Zygmunt Krasiński — śmierć imperiom, wolność dla Narodu!

W miejsce starej osi prawica — lewica, klaruje się nam nowa oś, a mianowicie lokalizm — globalizm. Rojenia liberalnych elit o świecie bez państw, bez narodów, pod jednym rządem technokratów i bankierów nie są dla nas nowinką. Jednak po „prawej” stronie także spotykamy tradycjonalistów wzdychających do uniwersalnego imperium, nowego Rzymu, czy też Świętego Cesarstwa. Na przekór tym uniwersalistycznym głosom, sięgnijmy do skarbnicy polskiej myśli, a dokładniej do dzieł uznawanego za najbardziej konserwatywnego i uniwersalnego z Trzech Wieszczów — Zygmunta Krasińskiego.

Wizja uniwersalistycznego monarchy, który wydobywa świat z czasów zamętu (w których niewątpliwe się znajdujemy), może wydawać się pociągająca. Imperator taki wyciągając rękę po Świętego Graala, pod swym panowaniem przywróciłby Ziemi pokój i ład.  Jak ojciec panowałby nad swymi ludami, będąc arbitrem w sporach narodowych. Takie europejskie, czy to światowe mocarstwo byłoby w stanie przywrócić zapomniane wartości i ideały; rycerskości, wiary, porządku. Tak samo wielonarodowe monarchie zjednoczone w swej różnorodności pod berłem arcychrześcijańskiego władcy, mogą z pozoru wydawać się bardziej zgodne z ideą ładu, niż postrewolucyjne państwo narodowe. I chociaż szanse na stworzenie w obecnych czasach takiego tradycjonalistycznego państwa są moim zdaniem nikłe, to sama myśl imperialna, może skutecznie odrzucać wielu młodych (nie piszę młodych, by kogokolwiek urazić, ale dlatego, że właśnie młodość jest okresem poszukiwania rozwiązań najbardziej ideowych i pięknych) prawicowców od idei nacjonalizmu, a także być bardziej przystępną dla tych narodowców, którzy w poszukiwaniu własnej tożsamości, nie mogą pogodzić się z rewolucyjnymi korzeniami myśli narodowej. Właśnie z tych powodów pragnę sięgnąć do dzieł, jak wspomniałem wyżej, najbardziej konserwatywnego Wieszcza.

CZYTAJ TAKŻE: Ruch narodowy a prawica

Historiozofia Krasińskiego

W swym „Przedświcie” Krasiński zdaje się początkowo stawać po stronie rzymskiego państwa uniwersalnego, stworzonego dzięki podbojom Cezara.

On świat przywiódł do materialnej jedności, bez której żadne słowo życia rozejść się nie może — on ziemię, znaną podówczas, zmieniła w jeden wielki i szeroki gościniec.

Prędko jednak okazuje się, że uniwersalne państwo rzymskie nie było celem samym w sobie, a jedynie środkiem do łatwiejszego rozprzestrzenienia się chrześcijaństwa po świecie. Rzym upadł, gdy wypełnił już przeznaczone mu przez Boga zadanie, gdy przemieszane ludy pod panowaniem cesarskim poznały już chrystianizm.

Szaleli następcy wielkiego Juliusza — prześladowali wiarę nową — żartowali wśród biesiad ze słowa opowiadanego — chrześcijan przybijali do krzyżów — a nie wiedzieli, że trzeba było zniszczyć dzieło pierwszego z Cezarów, by zaszkodzić rozprzestrzenianiu się nowej religii — że to samo, co ich na „krótko-” i „krotochwilnych” bogów ziemskich wyniosło, torowało też drogę ruchowi, poczętemu z nieba — i że jedność materialna państwa, które w sobie resztę świata pod nazwą prowincyj podbitych zamknęło, była podścieliskiem, warunkiem, zakładem, środkiem koniecznym postępu dla chrześcijaństwa.

W historiozofii Krasińskiego kolejnym mężem opatrznościowym po Cezarze jest chrześcijański Cezar — Napoleon (sic!). On również zbudował imperium rozciągające się prawie na całą Europę i po nieporównanie krótszym czasie, jego cesarstwo także legło w gruzach. Jednakże napoleońska Francja, także przyniosła światu rozpowszechnienie nowej idei.

Co on pchnął do biegu, to teraz dalej się toczy — co ta dłoń, na chwilę wszechmocna, spoiła, to samo przez się coraz ściślej się spaja i wiążę. — Zapoznane ludy już się nie odpoznają — skupiony razem duch germański już się nie rozprzęże — włoski toż samo i hiszpański toż samo. On narodowości ziemskie przebudził z uśpienia.

Ideą, którą przyniósł Napoleon, zdaniem Krasińskiego w zgodzie z boskim planem, był nacjonalizm! Krasiński rzecz jasna nie używa tego słowa, jego nacjonalizm nie jest tym współczesnym, jest rozumiany być może jeszcze po szlachecku, ale sam rdzeń idei jest ten sam co dziś; zjednoczone ponad lokalnymi różnicami narody w swoich własnych państwach, taka idea wypływa z „Przedświtu” i w tej idei powinni zgodzić się z Krasińskim wszyscy polscy nacjonaliści, niezależnie od przynależności organizacyjnej.

Krasiński stwierdza, że prawdziwa ludzkość (jakże obrzydzone nam dziś przez kosmopolitów pojęcie), jest możliwa tylko w ramach narodowych, czytamy dalej:

Chrystus objawił ludziom ideę ludzkości. — Przed Nim prawdziwych narodów, oprócz hebrajskiego, nie było, nie znano celu, do którego dążą narody, ku któremu ciężą, jak planety ku słońcu. — On to obiecał, że będzie na świecie kiedyś jedna tylko owczarnia i jeden pasterz; On to przykazał modlącym się do Ojca powtarzać co dzień te słowa: „Przyjdź królestwo Twoje!” — i takim westchnieniem od lat dwóch tysięcy my wszyscy prosimy Boga o uwidocznienie się ideału ludzkości na ziemi!

Krasiński przyrównuje narody do członków wielkiego ciała ludzkości, tak jak wierni są członkami mistycznego Ciała Chrystusa. Ideałem zrodzonym z różnorodności narodów jest katolicka ludzkość. Krasiński stwierdza dalej, że skoro ludzie zostali już nawróceni na chrześcijaństwo, kolejnym krokiem powinno być budowanie chrześcijańskiej polityki. Tutaj rzecz jasna możemy poddać wątpliwość, jak bardzo aktualne są słowa Wieszcza (lub czy kiedykolwiek takimi były): „Ale za dni naszych osobnik każden chrześcijaninem jest i wszystkie stosunki między nimi chrześcijańskimi są”. Można nawet zastanowić się,  idąc śladem zaprezentowanej historiozofii, czy aby niepotrzebny jest kolejny Cezar, który na nowo pozwoli rozprzestrzenić się Słowu. Wydaje się to wątpliwym, bo przecież Chrystus już raz przybył na Ziemię i powtórnie przyjdzie dopiero u kresu czasów, a w każdym państwie, przynajmniej w każdym europejskim państwie chrześcijaństwo już zapuściło korzenie, ponadto metody ewangelizacji znacznie przewyższają te, które były dostępne Apostołom.

CZYTAJ TAKŻE: Cyprian Kamil Norwid — nieromantyczny romantyk

Nim Krasiński dojdzie do sedna swych historiozoficzno-nacjonalistycznych rozmyślań postanawia pochylić się jeszcze nad ideą papocezaryzmu. Ideą, która także wydaje się o wiele bardziej tradycjonalistyczna niż państwa narodowe. Zarzuca jednak papiestwu, że zamiast jednoczyć kraje ideą chrystusowej miłości, jednoczyć sprawy boskie ze świeckimi, chciało ono, aby Kościół panował nad światem. Spowodowało to reakcję w postaci zupełnego oderwania Kościoła od polityki.

To wycofanie religii z życia politycznego doprowadziło do rozpanoszenia się po świecie wyzysku, zbrodni i makiawelicznych dążeń w polityce. Najgorszym z przejawów tego upadku zdaniem Krasińskiego są... państwa nienarodowe!

Wszystkie państwa na przekór narodowościom się tworzą; wszystkie państwa są rozćwiertowaniem jednej lub kilku narodowości na korzyść martwego ideału gabinetowego.— Idea Chrystusowa, idea wszechmiłości zapomniana i gwałcona co krok, nigdzie jednak tak antychrystycznie, jak rozbiorem Polski.—

Trzy państwa, wzrosłe nie według praw bożych, oparte li tylko na interesie samolubnym, na dyplomacji, słowem na tym, co zowie się polityką, rozdzierają narodowość żywą, czyli jednego ze członków widomych ludzkości.

W typowym dla romantyków, gdy mowa o sprawach polskich, mistycznym uniesieniu Krasiński stwierdza, że rozbiory Polski sprzeciwiają się ideałowi chrześcijańskiemu. Różnicuje on jednak rozbiór państwa od rozdarcia narodu:

Państwo tworu ludzkiego, państwo, z gry chuci ludzkich powstałe, rozszarpać byłoby to polityczną zbrodnią; ale narodowość świętą rozebrać i chcieć zabić, kiedy bez niej obejść się nie może urzeczywistnienie idei ludzkości na ziemi, jest to targnięciem się przeciwko prawdzie bożej, prawdziwie wiecznej, jest świętokradztwem!

Tak więc manifest  arcytradycyjnego bł. cesarza Karola „Do Moich wiernych Austryackich Ludów”, w którym „Nieprzesądza się przez to bynajmniej zjednoczenia polskich obszarów Austryi z niepodległem Państwem Polskiem” byłby dla uwielbianego przez konserwatystów Krasińskiego bluźnierstwem!

Zmartwychwstanie Polski, jest w „Przedświcie” przedstawione jako konieczny czynnik dla uświęcenia polityki. Ma być ona przykładem dla innych narodów, które także muszą powstać, by to one jako żywe tworzyły odnowioną według boskiego planu ludzkość. Widać więc, że Krasiński, sprzeciwiając się imperializmowi politycznemu, afirmuje pogląd o boskim posłannictwie, a przez to i wywyższeniu Polski wśród innych narodów. Można to nazwać imperializmem ducha lub idei.

Wiele w tym wszystkim mistycyzmu, poetyckiego natchnienia, a być może także heterodoksji czy nawet w niektórych fragmentach naiwności. Jednak konserwatywny szlachcic Krasiński stawia sprawę jasno: wielonarodowe monarchie, uniwersalne imperia są w najlepszym wypadku częścią historycznej układanki prowadzącej do zatryumfowania idei nacjonalizmu, w najgorszym wypadku są bluźnierstwem! Tylko poprzez państwa narodowe dojść może do społecznego panowania Chrystusa, do ideału, o który walczą dziś polscy nacjonaliści wywodzący się z tradycji młodych, do Katolickiego Państwa Narodu Polskiego.

CZYTAJ TAKŻE: Śmierć korporacjom, wolność dla narodu!

Wielonarodowe imperia

Problemy wielonarodowych imperiów, w nieco bardziej przyziemny sposób (acz także we wspaniałym literackim stylu!) obrazuje Krasiński w dramacie „Irydion”.

Dramat rozgrywa się w 212 roku i poświęcony jest antyrzymskiemu sprzysiężeniu zawiązanemu przez Greka Amfilocha. Spisek staje się niejako dziedzictwem dla syna Amfilocha — Irydiona.

Tymczasem Rzym, który podbił praktycznie cały znany świat, znajduje się w okresie dekadencji, której przyczyn Krasiński upatruje w łączeniu się kultury łacińskiej z kulturami ludów zniewolonych. Jak czytamy w autorskich przypisach:

Egoizm jego (Rzymu) nie mógł się utrzymać zawsze w tej samej, odległej, samotnej postawie — nie rozlał on swojej indywidualności, ale ci, których podbił, rozdarli ją stopniami — każdy przyszedł upomnieć się o jej cząstkę. Sztuki Greków, filozofia grecka pierwsze wcisnęły się do miasta — nauczyły miasto — wyosobniły w nim cząstkę duchową siebie. Tym samym zgubiły je — bo wielki egoizm materialny dopóty silny, dopóki zupełnie jest materialnym. Ducha w nim obudzić a zgubić go — to jedno,  bo naturą ducha jest dążenie zewnątrz, jest siła rozlewania się — wcześniej czy później od jego usiłowań pęknąć musi skupienie materialne. Dalej wschodnie podania, mity, obrzędy i czary przybyły do Rzymu. One w gminie to samo co sprawiły, co filozofia grecka w senacie i patrycjuszach. One symbol egoistyczny wiecznego Kapitolu rozerwały — później okazały się dotykalnie skutki widome tych przyczyn niewidomych, moralnych. Rzym stał się Grecją, Egiptem, Azją Mniejszą, a nie Grecja, Egipt, Azja Mniejsza stały się Rzymem.

CZYTAJ TAKŻE: Irydion kontra nowa Iris

Cesarzem w okresie upadku jest Heliogabal — rozpustnik, tchórz, tyran, dekadent, a przede wszystkim... Syryjczyk. Jego prowadzone na wschodnią modłę rządy burzą więc nie tylko zniewolonych Greków i barbarzyńców, ale także rodowitych Rzymian. Nic więc dziwnego, że i cesarz nienawidzi autochtonów, którzy knują przeciw niemu spisek. Władca imperium bardziej przejmuje się cesarską władzą niż Rzymianami. Zauważa to tytułowy bohater dramatu, który w związku ze swą misją zemsty na Rzymie postanawia podsunąć Heliogabalowi pomysł spalenia Wiecznego Miasta i przeniesienia stolicy na wschód. Cesarz uznaje pomysł Greka za wyśmienity. A więc władca wielonarodowego imperium, za nic ma kulturę i ludność, które to imperium stworzyły.

HELIOGABAL. Przemierzłe Kwiryty! — niby ich stara toga, ich fibule, ich tuniki piękniejsze! Mitro, słuchaj mojej przysięgi — obym nigdy do twoich promieni się nie dostał, oby geniusze nocy członki moje rozerwali, jeśli wszystkich bogów Rzymu, spętanych w łańcuchy, nie rzucę przed twoje ołtarze. Synu Amfilocha, co radzisz, uważam za dobre i pożyteczne — przez Baala i Astarota, zburzymy to miasto — radź dalej tylko!

Przez Heliogabala nie przemawia tu wyłącznie nienawiść do spiskowców i troska o własne życie, naturalne przecież nie tylko dla uniwersalistycznych monarchów, ale też dla każdego władcy, ale  także narodowo-religijna duma i poczucie odrębności od świata rzymskiego.

CZYTAJ TAKŻE: Najgorszy wróg Europy

Prawdziwi Rzymianie, także kontaktują się z Irydionem, chcąc przeciągnąć go na swoją stronę. Myślą, że wzięcie przez Heliogabala siostry Irydiona Elsinoi za kochankę spowoduje, że przystanie on do ich spisku. Na czele tej intrygi stoi prawnik Ulpian, który pragnie restaurować łacińskie cnoty i wartości, a władzę po obalonym tyranie przekazać Aleksandrowi Sewerowi. Ów w dramacie Krasińskiego kreowany jest mimo młodego wieku na doskonałego władcę. Znajduje się pod wpływem myśli chrześcijańskiej, ale odwołuje się też do wielkich rzymskich władców. Obiecuje Irydionowi, że po pokonaniu Heliogabala odnowi Rzym, że przywróci mu dawną chwałę, nie rozumie jednak, że Irydion nie może być rzymskim patriotą, mimo że jest poddanym imperium, jego uczucia narodowe kierują się ku Grecji. Pomyślność państwa rzymskiego, która powinna być dla jego mieszkańców priorytetem, jest dla Irydiona i tysięcy mu podobnych zgubą.

W momencie konfrontacji grecki patriota wyjawia patriocie rzymskiemu (imperialnemu), niepojętą dla niego prawdę, która jest jednak myślą tysięcy mieszkańców wielonarodowego państwa.

ULPIANUS. Za kogo więc się bijesz i przeciwko komu?

IRYDION. Długie to dzieje, starcze!

ULPIANUS. Aleksander Sewerus łaskawym był zawsze dla ciebie.

IRYDION. On też drobną cząstką tylko nienawiści mojej.

ULPIANUS. Mów więc, kto wrogiem twoim?

IRYDION. Powiedzcie głuchemu i ślepemu, powiedzcie, o bracia kto was odpędził od bitej drogi człowieczego rodu i przymusił stąpać ścieżkami ciemności? Kto od kolebki wycisnął wam na czołach znamię pragnienia i głodu? Kto w latach późniejszych nie dał wam ukochać niewiasty i zasiąść w świetle domowego ogniska?

CHÓR. Roma!

IRYDION. Kto, sam śmiertelny, w nędzy i poniżeniu śmiertelnych położył najsłodsze nadzieje? Kto pochwalił syna Mitrydata, kiedy rękę podnosił na starego ojca? Kto zdrajców Południa i zdrajców Północy zaprosił na festyny swoje? Kto czarę niedoli świata wychylił aż do dna?

CHÓR. Roma!

IRYDION. I nektarem z łez, i nektarem z krwi upił się jako bóg piekieł?

CHÓR. Roma! — Roma!

Rzecz jasna można, a być może należy wskazać, że Irydion nie jest w tekście wcale bohaterem moralnie dobrym! Jego antyrzymski spisek jest częścią szatańskiego planu, a nienawiść do Romy zostaje mu poczytana jako grzech. Mógłbym tu oczywiście posłużyć się cytatem „Jam częścią tej siły...” jednak nie jest to potrzebne,  bo jak woła anioł w zakończeniu dramatu: „O Panie! on jest moim, bo on kochał Grecję”

Podsumowanie

Czy więc gdyby Zygmunt Krasiński żył współcześnie to czy utożsamiałby się z całością myśli nowoczesnego nacjonalizmu? Czy gdyby  „Nie-Boska komedia” ukazała się dzisiaj to czy Hrabia Henryk, zamiast zasiadać pod swym herbem podczas rozmowy z Pankracym, dumnie prezentowałby wpięty w klapę marynarki Szczerbiec? Tego rzecz jasna nie wiemy.

Czy my jako współcześni narodowcy powinniśmy upatrywać w każdym wersie z jego poematów, w każdym dialogu z dramatów nieomylnej prawdy i recepty na wszelkie bolączki? Bez wątpienia nie.

Myśl jednak, która wypływa z dzieł Wieszcza, potwierdzona praktyką powinna stale być na naszych ustach, niezależnie czy mierzymy się tak jak w przeszłości z duszącymi w swym obrębie narody  uniwersalnymi monarchiami, czy z dzisiejszymi zapędami przekazania władzy państwowej ponadnarodowym instytucjom i korporacjom:

Śmierć imperiom — wolność dla Narodu!

Tymon Kosiorowski

Czytaj Wcześniejszy

Ukraińcy odsłonili lwy na Cmentarzu Orląt Lwowskich

Czytaj Następny

Andrzej Duda wystąpił przed Werchowną Radą. Polska i Ukraina ze wspólną kontrolą celną

Zostaw Odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *