„Auschwitz bez cenzury i bez legend” - recenzja książki

„Auschwitz bez cenzury i bez legend” to pozycja wyjątkowa. Na pierwszy rzut oka niepozorna, może nawet lekko odpychająca – wszak tytuł sygnalizujący „sensację” zawartą w środku rzadko kiedy zwiastuje coś naprawdę wartościowego. W tym jednak przypadku to bardzo powierzchowne wrażenie rozwiewa już pierwszy rzut oka na opis książki i życiorys jej autora. Gdy zdecydujemy się na następny krok i przeczytamy choć kilka stron, zorientujemy się błyskawicznie, że mamy do czynienia z unikatem. Nieczęsto ma się okazję czytać wspomnienia działacza narodowego, który opisuje życie obozowe i obozowy ruch oporu z wyraźnym zaznaczeniem roli swojego środowiska, co przecież do dziś stanowi pewne tabu.

Jerzy Ptakowski, urodzony w 1913 roku, zmarły w 1983 roku, był jednym z liderów Stronnictwa Narodowego. Jesienią 1940 roku trafił do Auschwitz, gdzie spędził łącznie cztery lata. Przez ten czas wiele widział i wiele przeżył, czym podzielił się w, nieznanej dotąd szerzej książce (ukazała się ona po raz pierwszy w Londynie w 1985 roku), „Auschwitz bez cenzury i bez legend”, wydanej w tym roku nakładem wydawnictwa „Replika”. Warto jednak zaznaczyć, że wspomnienia autora są de facto jedynie uzupełnieniem opisu historii obozu i poszczególnych jego więźniów – z naciskiem położonym na działaczy narodowych – opartego na szerokiej bazie bibliograficznej.

Jerzy Ptakowski, autor wspomnień

Od pierwszego dnia pobytu w obozie nie czułem się osamotniony. Spotkałem tam przyjaciół, członków Stronnictwa Narodowego: braci Mirochnów i Bolesława Świderskiego. Przyjaciołom tym zawdzięczam pierwszą dodatkową miskę zupy i kilka papierosów oraz wiele cennych wskazówek (…) Niewielka początkowo grupa działaczy narodowych poczęła rosnąć w miarę nadchodzenia do obozu nowych transportów, a w ślad za tym rosło poczucie obowiązku pomocy i opieki nad Zugangami (nowo przybyłymi do obozu lub komanda – red.) i działalność ta przybrała formy organizacyjne – pisze Ptakowski we Wstępie.

Działalność konspiracyjna w Auschwitz rządziła się swoimi prawami. Przeciwnicy polityczni i ideologiczni za drutami stawali się współpracownikami i przyjaciółmi. Tak właśnie było z autorem i zasłużonym działaczem socjalistycznym Stanisławem Dubois-Dębskim, z którym znajomość zawrzeć udało się dzięki Ludomirowi Czapińskiemu, członkowi ONR. W ten sposób przyjaźń zawarta na płaszczyźnie osobistej zamieniła się bardzo szybko we współpracę organizacyjną.

Podobnie było z Janem Mosdorfem, któremu Ptakowski poświęcił cały rozdział. Miał on rzekomo „zerwać z faszyzmem”, a więc środowiskiem narodowym, czemu autor wspomnień z pełną stanowczością zaprzecza. Nie tylko nie zerwał on z Ideą, ale do końca pozostał jej całkowicie oddany, dzięki czemu w tych nieludzkich warunkach do końca pozostał człowiekiem. Jak wspominał komunista i przyszły premier Józef Cyrankiewicz: Pomagał więc ludziom innych narodowości, pomagał ludziom innych światopoglądów, Żydom, socjalistom, komunistom, pomagał – że użyję jego przedwojennej terminologii – tzw. żydokomunie. Reprezentował słuszny pogląd, że ta ostatnia wojna, te doświadczenia walki z faszyzmem, przecież wszystkich uczą i nie ma zamkniętej drogi dla tych, którzy przedtem politycznie czy ideologicznie błądzili. Pozostaje tylko pytanie czy Mosdorf zgodziłby się z Cyrankiewiczem co do tego, kto „politycznie czy ideologicznie błądził”?

Mosdorf, wódz oenerowców, który w obozie przekształcił się w obrońcę Żydów, jako rzekomo jedyny „przyzwoity endek”, miał się stać w świetle komunistycznej propagandy jednym z przysłowiowych gwoździ do trumny, szykowanej dla polskiej prawicy. Zarówno Cyrankiewicz, jak i Hołuj, składając hołd Mosdorfowi za jego przyjazny stosunek do Żydów, kierowali się pragnieniem celowego pomniejszenia zasług innych narodowców – pisze Ptakowski. A tych było wielu (zasłużonych nie tylko na polu niesienia pomocy Żydom), zorganizowanych w ramach narodowej obozowej konspiracji. Ich sylwetki oraz konkretne sytuacje, w których brali udział poznamy na łamach książki. Wymienić można m.in. prof. Romana Rybarskiego, mec. Stefana Niebudka, prof. Witolda Staniszkisa czy Bolesława Świderskiego, „brata Alberta” z Auschwitz.

Bolesław Świderski, „brat Albert z Auschwitz”

Oprócz narodowców autor przytacza historie, niespokrewnionych ze sobą Pileckich – Witolda i Jana, bohatera niezwykłego romansu, który udało nawiązać się w samym sercu piekła na ziemi; czy św. Maksymiliana Kolbe, bohaterskiego franciszkanina, który oddał swoje życie za współwięźnia, a dziś patronuje Młodzieży Wszechpolskiej. Z książki „Auschwitz bez cenzury i bez legend” dowiemy się także jak świetnie zorganizowany był w obozie ruch oporu niosący pomoc współwięźniom i szykujący się na ewentualną akcję zbrojną – z konspiracyjnych organizacji wymienić można Tajną Organizację Wojskową, Związek Walki Zbrojnej, Organizację PPS, organizację narodowców, która nie przybrała sztywnych form organizacyjnych, Radę Wojskową Obozu, Grupę Bojową Oświęcim. Także Armia Krajowa gotowa była do podjęcia akcji zbrojnej w celu wyzwolenia obozu, na którą ostatecznie się nie zdecydowano ze względu na możliwość uratowania tylko niewielkiej ilości więźniów.

Podsumowując – opisywana książka stanowi z pewnością pozycję obowiązkową dla każdego działacza narodowego, ale także świadomego Polaka. Szczególnie w dobie szaleńczych ataków na dobre imię naszego narodu i zakłamywania historii II wojny światowej. Wspomnienia Ptakowskiego wyraźnie pokazują, że „najgorsi z najgorszych” „antysemici”, czyli polscy narodowcy, oddając swoje życie za bliźnich podczas walki z okupantem w niewyobrażalnie trudnych warunkach, dali piękny przykład jaka jest naturalna konsekwencja ideologii chrześcijańskiego nacjonalizmu.

CZYTAJ TAKŻE: Adam Szabelak: O „antysemitach”, którzy... ratowali Żydów

Adam Szabelak

Czytaj Wcześniejszy

Rolnicy protestowali w Warszawie. Ardanowski: Zdecydowano się na wojnę z polską wsią

Czytaj Następny

Przesłuchanie Janusza Walusia: Czy to była wysoce profesjonalna robota?

Zostaw Odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *