„Media bez wyboru” - koniec wolności słowa? Komentarz redakcji

Media mają zostać objęte nowym podatkiem. Grzmią w związku z tym o „końcu wolności słowa w Polsce” i powrocie PRL-u. Czy słusznie? Wyjaśniamy i komentujemy.

Ustawa sama w sobie nie używa nazwy podatek, ale składka, co oczywiście stanowi ponury żarty, który ma sprawić wrażenie, że jest czymś odmiennym jakościowo od podatku. Przychody z jego tytułu są szacowane na około 800 mln zł – z perspektywy finansów publicznych jest to mała wartość (dla porównania podatek cukrowy był szacowany na około 3 mld zł). Będą one trafiały do dwóch źródeł:

  1. 35% trafi do utworzonego z potrzeby chwili Funduszu Wsparcia Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Obszarze Mediów, który będzie zajmował się de facto wszystkim i niczym, według ustawy: 
    1. podnoszenie poziomu wiedzy i świadomości społeczeństwa na temat zagrożeń w mediach, w szczególności cyfrowych;
    2. budowę platform dystrybucji informacji oraz analiz treści pojawiających się w mediach, w szczególności cyfrowych;
    3. budowę i rozwój kanałów i platform informacyjnych (audycji radiowych i telewizyjnych, portali internetowych) skierowanych do osób nieposiadających wysokich kompetencji cyfrowych;
    4. promowanie polskiego dorobku kulturowego, dziedzictwa narodowego i sportu;
    5. wspieranie badań w obszarze mediów;
    6. wspieranie rozwoju radiofonii i kinematografii w zakresie polskiego dziedzictwa narodowego i sportu;
    7. wspieranie zwiększania udziału polskich treści w obszarze mediów
  2. Narodowego Funduszu Zdrowia (pozostałe 65% przychodów).

Co i jak jest opodatkowane?

Podatek reklamowy składa się z dwóch części (de facto z trzech):

- podatku od reklamy konwencjonalnej, który jakościowo różni się dla prasy oraz dla pozostałych nośników (telewizja, radio, kino);

- podatku od reklamy cyfrowej;

Opodatkowywany jest przychód z reklamy (nie dochód, czyli nie uwzględnia się kosztów). Przychody są liczone w ramach grupy kapitałowej.

Zacznijmy od reklamy konwencjonalnej.

Są stawki podstawowe oraz podwyższone. Podwyższone dotyczą reklamy leków, wyrobów medycznych, napojów słodzonych, suplementów diety. Alkohole są w ogóle wyłączone z ustawy, o tym za chwilę.

Dla prasy stawki podatkowe wyglądają następująco:

Do 15 mln zł przychodu z reklamy jest kwota wolna i nie płaci się podatku. Pomiędzy 15 a 30 mln stawka podatku wynosi 2% dla większości produktów oraz 4% stawka podwyższona dla wymienionych wcześniej. Powyżej 30 mln zł stawka podstawowa wynosi 6%, a podwyższona 12%.

Dla pozostałych mediów, czyli wymienionych wprost: telewizji, radia, kina i reklamy zewnętrznej (cóż, zapomniano o telemarketingu) stawki są następujące:

Kwota wolna wynosi 1 mln zł. Pomiędzy 1 mln a 50 mln stawka podstawowa wynosi 7,5%, a podwyższona 10%, dla przychodów powyżej 50 mln stawka podstawowa wynosi 10%, a podwyższona 15%.

Jeśli chodzi o reklamę alkoholu jest ona wyłączona, bo opodatkowuje ją ustawa o przeciwdziałaniu alkoholizmowi i za reklamę alkoholi płaci się 10% podatku bez żadnego progu.

Teraz podatek od reklamy internetowej:

W jej przypadku nie ma żadnej kwoty wolnej, ale są progi od których się ją płaci. Skonsolidowane przychody reklamodawcy (przychody z dowolnych źródeł) muszą być powyżej 750 mln euro, a przychody z reklamy świadczonej na terytorium Polski muszą być powyżej 5 mln euro. Stawka wynosi 5%.

Ciekawe jest policzony zostanie przychód z reklamy Facebooka w Polsce. Fragment ustawy:

„1. Reklama internetowa jest świadczona na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, jeżeli w momencie odebrania reklamy, w szczególności w momencie jej wyświetlenia lub jej odtworzenia w postaci materiału dźwiękowego lub audiowizualnego, odbiorca przebywa na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Ocena, czy odbiorca reklamy przebywa na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej, dokonywana jest przez określenie miejsca użycia urządzenia odbiorcy, służącego do odebrania reklamy.

2. W przypadku kiedy nie jest możliwe określenie miejsce użycia urządzenia odbiorcy, w szczególności w przypadku usług analitycznych prowadzących do utworzenia profilu reklamowego lub usług sprzedaży danych, przyjmuje się, że usługi te są świadczone na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, jeżeli z danych będących przedmiotem bądź częścią przedmiotu usługi wynika, że odbiorca mieszka lub przebywa na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.”

I kolejny fragment ustawy:

Miejsce użycia urządzenia odbiorcy, ustala się w oparciu o co najmniej jedną z następujących metod:

1) adres IP urządzenia odbiorcy;

2) geolokalizacja urządzenia odbiorcy, w szczególności z wykorzystaniem systemu GPS i podobnych;

3) dowód tożsamości, środki identyfikacji elektronicznej (…);

4) dane adresowe wynikające z płatności, w szczególności z rachunku bankowego lub płatności kartą płatniczą;

5 )adres korespondencyjny odbiorcy.

Ciekawe jak urząd skarbowy w Bielsku-Białej (odpowiedzialny za ściąganie podatku cyfrowego) ma określić liczbę użytkowników Google jako grupy kapitałowej, która posiada poza wyszukiwarką, reklamami na banerach, też chociażby YouTube.

Komentarz

Nałożenie podatku od gigantów cyfrowych jest jak najbardziej słuszne, gdyż koncerny te unikają opodatkowania w Polsce. Nie tylko Polska, ale i inne państwa wydają się bezsilne w przypadku ściągania podatków dochodowych, stąd podatek od reklamy wydaje się racjonalnym podejściem, acz są wątpliwości, czy polski aparat skarbowy będzie w stanie go egzekwować.

Podatek na media tradycyjne wydaje się z kolei niesłuszny o tyle, że te media płacą po prostu zwykły podatek dochodowy tak jak wszystkie inne firmy. Dodatkowo inne traktowanie prasy wydaje się nieprzypadkowe, ponieważ prawicowe media są bardziej skupione wokół prasy niż telewizji.

Osobną kwestią wymagającą krytyki jest to, jak ten podatek jest skonstruowany. On jest po prostu ekstremalnie skomplikowany: rozróżnienie na nośniki (inaczej liczony podatek od prasy papierowej i od jej wydania cyfrowego), różne progi i kwoty wolne dla nośników, różne stawki dla różnych produktów, wyłączenie alkoholi, bo podlegają innej ustawie itd. Wyobraźmy sobie spółkę Agora (nie żeby było nam jej jakoś żal), która ma: prasę w wersji tradycyjnej i wydania cyfrowe, reklamę online na portalach internetowych, spółkę reklamy zewnętrznej (AMS), sieć kin i radio. Policzenie należnego podatku to jakiś horror.

Idea słuszna, gorzej z wykonaniem.

Za podsumowanie niech posłuży komentarz kol. Roberta Winnickiego:

Nowy podatek medialny jest niesprawiedliwy i chaotyczny, jego naliczanie będzie niesamowicie skomplikowane, a zgodnie ze starą prawdą „zanim gruby schudnie, chudy umrze” - polskie małe, tradycyjne media, w tym prasa, odczują go dużo bardziej niż duże korporacje big-techu. Nie zmienia to prawdy o obłudzie wielu spośród ośrodków medialnych, które dziś protestują. Od lat doświadczamy kłamstw i manipulacji z ich strony. Nie występujemy w obronie polityki dezinformacji. Występujemy w obronie zasad stanowienia prawa, które nie może być igraszką rządu. Tym bardziej, że jest to rząd, który od sześciu lat nie kiwnął palcem by zapewnić wolność słowa w sieci, cenzurowanej przez globalne korporacje. Podatki nie poprawią tej sytuacji - nie będą miały na nią wpływu. Przyczynią się za to do zrujnowania wielu małych polskich wydawnictw.

CZYTAJ TAKŻE: Koniec cenzury w wykonaniu gigantów cyfrowych? Jest nowy projekt ustawy

Narodowcy.net

Redakcja

Czytaj Wcześniejszy

Wyrok w sprawie książki „Dalej jest noc”. Grabowski i Engelking muszą przeprosić

Czytaj Następny

Czy Polsce grożą ideologiczne sankcje gospodarcze? Nowy pomysł Bidena

Zostaw Odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *