Sławomir Wełniński: Kto i jak niszczy jedność Kościoła?

Artykuł jest polemiką z tekstem pt. „Bractwo św. Piusa X, czyli rzecz o nieposłuszeństwie Kościołowi„, który również ukazał się na naszym portalu.

„Każdy cnotliwy i rozsądny wie dobrze, że prawda nigdy się nie starzeje, nigdy się nie zmienia, nigdy nie przestanie być prawdą, a w obliczu wszelkich przeszkód, wykrętów, matactw i złorzeczeń zawsze tylko wzrastała i wzrasta, świetniejszą się stawała, staje i stawać się będzie.” – św. Jan Chryzostom

„Oszczerstwo jest gorsze od kanibalimu” – również św. Jan Chryzostom

Czując się wywołany do tablicy w związku z powołaniem się w Bibliografii na mój artykuł sprzed kilku laty chciałbym przy okazji wyjaśnić kilka nieścisłości, które pojawiły się w artykule Adama Leszczyńskiego pt. Bractwo św. Piusa X, czyli rzecz o nieposłuszeństwie Kościołowi. By zachować pewną przyzwoitość w objętości tekstu, w niniejszej odpowiedzi nie odniosę się do każdego zdania czy słowa, nawet jeśli wiele pominiętych czy przemilczanych kwestii poruszonych w tekście wymagałoby jeszcze dalszego komentarza.

Podobnie jak w/w, przez ten czas od chwili publikacji tekstu w PN bardzo wiele się zmieniło, wiele przeczytałem dzięki temu też wiele spraw zrozumiałem. Byłem wtedy sympatykiem tradycji a nie Tradycjonalistą, a to wielka różnica.

Przechodząc do meritum. Pan Adam powołuje się na rzekome argumenty kościele w swym tekście (inna sprawa, co to i jakie to argumenty kościelne), a sam chyba nie rozumie do końca pojęcia schizmy-czyli czegoś, o co w głównej mierze oskarża Bractwo. To główny zarzut, więc od tego należałoby zacząć.

Zacznijmy zatem od odpowiedzi na proste pytanie czym jest schizma. Odpowiedź najkrótsza (ale i precyzyjna) brzmi: odrzucenie prymatu papieskiego, w szczególności jurysdykcji uniwersalnej biskupa rzymskiego. Ujmując rzecz bardzo kolokwialnie, jest to powiedzenie papieżowi, że nie jest głową Kościoła oraz odmawianie mu prawa w zarządzaniu Kościołem katolickim. Jak widzimy, kwestia schizmy nie odnosi się w tym sensie nawet do tzw. sedewakantystów (chociaż oczywiście pogląd ten jest olbrzymim błędem), gdyż nawet oni uznają prymat prawowiernie wybranego papież (prawowiernie w ich rozumieniu, ale zawsze).

Czy fakt wyświęcenia w 1988 r. (bez względu na powody, oczywiście słuszne, jakie podaje Bractwo) 4 biskupów stanowi sam w sobie akt schizmatycki? Otóż oczywiście, że NIE! Ktoś, kto porusza zagadnienie FSSPX powinien zachować przynajmniej minimum przyzwoitości zapoznać się z tą kwestią i po prostu to wiedzieć. Aktem schizmatyckim byłoby nadanie biskupom jurysdykcji tj. tworzenia równoległej do rzymskiego Kościoła struktury. Traktowanie udzielenia konsekracji biskupiej bez nadania jurysdykcji czy odmawiania prymatu biskupowi rzymskiemu nie było nigdy traktowane jako akt schizmy sam w sobie, sytuacja z roku 1988 stanowiłaby więc swoisty precedens.

Biskupi Bractwa nie uzurpują sobie żadnej władzy administracyjnej w Kościele, a ich „biskupstwo” realizuje się w udzielaniu sakramentów bierzmowania i kapłaństwa. Nie bez przyczyny, zostali wyświęceni jako tzw. biskupi konsekrujący. Zarówno kapłani, jak i wierni uznają też władzę Papieża nad całym Kościołem katolickim.

Na marginesie można dodać (i do znudzenia powtarzać) tylko, że każdy wyświęcony ksiądz wywodzący się ze struktur FSSPX składa przysięgę wierności papieżowi. Ponadto, każda Msza sprawowana przez tych kapłanów jest w łączności ze Stolicą Piotrową, gdzie w Kanonie wymieniają aktualnego papieża.

Kilka słów o posłuszeństwie

Znowu rozpoczniemy od definicji. Otóż posłuszeństwo najczęściej definiowana jest jako umiejętność odnajdywania Woli Bożej w decyzjach przełożonych. Zasada ta tyczy się, więc w pierwszej kolejności zarządzeń dyscyplinarnych, które nawet jeśli nie są one „po ludzku” sprawiedliwe, w przeciwieństwie do „nienegocjowalnej” i niezmiennej doktryny, której należy się posłuszeństwo. Poczyńmy kilka uwag. Żaden autorytet, nawet kościelny, w tym najwyższy, papieski, nie jest władzą samą w sobie, jest w pierwszej kolejności służbą. Nie bez przyczyny papież święty Grzegorz Wielki nadał biskupowi rzymskiego tytuł Sługi sług Bożych. Każda ta władza zostaje dana z góry ku chwale Bożej, jakkolwiek wybór kandydata do urzędu odbywa się za pośrednictwem ludzi. Każde posłuszeństwo należy odnosić wprost do Boga, każde posłuszeństwo człowiekowi nie może być uznane za cnotę czy zasługę wówczas, gdy ten najważniejszy aspekt jest pominięty. Może nie powinno to fałszywie rozumienie posłuszeństwa dziwić w obliczu antropocentrycznej nauki, stąd też nigdy dość przypominania tej oto prawdy. Posłuszeństwo jakiemukolwiek autorytetowi nie może nigdy być realizowane przez sam tylko wzgląd na ten autorytet, jest to zresztą sprzeczne z nauczaniem samych Apostołów, którzy bardzo wyraźnie ostrzegali, że choćby oni sami głosili Ewangelię różną od tej Chrystusowej, nie należy iść za nimi. Posłuszeństwo nie może, więc być cnotą wtedy, kiedy Wola Boża objawia poprzez nieomylne Magisterium Kościoła rzecz przeciwną.

Posłuszeństwo ślepe zawsze było postrzegane, jako przeciwne cnocie, a przez świętego Tomasza z Akwinu bywało również nazywane szatańskim. Posłużmy się cytatem heroicznie posłusznej św. Teresy z Avila: Przeklęta ta wierność, która posuwa się aż do sprzeniewierzenia się prawu Bożemu! Jest to przewrotny obyczaj świata.

Czas na wykorzystanie przytoczonej wyżej definicji w praktyce. Dla zobrazowania problematyki, posłużmy się przykładem. Jeśli powstają nowe ryty sakramentów (i to wszystkich siedmiu!) oraz nowy ryt mszy świętej (na co wskazuje sama nazwa Novus Ordo), w której to mszy kanon zostaje zmieniony (choćby przez najważniejsze słowa, czyli inną formułę Konsekracji), nie jest już odmawiany po cichu, Offertorium zostaje wyrzucone całkowicie i zastąpione tzw. Przygotowaniem darów, a odmawiana jest w całości w języku wulgarnym (narodowym), to widzimy jak podana była Wola Boża poprzez nieomylne dogmatyczne Magisterium Kościoła:

  1. Jeśli ktoś twierdzi, że przyjęte i uznane w Kościele katolickim obrzędy, które się zazwyczaj stosuje przy uroczystym udzielaniu sakramentów, można albo mieć w pogardzie, albo bez żadnego grzechu dowolnie pomijać, albo mogą być zmienianie przez jakichkolwiek pasterzy Kościoła na nowe jakieś obrzędy – niech będzie wyklęty.

                Sobór Trydencki, Sesja 7, Kanony o sakramentach, kanon 13; Dz 856)

  1. Jeśli ktoś twierdzi, że Kanon Mszy zawiera błędy i że dlatego winien być zniesiony – niech będzie wyklęty.

                Sobór Trydencki, Sesja 22, Kanony o Mszy świętej, kanon 6; Dz 953)

  1. Jeśli ktoś twierdzi, że liturgiczne zarządzenie Kościoła rzymskiego, według którego część kanonu i słowa konsekracji odmawia się po cichu jest godne potępienia albo, że należy Mszę św. odprawiać tylko w języku narodowym albo, że nie należy dodawać wody do wina przy ofiarowaniu kielicha, jakby to było przeciwne ustanowieniu Chrystusa – niech będzie wyklęty.

                Sobór Trydencki, Sesja 22, Kanony o Mszy świętej, kanon 9; Dz 956)

To Wola Boża jest jak widzimy bardzo jasno określona. Nie zapominając jeszcze o tym, że tzw. reformy liturgiczne zostały uroczyście potępione jeszcze w nieomylnej konstytucji apostolskiej Auctorem fidei autorstwa papieża Piusa VI (niestety, do dnia dzisiejszego tekst nie jest dostępny w języku polskim, stąd i się na to nie powołuję, bo autor tekstu musiałby mi uwierzyć na słowo), podobnie jak i w konstytucji apostolskiej Quo primum tempore św. Piusa V (omówienie statusu tego dokumentu wymaga z kolei poświęcenia temu zagadnieniu osobnego tekstu, chociaż kto umie czytać i połączy ten dokument z przytoczonymi wyżej kanonami, to wnioski są chyba oczywiste).

Mam nadzieję, że pan Adam zna także (wszak porusza temat nieposłuszeństwa) bullę papieża Pawła IV wydaną w 1559 r. Cum ex apostolato officio. Czytamy w niej:
w razie odstępstwa od wiary można się sprzeciwić (czyli popełnić akt nieposłuszeństwa) nawet papieżowi, który pełni władzę Boga na ziemi i królestwami(…) posiada pełnię mocy i wszystko podpada pod jego osąd, on sam zaś na tym świecie przez nikogo nie może być osądzony.

Tak, więc powołanie się na średniowieczną zasadę nisi deprehandatur a fide decius należy łączyć zawsze z-chyba że odstąpi od wiary, o czym chyba zapomniał p. Adam. W podobnym tonie wypowiadał się zresztą papież Pius IX, który w jednym ze swoim listów (dostępnych w zbiorze listów papieskich Mansi) pisze do biskupa, że jeśli kiedykolwiek przyszły papież wydałby zarządzenie sprzeczne z odwieczną nauką katolicką, to nie należy się mu posłuszeństwo w tej konkretnej sprawie.

Sugerowane w tekście na każdym kroku nieposłuszeństwa stoi także w sprzeczności ze stanowiskiem obecnego papieża Franciszka, który niejednokrotnie podkreślał, że Bractwo Św. Piusa X jest katolickie. Czy tylko ja wyczuwam dysonans pomiędzy słowami papieża a przekazem płynącym z tekstu pana Adama? Gdzie tu posłuszeństwo pana Adama względem jego autorytetów?

Ponadto dość zabawnie wygląda sugerowanie komuś braku posłuszeństwa w czasach jego kompletnego odrzucenia wśród duchowieństwa, jego rozpasania, wolnomyślicielstwa, oryginalnej „twórczości” youtube’owej i nie tylko. Można by tak nieustannie przejdźmy jednak do rzeczy.

Una Voce – organizacja zrzeszająca stowarzyszenia wiernych przywiązanych do tradycyjnej liturgii rzymskiej (od razu dodam, chodzi o tych w „pełnej łączności”) stoi na stanowisku, iż: wierni otrzymujący Sakramenty z rąk duchownych należących do FSSPX nie podlegają ekskomunice.

Idąc dalej, w roku 1993 Kongregacja Doktryny Wiary anulowała dekret bp J. Ferrario, który dwa lata wcześniej ekskomunikował sześć osób za przyjęcie bierzmowania w kaplicy bractwa. Kongregacja oceniła, że w świetle prawa kanonicznego czyn ten nie wyczerpywał znamion schizmy.

Ponadto, papieska Komisja Ecclesia Dei, na którą p. Adam wielokrotnie się powoływał ma to do siebie, że brak jej konsekwencji (najdelikatniej mówiąc). Otóż Komisja ta, na zapytanie wiernych z Austrii, stwierdziła, że grzechem jest uczestnictwo w liturgii sprawowanych przez księży Bractwa motywowane chęcią zerwania z Biskupem Rzymu. Jeśli zaś chodzi o chęć uczestnictwa w tradycyjnej liturgii i kultywowania pobożności, czyn taki nim nie jest. Dość osobliwym byłoby zresztą takie motywowanie swojego uczestnictwa w liturgii sprawowanej przez kapłana zgromadzenia, które wymienia papieża w Kanonie Rzymskim i modli się codziennie w jego intencji, w przeciwieństwie do pewnych kapłanów (często sprawujących msze Novus Ordo), którzy tego nie czynią.

Ta sama Komisja 5 września 2005 roku podkreśliła, że wierni uczestniczący w liturgii Mszy świętej sprawowanej przez duchownych z Bractwa „nie są ekskomunikowani”.

Mam pewien problem z tym jak pogodzić słowa p. Adama „Tak więc nie da się wypełniać obowiązku niedzielnego poprzez zaplanowane i regularne uczęszczanie do kaplic Bractwa.” ze stwierdzeniami powyższymi jak i z oświadczeniami wydanymi przez Stolicę Apostolską z 27 września 2002 roku i 18 stycznia 2003 r. które to potwierdzają, że : Msze Bractwa Św. Piusa X są ważne i że nie uważa biskupów Bractwa za stojących „poza Kościołem”, tak więc wierni mogą w ten sposób wypełnić obowiązek niedzielny.

Z kolei jak pogodzić fakt popadnięcia w schizmę małoletnich wiernych Bractwa mając na uwadze to, że zgodnie z 1323 kanonem Kodeksu Prawa Kanonicznego takiej kary nie mogą zaciągnąć osoby poniżej 16 roku życia, czyli np. osoby otrzymujące chrzest święty czy sakrament bierzmowania.

Natomiast kanon 1335 mówi, że „zakaz sprawowania sakramentów ulega zawieszeniu „ilekroć wierny prosi o Sakrament lub sakramentalia bądź o akt rządzenia; wolno zaś o to prosić z jakiejkolwiek słusznej przyczyny”. Konkludując, sytuacja, braku posiadania statusu kanonicznego, suspensy ze względu na brak zgody papieża przy święceniach, nie oznacza, że wierni nie mają prawa prosić ich o sprawowanie sakramentów.

Ponadto, aby nie wpaść w prawniczy faryzeizm przy cytowaniu kanonów Kodeksu Prawa Kanonicznego, spojrzeć należy na ducha owego prawa zawartego w kanonie 1752, który brzmi „salus animarum in Ecclesia suprema lex”, a które najczęściej tłumaczone jest jako „zbawienie dusz największym prawem Kościoła”. Tak jak w przypadku posłuszeństwa i odwołania przy tym do Woli Bożej, tak i każde prawo kościelne musi podlegać właśnie temu duchowi. Można więc postawić pytanie czy działania Arcybiskupa motywowane były troską o Zbawienie dusz. W jego subiektywny i szczerym mniemaniu, jak najbardziej, stąd i ta decyzja. Czy było to obiektywnie uzasadnione? Jak najbardziej, ponieważ podstawową troską Pasterza Kościoła Katolickiego jest to, by wierny miał dostęp do sakramentów, których ważność nie będzie wątpliwa. Być może już zaraz pojawią się pomówienia jakobym nie uznawał ważności nowych rytów sakramentów, jednak rozczaruję, gdyż nie można w sposób przekonujący tego udowodnić, nie jest to zresztą przedmiotem mojego zainteresowania, trzeba natomiast stwierdzić z wielką trwogą, że nowe ryty sakramentów znacząco zwiększyło prawdopodobieństwo nieważności. Zatem, istnieje diecezja w USA, która przy „mszach dla dzieci” (wersja kościelno-poprawna: mszach przy udziale dzieci) używała przez dekady nieważnej materii Eucharystii. Tu i ówdzie pojawiają się problemy z sakramentami oficjalnie uznanymi za nieważne. Skoro sam ekskomunikujący Bractwo papież Jan Paweł II pomylił się w słowach Konsekracji podczas swej wizyty w Austrii (niestety, chciał sprawować mszę w języku miejscowym), a msza została następnie (po nieco dłuższym czasie) uznana w komunikacie Stolicy Apostolskiej za nieważną, to nie ma chyba najmniejszych wątpliwości, że choćby przez i ten wzgląd, działania Arcybiskupa mające na celu zapewnienie wiernym dostępu do sakramentów w rycie uświęconym przez Kościół i wieki, ograniczające ich ryzyko nieważności do pewnego niemożliwego do wyeliminowania marginesu, już na samym tym poziomie decyzja ta jest uzasadniona. Cóż tu więcej mówić o kwestii formacji samych kleryków (przypomnijmy, młodzi kandydaci do kapłaństwa poprosili Arcybiskupa o seminarium tradycyjne, ponieważ w tym „postępowym” byli represjonowani za zbrodnie takie jak… odmawianie Różańca!), to trzeba mieć w sobie chyba bardzo dużej złej woli by nie nazwać tej sytuacji wyjątkową i zagrażającą katolickiemu kapłaństwu oraz w konsekwencji zbawieniu dusz wiernych świeckich.

Bardzo dobrym uzupełnieniem tego wątku będzie komentarz francuskiego publicysty, Côme de Prévigny, który w artykule pt. Bractwo Św. Piusa X jest uregulowane w 95% z 28 grudnia ub.r. napisał:

[…] sytuacja kanoniczna Bractwa Św. Piusa X jest obecnie w większej części uregulowana. Msza, którą sprawują jego kapłani, jest tą samą, którą mogą odprawiać wszyscy kapłani na świecie dzięki motu proprio Summorum Pontificum z 7 lipca 2007 r. Potępienia, które ciążyły na biskupach Bractwa, zniknęły po dekrecie z 21 stycznia 2009 r. W 2015 r. Stolica Apostolska udzieliła przełożonemu generalnemu Bractwa władzy sądzenia [jego członków] w pierwszej instancji. Ważność spowiedzi u jego kapłanów została uznana przez list apostolski Misericordia et Misera z 20 listopada 2016 r. Tego samego roku komisja Ecclesia Dei poleciła ordynariuszom, na terenie których diecezji znajdują się seminaria Bractwa, akceptować święcenia kapłańskie, które się w nich odbywają. Małżeństwa zawierane wobec kapłanów Bractwa są w końcu w pełni uznawane przez Rzym, co potwierdza list Kongregacji Nauki Wiary z 27 marca 2017 r. […] Ponieważ zniknęły sankcje, a jego kapłani uzyskali misję kanoniczną do udzielania sakramentów, Bractwo implicite odzyskało swój poprzedni status, z którego korzystało do czasu rzekomego zniesienia 6 maja 1975 r., mimo że na płaszczyźnie faktów zachowuje się obecnie jak prałatura personalna.

Nic już nie brakuje temu dziełu Kościoła, chyba że instancji odwoławczej w procesach kanonicznych, które umożliwiłaby prałatura personalna.

Na deser przedstawić można wypowiedź kard. Edwarda Cassidy’ego, w latach 1989-2002 Przewodniczącego Papieskiej rady ds. Jedności Chrześcijan, który na zapytanie-dlaczego z Bractwem nie jest prowadzony dialog ekumeniczny i nie jest ono objęte, na równi z innymi schizmatyckimi wspólnotami, dialogiem ekumenicznym, odpowiedział bez żadnej dwuznaczności:

(…) Chciałbym od razu podkreślić, że ‘Dyrektywy Ekumeniczne’ nie obejmują Bractwa Św. Piusa X. Sytuacja członków tego Bractwa jest wewnętrzną sprawą Kościoła Katolickiego. Bractwo nie jest innym Kościołem, lub związkiem wyznaniowym w znaczeniu używanym w Dyrektywach. Bez wątpienia Msza św. i sakramenty św. udzielane przez księży Bractwa są ważne.

Warto wspomnieć, co zapewne nie jest już tak oczywiste jak wymowa tego cytatu, że kard. Cassidy nie sytuował się w kręgu sympatyków Bractwa. Co więcej, nawet nie reprezentował tzw. „konserwatywnego skrzydła” Kurii Rzymskiej.

W kategoriach fantastyki można domniemywać, że sytuacja FSSPX diametralnie by się zmieniła, gdyby wspomniany kard. Cassidy wskazał Bractwo, jako „partnera dialogu ekumenicznego”. Pokoje kurialne, ambony świątyń i sale wykładowe katolickich uniwersytetów stanęłyby z miejsca, przed biskupami i kapłanami FSSPX otworem. Nie stanowiłoby problemu celebrowanie wówczas w głównych świątyniach Mszy świętych.

Kolejnym wzruszającym faktem jest, jak mniemam, sprzeczność tkwiąca w stanowisku wielu sympatyków tradycji będących w „pełnej łączności”, (jak i pozostałych wiernych) w stosunku do FSSPX. Z jednej strony, przypominanie nauki katolickiej o schizmatykach i głoszenia niemożności zbawienia bez łączności z papieżem, jest słuszne i chwalebne, ale jednocześnie stoi w sprzeczności z soborową eklezjologią, której w/w środowiska się kurczowo trzymają, mylnie postrzegając ją, jako wyraz żywego Magisterium, a jej przyjęcie – jako warunek kościelnej jedności, co też czyni pan Adam. Doskonałym przykładem przesiąknięcia soborową eklezjologią jest cytat:

Podobna możliwość wypełnienia obowiązku niedzielnego w przypadku fizycznych trudności występuje również poprzez uczestnictwo w Boskiej Liturgii w Cerkwi Prawosławnej.

Kościół od zawsze nauczał, że Msza u prawosławnych jest niegodna i katolik nie może w niej uczestniczyć. Chyba, że deklaracja z Balamand dla autora tego cytatu to także część Magisterium, to zmienia postać rzeczy. Co może stanowić pewną ciekawostkę, to właśnie „kościoły” prawosławne znajdują się w stanie schizmy nawet względem samych siebie przez fakt zasiadania na terenie na tej diecezji różnych biskupów będących przedstawicielami poszczególnych odłamów prawosławia, wbrew absolutnie podstawowym i odwiecznym zasadom Kościoła, a więc istnienia czegoś na kształt wspomnianej wcześniej „równoległej jurysdykcji”!

Skoro w myśl nauczania II Soboru Watykańskiego papież Benedykt XVI uznawał schizmatyckiego (i heretyckiego) biskupa Aten za „wiernego sługę Pana Jezusa, godnego specjalnej wiekuistej zapłaty”, to można by w tym miejscu zapytać, na jakiej podstawie zwolennicy soborowej eklezjologii mogą twierdzić, że zbawienie można osiągnąć tylko w jedności z papieżem? Podobne przykłady jak ten można niestety mnożyć…

Antidotum na tą schizofrenię jest trzymanie się wiernie odwiecznej nauki Kościoła zawartej w Piśmie Świętym, Tradycji i dokumentach Magisterium, w jedności z biskupem Rzymu.

Na marginesie można dodać, wspomniany wcześniej papież Benedykt XVI, z czego chyba wielu nie zdaje sobie sprawy, tak hołubiony za ogłoszenie Summorum Pontificum , przez tradycjonalistów „w pełnej łączności” podkreślał w wielu miejscach, że nowa msza jest lepsza i bogatsza niż „stara”. Motywem przewodnim ogłoszenia w/w dokumentu była konieczność przywrócenia pozwolenie na odprawianie starej mszy, żeby mocniej osadzić nową, która jest lepsza.  Do takich autorytetów, przywoływanych przez pana Adama, jak Paweł VI, JP2 (cyt. „człowiek jest drogą Kościoła” SIC !), papież Franciszek się nie odniosę.

Obecne stanowisko Bractwa wyrażone w komunikacie x. Pagliaraniego z 23 listopada 2019 podkreśla, że istotą sporu toczącego się między Bractwem a Watykanem są kwestie doktrynalne, które „bezapelacyjnie pozostają najważniejsze” w relacjach z Rzymem, nie są zaś nimi np. kwestie związane z formalnym uregulowaniem statusu kanonicznego FSSPX, jak w swoim tekście utrzymuje p. Adam.

Na koniec tego wątku, można dodać za wielkim myślicielem, którego Pius XII nazwał XX-wiecznym doktorem Kościoła-Ditrichem von Hildebrandem: „Czyż wierność prawdziwej nauce Kościoła nie jest rzeczą nadrzędną wobec posłuszeństwa biskupowi?” ( Spustoszona Winnica, s. 11-12).

Posłuszeństwo w Kościele jest cnotą, a cnota nie pozwala, by działanie z nią zgodne, było mechaniczne i odłączone od rozumu. Cnota nigdy nie jest sprzeczna z naturą (tak jak i Doktor Anielski naucza, że łaska buduje na naturze), w tym wypadku z naturą rozumną człowieka.

Błędnie rozumiana Tradycja?

Sprawa pierwsza – skoro papież Jan Paweł II oskarża arcybiskupa Lefebrve’a o błędne rozumienie Tradycji i używanie błędnej jej definicji, to de facto oskarża go tym samym o herezję. Oczywiście, takie oskarżenie samo w sobie nie padło, bo tylko obrazowałoby absurdalność całej tej sytuacji. Otóż Arcybiskup zawsze powoływał się na jedną i tę samą definicję Tradycji – tę podaną nieomylnie do wierzenia przez Sobór Watykański I (słownie: pierwszy) w Konstytucji Dogmatycznej Dei Filius.W tekście pana Adama została zamieszczona definicja Tradycji, na którą powoływał się papież Jan Paweł II. Pochodzi ona z dokumentu Soboru Watykańskiego II Dei Verbum, przytaczam ją w całości:

[…] Tradycja ta, wywodząca się od Apostołów, rozwija się w Kościele pod opieką Ducha Świętego. Wzrasta bowiem zrozumienie tak rzeczy, jak słów przekazywanych, już to dzięki kontemplacji oraz dociekaniu wiernych, którzy je rozważają w sercu swoim (por. Łk 2,19 i 51), już też dzięki głębokiemu, doświadczalnemu pojmowaniu spraw duchowych, już znowu dzięki nauczaniu tych, którzy wraz z sukcesją biskupią otrzymali niezawodny charyzmat prawdy. […] (Dei Verbum 8).

Cóż ma dociekanie świeckich do treści Objawienia?! Kościół nigdy nie nauczał, że jakiekolwiek dociekania wiernych mają najmniejszy choćby wpływ na doktrynę czy moralność katolicką. Dociekliwi ponadto łatwo sprawdzą, że dokument powołuje się w tym zdaniu na fragment Ewangelii Łukasza: „Lecz Maryja te wszystkie słowa zachowywała (rozważała – przyp. autor), stosując w sercu swoim.” oraz „A matka jego wszystkie te słowa zachowała w sercu swoim.”. Cóż za obrzydliwa manipulacja Słowem Bożym! Bazując na fałszywie rozumianym zmyśle wiary (który zresztą kształtowany jest przede wszystkim prawem modlitwy, czyli przede wszystkim poprzez Mszę Świętą), wprowadzony został pełny subiektywizm względem doktryny i moralności, tak jakby była to rzecz, która podlega jakimkolwiek negocjacjom czy głosowaniom. I zaiste tak się stało, fundamenty wiary i moralności kruszone są przez kolejne to nowe synodalne głosowania. Co również warte podkreślenia, sukcesja apostolska sama w sobie nie gwarantuje „niezawodnego charyzmatu prawdy”, nieomylność w sprawach wiary i moralności została dana jedynie samym Apostołom, wraz z ich śmiercią narzędzie nieomylności w Kościele spoczywa w rękach biskupa rzymskiego (o ile zechce go użyć). Nieprzypadkowo dokument nie podaje tutaj żadnego przypisu (nawet tak zmanipulowanego jak powyższy), gdyż jest to wprost sprzeczne z definiowaną nauką na temat nieomylności wyrażonej przez konstytucję dogmatyczną Soboru Watykańskiego I Pastor aeternus (chociażby paragrafem 30. tejże konstytucji).                     

Pozostając przy nauczaniu Soboru Watykańskiego Pierwszego, przytoczmy więc definicję Tradycji nawiązującą do słów św. Wincentego z Lerynu (Commonitorium primum, c. 23; PL 50, 668):

Dlatego należy nieprzerwanie zachowywać takie znaczenie świętych dogmatów, jakie już raz określiła święta Matka Kościół, a od tego znaczenia nigdy nie można odejść pod pozorem lub w imię lepszego zrozumienia. Niech więc wzrasta i na różne sposoby mocno się rozwija rozumienie, wiedza oraz mądrość wszystkich razem i każdego z osobna, zarówno poszczególnych łudzi, jak i całego Kościoła, ze wszystkich pokoleń i wieków, ale tylko w swoim rodzaju, to znaczy w tej samej nauce, w tym samym znaczeniu i w tym samym sformułowaniu
Dei Filius 55-56 (Dz. 1800)

Gdyby ktoś mówił, że Objawienie Boże nie może uzyskać wiarygodności za sprawą zewnętrznych znaków, i dlatego kierować ku wierze powinno ludzi wyłącznie ich własne doświadczenie wewnętrzne, czy też prywatne natchnienie – niech będzie wyklęty.
 Sobór Watykański I, konstytucja dogmatyczna Dei Filius, Kanony o wierze, Kanon 3. (Dz. 1812)

Gdyby ktoś mówił, że jest możliwe, aby zgodnie z postępem wiedzy niekiedy należało dogmatom podanym przez Kościół, nadać inne znaczenie od tego, jakie przyjmował i przyjmuje Kościół – niech będzie wyklęty.
Sobór Watykański I, konstytucja dogmatyczna Dei Filius, Kanony o wierze i rozumie, Kanon 3. (Dz. 1818)

Ja bowiem otrzymałem od Pana, co wam też przekazałem. 1 Kr 11,23. Konsekracje

Konsekracja 4 biskupów przez abp Levebrve spotkała się z gwałtowną reakcją Jana Pawła II, który nałożył ekskomunikę na biskupów i samego abp Levebrve, który przy tej okazji powoływał się na stan wyższej konieczności. Jak widać dla niektórych/niewielu?/wielu? burzenie i sprzedawanie kościołów, zamienianie ich na dyskoteki, hotele, muzea, brak powołań, ich znaczny regres (pan Adam chyba wie, że jednym z bardziej dorodnych owoców soboru było odejście kilkudziesięciu tysięcy osób ze stanu kapłańskiego w przeciągu 10 lat od soboru), jak i ich formacja, przesiąknięcie zapożyczonymi z protestantyzmu obrzędami/zachowaniami, poluzowanie dyscypliny, brak szacunku do Sacrum, skandale obyczajowe a ponadto zabronienie odprawiania Mszy Świętej Wszechczasów i wprowadzenie na jej miejsce stylizowanej na mszę Cranmera sztucznego tworu, którego modlitwy pisano „na szybko” w knajpie na Zatybrzu (proszę darować sobie baśnie o „kanonie Hipolita”, który zresztą wystąpił, jako antypapież, bo tzw. II modlitwa eucharystyczna nie ma z nim prawie nic wspólnego) pod kierownictwem domniemanego masona abp Bugniniego przy czynnym udziale protestanckich pastorów jak i „teologów”, dzieci duchowych ekskomunikowanego T. de Chardina – dopełniło dzieła zniszczenia. Abp Lefebvre i kilku innych widzieli bomby zegarowe podłożone pod Kościół. Przenikliwie i dalekowzrocznie przewidywali ich skutki.  Czy to nie jest wystarczający stan uzasadniający wyższą konieczność?

Przy tej okazji należy sprostować jedno z wielu przekłamań, które pojawiło się w tekście pana Adama (jak to słusznie zauważył jeden z autorów komentarzy pod w/w tekstem) Stolica Apostolska nie miała „negatywnego stanowiska” w kwestii wyświęcenia biskupów przez abp Lefebvre’a, a tylko odraczała termin tego wyświęcenia, licząc, że arcybiskup wcześniej umrze, zanim to nastąpi, i wtedy cała sprawa utrzymania Tradycji by upadła. Tak więc, Watykan wydał zgodę, konsekwentnie opóźniając jej realizację.

Fakt, że pan Adam nie wspomniał ni słowem o tym, nie świadczy dobrze o warsztacie, dobrej woli czy rzetelności tekstu.

Groteskowe natomiast jest zdanie jakoby „Stolica Apostolska autorytatywnie stwierdziła, że nie można zastosować przepisu kan. 1323 (o stanie wyższej konieczności), nie miała bowiem miejsca żadna z przewidzianych tam okoliczności. Czy ja dobrze rozumiem-sugeruje pan, że Watykan po soborze/dzisiaj ma w ogóle wolę wyrażania czegoś autorytatywnie, zdecydowanie, jasno, niedwuznacznie?

Będąc konsekwentnym w sugerowaniu braku jedności FSSPX, i biorąc pod uwagę „słuszność” cytatu: 29 czerwca 1976 roku w Econe udzielił święceń kapłańskich bez zgody miejscowego biskupa ordynariusza. Za to zostaje na niego nałożona kara  suspensy a divinis. Karą zostają objęci również wszyscy kapłani i diakoni wyświęceni przez arcybiskupa, nie rozumiem pomijania osoby współzałożyciela i pierwszego przełożonego generalnego Bractwa Kapłańskiego Świętego Piotra (tak, tych w „pełnej łączności”) -x. J. Bisiga. Otóż x. Bisig został wyświęcony 27 czerwca 1977 r. przez śp. abp. M. Levebrve (czyli po nałożeniu kary suspensy, idąc dalej-sam też jest suspendowany?). Tą kwestię do rozważenia pozostawię panu Adamowi.

Poza tym, jeśli ktoś uważa, że nie ma różnicy w formacji seminarium przed soborem i po, to niech zważy na fakt, że aby zrobić seminarium „w pełnej jedności” trzeba było by część kapłanów FSSPX odeszła i stworzyła IBP, bo inaczej nie było by komu tam wykładać.

Po owocach ich poznacie (Mt 7,20)

Bractwo systematycznie zwiększa swój zasięg, pełni posługę w co raz większej ilość państw, liczba kaplic się zwiększa, nie posiada problemu z wykładnią nauki katolickiej, nie stosuje „ewolucji dogmatów”, kapłani Bractwa sprawuję Mszę Wszechczasów, seminaria się rozwijają…..jak wygląda natomiast sytuacja choćby na polskim podwórku dla wyznawców soborowej eklezjologii, fałszywego posłuszeństwa i „pełnej łączności”?

Czytając podobne teksty jak ten pana Adama, na dobrą sprawę można dojść do konkluzji, że jedynymi poza Kościołem, są zdaje się kapłani i wierni Bractwa. Dam sobie już spokój w cytowaniu wysoko postawionych duchownych z papieżami na czele, którzy w ciepłych słowach wypowiadali się i wypowiadają dalej o fałszywych religiach. Czy to też przejaw dobrze pojmowanego Magisterium?

Bractwo trwa na swoich pozycjach, gdyż w imię wierności Tradycji, nie może akceptować dwuznaczności,  których istnienie w dokumentach soborowych i praktyce pastoralnej, co widać gołym okiem, doprowadziło do opłakanych skutków. Banalizacja liturgii, upodabnianie się do ruchów heretyckich, nauczanie fałszywego miłosierdzia, irenizmu, otwartość i miłosierdzie dla każdego, tylko nie dla tradycjonalistów…

Ponadto, samo Bractwo funkcjonuje na zasadach jednoznacznie katolickich, wraz z obowiązującą (dość surową zresztą) dyscypliną, życiem wspólnotowym (zadziwiające jak bardzo porzucona praktyka życia apostolskiego w dobie ciągłego podkreślenia znaczenia wspólnoty!). Stanowi wyraźny kontrast wobec poczynań wielu innych kapłanów, nierzadko niestety również tych sprawujących Mszę Wszechczasów, którzy ze względu na swój pustelniczy tryb życia lub przytłaczający status bycia swoistym guru czy gwiazdą mediów społecznościowych, wielokrotnie wpadają w rozmaite sidła zastawiane przez Nieprzyjaciela, łącznie z praktycznym sedewakantyzmem. To jest właśnie jeden z najważniejszych powodów, dla których powstało zgromadzenie takie jak FSSPX.

Moim zdaniem główną przeszkodą na drodze „uznania” Bractwa stoi kwestia oddania sprawiedliwości dziełu abp. Lefebvre’a; sprawiedliwości, której on zawsze się domagał. Czy na dobrą sprawę pan Adam zna właściwą nazwę Bractwa a nie tą używaną potocznie? Jeśli nie, to polecam się z nią zaznajomić.

Pomniejsze złośliwości

Trudno jest traktować poważnie tekst, w którym nieprawidłowo przytoczono łacińskie określenie wskazujące na działanie ważne z mocy sakramentu. Napisać o czymś, co jest uczone na solidnych katechezach dzieci pierwszokomunijnych  jako o (cytat, pisownia oryginalna) „ex opero operata” jest czymś, co może wywołać uśmiech politowania.

Podobnie, jak na deklarowane motywacje przyświecające rzekomo napisaniu tego tekstu, podobnie jak i to podkreślanie „byłem sympatykiem”, co ma wywołać wrażenie obiektywności, jego całość ma wymowę (jak słusznie wykazano w komentarzach) wyjątkowo nierzetelną i gadzinową. Sama „notka biograficzna” Arcybiskupa, poza konwenansem w postaci daty urodzenia i kilku faktów, jest stworzona po to, aby zasugerować rzekome bycia „na cenzurowanym” już przed nadaniem tytułu arcybiskupa, rzecz jasna z całkowitym pominięciem jego sukcesów misjonarskich, co do których nikt, nawet najbardziej jego zaciekli przeciwnicy, obiekcji mieć nie mogą.

Również i zdanie „Deklaracja wywołała popłoch u wiernych i będzie przyczyną późniejszego konfliktu z papiestwem.” ma wymiar tylko i wyłącznie emocjonalny, bez pokrycia w rzeczywistości.

W jedny z rozdziałów użyto sformułowania „Status Eucharystii celebrowanych przez kapłanów Bractwa”. Wynika z tego że autor tekstu stosuje wymiennie pojęcia Msza oraz Eucharystia (w bardzo powszechnej manierze rzeczywistości posoborowej, nie powinno to szczególnie dziwić). Jest to oczywiście błąd, nie tylko zwykła czepliwość z mojej strony, gdyż w sposób naturalny zbliża pojęciowo do protestanckiego rozumienia mszy jako uczty, z Komunią wiernych jako jej integralną częścią. Eucharystia jest sakramentem (i to Najświętszym Sakramentem), a Msza zawiera w sobie ten sakrament (bo jej istotą jest podwójna Konsekracja oraz Komunia KAPŁANA), ale nie jest sakramentem jako takim. Bezpośrednie wiązanie aspektu Komunii wiernych z Mszą świętą zostało uroczyście potępione dogmatem Soboru Trydenckiego:

  1. Jeśli ktoś twierdzi, że we Mszy św. nie składa się Bogu prawdziwej i właściwej ofiary albo że składanie ofiary nie jest niczym innym, jak podawaniem nam Chrystusa do spożycia – niech będzie wyklęty.  

        (Sobór Trydencki, Sesja 22, Kanony o Mszy Świętej, Kanon 1; Dz. 948, cf. n. 938)

Proszę więc tej uwagi nie traktować jako tylko i wyłącznie złośliwość czy czepliwość. Nie sugeruję tutaj popadnięcia tym samym w herezję (a tym bardziej umyślną), jednak pragnę zwrócić uwagę, że używanie pewnej wszechobecnej nowomowy ma swoje poważne konsekwencje, często na pierwszy rzut oka wprost niewyobrażalne.

Na koniec sformułowanie z jednej strony zabawne, z drugiej jednak strony bardzo smutne. Pan Adam napisał w swoim tekście, tu dłuższy cytat:

Analizując wypowiedzi Lefebvre’a doszedłem do wniosku, że popełnił on kilka błędów. Po pierwsze – źle zdefiniował Tradycję. Zdefiniował ją jako naukę z okresu posttrydenckiego, kiedy to Kościół gwałtownie odciął się od herezji protestanckiej, równocześnie potępiając rzeczy, które w protestanckiej kontekście były nie do zaakceptowania. Po drugie – uczynił z niej absolut. Podczas, gdy absolutem jest doktryna, nauka Kościoła, którą kreuje Urząd Nauczycielski Kościoła. […]

Bardzo cieszy mnie, że przytoczony fragment rozpoczyna rozdział nazwany przez Autora jako: „Lefebryzm jako doktryna filozoficzno-teologiczna – moja ocena. Nie sposób się z tym nie zgodzić, jest to ocena własna, zresztą bardzo mierna. Tematowi definicji Tradycji poświęciłem osobny rozdział, jednak zawarte jest tutaj bardzo komiczne sformułowanie: „popełnił on kilka błędów. Po pierwsze – źle zdefiniował Tradycję. Zdefiniował ją jako naukę z okresu posttrydenckiego, kiedy to Kościół gwałtownie odciął się od herezji protestanckie” – czyli powoływanie się na definicję z okresu kiedy „Kościół gwałtownie odciął się od herezje protestanckie” (pisownia oryginalna) jest czymś błędnym? Czyżby więc jakiekolwiek odcięcie się od herezji było czymś błędnym w opinii pana Adama? Drugim „zarzutem” jest to, że „uczynił z tego absolut”. Otóż Bogu niech będą dzięki za to, że uczynił, bo czynił jedynie to, co zostało przekazane jako nieodwołalne i nieomylne nauczanie uroczyste Kościoła katolickiego wyrażone na Soborze Trydenckim, Soborze Watykańskim I (słownie: pierwszym) oraz w tak licznych dokumentach papieskich, że na samo wymienienie ich tytułów zabrakłoby tu miejsca. Nie robił absolutnie poza przekazywaniem tego, co sam otrzymał (por. 1 Kor 11,23).

Uwaga na marginesie, Kościół nie „kreuje” doktryny ani swojego nauczania. Stworzycielem (Kreatorem) jest sam Bóg, Kościół jedynie PRZEKAZUJE doktrynę, podaje ją do wierzenia, zawsze w tym samym osądzie i sformułowaniu (por. definicję Tradycji w dokumentach Vaticanum I). Czy więc doktryna z „okresu postrydenckiego” nie jest już obowiązującą doktryną? Tekst pana Adama pokazuje, że sam zachwyt nad pięknymi formami liturgicznymi i ogólny liturgiczny estetyzm to nie wszystko, że nawet w takim wypadku można pisać jak rasowy modernista pierwszej wody, szczególnie gdy wymagają tego semantyczne szpagaty mające na celu dyskredytowanie Bractwa oraz arcybiskupa Lefebrve’a. Podobnie i samo sformułowanie, być może jedynie niefortunne, wskazywać może na to, że Autor wierzy w tzw. prawdy dynamiczne.

Moja ocena tekstu pana Adama-mała wiedza, złe źródła, złe konkluzje, brak łączenia faktów i wyciągania wniosków. Kilka numerów Zawsze Wiernych to jednak zbyt mało żeby zrozumieć. Odsyłam do numerów wcześniejszych, tam wszystkie te kwestie są poruszane.

Podsumowanie

W kazaniu podczas konsekracji biskupich w 1988 r. założyciel Bractwa powiedział: Wydaje mi się, umiłowani bracia, że słyszę głosy wszystkich owych papieży od Grzegorza XVI, głosy Piusa IX, świętego Piusa X, Benedykta XV, Piusa XII, którzy wołają do nas: «Ale na miłość Boską, na miłość Boską, co wy robicie z naszą nauką, z naszymi kazaniami, z wiarą katolicką? Czy chcecie jej się wyrzec? Czy chcecie dopuścić do tego, aby ona umarła na tym świecie? Na miłość Boską, musicie trwać w zachowywaniu tego skarbu, który wam przekazaliśmy! Nie opuszczajcie wiernych! Nie opuszczajcie Kościoła! Albowiem od soboru nawet to, co my potępiliśmy, jest przyjmowane i nauczane przez władze rzymskie. Jak to jest możliwe? Potępiliśmy liberalizm, potępiliśmy komunizm, socjalizm, modernizm, sillonizm. Wszystkie te błędy, które potępiliśmy, są obecnie nauczane przez władze Kościoła, przyjęte, bronione! Czy to możliwe? Jeśli niczego nie uczynicie, aby kontynuować Tradycję Kościoła, który został wam powierzony, wszystko przepadnie! Kościół zginie, wszystkie dusze przepadną!».

Sławomir Wełniński, Robert Nelke

Redakcja

Czytaj Wcześniejszy

Trwają zapisy na V edycję turnieju piłkarskiego "Cześć Ich pamięci!"

Czytaj Następny

Szymon Adamik: Protekcjonizm ekonomiczny w praktyce. Dzieło i myśl Friedricha Lista

Zostaw Odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *