Michał Adamczyk: O dyscyplinie i obowiązkach | Narodowcy.net

Michał Adamczyk: O dyscyplinie i obowiązkach

Prezes Okręgu Lubelskiego Młodzieży Wszechpolskiej o dyscyplinie i obowiązkach.

W przeciwieństwie do organizacji lewicowych, anarchistycznych itd. mienimy się organizacją ideową i wychowawczą, w której dyscyplina, hierarchia i obowiązki są najważniejsze, a dopiero za nimi idą prawa i przywileje. Słowa te kieruję do Was, abyście w nadchodzącym czasie święta Zmartwychwstania Pańskiego, zadali sobie pytanie: czy rzeczywiście mogę mówić o sobie: narodowiec, Wszechpolak?

Młodzież Wszechpolska musi stać na pierwszym miejscu naszych priorytetów. Tylko wtedy będziemy mogli budować nasz kraj zgodnie z wszechpolskim duchem i naukami naszej świętej wiary, aby był on prawdziwie Polską Wielką i Katolicką. W naszej pracy liczą się idea i przyjaźń. Idea jakże piękna i wzniosła, skoro pociąga za sobą służbę jednocześnie Bogu i Ojczyźnie[1]. Przyjaźń, ale nie ta, dla której liczą się tylko interesy i przyjemności, ale ta oparta na umiłowaniu Dobra i Prawdy[2].

Słowa te kieruję szczególnie do osób, które w ostatnim czasie biorą udział w naszej działalności niewystarczająco, a za to są w pierwszym szeregu wszelkiego narzekania i malkontenctwa. Osoby, które w toku swej działalności poszły w złą stronę i nie chcą pracować, za to są pierwsze do dyskusji i poprawiania wszystkiego swoimi mowami. Zamiast czynić, wolą mówić. Do tych osób kieruje słowa naszego wieszcza narodowego:

Mospanie, rzekł Bernardyn,

babska rzecz narzekać,

a żydowska ręce założywszy czekać[3].

Zapraszam do lektury moich przemyśleń dotyczących dyscypliny i obowiązków, będących pokłosiem naszej działalności w Młodzieży Wszechpolskiej.

Z łacińskiego disciplina – w wolnym tłumaczeniu to: karność, podporządkowanie się przepisom, poleceniom przełożonych. W szóstym punkcie Dekalogu Wszechpolaka czytamy: Wszechpolak cele osiąga dzięki dyscyplinie i systematyczności. Mam nadzieję, że każdy sobie zdaje sprawę z tego jak wiele nam tu brakuje do ideału. Dyscyplina zobowiązuje nas do pracy, po pierwsze nad samym sobą, czego efektem jest kształtowanie charakteru, a także do pracy w Organizacji, która jest obligatoryjnym elementem naszego uczestnictwa w Młodzieży Wszechpolskiej.

Młodzież Wszechpolska jest organizacją hierarchiczną, co oznacza, że mamy swoich przełożonych, którzy wyznaczają nam zadania w ramach naszej działalności. Każdy z nas przychodząc do Organizacji, zaczynał od stażu kandydackiego, następnie stawał się członkiem, aby później móc zdobywać coraz wyższe stopnie w hierarchii. Na każdym z tych etapów czekają na działacza przede wszystkim obowiązki, zaś dopiero później za nimi idące prawa.

Wszyscy mamy takie same szanse w Organizacji, nikt nie jest uprzywilejowany. Każda osoba po przejściu poszczególnych szczebli, może wspinać się wyżej po stopniach awansu w ramach Młodzieży Wszechpolskiej. Jedynym wymaganiem jest sumienne wykonywanie powierzonych zadań, zaangażowanie w działalność oraz przestrzeganie zasad, którymi rządzi się Organizacja. Im wyższy stopień w hierarchii, tym więcej obowiązków przybywa, co niektórych może zdziwić, bo często uważa się, że prezes jest tylko od wydawania poleceń i na tym kończy się jego rola. 

Liczy się zaangażowanie i poświęcenie, bo co nam przyjdzie z działacza, który za szczyt swoich możliwości organizacyjnych uważa cotygodniowe spotkania formacyjne? To jest minimalny wysiłek, a Wszechpolak wymaga od siebie więcej niż tylko minimum!

Tak samo jest ze studentami. Ilu jest takich, którzy przychodzą na studia i zaliczają wszystko na minimum, byle tylko mieć kolejny „świstek” w swoim życiorysie?

Czy chcemy, jako przyszła elita narodu, angażować się w jak najmniejszym stopniu? Czy raczej chcemy, aby Wielka Polska była zbudowana naszymi rękami, w pocie czoła? Czy może jednak dołożymy naszą wątłej jakości cegłę, byle tylko „coś” zrobić i mieć czyste sumienie?

W tym momencie nasuwa mi się pewien cytat z „Polityki polskiej i odbudowy państwa” naszego ideowego ojca, Romana Dmowskiego:

Mówiąc o początkach nowoczesnej polityki polskiej, o założeniach, z jakich wyszła, o wysiłkach myśli i pracy organizacyjnej, które do niej doprowadziły, nie mam zamiaru sugestionować Czytelnika, że jest ona wytworem jakiegoś szczególnego geniuszu. Nie – jest ona tylko owocem bezinteresownej miłości Ojczyzny, zdrowego rozsądku, no i trochę energii. I może najważniejszą rzeczą była tu bezinteresowność. Nakreślić sobie plan na dużą odległość i wykonywać go konsekwentnie bez względu na to, że owocu wysiłków może się nie będzie za życia oglądało, mogli tylko ludzie myślący nie o tym, czym oni będą, jakie stanowiska zajmą, jaką karierę zrobią, jeno o tym, co będzie z Polską. Tej pracy, w której trzeba było zwalczać tyle przeszkód we własnym społeczeństwie, mogli się oddać tylko ludzie nie dbający o popularność, o zaszczyty, o hołdy… Ze wzruszeniem dziś wspominam ten długi okres pracy i ten zastęp ludzi cichych, nie rozpieranych żadnymi ambicjami, z zaparciem się siebie, często z poświęceniem dobra swych rodzin, z niebezpieczeństwem osobistym pracujących i walczących na swych placówkach, jedyną, ale wielką nagrodą za swe wysiłki – z poczuciem, że spełniają swój obowiązek [4].

Słowa te podsuwają nam najważniejsze elementy naszej działalności: bezinteresowność, energia, konsekwencja, praca. Tylko tyle i aż tyle, bo ilu z nas jest w stanie zaangażować się w coś bezinteresownie, poświęcić się temu bez opamiętania i konsekwentnie dążyć do zaplanowanych celów? Zapewne będzie to jedynia garstka.

Cały ruch narodowy, do którego tradycji odwołujemy się dzisiaj, oparty był na bezinteresownej pracy, w której nie liczono na zaszczyty czy stanowisko, liczono jedynie na odzyskanie niepodległości, która była celem najważniejszym. Mimo, że cel ten dla tamtych ludzi był odległy, zawieszony gdzieś w czasie, wykonywali swoją pracę solidnie i z zaangażowaniem, często dokładając swoje pieniądze, czas czy poświęcając rodziny na rzecz dobra wspólnego.

Mieniąc się narodowcem, warto zastanowić się, czy aby na pewno nim jestem, czy na pewno wykonuję więcej pracy niż inni. Wielu uzna, że skoro działają w Organizacji i uczestniczą w cotygodniowych spotkaniach, to już robią więcej niż przeciętny Kowalski. Częściowo się z tym zgadzam, robimy coś więcej niż przeciętny Polak, ale czy wystarczająco angażuję się w działalność? Jakie działania podjąłem ponad spotkania formacyjne, czy spełniłem powierzone mi zadanie z pełną sumiennością, czy zrobiłem to na „odwal się”, żeby tylko to zrobić i mieć z głowy?

Jeżeli na któreś z tych pytań odpowiadam twierdząco, to czas najwyższy zastanowić się nad tym, co ja właściwie robię w tej Organizacji i czy mam prawo mówić o sobie per narodowiec. Patrząc na poprzedników, powinno nam być zwyczajnie wstyd za naszą bierność, która de facto była piętnowana przez Dmowskiego jak i jego poprzedników – pozytywistów. Przy poświęceniu jakie wkładali narodowcy przed wojną, cotygodniowe spotkania wypadają mizernie.

Wystarczy wziąć do ręki pierwszą lepszą biografię przedwojennych narodowców, by dostrzec, ile ci ludzie robili. Zagraniczne studia w kilku różnych miastach, podróże po świecie (patrz R. Dmowski w Japonii), doktoraty (Z. Balicki w Szwajcarii), praca organizacyjna. Za przykład niech posłuży nam nasz patron św. Maksymilian Kolbe, który wyjechał do Japonii, aby tam szerzyć słowo Boże. Co zauważamy? Że byli młodzi, tak jak my, działali również tak jak my i mieli na to wszystko czas, chęci i pieniądze, których nie żałowali na swoją działalność, mimo iż cel ich pracy był oddalony.

Zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że nie wszyscy muszą i chcą być w naszej Organizacji. Część osób zrezygnuje, nie umiejąc się dostosować do hierarchii i dyscypliny, która jest wymagana. Grono osób stwierdzi, że jednak nie ma sensu uczestniczyć w czymś takim, bo i tak nie przyniesie to żadnych efektów. Garstka osób, która pozostanie i sprosta stawianym im wymaganiom, zwycięży i osiągnie sukces w późniejszym czasie. Będą znali hierarchię, będą zdyscyplinowani, znając również koszty poświęcenia – nieprzespane noce, trudne warunki czy przeciwności losu i będą potrafili im sprostać. To będzie nasze największe zwycięstwo.

Większość znanych mi osób, które unikają pracy, to osoby nie potrafiące sobie zorganizować dobrze dnia tak, aby w pełni wykorzystać czas. Doskonale zdaję sobie sprawę z obowiązków domowych, studenckich, pracowniczych i innych. Sam również mam ich mnóstwo, ale staram się tak układać dzień, aby wypełnić go w jak największym stopniu pracą. Dopiero wtedy mogę mieć czas wolny, ale uważam, że dobrze zagospodarowany dzień to taki, gdzie brak w nim czasu wolnego. 

Wiem również o działalności w innych środowiskach (często pokrewnych nam ideowo). Narodowcy również przed wojną byli aktywni w ten sposób i działali na różnych polach, lecz będąc Wszechpolakami, dbali w pierwszym rzędzie o interesy swojej grupy (czyt. MW), a dopiero później o interesy innych. Najpierw jest się Wszechpolakiem, a dopiero później korporantem, członkiem koła naukowego czy innych stowarzyszeń. Nigdy na odwrót!

O bierności wśród Polaków najdobitniej pisał nie kto inny jak Dmowski, więc posłużę się jego słowami z książki Myśli nowoczesnego Polaka (którą każdy działacz powinien znać!):

(Bierność) Gubi nas ona nie tylko jako naród, ale jako jednostki. Jej to przede wszystkim zawdzięczamy, że wśród nas tak częstym zjawiskiem pesymizm, beznadziejność, brak wiary w siebie i możność życia na lepszy sposób, Trzeba świat znać i rozumieć, a życie samemu urabiać według własnych wymagań. Świat wtedy nie będzie taki brzydki, a życie na nim tak złe, jak to nam się często zdaje. Jest ono tylko twarde dla zniewieściałych próżniaków i bezlitosne dla nie rozumiejących ducha czasu[5].

Obowiązki, które mamy do wykonania są przeciwnością tak krytykowanej bierności. Chcąc nie być bierną masą, należy wykonywać swoje obowiązki z przyjemnością i sumiennością. Próbując wpływać na losy naszego kraju musimy być jak karne wojsko, które w równym szeregu miarowym krokiem podąża w bój. Za tym musi iść podporządkowanie się Organizacji i przełożonym jak ma to miejsce w wojsku, w którym każdy dzień jest dniem służby Ojczyźnie. Postulując za Balickim – każdy powinien być obywatelem-żołnierzem, który walczy każdego dnia i w każdych warunkach gotowy jest do poświęceń na rzecz budowy gmachu, którym jest Polska.

Na zakończenie kolejny świetny cytat tłumaczący zależności w hierarchii:

Po tym, jak się słuchało rozkazów można samemu być przełożonym, ale nie po to, by brutalnie korzystać z prawa miażdżenia innych, lecz dlatego, że przełożeństwo jest cudownym przywilejem, kiedy ma na celu ująć miotające się siły w więzy dyscypliny i poprowadzić je do pełni wydajności, szlachetniejszego źródła radości[6].

Posłuszeństwo i wykonywanie poleceń doprowadzi nas do miejsca, w którym to my będziemy gotowi do wydawania poleceń. Niestety nie jest to możliwe już na samym początku naszej drogi. To tak jak z szeregowym w wojsku, nie od razu stanie się generałem, czeka na niego ogromna i wymagająca droga, która ma wykształcić w nim odpowiednie cechy wymagane na tak ważnym stanowisku. Nikt z nas nie urodził się prezesem, generałem czy szefem. Każdy musi do tego dojść pokorną służbą, aby na samym końcu móc być dobrym organizatorem pracy w Organizacji czy nawet w swoim życiu prywatnym. Nigdy nie osiągniemy tego od razu, dlatego nie warto się co zrażać pracą. Przyniesie ona efekty w swoim czasie.

Konkludując: do dzieła!


1 W. Wierzejski, Dziedzictwo i zobowiązanie [w:] Polityka Narodowa, czerwiec 2008, s. 13.

2 Tamże.

3 A. Mickiewicz, Pan Tadeusz czyli ostatni zajazd na Litwie, Warszawa 1983, s. 115.

4 R. Dmowski, Polityka Polska i odbudowanie państwa [w:] Wybór Pism, red. Łukasz Radecki, Marta Stołowska, t. 1, 2014, s. 178.

5 R. Dmowski, Myśli nowoczesnego Polaka, Warszawa 2013, s. 139.

6 L. Degrelle, Płonące dusze, przełożył: Adam Gwiazda, Warszawa-Paryż 1999, s. 92.

Komentarze