Nie taki diabeł straszny - diabły w kulturze a moralność zbiorowa

Diabeł, jak każdy wie jest według teologii chrześcijańskim ucieleśnieniem zła. Odpowiedzialny za wszelkie cierpienie świata wieczny przeciwnik i oszczerca (etymologicznie są to dosłowne tłumaczenia z języka greckiego słów „szatan” i „diabeł”) był od czasów chrystianizacji Europy uważany za postać negatywną. Również jego wyobrażenia z czasów pogańskich nawiązywały do szeroko pojętych nieszczęść. W języku polskim występuje w przysłowiach i związkach frazeologicznych dotyczących nieprzyjemnych sytuacji „iść do diabła”, „ciekawość pierwszy stopień do piekła”, „diabeł ogonem przykrył” itd. Z czasem jednak jego wizerunek uległ ociepleniu, co można zauważyć chociażby w popkulturze, gdzie symbole satanistyczne stały się motywami muzycznymi lub zaczęły występować na koszulkach. Nie stało się to jednak nagle, do tak poważnej zmiany kulturowej musiało dojść za sprawą zmiany w mentalności, a ta z kolei kształtuje się latami. Jak zatem rehabilitowano diabła?

Żeby móc mówić o ocieplaniu wizerunku należy najpierw wziąć pod lupę jego poprzednie wersje. W legendach polskich diabły miały cechy podobne do demonów z europejskiego kręgu kulturowego. Trudniły się zdobywaniem dusz i psikusami. Warunki geograficzne Polski wymogły na nich tworzenie niezrozumiałych dla naszych przodków obiektów, takich jak jaskinie czy góry. Można powiedzieć, że polskie diabły były stworzeniami społecznymi, dogadywały się ze zbójnikami, oferowały pożyczki ubogim, a podobno nawet spotkały skazanego na śmierć Maćka z Borkowic. Otaczały się czarownicami, odprawiały szabaty… nasz folklor pozwolił na lekką sympatię wobec piekielnych stworzeń. Demony polskie były niezwykle ludzkie, co nie zmienia faktu wywoływania strachu wśród mieszkańców naszych ziem. Nawet legendy późnopiastowskie z czasów Łokietka nie przedstawiają zła jako zła absolutnego i odrażającego. Diabły z XIII wieku nie są katami tylko lichwiarzami i oszustami. Przekazem było prozaiczne wezwanie do unikania wszelkich umów z szatanem.

Inaczej sprawa się miała na zachodzie Europy, który został schrystianizowany dużo wcześniej od Polski. Chrzest króla Franków Chlodwiga i chrzest Mieszka I dzieli pięć wieków. Uniwersalizm chrześcijański dawał idealne warunki rozwojowi sztuki absolutystów. Szatan zachodni jest więc dużo bardziej okrutny i nieludzki. Po części jest to też spowodowane sytuacją religijną - rekonkwistą, licznymi herezjami. Najbardziej znamiennym przykładem będzie tu Dante Alighieri z jego wizją piekła. W „Boskiej Komedii” wizerunek diabła jest zupełnie inny od szatana z polskich legend. W kręgach piekielnych, gdzie dusze ponoszą męki z rąk demonów, kaci nie mają litości. O ile w przypadku ludowych podań zdarzały się wątki solidarności biesów ze zbójami, o tyle w kręgach Dantego nie ma na to miejsca. Wizerunek diabła Alighierego występował w sztuce średniowiecznej, barokowej i tej, która była ściśle sprzężona z kontrreformacją. Bies wpychający w ogień piekielny pojawiał się w każdej reprezentacji potępienia, w tym na słynnym „Sądzie Ostatecznym” Hansa Memlinga. Można powiedzieć, że ta dychotomia niebo-piekło, Bóg-diabeł, zło-dobro, szczęście-cierpienie zyskała na sile w wiekach średnich bardziej niż kiedykolwiek. Okres ten był triumfem absolutyzmu moralnego.

CZYTAJ TAKŻE: Ofiary kolonializmu i globalizacji – recenzja filmu „Nawet deszcz”

Ancient regime upadł w 1789 roku. Do tego czasu diabły nadal występowały w literaturze i sztuce, służyły jako karykatury Marcina Lutra lub papieża i przewijały się w polskich legendach, w szczególności tych z obszarów górskich (Pieniny, Podhale, Świętokrzyskie). Nie były już tak popularne - renesansowy humanizm i oświecenie zażegnały teocentryzm - więc szatan będący przeciwnikiem Boga dostał rykoszetem. Czasy rewolucji francuskiej i epoka napoleońska zaowocowały protoromantyzmem, który manifestowali Goethe i Byron. Na ziemiach polskich romantyzm miał znaczenie narodowo-wyzwoleńcze i narodotwórcze, w innych państwach często odnosił się do konkretnych postaw. Bohater romantyczny fascynuje się orientem, jest samotnikiem, czuje niesprawiedliwość w świecie i jest na swój sposób mniej lub bardziej aktywnym rewolucjonistą. Wątki diabelskie ponownie wróciły do łask w tamtym okresie: można je zaobserwować nawet w twórczości Adama Mickiewicza („Dziady”), złe duchy u Krasińskiego („Nie-Boska komedia”) i w najsłynniejszym „Panu Twardowskim” (również narodowego wieszcza). Inspiracje mediewalne zostały jednak poddane presji czasu. Najbardziej trafnym przykładem diabła w twórczości romantycznej będzie Mefistofeles Goethego (Faust). Wątek cyrografu stanowił znany motyw w średniowieczu, jednak wtedy był z góry uznawany za zły. Goethe wykreował Fausta (którego pierwowzorami byli niemiecki alchemik Johann Georg Faust znany z wywołania ducha Heleny Trojańskiej oraz Heinrich Cornelius Agrippa, włoski alchemik żyjący na przełomie XV i XVI wieku) na postać niejednoznaczną, jego pobudki nie są trywialne ani nawet materialne, zna ludzkie emocje i chce nieść pomoc. Uczony nie jest początkowo zainteresowany paktem. Zgadza się dopiero wtedy, gdy Mefistofeles mówi, iż dusza Fausta trafi do niego, gdy ten wypowie słowa „trwaj (chwilo) jesteś piękna”. Zyskiem jest w tym wypadku miłość. Diabeł Goethego bardziej przypomina lichwiarza niż kata, ostatecznie główny bohater nie zostaje potępiony.

Faust Goethego był swoistym przełomem. Cytat z tego dramatu opisujący Mefistofelesa „Jam jest częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie czyni dobro” stał się mottem „Mistrza i Małgorzaty” Michaiła Bułhakowa. W tym dziele widzimy już poważną redefinicję pojęcia diabła. Szatan Rosji lat stalinowskich nie pełni już nawet roli antagonisty. Jego diaboliczny charakter został wyparty przez absurd komunistycznej rzeczywistości. Lepsze wrażenie na czytelniku robi charyzmatyczny kot Behemot niż psychiatra Strawiński, czy też inny partyjny lub powiązany z rządem obywatel ZSRR.

W związku ze zmieniającą się rzeczywistością, w szczególności po I i II wojnie światowej i działalności Kominternu, diabeł przestał straszyć. Śpiewał o nim Mick Jagger nawiązując notabene do dzieła Bułhakowa w swojej piosence „Sympathy for the Devil”. Diabeł Jaggera był powiązany nie tylko ze scenami z „Mistrza i Małgorzaty”, lecz również z zabójstwem Romanowów i Kennedy’ego. Mniej więcej w tym samym czasie wydana zostaje „Biblia Szatana”, będąca podstawą filozofii satanizmu. Założyciel Kościoła Szatana Anton Szandor La Vey widział w diable ciemną stronę natury. Zredefiniował biblijną postać i stworzył egoistyczną oraz hedonistyczną filozofię.

Czy diabeł nadal straszny? Na to pytanie nie da się odpowiedzieć, zasadniczo jak widać jego odbiór był zmienny. Przed epoką średniowiecza nie istniał de facto uniwersalizm chrześcijański, teocentryzm i absolutyzm moralny. Przed początkiem drugiego tysiąclecia nadal część Europy pozostawała pogańska, z czasem się to zmieniało. W warunkach spójnej moralności szatan mógł pełnić rolę największego zła. Mając na uwadze brak w przeszłości dzisiejszych badań nad chociażby meteorologią, biesy stanowiły logiczne wytłumaczenie wielu procesów naturalnych. Zanik teocentryzmu sam w sobie nie spowodował upadku rozgraniczenia na dobro i zło. Mimo wszystko miał na ten proces spory wpływ, postępujące odrzucenie Boga stworzyło dobre warunki do powolnego wartościowania wartości. Nie odbyłoby się to jednak bez zmian społeczno-ekonomicznych. Reformacja i niewydajność feudalizmu zrodziły leseferyzm, w kontrze do którego zaczęły się kształtować ruchy protokomunistyczne. Upadała stale pozycja Kościoła, którą zastępowały doktryny i idee mające służyć za zamiennik wiary. Wymienić tu należy popularny w oświeceniu deizm. Z czasem marksiści zaczęli kreować własne wizje zbawienia, które wpasowałoby się w świat materialny. Bogiem Marksa były masy ludowe, diabłem kapitalista. Zbawienie następowało wraz z obaleniem burżuazji, co słyszymy nawet w międzynarodówce „I z własnej woli sam się zbaw”. Mimo okrutnej walki z religią prowadzonej przez Lenina i jego sojuszników, Cerkiew i Kościół Katolicki nie były per se największym antagonistą komunistów - wszak zdarzało się, że potrafili oni współpracować z duchowieństwem (wielka wojna ojczyźniana). Zredefiniowali natomiast pojęcie największego zła w mentalności swojej grupy. Analogicznie postępowali francuscy rewolucjoniści w 1789 roku, gdzie diabłem był Ludwik XVI.

CZYTAJ TAKŻE: Maurice Barrès - życie i twórczość

Istotna jest także kwestia postrzegania Boga, jako okrutnego władcy. W XIX i XX wieku popularny stał się motyw Pana-ciemiężyciela. Pewnym jest, że zasady wiary chrześcijańskiej nie są łatwe, a sam w sobie grzech z natury kusi. Hedonistyczne podejście prowadzi do zatarcia się znaczenia dążenia do większych celów, życia wiecznego. W efekcie dochodziło do sytuacji, w których szatan jako ten, który pozwala na więcej, jest postacią co najmniej neutralną. Swoją rolę miały także ludobójstwa XX wieku, podczas których część ofiar uważała, że Bóg ich opuścił. W latach 50. i 60. ubiegłego stulecia zyskał także popularność turpizm. Oprócz skandali, reżyserowie tacy jak Pier Paolo Pasolini ukazywali sceny uznawane za obrzydliwe tworząc do tego artystyczne tło. Oglądając „Salo 100 dni Sodomy” widz zostaje poddany krwawym obrazom łamiącym pewne tabu kulturowe i zasady estetyki. Przy redefinicji sztuki i Boga dochodzimy do postmodernistycznej wizji świata, według której wszystko można relatywizować, a więc również dobro i zło.

Diabły zawsze fascynowały, podobnie jak szeroko pojęte zło. Ich reprezentacja w kulturze była kwestią czasu, nie można było temu zapobiec. Promocja szeroko pojętej dekadencji, w tym narkotyków zaburzających percepcję i coraz to nowe zła absolutne (niezależnie, czy mowa o katolikach, kapitalistach, czy też nielubianej partii) będą stale tworzyły własne absoluty. Czy diabeł jeszcze kiedyś będzie straszył? Na pewno już nie tak, jak to miało miejsce w średniowieczu. Natomiast wciąż istnieje możliwość pewnej kontrrewolucji kulturowej, która mogłaby zatrzymać zanikanie rozróżnienia dobra i zła - przez niego właśnie reprezentowanego.

Hanna Szymerska

Redakcja

Czytaj Wcześniejszy

Młodzież Wszechpolska świętowała swoje 100-lecie. Ogromny zjazd w Warszawie [+FOTO/+WIDEO]

Czytaj Następny

Narodowcy z Rzeszowa chcą odesłać do Moskwy „Pomnik Wdzięczności” Armii Czerwonej

Zostaw Odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *