Facebook usunął publiczny profil Janusza Korwin-Mikkego

Z Facebooka usunięto stronę Janusza Korwin-Mikkego. Posiadając prawie 780 tysięcy polubień, był on najbardziej popularnym politykiem na serwisie. Sam Korwin-Mikke twierdzi, że nie wie jaki jest powód usunięcia jego strony.

O usunięciu publicznego profilu na Facebooku jeden z liderów Konfederacji poinformował w czwartek na Twitterze. „Z kompletnie niezrozumiałych powodów Faszyści&Bolszewicy usunęli mi stronę” – napisał Janusz Korwin-Mikke.

Strona Janusza Korwin-Mikkego posiadała prawie 780 tysięcy polubień. Tylu fanów nie mają nawet prezydent RP Andrzej Duda (755 tys. polubień), Szymon Hołownia (700 tys.), czy Krzysztof Bosak (322 tys.).

Permanentne usunięcie publicznego profilu Janusza Korwin-Mikkego wywołało dyskusję na temat wpływu cyfrowych potentatów na współczesną debatę publiczną i politykę w poszczególnych państwach. „Bardzo wiele wypowiedzi JKM mi się nie podoba. Jednak nowoczesna lewica tak jak i ta ‚stara’ ma ogromny problem ze zrozumieniem co to znaczy wolność słowa i jak ważna jest dla budowy silnego państwa” - napisał na Twitterze europoseł PiS Patryk Jaki.

Do sprawy odniósł się też jeden z liderów Lewicy, Adrian Zandberg. „Trudno o polityka, którego poglądy uważam za bardziej odstręczające niż Korwina. Można się śmiać, że poznał, jak działa wolny rynek. Ale w tej sprawie jest poważniejszy rys. Biznes, który nie podlega społecznej kontroli, ma wielką władzę. I to jest realny problem dla demokracji” - napisał na Twitterze

Sprawę skomentował także poseł PSL-Kukiz’15 Stanisław Tyszka „Korwin-Mikke stracił konto na FB. Pewnie nie takiej reakcji oczekiwał na swoje liczne prowokacje. Ale to pokazuje też, jakie nowe ramy debaty, ograniczanie wolności słowa i cenzurę narzuca globalna dominacja kilku serwisów społecznościowych” - zauważył Stanisław Tyszka

W obronie Janusza Korwin-Mikkego stanął inny poseł jego partii, Konrad Berkowicz, który utworzył na Facebooku wydarzenie „Przywrócić stronę Korwin-Mikkego na Facebooku!”. Zdaniem Berkowicza Facebook „ma prawo do cenzury”, ale jego użytkownicy mają prawo do nacisku konsumenckiego i wyrażania opinii na temat tej decyzji.

W opozycji do takiego podejścia stoi m.in. redaktor portalu Kresy.pl Karol Kaźmierczak.  „Ponieważ życie społeczne w coraz większym stopniu przenosi się do cybersfery, a szczególnie na platformy społecznościowe, które mają coraz większy wpływ na kształtowanie polityki czy wręcz kultury, trzeba zdecydowanie stwierdzić-to kwestia zbyt ważna by pozostawić ją wolnemu rynkowi” - napisał Kaźmierczak

Do komentarza Karola Kaźmierczaka odniósł się prezes Młodzieży Wszechpolskiej, Ziemowit Przebitkowski. „Problem taki, że Facebook, Google czy nawet Pinterest, to giganci amerykańscy. To przynajmniej dwie przesłanki dające podejrzenia graniczące z pewnością, że PiS nie będzie miało chęci wprowadzenia nad nimi żadnych mechanizmów kontrolnych” - napisał Przebitkowski na Twitterze, wątpiąc w to, że partia rządząca wprowadzi mechanizmy kontrolne względem gigantów cyfrowych.

CZYTAJ TAKŻE: Technologia zmieni nasze życia i nasze społeczeństwa. Nadchodzi era boga-algorytmu i cyfrowych dyktatur?

O wszechwładzy wielkich korporacji przeczytasz w tekście „Rewolta przeciw współczesnemu światu”:

„Nawet Amnesty International stwierdziło, że działania Facebooka i Google zagrażają prawom człowieka i zaapelowało do państw świata o prawne ograniczenia możliwości gromadzenia przez nie danych. Facebook uprawia także aktywną działalność cenzorską. Wiceprezes firmy ds. marketingu przyznała w czerwcu 2019 roku, że portal zatrudnia już 30 tys. pracowników do tej pracy. Wg niej udawało się usuwać 99.8% treści terrorystycznych oraz 2/3 tzw. mowy nienawiści, zlikwidowano również ponad 2,2 mld „fake kont”. Portal oficjalnie też opatentował tzw. „shadowbanning”, czyli ukrywanie niektórych postów czy ograniczanie ich zasięgów bez wiedzy użytkowników. Po zabójstwie gen. Sulejmaniego Instagram i Facebook usuwały wszelkie przychylne Iranowi posty – nielegalne stało się pisanie, że Sulejmani walczył z ISIS oraz Al-Kaidą, bo narracja nie pasowała najważniejszemu współpracownikowi portali – rządowi USA. Ale przykładów cenzorskiej działalności nie trzeba szukać wcale tak daleko. Jeszcze kilka lat temu do czołówki najpopularniejszych stron na polskim Facebooku należały profile Marszu Niepodległości (+/- 250 tysięcy obserwujących), Ruchu Narodowego (150 tysięcy) Młodzieży Wszechpolskiej (80 tysięcy) i ONR-u (kilkadziesiąt tysięcy), które docierały każdego miesiąca do milionów użytkowników Internetu. Zostały pousuwane, udało uratować się tylko profil Marszu. Zdolności propagandowe budowane przez lata zniweczyła jedna decyzja kogoś z odpowiedniego działu Facebooka.
Facebook i Google kontrolują praktycznie cały ruch internetowy. Wystarczy, że ten pierwszy usunie fanpage, a ten drugi nie zaindeksuje strony i dany podmiot jest cyfrowo unicestwiony. Jest taka zasada – czego nie ma w Internecie, to nie istnieje. Żaden rząd nie ma takich możliwości. Dwie prywatne firmy, bez demokratycznego mandatu decydują co widzą i jak myślą miliardy ludzi. Bo wiedzą o tych miliardach ludzi więcej nawet niż ich najbliżsi. Jest to sytuacja skrajnie patologiczna”.

Bartosz Florek

Czytaj Wcześniejszy

Winnicki: Kościół w Polsce musi się oczyścić w ogniu prawdy i sprawiedliwości

Czytaj Następny

Czas na oczyszczenie Kościoła? Kolejne skandale hierarchów - na świeczniku kard. Gulbinowicz i Dziwisz

Zostaw Odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *