Łukasz Jabłoński: Niesławny bój o Wiedźmina

Nie od dziś wiadomo, że wokół bohatera wykreowanego przez Andrzeja Sapkowskiego, a także wokół całego stworzonego uniwersum toczy się bój, a raczej rozpaczliwe wołanie autora o zwykłą pamięć i docenienie jego osoby. Nie tak dawno na Polconie (ogólnopolski konwent miłośników fantastyki), wyraźnie stwierdził, że gra twórców CD Projekt RED narobiła mu „mnóstwo smrodu i g***a”. Dla niektórych to zachowanie jest przejawem niebywałej hipokryzji, gdyż de facto gra przyczyniła się do wykreowania słynnego Geralta z Rivii na ikonę popkultury, zaś dla mnie jest zupełnie naturalnym mechanizmem obronnym. Andrzej Sapkowski jako twórca wspaniałego wiedźmińskiego uniwersum zapewne musi się czuć podobnie jak matka, której zabiera się dziecko. 

Krążą plotki, że kiedyś pewien człowiek zadał pytanie panu Sapkowskiemu czy to on jest twórcą książek na podstawie gry. pan Sapkowski, który traktował grę jako coś mało interesującego i ograniczał się do ogólnych stwierdzeń typu: gra to nie książka w tym momencie musiał nie wytrzymać. Nie wiem czy to prawda, ale w tym pytaniu (nieważne czy prawdziwym czy nie) jest ukazana cała skala problemu. Zupełnie zrozumiałe jest to, że w takiej sytuacji chyba każdy twórca  poczułby się dotknięty i ucierpiałaby jego duma.

Według mnie ogromnym błędem według jest umieszczanie grafik z gry na okładkach książek, które grą nie są. Wydawcy zagraniczni (niestety polscy też!), wyczuli chęć zysku i zaczęli wydawać książki z właśnie takimi grafikami. Działanie może i niegłupie z punktu widzenia marketingowego, jednak bardzo szkodliwe dla samego autora i jego dzieł, które po pewnym czasie mogą ulec pewnej deprecjacji. W czasach, gdy książki tworzone są w oparciu o fabułę gry i są bardziej dodatkami, których zadaniem jest jedynie poszerzenie uniwersum wydawnictwa powinny zadbać o to, żeby powieści Sapkowskiego należycie docenić.

 

„Gra narobiła mi mnóstwo smrodu i g***a… Przez to, że zaczęli mi zagraniczni wydawcy używać grafiki z gry na okładkach. No i ludzie odrzucali książkę, mówiąc, że to nie jest nowe, że to jest game-related. W sensie książka napisana do gry, czego – w fantasy zwłaszcza – mamy mnóstwo. Musiałem toczyć tęgą wojnę, żeby udowadniać, kto był pierwszy.”

Przykro mi to mówić, ale polskie wydawnictwo najwyraźniej zachwycone grą RED-ów również zastosowało ten manewr. O ile w przypadku zagranicznych odbiorców można tłumaczyć fakt wydawania pełnoprawnej książki z grafikami z gry nieznajomością uniwersum o tyle w Polsce jest to działanie niezrozumiałe. W naszym kraju sam autor podobnie jak jego saga o wiedźminie otoczone są już niemal kultem – Geralt z Rivii stał się marką nie do podrobienia, dlatego nie widzę najmniejszego sensu, żeby wydawać jego książki z grafikami z gry.

Wydawnictwo SuperNOWA widocznie zrozumiało swój błąd i postanowiło go naprawić. Zastąpiło okładki na których były grafiki z drugiej odsłony Wiedźmina (dla mnie były one może nie tyle brzydkie, ale przywodziły na myśl średnio udane i mało absorbujące twory na podstawie gier) nowymi bardzo ładnymi grafikami, które utrzymane są w atmosferze tajemniczości i wprost zachęcają czytelnika do sięgnięcia po nie. Kwestia dyskusyjną jest sama jakość, a przede wszystkim trwałość okładki na której pomimo należytej dbałości o jej stan pojawiają się ślady zużycia w postaci widocznych białych przetarć na rantach. Mimo kilku wad nowego wydania jest to jakiś krok w przód i mam nadzieję, że wydawnictwo nigdy więcej nie popełni błędu jaki popełniło przy okazji premiery drugiej części „Wiedźmina”.

Zła decyzja czy chęć zysku?

Seria książek o Geralcie z Rivii wcale nie zawdzięcza swojej popularności grze. To dzięki popularności książek pierwsza odsłona gry mogła sprzedać się na tyle dobrze, żeby twórcy zaczęli rozmyślać nad jej kontynuacją. Saga o wiedźminie była wystarczająco popularna zanim gra podbiła świat. Nie wiem jak wyglądała sytuacja z wydawaniem książek Sapkowskiego za oceanem, jednak w krajach Europy były one dosyć popularne, a autor rozpoznawalny na przeróżnych konwentach. Nie można jednak powiedzieć, że dzieło pana Sapkowskiego było, aż tak popularne. Przed wydaniem gry postać Geralta z Rivii znana była w kręgach elitarnej części fanów. W naszym kraju chyba najbardziej, jednak kojarzona z niezbyt udanym serialem co pozostawiało niesmak u rodzimych odbiorców.

Autor zgodził się przed laty sprzedać prawa CD Projekt RED do swojego dzieła i jak sam tłumaczy:

„Byłem zbyt głupi. że od razu sprzedałem wszystkie prawa do serii. Zaoferowali mi procent od zysków, ale powiedziałem, że żadnych zysków nie będzie, że chce pieniądze teraz! To było głupie. Byłem na tyle głupi, że zostawiłem wszystko w ich rękach, ponieważ nie wierzyłem w ich sukces. Ale kto mógł przewidzieć taką popularność? Ja nie przewidziałem.”

I po tej wypowiedzi zaczynają się złośliwe komentarze typu: „Sprzedał za bezcen, a teraz zobaczył ile mógłby zarobić”, albo „Sapkowski Wałęsą polskiej literatury”. Takich komentarzy jest więcej, a co najgorsze wychodzą one od fanów samych książek Sapkowskiego. Niektórzy też nie traktują autora poważnie po jego wypowiedziach i wyrażają się w tonie: „zrobił swoje, a teraz jest już niepotrzebny”. Prawda jest taka, że większość po prostu nie może znieść, iż pojawiają się antagonizmy wokół tego co tworzy prawdziwie polską popkulturę. Powiedzmy sobie szczerze – gra „Wiedźmin” bardzo skorzystała na popularności książki, ale też napędziła jej rzesze nowych odbiorców. Co do tego nie można mieć żadnej wątpliwości.

Myślę, że powodem tych wszystkich niepochlebnych opinii Andrzeja Sapkowskiego w stosunku do gry nie jest, ani chęć zysku, ani nic co przedstawiałoby wartość materialną. pan Andrzej czuje się po prostu bardzo, ale to bardzo niedoceniony i zepchnięty na drugi plan. Jeden z jego komentarzy nie pozostawia złudzeń co do rzeczywistych intencji i obaw:

 „Za 20 lat ktoś zapyta o Wiedźmina – kto jest autorem? Nie będzie nikt wiedział. Ktoś – odpowiedzą.”

To przecież normalne, że sam autor chciałby być widoczny w czasie, gdy jego dziecko robi karierę. Nie można jednak zarzucić twórcom gry, że nie podkreślają, kto faktycznie stworzył uniwersum, bo jest o tym wspominane, za każdym razem. Informacja jest zawarta w każdej nowej odsłonie gry. Można się tego też dowiedzieć z wypowiedzi członków ekipy CD Projekt RED. Nie można zarzucić im, że zawłaszczają coś czego oni nie stworzyli. Oni stworzyli „tylko” wspaniałą grę, która sprawiła, że postać Geralta z Rivii stała się bardziej rozpoznawalna, a po książki sięgnęło jeszcze więcej osób. To jest bardzo dobry efekt i mamy być z czego dumni, bo to nasze.

 

Mistrz polskiej fantastyki i niedoceniony autor.

Bez względu na wybitność książki czy gry problem pozostaje ten sam. Jak tu być dumnym, gdy wokół czegoś co cenią sobie Polacy zbierają się czarne chmury? Jak w dobie najróżniejszych książek powstających na podstawie gier jeszcze bardziej podkreślić rolę pisarza, którego książka była pierwsza?

Odpowiedź wydaje się prosta. Wystarczy uczynić pana Sapkowskiego ikoną popkultury polskiej – człowiekiem od którego wszystko się zaczęło. Myślę, że nie  jest to łatwe zadanie, gdyż sam pan Sapkowski wydaje się mieć niezbyt dobry stosunek do gier, jednak nie jest to niemożliwe. To wszystko zależy od chęci współpracy twórcy sagi o wiedźminie, oraz twórców produkcji, która na jej podstawie powstała. Zarówno książki jak i gra są dziełami wybitnymi. To od ich twórców zależy czy dojdzie do prawdziwego porozumienia na tej płaszczyźnie i czy potencjał kolejnego rodzimego produktu nie zostanie zmarnowany. Nie można powiedzieć, że tak się nie da, bo się da. Jest wiele głośnych tytułów, które miały swój początek w literaturze, które stały się z czasem ikoną popkultury poprzez ich adaptację, a ludzie przecież pamiętają co było najpierw i kto to stworzył. Przykładów może być wiele. Pierwszym, który przychodzi do głowy jest „Władca Pierścieni”, a kolejnym „Gra o Tron”. I jakoś nikt nie ma problemu z tym co było pierwsze. Ważne jest to, aby podkreślać takie rzeczy za każdym razem dopóki nie utrwali się to w społecznej świadomości.

To jest główne zadanie dla twórców gry, ale i pan Sapkowski nie może usilnie odcinać się od wszystkiego co nie jest jego dziełem. Jest niemal rzeczą pewną, że sami twórcy nie poprzestaną na trylogii „Wiedźmina” i zapewne powrócą do świata w tej czy innej formie. Jest to szansa dla Andrzeja Sapkowskiego, który mógłby udzielać wsparcia merytorycznego ekipie CD Projekt RED podobnie jak George R. R. Martin przy serialu „Gra o Tron”. Nie musiałoby się to wiązać z aprobatą kanoniczności gry. Bo gra to gra, a książka to książka. Dwa odmienne byty w których mogą istnieć odrębne osie fabularne. Fani i tak będą wiedzieć co jest kanonem, a co wersją alternatywną.

Pomimo tego, że gra CD Projekt RED jest kontynuacją sagi o wiedźminie to nadal tylko gra, która przede wszystkim służy rozrywce, a ja cos czuję, że Andrzej Sapkowski ma jeszcze dużo do powiedzenia w kwestii kontynuacji opowieści o wiedźminie.

Łukasz Jabłoński

Redakcja

Czytaj Wcześniejszy

Izabela Kołcz: Ojczyzna „częściej na ustach”, czyli tendencje Młodej Polski

Czytaj Następny

Tomasz Cynkier: “Z jednej babki jesteście wnuki”

Zostaw Odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *