Suwerenność wobec zagranicznego kapitału - bez niej nie powstanie Wielka Polska

Nasza gospodarka jest zdominowana przez zagraniczny kapitał, poczynając od prasy i banków, a kończąc na... drogach. Spółki, dawniej polskie, dziś są własnością ponadnarodowych korporacji. Z drugiej strony, polskie inwestycje za granicą są utrudniane przez inne państwa i wygaszane.

Media

Często zdarza się, że kilka gazet, kanałów telewizyjnych, stacji radiowych należy do jednego globalnego inwestora. Budzi to obawy co do rzetelności przekazywanych faktów, kiedy poszczególne portale są uzależnienie finansowo i politycznie od właściciela. Dychotomię podawanych informacji mogliśmy zobaczyć na przykładzie pandemii koronawirusa, kiedy część mediów bagatelizowała problem, a część podsycała poczucie paniki. Jest to również do zauważenia podczas każdych wyborów, gdzie duża część portali głównego nurtu solidarnie wspiera tylko jednego kandydata.

Tzw. „wolność mediów” w praktyce oznacza prawo milionerów (oraz państw posiadających kapitał) do wyrażania własnych opinii i realizacji swoich interesów, niezależnie od prawdy czy interesu narodowego. To nie jest wolność dla ludzi i narodów, ale tyrania nad ich umysłami i duszami. 

Monopol na informację mają Amerykanie, Niemcy, Francuzi, ale nie Polacy

Według raportu z konferencji CMWP SDP rynek telewizyjny w Polsce stanowią w 30% firmy polskie, a 70% zagraniczne. Mimo ogromnej przewagi kapitału zagranicznego, w 2020 roku największą oglądalnością cieszyły się stacje należące do Telewizji Polskiej, z łącznym wynikiem 23%. Grupa Discovery, do której należy między innymi TVN czy TTV zanotowała oglądalność na pułapie 19%, co daje drugie miejsce w udziałach rynku telewizyjnego. TVN powstała pierwotnie jako telewizja należąca do polskiej firmy ITI, utworzonej w 1984 roku. Stacja została zakupiona w 2015 roku przez holding Scripps Networks Interactive, której siedziba znajduje się w USA. Następnie w 2018 roku przejął ją koncern Discovery.

CZYTAJ TAKŻE: Czy Wojskowe Służby Informacyjne brały udział w powstaniu TVN-u?

W przypadku radia sytuacja prezentuje się nieco lepiej. W najczęściej odsłuchiwanych audycjach nieznacznie przeważają nadawcy z zagranicznym kapitałem — 51% udziału w rynku. Według Radio Track Kantar Polska do najchętniej odsłuchiwanej radiostacji w zeszłym roku należał RMF FM. Podobnie jak w wypadku rodzimego TVN, RMF zostało założone przez  Stanisława Tyczyńskiego, byłego działacza Solidarności i było pierwszym komercyjnym radiem w Polsce. W 2007 roku zakupił je niemiecki Bauer. Spółka ta funkcjonuje na rynku niemieckim od 1875 roku i od pięciu pokoleń jest zarządzana przez rodzinę niemieckich miliarderów Bauerów. Niemiecki holding jest właścicielem mediów w wielu krajach, przez co ma duże oddziaływanie na lokalną politykę. Operuje łącznie w 17 państwach i posiada 600 czasopism, 400 stron internetowych oraz 50 stacji radiowych i telewizyjnych.

CZYTAJ TAKŻE: Turecki organ nadzorujący media nakazał Netflixowi usunięcie filmu „Cuties”

Na drugim miejscu wśród najpopularniejszych znajduje się Radio ZET, będący własnością czeskiej SFS Ventures, która posiada jeszcze m.in. Antyradio. Kolejne pozycje należą już do polskiej Eski i Jedynki.

Jak wynika z badania Gemius/PBI przeprowadzonego w styczniu 2020, wśród ogólnopolskich portali informacyjnych najchętniej odwiedzane były WP, Onet oraz strony Radia ZET i TVN24. Na 4 pierwsze miejsca, 3 należą do kapitału zagranicznego. Niemiecko-szwajcarski Onet, Radio ZET i TVN. Łącznie te najpopularniejsze serwisy z obcym kapitałem miały blisko 29 mln odwiedzających.

Onet jest własnością Ringier Axel Springer. W portfolio tej niemiecko-szwajcarskiej spółki znajdują się takie serwisy jak Medonet, Newsweek Polska, Forbes Polska, Fakt, Noizz, czy Przegląd Sportowy. Wszystkie powyższe strony brały udział w proteście „Media bez wyboru”, co było reakcją na ustawę nakładającą podatek od reklam. Korporacja kontroluje jedne z popularniejszych mediów polityczno-informacyjnych. Oba, Newsweek i Noizz mają przekaz lewicowy, a ich strony obfitują wręcz w artykuły poświęcone tematowi LGBT, niemoralnemu życiu, które kreują przekaz, że głównym celem człowieka jest zaspokajanie jego żądz. A także regularnie wypuszczają artykuły atakujące z pozycji lewicowo-liberalnych polski rząd i wartości Polaków, jak również o tym, że na największej manifestacji patriotycznej w Europie maszerują głównie chuligani i faszyści albo poświęcone nagonce na polskich żołnierzy stacjonujących przy granicy.

CZYTAJ TAKŻE: „Media bez wyboru” - koniec wolności słowa? Komentarz redakcji

Właściciele mediów w Polsce to w większości wielonarodowe spółki, zdominowane przez kapitał niemiecki, które przeważają finansowo nad polskimi firmami. Ich dominację widać wyraźnie w sektorze prasowym, gdzie tak naprawdę oprócz języka polskiego, poszczególne tytuły z naszym krajem nie mają zbyt wiele wspólnego. Przekazują dyktat i interesy obcych państw lub jednej jednostki zarządzającej korporacją. To wszystko dzieje się niezależnie od krajowego rządu, wyborów ludności. To monopol informacyjny, który stoi ponad demokracją, w którym nie ma mowy o pluralizmie, kiedy dziesiątki, z pozoru różnych serwisów, jest ze sobą powiązanych.

Jak się chronić?

Czasami wprowadza się elementy regulujące rynek medialny, tak żeby mógł on dalej służyć w gospodarce, ale blokować ewentualne szkodliwe działania. W Polsce obowiązują ograniczone przepisy ograniczające nadużycia prywatnych przedsiębiorstw w sferze informacyjnej. Jest to art. 35 ust. 2 ustawy o radiofonii i telewizji, koncesję na nadawanie może być przyznana, jeżeli „udział kapitałowy osób zagranicznych w spółce lub udział osób zagranicznych w kapitale zakładowym spółki z ograniczoną odpowiedzialnością lub spółki akcyjnej, a w przypadku prostej spółki akcyjnej – w ogólnej liczbie akcji tej spółki, nie przekracza 49 proc.”.

Koncesja może być jednak nadana osobie zagranicznej, gdy „siedziba lub stałe miejsce zamieszkania znajduje się w państwie członkowskim Europejskiego Obszaru Gospodarczego”. Ograniczenie można więc łatwo obejść, kiedy przedsiębiorstwo prowadzące działalność poza EOG, założy w nim swoją filię. Partia Prawo i Sprawiedliwość nie tak dawno złożyła nowelizację tej ustawy, która zaostrzałaby przepływ informacyjny zagranicznego kapitału. Zmienia ona koncesję, która mogłaby być udzielona „jeżeli bezpośredni lub pośredni udział kapitałowy osób zagranicznych w spółce lub bezpośredni lub pośredni udział osób zagranicznych w kapitale zakładowym spółki z ograniczoną odpowiedzialnością lub spółki akcyjnej, a w przypadku prostej spółki akcyjnej – w ogólnej liczbie akcji tej spółki, nie przekracza 49%”. Kolejny warunek to „siedziba lub stałe miejsce zamieszkania znajduje się w państwie członkowskim Europejskiego Obszaru Gospodarczego, pod warunkiem, że osoba taka nie jest zależna, w rozumieniu Kodeksu spółek handlowych, od osoby zagranicznej, której siedziba lub stałe miejsce zamieszkania znajduje się w państwie niebędącym państwem członkowskim Europejskiego Obszaru Gospodarczego”.

Zmiana tego przepisu oznacza, że koncesji nie otrzyma firma, która posiada siedzibę w EOG, ale jest zależna od spółki, która ma siedzibę poza nią. W Polsce najbardziej uderzyłoby to w Grupę Discovery, największą spółkę medialną z USA, dlatego ustawę roboczo nazwano „Lex TVN”. Amerykanie dotąd obchodzili ustawę o koncesji, ponieważ kontrolują TVN za pomocą zarejestrowanej w Holandii spółki Polish Television Holding BV. Prezydent Andrzej Duda niestety wyłamał się z szeregu partyjnego i zawetował tą nowelizację. Decyzję PAD od razu zachwalił Joe Biden, a także skomentował na Twitterze charge d’affaires ambasady Stanów Zjednoczonych Bix Aliu. „Dziękuję Panie Prezydencie za przywództwo i zaangażowanie dla wspólnych wartości demokratycznych oraz za ochronę klimatu inwestycyjnego w Polsce. Razem sojusznicy są silniejsi!” - napisał. Panu prezydentowi zależy na ociepleniu swojego własnego wizerunku wobec niepewnego sojusznika, nawet kosztem suwerenności. Rynek nie jest celem samym w sobie, ale narzędziem, którego trzeba dostosować, gdy chodzi o strategiczne dziedziny życia narodowego jak np. energetyka czy właśnie — obieg informacji. Czy rząd USA posiada jakiekolwiek kompetencje to komentowania naszej protekcjonistycznej polityki? Nie, wiele krajów Europy, a nawet same USA posiada jeszcze bardziej restrykcyjne przepisy w tej dziedzinie niż Polska.

Amerykańskie prawo wyklucza przyznawanie koncesji na nadawanie programów radiowych i telewizyjnych obywatelom innych państw. Udział obcych podmiotów w spółkach medialnych nie może przekroczyć 20 proc. Ograniczane są również pośrednie inwestycje zagraniczne – spółki radiowe i telewizyjne zasadniczo nie mogą być kierowane przez podmioty, w których ponad 25 proc. stanowi kapitał spoza USA.  Ponadto Federalna Komisja Łączności może zablokować koncesję, jeśli stwierdzi, że służy to interesowi publicznemu. W Zachodniej Europie prawo jest trochę bardziej zliberalizowane, lecz nadal jest rygorystycznej niż w Polsce. Wedle francuskiego prawa żaden cudzoziemiec nie może posiadać więcej niż 20 proc. udziałów spółki z licencją na nadawanie radia lub telewizji w języku francuskim ani innego medium. Utrudnia się także monopolizację przez przeciwdziałanie koncentracji krzyżowej - posiadanie kilku form mediów jednocześnie. W Niemczech od grudnia 2018 roku obowiązuje nakaz posiadania przez przedsiębiorstwo medialne wkładu kapitału krajowego lub pochodzącego z UE bądź Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu, w wysokości gwarantującej min. 10 proc. głosów w organach decyzyjnych. Prócz działania prewencyjnego, inne państwa posiadają już i tak duży udział krajowych firm w porównaniu do zagranicznych. Na Węgrzech, ponad 80% rynku medialnego należy do rodzimego kapitału.

Do sukcesów dzisiejszej władzy zdecydowanie można zaliczyć wykupienie koncernu Polska Press przez PKN Orlen. Polska Press była grupą wydawniczą wchodzącą w skład Verlagsgruppe Passau, niemieckiego potentata prasy regionalnej, który był również właścicielem ponad 20 z 24 wydawanych w Polsce dzienników regionalnych. Zakup został ostro skrytykowany przez Niemiecki Związek Dziennikarzy, który w obawie przed utratą wpływów zaapelował do Komisji Europejskiej. „Komisja Europejska nie może bezczynnie przyglądać się, gdy narodowo-konserwatywna partia PiS likwiduje krok po kroku niezależne dziennikarstwo” – możemy przeczytać w oświadczeniu niemieckiego stowarzyszenia. Solidarnie sprzeciw wyraziła również nasza opozycja, powtarzając wyrecytowany tekst o zamachu na „wolne” media, bojąc się, że nagle stracą część tych mediów, która nie będzie ich wspierać. To niemal jawna kolaboracja. Dla Niemców zawsze najważniejszy jest interes niemiecki, niestety dla części Polaków również.

CZYTAJ TAKŻE: Michał Maliński: Największy grzech polskich narodowców

Problemu nie byłoby, gdyby nie pozwolono na monopolizację mediów przez słabe rządy na początku transformacji ustrojowej. Na początku XXI wieku ponad 85 % mediów w Europie Wschodniej i Środkowej znajdowało się w rękach inwestorów zagranicznych, z których trzy czwarte pochodziło z Niemiec. Większość z nich była zainteresowana tylko zyskami. Niemiecka Grupa WAZ ( trzecie największe przedsiębiorstwo medialne w Niemczech, jest właścicielem aż 500 wydawnictw) inwestowała w tych krajach, w których prawo antymonopolowe nie zostało jeszcze opracowane. Nie interesowała ich demokratyzacja społeczeństw, w których pracowali.

Cztery lata temu tvp.info opublikował fragmenty rozmowy byłego premiera Waldemara Pawlaka z jednym z najbogatszych Polaków Michałem Sołowowem: „Można by sobie nawet wyobrazić, że do takiej firmy jak TVN opłaci się dopłacić, żeby mieć taki wpływ na politykę jak TVN. Niemcy sobie kupili — przez inwestycję w Axel Springer – Fakt, Newsweek, Onet. To są przykłady, gdzie ja mogę jednak powiedzieć, że na Tuska większy wpływ ma artykuł w Fakcie niż opinia Konfederacji Pracodawców czy Komisji Trójstronnej. (…) Dzisiaj oddziaływanie mediów, które są pod kontrolą różnych międzynarodowych koncernów, jest dużo większe na polski rząd niż wszystkich przedsiębiorców razem wziętych” – powiedział członek PSL.

Wróg wewnętrzny

Polsce oprócz mierzenia się bezpośrednio z kapitałem zagranicznym zagraża nam także obcy dryf ideologiczny, który wspiera pośrednio lub bezpośrednio lewicowe ruchy w naszym kraju. Największy wydawca lewicowej publicystyki, Stowarzyszenie im. Stanisława Brzozowskiego (o ironio nie tak dawno Brzozowskiego na patrona roku obrała Młodzież Wszechpolska) wydaje przede wszystkim „Krytykę Polityczną” i książki. Stowarzyszenie nie mogłoby funkcjonować, gdyby nie granty od pozarządowych organizacji. W 2020 roku stowarzyszenie uzyskało 4 mln zł sponsoringu, w tym większość to 1,92 mln zł od Open Society Institute powiązanego z George’em Sorosem. Drugim sponsorem  jest Urząd Miasta Warszawy - 900 tys. zł od  na projekt Centrum Jasna. To znacząco więcej niż dochód z wydawnictwa i portalu. Do końca rządów PO stowarzyszenie było dotowane również ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Pieniądze publiczne wydawane są na antypolską propagandę w przekazie medialnym oraz promocję szeroko rozumianego marksizmu. W kontekście niedawnego protestu w sprawie zmiany nazwy Ronda Dmowskiego Krytyka Polityczna przyznała, że to bardzo dobry pomysł, by wymazać Romana Dmowskiego z pamięci. Idee Dmowskiego porównała do narodowego socjalizmu, a jego osiągnięcia w budowie niepodległej Polski uznała za marginalne, a nawet szkodliwe.

Mając na uwadze, kto sponsoruje KP, na podstawie wielu ich artykułów widzimy, że te czasopismo  jest w stanie wpierać każdą stronę, byle niepolską. W 2014 roku pojawił się pomysł, żeby wybudować Pomnik Sprawiedliwych obok Muzeum Historii Żydów Polskich. Pomnik upamiętniający prawie 6400 Polaków, którym Instytut Yad Vashem przyznał tytuł Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata przypadł do gustu nawet ambasadorowi Izraela, Szewachowi Weissowi - „Oni zasługują na bardzo istotne miejsce w Muzeum Historii Żydów Polskich. Pomnik Sprawiedliwych im się po prostu należy”. Z tym stanowiskiem nie zgodziła Krytyka Polityczna, której zdaniem taki pomnik będzie przeszkodą w eksponowaniu „silnego antysemickiego przekonania” wśród Polaków.

„Chcemy wyrazić głęboki sprzeciw wobec akcji budowy pomnika Sprawiedliwych w pobliżu Muzeum Historii Żydów Polskich. Tym bardziej boleśnie nas to dotyka, że pomysł ten wyszedł ze strony środowiska żydowskiego” - rozpoczyna się list KP.

Oprócz środowisk żydowskich, od „KP” dostaje się oczywiście Polakom, których zdaniem autorów listu należy pamiętać jako „antysemitów bez skrupułów”, żywiących „wrogość i pogardę” wobec Żydów. Jak czytamy w liście otwartym lewicowej organizacji, Polacy ratujący Żydów to była mniejszość, dlatego też zdaniem „KP” - nie należy im się pomnik obok Muzeum Żydów Polskich.

„Dla zainteresowanych prawda o Sprawiedliwych jest znana, dla większości jednak nadal pozostaje mglista. Nadal nie dość powtarzać, że NIE działali oni w imieniu narodu polskiego.

„Była ich garstka, a największym, śmiertelnym zagrożeniem dla nich byli inni Polacy; sąsiedzi, znajomi, niejednokrotnie członkowie własnej rodziny, a także członkowie narodowo zorientowanych sił podziemia lub ci z każdej innej formacji, którzy przy różnych poglądach politycznych mieli silne antysemickie przekonania. Polski antysemityzm był przed wojną wszechobecny i pozbawiony skrupułów. Żydów traktowano z rosnącą wrogością i pogardą” - czytamy w dalszej części tekstu.

CZYTAJ TAKŻE: LGBT i kapitalizm

W 2017 roku, po konferencji w Warszawie, dotyczącej możliwości finansowania progresywnych organizacji pozarządowych ze środków UE narodziło się konsorcjum Civitates. Konferencję organizowało Europejskie Centrum Fundacji. Civitates zrzesza organizacje progresywne, w tym fundacje Sorosa i udziela grantów m.in. takim polskim grupom jak: Krytyka Polityczna, Oko Press czy Strajk Kobiet, Fundacja Reporterów, Fundacja Pismo, Stowarzyszenie Klon/Jawor, Fundacja Roberta Schumana.

Giełda i inwestycje. Od transformacji do dziś

Rewolucja lat dziewięćdziesiątych nie miała na celu dobra obywateli.
Jej celem było zniszczenie przemysłu i zawłaszczenie własności przez obcy kapitał.

Andrzej Lepper

Upadek żelaznej kurtyny i rozpoczęcie nowej ery globalizacji Polacy potraktowali jak przybycie do Eldorado. Zaczęły spływać do nas masowo zagraniczne produkty, pojawiały się pierwsze fast-foodowe sieci McDonalds, fabryki części Peugeota itp. Tak nagłe otwarcie się na rynek zewnętrzny bez uprzedniego przygotowania zadziałało jak szok termiczny. Ten schemat istnieje od czasów kolonialnych i zazwyczaj wygląda mniej więcej tak: Do kraju o niższym poziomie rozwoju przyjeżdża zagraniczny inwestor, który już na starcie posiada dużo wyższe możliwości produkcyjne, przywozi technologię opracowaną u siebie, a na miejscu korzysta tylko z taniej siły roboczej. Mały lub średni przedsiębiorca stojący w obliczu zagrożenia ze strony dużego kapitału z pozoru może w niektórych przypadkach kontynuować swoją działalność i osiągnąć zysk, ale wiszące nad nim zagrożenie znacznie wzmacnia poczucie niepewności. Do tej pory walczył z równymi sobie, ale w konkurencyjnej walce z monopolami staje przeciwko gigantom.

Polska neokolonią

Problemem transformacji nie było jedynie słabe przygotowanie polskich przedsiębiorstw do rywalizacji na globalnym rynku, ale brak jakichkolwiek  możliwości rozwoju spowodowany dziką reprywatyzacją. Efektem było zmarnowanie szansy, kiedy najlepsze przedsiębiorstwa, które miały szanse konkurowania na zagranicznych rynkach, zostały zakupione jedynie w celu ich zamknięcia. Przykłady można mnożyć. Byłby to wrocławski Zakład Komputerowy Elwro, który zakupił niemiecki Siemens, żeby zwolnić wszystkich pracowników, a w jednym pozostałym budynku wprowadzić marginalną produkcję wiązek przewodów do komputerów produkowanych w Niemczech. Zakłady Radiowe Diora - z pierwszej polskiej fabryki produkującej odbiorniki radiowe zwolniono ponad 90% pracowników, a współcześnie po wielkim zakładzie został jeden budynek w Świdnicy, zajmujący się jedynie produkcją obudów kolumn głośnikowych. Państwowe Przedsiębiorstwo Polam, produkujące urządzenia świetlne w Poznaniu, gdzie w jednym pozostałym budynku produkuje się kartony. Zlikwidowano Megatex w Warszawie, przedsiębiorstwo realizacji obiektów elektrycznych i przemysłowych. Zakłady Produkcji Papieru i Celulozy w Kwidzynie, które wytwarzały połowę papieru gazetowego w Polsce i były największym w Europie producentem celulozy. Sprzedano je w 1990 r. amerykańskiemu koncernowi International Paper Group. Inwestor zapłacił 120 mln dol. za 80 proc. akcji. W późniejszych latach dokupił pozostałą część od pracowników i Skarbu Państwa. Dostał jeszcze za to od rządu kilkuletnie zwolnienie podatkowe, które opiewało na kwotę 142 mln dol. Pierwszą decyzją po zakupie było podniesienie cen papieru o 150%. W „Journal of Business Strategy” jeden z byłych dyrektorów chwalił się, mówiąc, że polski rząd wydał na zbudowanie fabryki do czterech razy tyle, za ile ją sprzedał. W zeszłym roku zakład przeszedł do kolejnych rąk, IP odsprzedał zakład austriackiej grupie papierniczej Mayr-Melnhof Karton AG.  Inny przykład to cementownie Górażdże i Strzelce Opolskie, jedne z licznych inwestycji dokonanych za Gierka, w latach 90. sprzedano je firmom belgijskim.

Czy to oznacza, że mamy się zamknąć i postawić na autarkię? Bynajmniej. Są przykłady państw, gdzie transformację przeprowadzono poprawnie. Wystarczy przyrównać przemiany po roku 1991 w Rosji i w Chinach, gdzie te drugie przeprowadziły je samodzielnie . W 1990 roku PKB Chin wynosiło 60% PKB Rosji, ale po 10 latach proporcja się odwróciła, przy jednoczesnym spadku rozwarstwienia społecznego w Chinach. Innym dobrym przykładem są gospodarcze tygrysy azjatyckie, jak Japonia, Korea, Tajwan, które otwierały się na rynek stopniowo, stosując silną politykę protekcjonistyczną. Stosowane bariery chroniły miejsca pracy, a firmy mogły liczyć na pomoc finansową ze strony państwa. Wzorcem z zachodu zaś może być Kanada, która po II WŚ stała się intratnym miejscem inwestycji z USA. Chcąc się uniezależnić, wydawała ustawę Investment Canada Act. W sytuacji, gdy zagraniczna firma otworzy swoją filię w Kanadzie, nie może być ona zwykła linią montażową, ale ma być niezależną, zintegrowaną pionowo całością, w pełni odpowiedzialną za co najmniej jedną funkcję produkcyjną. Tak oto zagraniczni inwestorzy zostali zmuszeni do korzystania z kanadyjskich surowców, prowadzenia badań rozwojowych, a także wspierania kanadyjskich organizacji kulturowych.

CZYTAJ TAKŻE: Kard. Stefan Wyszyński: Kościół a duch kapitalizmu

Teoria, którą można przyrównać do denialistów zmian klimatycznych czy rewizjonistów Katynia jest sformułowanie „Kapitał nie posiada narodowości”. Swobodny przepływ kapitału nigdy nie zlikwiduje poczucia narodowej przynależności jednostek. Dla Francuzów, Niemców, czy Koreańczyków wybór obcego produktu jest rzadkością. Ich rodzime firmy i konsumenci wiedzą, że pieniądze zostaną najlepiej spożytkowane, jeśli wydadzą je lokalnie, napędzając swój przemysł, budując kapitał i zmniejszając bezrobocie. W Polsce taki wybór jest utrudniony, gdyż pozbyliśmy się swojego kapitału. Obecnie jedynie 13% polskich przedsiębiorstw wykorzystuje w reklamie swoje pochodzenie, a Polska jako kraj produkcji jest oznaczany tylko na 28% ich produktów. Brak solidaryzmu gospodarczego powoduje, że naszym firmom nie opłaca się tworzyć patriotycznego marketingu. Międzynarodowe korporacje, mimo prowadzenia działalności ogólnoświatowej, zawsze pozostają korporacjami danego narodu. To w swoich państwach prowadzą badania i najwięcej płacą pracownikom. W razie kryzysu, politycznego czy gospodarczego, wycofują się do swoich krajów macierzystych, jeśli muszą zamykać fabryki, u siebie robią to w ostateczności. Tak zrobił choćby Fiat w 2010 r., przenosząc produkcję z Tych do Neapolu.

Zyski wypracowane w Polsce zasilają skarb innych państw

Spora część zysków wypracowanych przez polskie przedsiębiorstwa nie zostaje tutaj, ale wypływa do zagranicznych krajów w ramach dywidend. Dzieje się tak, gdy spółka lub udziałowiec ma swoją siedzibę za granicą. Co roku szerokim strumieniem odpływa w ten sposób nawet kilka miliardów złotych. Te kwoty trudno tak naprawdę dokładnie oszacować, gdyż posiadacze mniej niż 5% udziałów nie są notowani na giełdzie. Zamiast inwestować w kraju prowadzenia biznesu, zostawiać pieniądze w obiegu, powodują ujemny bilans kredytowy.

Największym beneficjentem jest Bank Handlowy, co roku przetransferowuje blisko pół miliarda złotych do USA. Właścicielem BH jest amerykański Citibank, największy bank w Stanach Zjednoczonych. Komisja Nadzoru Finansowego także pozwoliła hiszpańskiemu Banco Santander przelać z zarządu Santander Bank Polska 70 proc. całej zarobionej puli  na dywidendę, a mowa o prawie 250 mln zł.

Budimex, który odpowiada za budowę wielu dróg w Polsce, jest podmiotem hiszpańskiego Ferrovial Construction. W 2020 zarobił 214 mln zł za budowę i użytkowanie infrastruktury dla polskich kierowców. Z kolei najdłuższa autostrada A4 Katowice-Kraków została postawiona Stalexport Autostrady, która należy do włoskiej grupy Atlantia.

Duże zyski płyną do Holandii. Bank ING wypłaciło dywidendę 663 mln zł. Popularne alkohole jak Tatra, Żywiec, Brackie, Warka są markami przynależącymi do śląskiej Grupy Żywiec, a ta z kolei jest własnością Heineken.

Podobną taktykę stosują również polscy przedsiębiorcy, w celu unikania zobowiązań przenoszą się do rajów podatkowych, jak np. Luksemburg. Marek Piechocki, właściciel popularnej marki Reserved i Cropp, zarejestrował swoją działalność nie w Polsce, ale na Malcie. Podobnie jest w spółce Impel, której udziałowcami są polscy biznesmeni, ale sprawują nad nią kontrolę w Czechach.

Polska jest mocnym graczem w branży chemicznej, ale np. zakłady PCC Exol czy PCC Rokita należą do konkurenta z Niemiec (PCC Chemicals). Stąd spora część zysków nie zostanie w naszym kraju.

Przykłady pozornie polskich firm można wymieniać w nieskończoność.

Lewiatan — portugalski Eurocash.
Allegro — przejęte przez południowoafrykańskiegi koncern mediowy Naspers.
Wedel, pierwsza w Polsce fabryka czekolady założona 1845 r.—  dziś jej właścicielem jest japoński koncern Lotte Group.
Winiary, polska firma od 1947, aż do 1994 roku, — obecny właściciel Nestlé
Nawet PWN nie jest już polski — Od 1992 w rękach międzynarodowego przedsiębiorstwa Luxembourg Cambridge Holding Group (LCHG) za którym stoi amerykański inwestor.

Niestety ta liczba rośnie. Centralny Ośrodek Informacji Gospodarczej poinformował, że od 1 stycznia 2019 r. do końca grudnia 2019 r. wśród nowo rejestrowanych firm w KRS, powstało 8820 firm z udziałem kapitału zagranicznego. Oznacza to wzrost o prawie 12 proc. w stosunku do dotychczas rekordowego 2018 r.

W porównaniu - Polska za granicą

Zagraniczne korporacje w naszym kraju mogą liczyć na wiele ulg, zwolnień z podatku i podobne (Np: Orange, który w ostatnich pięciu latach zapłacił jedynie 17 milionów złotych podatku, a otrzymał 800 milionów złotych pieniędzy publicznych). Niestety nasze firmy nie mogą korzystać z równoznacznego traktowania i są dyskryminowane na rynku europejskim. Najnowszym przykładem jest Francja, z której ostatnimi czasy często przychodzą skargi Polaków, którzy postanowili prowadzić tam biznes. Panie europoseł  – Beata Szydło, Elżbieta Rafalska, Joanna Kopcińska i Anna Zalewska interweniowały do Komisji Europejskiej w tej sprawie.

Problemem są masowe badania Inspekcji Sanitarnej, która prowadzi działania kontrolne wymierzonych wyłącznie w przedsiębiorców z konkretnych państw, w tym z Polski, a nie zaś we wszystkich przedsiębiorców wykonujących działalność w danej branży. „W wyniku kontroli firmy mają być uznawane za działające nielegalnie na terytorium Francji, za co zgodnie z przepisami wprowadzonymi w 2018 roku grożą bardzo wysokie kary finansowe, sięgające nawet 30 tys. euro lub więzienie. Jak informują przedsiębiorcy, rzeczywistym celem kontroli nie jest wykrywanie nieprawidłowości, ale wywarcie presji na polskie firmy i w rezultacie zmuszenie ich do przeniesienia części lub całości działalności na stałe do innego państwa, a co za tym idzie – składek i podatków” – zaznaczyły.

CZYTAJ TAKŻE: Śmierć korporacjom, wolność dla narodu!

Dyskryminujące działania ustanawia także na poziomie unijnym Bruksela. W 2017 roku w życie weszła dyrektywa o delegowaniu pracownika przewozowego po 3 dniach do kraju macierzystego. W przypadku przewoźnika z Włoch, czy Francji, dostarczającego produkty na zachodzie nie jest to problem, ale w przypadku transportu z Europy środkowo-wschodniej kierowcy muszą pokonać setki tysięcy kilometrów więcej, przy takim samym czasie.  Jak pokazuje najnowsze badanie Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów ACEA, największa liczba ciężarówek, samochodów dostawczych  w Europie pochodzi z Polski, która posiada niemal 1,2 mln ciężarówek, tuż za nią plasują się Niemcy z jednym milionem. Ta dominacja jest solą w oku państw starej Unii. Francja i Niemcy, a także Austria, wprowadziły swoje krajowe przepisy nakładające na przewoźników w transporcie międzynarodowym obowiązek stosowania wobec kierowców płacy minimalnej stosowanej w kraju dowozu. To drastycznie podnosi koszty i zmniejsza konkurencyjność.

Przewoźnicy ubolewają także nad innymi trudnościami w Niemczech. „Bywa, że przeprowadzane są bardzo drobiazgowe kontrole wyposażenia pojazdu. Przy przewozach towarów niebezpiecznych wymagane jest posiadanie sprzętu nieiskrzącego – mam na myśli np. latarkę czy młotek. Służby kontrolne z Niemiec potrafią zakwestionować taki sprzęt tylko dlatego, że nie jest niemieckiego producenta, argumentując, że taki jest wymagany na terenie ich kraju. Efektem jest kara, blokada transportu na trzy–cztery godziny, a czasem nawet wysłanie pojazdu na drobiazgowy przegląd, co oznacza dodatkowe kilka godzin przerwy w pracy” – opowiada Romuald Szmyt, Prezes Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych. Po takiej sytuacji przewoźnik dociera spóźniony, co wywołuje efekt domina, dostaje kolejną karę za spóźnienie, a później nie ma co liczyć nawet na przedłużenie umowy, bo wychodzi na niekompetentnego.

Rozwiązanie nasuwa się jedno — Polska będzie wielka i nowoczesna albo będzie skazana na bycie podmiotem rozgrywki wielkich mocarstw. Podmiotowość w polityce musi iść w parze z własnymi inwestycjami i rozbudową gospodarki, co da instrumenty dla rozwoju. Współczesna wojna to głównie ekspansja ekonomiczna, nie terytorialna. Państwa które nie dostosują się do tej strategii, będą skazane na bycie pariasami możnych tego świata.

Damian Drozd

Źródła: wirtualnemedia.pl, sejm.gov.pl, tvn24.pl, wydawca.com.pl, Raport o przekształceniach własnościowych

Damian Drozd

Czytaj Wcześniejszy

W całej Polsce odbyła się kolejna edycja kampanii społecznej „Kocham Polskę”

Czytaj Następny

Oświadczenie Zarządu Głównego Młodzieży Wszechpolskiej ws. napaści Federacji Rosyjskiej na Ukrainę

Zostaw Odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *