilią. Na stronie homoseksualizm.edu.pl możemy przeczytać m.in.: „Istnieje szereg prac pokazujących, że wielu mężczyzn, którzy w dorosłości angażują się w homoseksualny styl życia, było ofiarami wykorzystania seksualnego w dzieciństwie (…) pośród badanych 1001 homoseksualnych i biseksualnych mężczyzn 37% przed ukończeniem 19. roku życia doświadczyło bycia ofiarą przymusowego kontaktu seksualnego z osobą dorosłą”.

Do dziś w seminariach obowiązuje przepis mówiący o tym, że homoseksualiści nie mogą być wyświęceni na księży, jednak do tego dochodzi. Dlaczego? Najprawdopodobniej przez małą liczbę kleryków w seminariach.

Zatem, gdzie leży źródło tego kryzysu? Pedofilia i homoseksualizm to tylko skutki. Część powie, że to przez Sobór Watykański II. Był on jednak konsekwencją działań i zjawisk w Kościele w XIX i XX wieku, a nie źródłem kryzysu. Otóż źródeł kryzysu należy upatrywać w XVIII i XIX wieku, kiedy to wzmożoną aktywność w Kościele zaczęli przejawiać tzw. moderniści. Stopniowo, przez lata i co ważne konsekwentnie przejmowali stanowiska w administracji kościelnej i próbowali wpływać na nauczanie Kościoła.

Niewątpliwie Vaticanum II było sukcesem modernistów, ponieważ w znacznym stopniu zliberalizowali naukę Kościoła, no i co ważne, posoborowi papieże są już świętymi z wyjątkiem Jana Pawła I. Trzeba mieć jednak na uwadze to, że Sobór był niejako wymuszony przez skutki II wojny światowej. Dopiero po II wojnie światowej Kościół zaakceptował Prawa Człowieka, które są owocem Rewolucji Francuskiej [która to była wymierzona również w Kościół katolicki – dop. T.C.].

Nowy układ sił po wojnie sprawił, że Kościół musiał w jakiś sposób unormować stosunki ze Związkiem Sowieckim. Gestem ze strony Kościoła było ogłoszenie „Deklaracji o wolności religii” podczas obrad Vaticanum II. Owa „Deklaracja” stawia, ponieważ obowiązuje do dziś, wszystkie religie. Ojcom Soboru wydawało się, że jeśli uznają wszystkie religie za równe to Związek Sowiecki i „Blok Wschodni” przestaną prześladować religie na swoim terytorium. Z historii wiemy, że Kościół katolicki oraz inne religie były prześladowane w państwach komunistycznych. Na marginesie dodam, że „Deklaracja o wolności religii” jest sprzeczna z Credo, które co niedziela wypowiadamy na mszy św. Otóż w Credo mówimy „Jeden, święty i apostolski Kościół”, co stoi w sprzeczności z twierdzeniem, że wszystkie religie są równe.

Podsumowując, wydawać się może, że Kościół sam sobie jest winny kryzysowi, w którym się znalazł. Owszem, moderniści zrobili wiele na rzecz tego kryzysu, ale część winy leży po stronie wiernych, ponieważ zdecydowana większość biernie przygląda się temu jak cywilizacja zachodnia stacza się na dno. Część jest niejako oderwana od rzeczywistości i żyje w różnorakich wspólnotach [które przypominają protestanckie sekty – dop. T.C.] i jest też część, która próbuje cokolwiek robić, organizować publiczne różańce, uczęszczać na „msze trydenckie” itp.

Lefebryści i biskup Rzymu

1 listopada 1970 r. abp Marcel Lefebvre założył Bractwo Kapłańskie św. Piusa X. Arcybiskup jak i Bractwo sprzeciwiali się reformom Soboru Watykańskiego II, za co przez wiele lat byli ekskomunikowani [ekskomunikę zdjął Benedykt XVI – dop. T.C.]. Aktualnie status kanoniczny Bractwa jest „nieuregulowany”. Sprzeciwiając się reformom Vaticanum II lefebryści zachowali przedsoborowy ryt mszy św., Naukę Społeczną, stosunek do innych religii oraz formacje kapłańską. Daje to porównanie do Kościoła posoborowego przez co może dać to obraz, że mamy 2 różne Kościoły lub doszło do jakiejś schizmy.

Bractwu Kapłańskiemu św. Piusa X można zarzucić sprzeczność logiczno-teologiczną, ponieważ wypowiadając posłuszeństwo Pawłowi VI poprzez niepodpisanie dokumentów soborowych, uznają papieża, krótko mówiąc, nie są sedewakantystami. Dla niewtajemniczonych, sedewakantyści to wierni oraz kapłani, którzy nie uznają hierarchii Kościoła po Soborze Watykańskim II oraz uznają, że Stolica Apostolska jest okupowana przez antypapieża.

Relacje Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X ze Stolicą Apostolską przypominają zabawę w kotka i myszkę. Żadna ze stron nie może dojść do porozumienia, lefebryści żądają od Watykanu cofnięcia reform, zaś Stolica Apostolska oczekuje zaakceptowania reform Vaticanum II przez bractwo. Bezkompromisowość i wierność tradycji sprawia, że pojednanie między lefebrystami a Watykanem jest praktycznie niemożliwe.

 Mimo zawziętości lefebrystów to biskup Rzymu w 2015 r. [Roku Miłosierdzia – dop. T.C.] podpisał dekret, który stwierdzał ważność sakramentu pokuty i pojednania udzielonego przez kapłana FSSPX na rok. Po upływie tego czasu ważność dekretu została przedłużona na czas nieokreślony.

Dlaczego użyłem określenia „biskup Rzymu”, a nie „papież Franciszek”? Otóż Jorge Bergoglio sam o sobie mówi, że jest biskupem Rzymu, tak więc sugeruję się zaleceniem Suwerena Państwa Watykańskiego. Nie poruszam kwestii czy wybór kard. Bergoglio na biskupa Rzymu był zgodny z prawem, bo już narosło wiele mitów na ten temat, ale nie zmienia to faktu, że jest to najbardziej kontrowersyjny pontyfikat od lat, jeśli nie w całej historii.

Biskup Rzymu wykonuje wiele niejednoznacznych gestów, które niekiedy budzą oburzenie tej tradycjonalistycznej części Kościoła przy jednoczesnym zachwycie zajadłych antyklerykałów. Wystarczy przypomnieć obmycie nóg muzułmanom w Wielki Czwartek, które przez świat Islamu zostało odebrane jako gest poddania się. Jednak obecnie największe zdumienie powoduje milczenie w sprawie abp. Vigano, o której wspomniałem na początku tekstu.

Gdyby chcieć opisać jednym zdanie obecnego Suwerena Państwa Watykańskiego to jest to papież, który wystawia na wielką próbę cierpliwości cały Kościół katolicki.

Jeden czy dwa, a może więcej Kościołów?

Chcąc odpowiedzieć na pytanie postawione w tytule tekstu, posiłkując się tym co wyżej napisałem, niewątpliwie mamy dwa kościoły w jednym Kościele. Wszyscy przyjęliśmy ten sam chrzest, tę samą Eucharystię, poszliśmy do tej samej spowiedzi, przyjęliśmy to samo bierzmowanie, przyjęliśmy [bądź przyjmiemy – dop. T.C.] pozostałe sakramenty, odmawiamy to samo Wyznanie Wiary i pozostałe modlitwy, a potrafimy pokłócić się o reformy Vaticanum II, stanowisko Kościoła w tej czy innej sprawie itd. I dochodzimy do przeświadczenia, że mamy 2 różne rzeczywistości, 2 różne kościoły, choć to ten sam Jeden święty, powszechny i apostolski Kościół od 2000 lat.

Patrząc na to, co się dzieje w Kościele katolickim i co się dzieje ze społeczeństwem, w którym dominuje nihilizm i dekadentyzm, rzeczywiście można popaść w depresję lub stracić wiarę. Posoborowy Kościół już nie przyciąga wiernych do siebie, ludzie szukający sensu życia czy powołania popadają w nałogi, nihilizm lub konwertują na Islam. To oczywiście rzeczywistość Europy Zachodniej, która niestety przychodzi także i do nas.

Oczywiście można to powstrzymać, jednak nasze społeczeństwo od 3 lat jest w letargu i ślepo wierzy w kłamstwa obecnie rządzących polityków Prawa i Sprawiedliwości. Dlaczego piszę o innej kwestii? Ponieważ tę można zmienić ludzkimi siłami, zaś żeby zmienić Kościół potrzebny jest cud, ale sama modlitwa to za mało. Potrzebna jest aktywność wiernych, która nie będzie polegać na klaskaniu i tańczeniu na mszy św. tylko na prawdziwym uczestnictwie w życiu Kościoła.

Prawdziwe życie Kościoła, czyli nie tylko msze św., rekolekcje czy modlitwa, ale także dialog o tym, co się dzieje w Kościele, co się dzieje ze społeczeństwem, rozważanie Pisma Świętego a także obrona dobrych i wartościowych kapłanów.

Trochę tego wymieniłem, ale jak powiedział kiedyś Gabriel Keith Chesterton: „Najbardziej niewiarygodne w cudach jest to, że one się zdarzają”.

Komentarze