II Wojna Światowa okiem cywila

1 września 1939 roku, wybucha II Wojna Światowa, Barbara Kubicka miała 14 lat i przygotowywała się do rozpoczęcia roku szkolnego w 3 klasie Ogólnokształcącego Liceum Żeńskiego im. Juliusza Słowackiego w Częstochowie.

„Halo, halo! Tu Polskie Radio Warszawa. Nadajemy komunikat specjalny”. Spokojny głos speakera nieco wolniej i dobitniej informował: Dziś rano o godzinie 4:45 wojska niemieckie przekroczyły granice Rzeczypospolitej” Było to już oficjalne powiadomienie społeczeństwa o rozpoczęciu wojny. Mówiło się o niej, zwłaszcza od marca, kiedy kilkuletni sprzedawcy gazet przekrzykiwali się, by zyskiwać nabywców: „Wojna na Zachodzie! Wojna na Wschodzie!” Trudno było przejść obojętnie obok nich, trudno nie kupić gazety, tak sensacyjnie zapowiadanej. Wojna. Uczyłyśmy się o niej na lekcjach historii, ale zawsze działa się gdzieś daleko, kiedyś dawno, bardzo dawno. Teraz dotarła do nas. Jeszcze nie odczułyśmy jej grozy. Irka z maturalnej klasy nawet cieszyła się, że bez egzaminów otrzyma maturę, bo kto będzie zajmował się prozą życia wobec tak ważnych wydarzeń?

Wakacje były normalne. Po raz pierwszy brałam udział w obozie harcerskim, zorganizowanym przez naszą ukochaną profesorkę-polonistkę. Niezapomniane przeżycia: warty nocne, podchody, ogniska wieczorne, budzenie echa w górach… Poczucie swobody na tle przepięknej przyrody nad Jeziorem Żarnowieckim, wschody i zachody słońca, nasłuchiwanie śpiewu ptaków nocnych, dalekie wędrówki piesze z Kartoszyna do Wejherowa po zakupy i lato, obłędnie urocze lato wolne od jakichkolwiek kłopotów. W tym nastroju przygotowywaliśmy książki i zeszyty na nowy rok szkolny. A tu ten komunikat radiowy. Nie będzie zajęć. Nie będzie szkoły. Nie będzie tego wszystkiego, do czego przywykliśmy w ciągu lat. A co będzie? Co to znaczy wojna?

Najpierw – opuszczenie mieszkania i wędrówka w nieznane. Nie ma ustalonych pór posiłków, nie ma wygodnych łóżek do spania w nocy, ani krzeseł do siedzenia. Zatłoczonymi drogami trzeba przedzierać się dniami i nocami, byle dalej, byle na wschód, byle ujść przed nacierającymi Niemcami, o których zachowaniu krążą przerażające wieści. Mamy ze sobą niewygodne i ciężkie maski gazowe i lekkie, ręcznie szyte z flanelki w ostatnim tygodniu. W plecakach – niezliczoną ilość skarpet i mydło. Nie było czasu go wyjąć. Szliśmy w nieprzeliczonym tłumie dorosłych, starych i młodych. Nagle dał się słyszeć warkot samolotów. Ktoś krzyknął: Alianci! Alianci! Pomoc nadchodzi! Samoloty nadleciały, zniżyły nieco swój lot, więc machaliśmy rekami, powiewaliśmy chustami, czym kto mógł. Przecież nie zapomnieli o nas, nie zostawią nas samych. Po kilku zniżonych okrążeniach najniespodziewaniej zaczęto strzelać do tłumu z karabinów maszynowych. Niemcy, po zrobieniu historycznych zdjęć, jak to Polacy witają entuzjastycznie swych wybawców, żałowali bomb i jak do kaczek strzelali do bezbronnej ludności. Potem polecieli dalej pełnić swą potworną misję niesienia zagłady. To właśnie była wojna. Ciągła niepewność, świadomość niebezpieczeństwa, zagrożenie, które czaiło się wszędzie, więc nie było przed nim schronienia.”

Paweł Król

Czytaj Wcześniejszy

Michał Karpiński: Rola sfery duchowej w życiu ludzkim

Czytaj Następny

Jan Wilk: Bitwa pod Fuengirolą

Zostaw Odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *