Św. Hubert, czyli o łowiectwie słów kilka | Narodowcy.net

Piotr Baliński: Św. Hubert z Liègie, czyli o łowiectwie słów kilka

3 listopada Kościół Katolicki w swojej liturgii wspominał Huberta z Liègie – świętego biskupa, apostoła Ardenów. Urodzony w 656 roku w Gaskonii (południowo-zachodnia Francja), należał do królewskiego rodu Merowingów. Za młodu prowadził hulaszczy tryb życia, a odziedziczona po ojcu pasja polowań, która z czasem stała się wręcz niepohamowaną, zaprowadziła w Wielki Piątek młodego Huberta na łowy w ardeńskie lasy. Jak podaje legenda, podczas tego polowania ujrzał w lesie wielkiego, białego jelenia z jaśniejącym krzyżem między tykami poroża, który przemówił do niego ludzkim głosem. Ten miał wówczas ostrzec go przed niepohamowaną pasją oraz pouczył, aby się udał na służbę Bożą do biskupa Lamberta.

Hubert, przemieniony tym spotkaniem, wyruszył do biskupstwa Maastricht – Tongres. Po studiach teologicznych podjął działalność misjonarską w Ardenach i Brabancji. Po śmierci Lamberta w 700. roku z rąk papieża Sergiusza otrzymał sakrę biskupią. Po kilkunastu latach przeniósł stolicę biskupstwa do Liègie, stale i nieustanie głosząc Słowo Boże wśród ludu. Po śmierci w 727. roku za zasługi dla krzewienia wiary chrześcijańskiej został ogłoszony świętym. Współcześnie Św. Hubert jest czczony jako patron jeźdźców, sportowców, matematyków, leśników i jako chyba najbardziej znany patron myśliwych.

Łowiectwo towarzyszy człowiekowi od zarania dziejów. Nim osiadł na roli, obok zbieractwa płodów roślin, to polowanie było podstawową czynnością dającą mu pokarm. I choć człowiek nauczył się uprawiać ziemię, a także oswoił dzikie zwierzęta, które mu służą za pokarm, to nigdy nie wyzbył się łowiectwa i polowań. Wszystkie starożytne cywilizacje za pomocą czy to malowideł, ksiąg, czy też znajdowanych w wykopaliskach archeologicznych akcesoriach, świadczą o tym, że człowiek niezależnie od siebie, na całym świecie i w całej swojej historii polował na zwierzęta. I dzisiaj, mimo innych metod, technik i gatunków, człowiek wciąż jest łowcą i wykonuje polowania. A jednak coraz częściej można spotkać się z zarzutem, że to bestialstwo, brak humanitaryzmu (sic!) i brak jakiejkolwiek moralności, aby zabijać dzikie, Bogu ducha winne zwierzęta.

Żądza krwi

Jednym ze stawianych myśliwym zarzutów jest żądza krwi i zwyrodniała radość z zabijania. Oczywiście, w sterylnym świecie, gdzie gotowe jedzenie leży na półkach w supermarketach, obcowanie z martwym zwierzęciem, jego skórą, mięsem i krwią może, nieznającym innego świata ludziom, wydawać się obrzydliwe. Jednak chwila logicznego myślenia każe zastanowić się, skąd to jedzenie w sklepie się wzięło. Wzięło się ono z ubojni zwierząt rzeźnych, czyli krów, świń, drobiu i innych. Całe swoje życie ściśnięte w ciasnych boksach spędzają w ogromnych farmach, które stały się przedsiębiorstwami produkcji masy mięśniowej.  Jak najszybciej i jak najtaniej. Z danych europejskiego Biura ds. Żywności i Weterynarii wynika, że w Europie hoduje się ok. 12 mln loch i 360 mln kur niosek. Dziennie konsumuje się 330 mln jaj i uśmierca 10 mln kurczaków, a poza tym ubija się łącznie 1 mln owiec, koni, krów i świń. Cały wielki przemysł kręci się wokół hodowli, ubijania i przetwarzania zwierząt. Po to, by konsument w mieście nie musiał tego robić sam. W efekcie sporo ludzi zatraciło kontakt z rzeczywistością i nie pamięta, że wyrzucając do kosza niezjedzoną wędlinę, marnotrawi tkanki zwierzęcia, które kiedyś żyło i zostało zabite dla naszych korzyści.

Podobnie łowiectwo jest realizowane dla ludzkich korzyści. Korzyścią samą w sobie nie jest zabicie zwierzęcia, lecz możliwość pozyskania z niego mięsa, skóry, a przy okazji często części ciała uznawanej w środowisku myśliwych za trofeum. Co się dzieje z tuszą zwierzęcia po upolowaniu? Zasadniczo są dwie ścieżki postępowania. Pierwsza z nich zakłada wzięcie i wykorzystanie jej na użytek własny. Wówczas myśliwy wpłaca określoną kwotę liczoną za kg tuszy do kasy koła łowieckiego, które dzierżawi dany teren (obwód łowiecki) od Skarbu Państwa. Druga ścieżka to oddanie takiej tuszy do punktu skupu dziczyzny, który to również wypłaca za nią pieniądze kołu łowieckiemu. Niestety, w Polsce tradycja spożywania dziczyzny jest bardzo nikła lub też jej wcale nie ma. Stąd też nawet 90% pozyskanej w Polsce dziczyzny jest eksportowane za granicę. Najczęstsze kierunki to Niemcy, Francja, Włochy, a także kraje Beneluksu. Niestety, gdyż w odróżnieniu od przemysłowych hodowli zwierząt rzeźnych, dziczyzna jest w 100% mięsem zdrowym, powstałym z naturalnego pokarmu, a nie wysokobiałkowych pasz i sterydów.

Przyroda powinna regulować się sama

Kolejnym argumentem wysuwanym przeciwko myśliwym i łowiectwu jest zbędna ingerencja człowieka w przyrodę, która sama potrafi się regulować. Twierdzenie to jest ze wszechmiar nietrafione, gdyż już u podstawy swojej konstrukcji stawia człowieka jako element przyrodzie obcy, wrogi, przyrodę niszczący. To, że ludzie potrafią niszczyć środowisko naturalne, nikogo przekonywać nie trzeba. Są tego ogromne i niestety namacalne dowody. Jednak człowiek nie wziął się znikąd, jest istotnym komponentem środowiska naturalnego. Znajduje się na szczycie łańcucha pokarmowego i tu pełni ważną rolę, gdyż jest drapieżnikiem najwyższego rzędu, łowcą. Niezależnie więc od swoich poglądów, upodobań i wysuwanych postulatów, człowiek jako gatunek wpływa i musi wpływać na organizmy niższego rzędu. Św. Tomasz z Akwinu w Summie teologicznej wyjaśnia to w sposób bardzo prosty: „Rzeczy mniej doskonałe są do użytku istot doskonalszych. I tak rośliny używają ziemi do swego pokarmu, zwierzęta – roślin, a człowiek – i rośliny, i zwierzęta. Dlatego też w naturalny sposób człowiek ma władzę nad zwierzętami”[1]. Zatem rolą człowieka, tak jak każdego drapieżnika jest regulacja populacji zwierząt, zarówno na poziomie gatunkowym, jak i osobniczym. Regulacja oznacza w tym wypadku odstrzał osobników słabszych, aby w łowisku mogły pozostać silniejsze, ale także introdukcję i reintrodukcję zwierząt, które przez wcześniejszą negatywną działalność człowieka przestały w danym miejscu występować. Przykładem takiego działania może być Żubr europejski (Bison bonasus), który w wyniku działań wojennych z okresu I wojny światowej niemal przestał istnieć. Dzięki nieocenionemu wysiłkowi polskich myśliwych i leśników w 1923 roku podjęto działania mające na celu uratowanie tego gatunku. Działania zakończyły się sukcesem, gdyż obecnie światowa populacja żubra wynosi około 5,5 tysiąca osobników. Do odtworzenia gatunku wykorzystano 12 osobników, z czego populacja nizinna wywodzi się od pięciu z nich. Skutkiem tego jest efekt wąskiego gardła i mała zmienność genetyczna w populacji, a także częste występowanie różnych wad. Zatem człowiek jako świadomy łowca, który przywrócił przyrodzie niemal wymarłego żubra, musi na niego polować, tak by eliminować słabsze i gorsze sztuki, celem pozostawienia silniejszych, o większym zróżnicowaniu genetycznym i w końcu pokonaniu efektu wąskiego gardła, przez który żubr wciąż figuruje na Czerwonej Liście jako gatunek zagrożony wyginięciem.

Podobnie rzecz się ma ze szkodami w rolnictwie powodowanymi przez zwierzęta. Najczęstszym sprawcą szkód na polach uprawnych są dziki, których populacja w ostatnich latach osiągnęła rekordowe stany. Przyczynie takiego stanu rzeczy należałoby poświęcić osobny artykuł, jednak wystarczy wspomnieć, że niemałą rolę znowu tu odegrał człowiek. Koła łowieckie, jako dzierżawcy obwodów łowieckich, zobowiązane są do wypłaty odszkodowań rolnikom za straty spowodowane przez zwierzynę łowną. Każdego roku w skali kraju tych odszkodowań wypłaca się około 60 mln złotych. Pozostając jeszcze przy pieniądzach należy wspomnieć o 17,5 mln złotych odprowadzanych przez koła do kasy gmin za dzierżawę obwodów. Pieniądze te myśliwi uzyskują tylko ze składek członkowskich i tusz pozyskanych zwierząt. Dla wsi i dla gospodarki jest myśliwy potrzebny, gdyż brak polowań spowodowałby miliardowe straty. Zwłaszcza stojąc u progu rozprzestrzeniania się ASF (Afrykański Pomór Świń) na całą Polskę. Choroby, która dziesiątkuje trzodę chlewną i oznacza konieczność wybicia, a następnie utylizacji wszystkich tusz świń po stwierdzeniu zachorowania choćby jednej w gospodarstwie. A naturalnym wektorem ASF są dziki.

Warto wspomnieć jeszcze jeden aspekt łowiectwa. Dla wielu osób, zabieganych w codziennym życiu, myślistwo jest realizacją pasji obcowania z naturą. Nie tylko jako jej bierny obserwator, ale także uczestnik, wspomniany wyżej łowca i drapieżnik. Warto zdać sobie sprawę, iż 95% czasu polowania to obserwacja, podchody, tropienie, wabienie zwierzyny. Kolejne 4% zajmuje ocena osobnicza; gatunek łowny czy chroniony, okres ochronny czy łowny, płeć, wiek i ostatecznie czy osobnik jest selekcyjnym,  czy też posiada prawidłowe cechy fenotypowe i należy go pozostawić w łowisku do dalszego rozrodu i przekazywania swoich genów. Ostatni 1% to ocena możliwości oddania bezpiecznego strzału, sam strzał, i gdy się okazał skutecznym, to odnalezienie i podniesienie tuszy.
Łowiectwo posiada bardzo szeroką tradycję i kulturę, począwszy od wyjątkowego gwarectwa, przez obyczaje i ceremonie, po rodzaje polowań (np. z psami czy sokołami) i sygnalistykę, która w swoim repertuarze posiada odrębne melodie, grane na cześć upolowanego zwierzęcia.

Myślistwo doprowadzi do wytępienia zwierząt

Patrząc na liczbę myśliwych w Polsce (ok. 120 tysięcy) jest to częsty argument podnoszony na rzecz zaniechania polowań. Jednak statystyki nie kłamią. Mimo prowadzonej (a może dzięki niej?) gospodarce łowieckiej w Polsce populacje wszystkich zwierząt łownych rosną. Dla przykładu: pozyskujemy ok. 12 tys. grzywaczy (liczebność w Polsce wynosi ok. 1 mln), w Niemczech natomiast pozyskuje się aż 550 tys. przy niewiele większej niż Polsce liczebności tego gatunku. Łącznie w zachodniej Europie do garnków trafia 1,5 mln grzywaczy. Czy zatem aby na pewno to do polskich myśliwych należy kierować apele o zaprzestanie polowań? Grecy strzelają 500 tys. słonek, a ich rodzima populacja liczy zaledwie 10 samic. A nie robią nic dla ochrony tego gatunki tylko zjadają to, co uchroniły inne narody. Francuzi spożywają 1 mln słonek rocznie, Polacy natomiast po zniesieniu wiosennych polowań, strzelają ich zalewie 400-500 szt. (populacja liczy 80 tys. szt. w Polsce). Zwierzęta granic nie znają i warto na kwestię łowiectwa spojrzeć w szerszej perspektywie. A w takiej polski model gospodarki łowieckiej i myślistwa przedstawia się wręcz wzorowo.

Pomimo złej passy, jaką ostatnio niechlubnie cieszą się myśliwi w Polsce, należy zdać sobie sprawę, że łowiectwo jest rzeczą naturalną i konieczną do prawidłowego funkcjonowania człowieka i przyrody, którą zastał i w której przyszło mu żyć. Każdy ma prawo do życia według własnych przekonań i kształtowania swojej postawy wobec świata, jednak musi być to zgodne z prawem, normami etycznymi i prawem natury. To podstawa do prawidłowego funkcjonowania każdego społeczeństwa i narodu.

[1]  Summa teologiczna, tom 7, rozdział 96,1 (25).

Komentarze