Wojna, której aura towarzyszyła przekazowi medialnemu od kilku miesięcy, stała się rzeczywistością. Wojska Federacji Rosyjskiej zaatakowały Ukrainę od północy, południa i wschodu 24 lutego 2022 r. Agresja z użyciem sił konwencjonalnych z powrotem wróciła do Europy. Warto już teraz wysunąć wnioski i zabezpieczyć się przed możliwymi scenariuszami, zagrożeniami.
Rosja prowadzi tylko „wojny wyzwoleńcze”. O imperializmie słów kilka
Warto na początku rozebrać na czynniki pierwsze motyw agresji Federacji Rosyjskiej. Putin rozpoczęcie „operacji specjalnej” usprawiedliwił „ludobójstwem w Doniecku i Ługański oraz rosnące tendencje faszystowskie na Ukrainie”. W 2008 r. pretekstem inwazji na Gruzję była pomoc ludności Abchazji i Osetii Południowej. 17.09.1939 r. Sowieci weszli do Polski, aby „wyzwolić” Białorusinów, Ukraińców spod rządów „białopolskich panów, faszystów”. Te same wyświechtane frazesy. Mające usprawiedliwić imperialne zapędy Moskwy wobec swoich sąsiadów. „Musi” ona wyzwalać narody od nich samych.
Analogicznie postępuję Waszyngton. USA i Rosja są mocarstwami, które realizują imperialistyczną politykę, zagrażającą światowemu pokojowi, atakując suwerenne mniejsze państwa. Siła Wuja Sama stosowana wobec krajów europejskich, zachodnich oraz tych, które aspirują do takiego poziomu, jest delikatna, miękka. Waszyngton stosuje nacisk ekonomiczny, polityczny, kulturowy. Wobec krajów słabszych przeradza się twardą, bezwzględną siłę. Rosja, aby realizować swoją politykę imperialistyczną ma dwa narzędzia skutecznego oddziaływania - są nim surowce naturalne, dzięki którym można korumpować zachodnich polityków, oferując im ciepłe posadki np. w Gazpromie i siła militarna. Patrząc dzisiaj na „postępy” wojska rosyjskiego oraz upadającą gospodarkę, Moskwa nie ma już ani jednego ani drugiego atutu.
Pełnowymiarowy konflikt konwencjonalny w Europie, który, co warto zauważyć, trwał w ograniczonej skali od 2014 r., jest dzisiaj w zenicie. Odkąd Putin zaczął prowadzić swoją agresywną imperialistyczną politykę, próbując rzucić wyzwanie Waszyngtonowi, należy i trzeba mówić o tym, że liberalne podejście do spraw międzynarodowych poniosło klęskę. Rękawicę, władca Rosji rzucił USA i państwom Zachodnim już w 2007 r. podczas konferencji w Monachium. Rok 2022 jest wielkim testem siły mocarstwowej wschodniego niedźwiedzia. Ale jak pokazuje dzisiejszy konflikt oraz historia, Rosja pozostała kolosem na glinianych nogach.
CZYTAJ TAKŻE: Putin nie zwariował. Czemu zaczął wojnę?
Wojna informacyjna. Kto pierwszy przejmie narrację, ten wygrał już na jednym froncie
Pierwszą ofiarą wojny jest prawda. Trwający obecnie konflikt ponownie to udowodnił. Front przekazu informacji, a co za tym idzie i narracji, wygrywają Ukraińcy. W zasadzie już kilka godzin od rozpoczęcia konfliktu cała zachodnia opinia publiczna została poruszona rakietami uderzającymi w miasta, wojskami przekraczającymi granicę. Goliat zaatakował Dawida, jednakże „mały” wojownik posiada wielką dumę oraz chęć walki. Już od pierwszych starć w przestrzeń internetową oraz do mediów tradycyjnych przenikał obraz widać olbrzymich strat zadawanych przez ukraińskich żołnierzy (niekoniecznie odpowiadający w pełni rzeczywistości). Szczególnie w pierwszym tygodniu konfliktu, mimo postępów wojsk rosyjskich, przekaz z linii frontu (przynajmniej ten do nas docierający) przedstawiał kolejne ciężkie straty wschodniego najeźdźcy, co z pewnością pozytywnie wpłynęło na ukraińskie morale. Warto tu zwrócić uwagę na mit obrony Wyspy Węży, który mimo że niepokrywający się z prawdziwymi wydarzeniami (obrońców było nie 13, a 82, wszyscy żyją, a odpowiedź „ruski okręcie wojenny, p****** się” została prawdopodobnie spreparowana przez stronę ukraińską), stał się symbolem oporu, motywującym ludzi do walki w kluczowych pierwszych dniach konfliktu. Przez łatwy dostęp do internetu każdy obywatel Ukrainy został żołnierzem na froncie informacyjnym. Do sieci codziennie przenikają kolejny wiadomości, filmy z pojmanymi rosyjskimi jeńcami, aktami terroru stosowanego przez okupanta na ludności cywilnej oraz pokrzepiające na duchu, ukazujące np. zdobyte na nieprzyjacielu pojazdy. Najważniejsza jednak jest postawa żołnierzy i cywili dużych miast na Ukrainie, które bronią się dalej, to jest Charkowa, Czernichowa, Mariupola, Kijowa.
CZYTAJ TAKŻE: Nowy mit Ukrainy i polska prawica
Przekaz rosyjski jest marginalizowany, nieobecny w powszechnym dyskursie, z małymi wyjątkami. „Operację specjalną” popierają wierni wyznawcy Putina oraz małe państwa - Syria, Serbia, Kuba, czy uzależniona od Rosji Białoruś. Odkąd 4 listopada Łukaszenka podpisał pakiet integracji w ramach Związku Rosji i Białorusi, a następnie w 2022 r. wspólną doktrynę obronną, powinno się go traktować jako „generał-gubernatora Guberni Mińskiej” w ramach Imperium Rosyjskiego. Co innego naród białoruski, który w swojej masie jest przeciwko władcy. Warte odnotowania jest stanowisko Kazachstanu, który nie poprało agresji. Chiny z kolei wydaje się postanowiły przeczekać sytuację. Obecnie nie potępiają Rosji.
Nie możemy być stroną w konflikcie. Nie jesteśmy przygotowani
Konflikt rozgrywający się na Ukrainie jest niebezpieczny dla układu sił w Europie, szczególnie dla Polski. W przypadku zwycięstwa Moskwy, będziemy na prawie całej długości granicy wschodniej sąsiadować z Putinem i jego wasalami. Nie będziemy mieli żadnego bufora, będziemy bezpośrednio narażeni na kontakt z mocarstwem. Nie powinniśmy do tego dopuścić, ale jednocześnie nie możemy wziąć pełnego udziału w konflikcie zbrojnym. Rozumieją to nasi decydenci. Wysyłamy lekki sprzęt wojskowy na Ukrainę oraz pomoc humanitarną. Nie zostały jednak wysłane tam myśliwce bojowe. Ten manewr osłabiłby nasze siły powietrzne. Nie można również dopuścić do udostępnienia lotnisk dla ukraińskiego wojska. Jeśli do tego dojdzie staniemy się takim samym uczestnikiem wojny jak Białoruś. Mimo, że nie wysłała swoich sił zbrojnych (prawdopodobnie przez masową dezercję oraz opuszczanie armii przez czynnych wojskowych - wedle niepotwierdzonych informacji), to z jej terytorium wojska rosyjskie zaatakowały w stronę Kijowa.
CZYTAJ TAKŻE: Narodowy punkt widzenia na inwazję Rosji na Ukrainę
Reakcja Polski i Polaków. Co robić? - podsumowanie
Co należy więc robić?. Odpowiedź jest prosta i postulowana od dłuższego czasu przez środowiska narodowe: militaryzacja narodu, idea Międzymorza, patriotyzm gospodarczy, obnażanie liberalnych kłamstw i ruskich „trolli”. W obliczu wielkiej próby, polski naród potrafi stanąć na wysokości zadania. Gdy jest do tego przygotowany i nie zaskoczy go przeciwnik, jest nie do zatrzymania.
Fakt trwania pełnowymiarowego konfliktu zbrojnego przy użyciu sił konwencjonalnych dobitnie pokazuje, że podobna sytuacja jest możliwa w Polsce. Nasz naród musi być przygotowany do odparcia ataku nieprzyjaciela, musi być w stanie się obronić. Zrozumiała to Ukraina, która odrobiła lekcje z 2014 r. i stawia dzisiaj zaciekły opór. W Polsce muszą działać silne i rozbudowane siły zbrojne. Każdy dorosły Polak musi wiedzieć, jak wygląda współczesne pole walki, jak obsłużyć broń. Musi odbyć podstawowe szkolenie wojskowe. Oczywiście nie ma możliwości powrotu do zasadniczej służby wojskowej jaką znają starsze pokolenia. Jednakże musi zostać ten problem rozwiązany np. przez wprowadzenie szkoleń wakacyjnych dla uczniów kończących szkołę średnią. Trzeba odbudować obronę cywilną. Ponadto patrząc na walki za naszą wschodnią granicą bardzo dużą rolę odrywa wywiad (co jest oczywiste), cyberbezpieczeństwo oraz nowoczesna obrona przeciwlotnicza. Z tym ostatnim jest u nas największy problem.
Idea Międzymorza, tworzy się na naszych oczach. Wybuch wojny dał Polsce możliwość pokazania krajom Europy Środkowej i Wschodniej, że Warszawa dba i pomaga swoim sąsiadom. W aspekcie zarówno humanitarnym, jak i wojskowym. Stawia nas to w sytuacji lepszej od Niemiec, które nie zamierzają zrezygnować z rosyjskiego gazu, blokują odcięcie agresora od systemu SWIFT. A co najważniejsze Berlin pokazuje swoją pogardę walczącej Ukrainie wysyłając stare zestawy Strela, które ostały się po NRD i od wielu lat nie były używane. Jest to doskonały moment do zwarcia współpracy gospodarczej, militarnej i politycznej z krajami naszego naszego regionu. Wspólnie działające i kooperujące Międzymorze będzie tamą dla liberalnego oraz wschodniego imperializmu.
CZYTAJ TAKŻE: Duch Międzymorza rodzi się na naszych oczach
Zobacz: Międzymorze staje się dziś faktem, a pomoc uchodźcom jest naszym obowiązkiem
Polacy w swojej masie zorganizowali społeczne pospolite ruszenie. Nie tylko w ramach pomocy dla ofiar wojny, ale też w ramach bojkotu produktów z Rosji oraz jej Białorusi. Odruch dobry. Ale trzeba tę energię przekierować na twórczy bardziej pozytywny aspekt. A jest to bardzo proste do wykonania. Trzeba stosować w praktyce patriotyzm gospodarczy. Hasło to postulują narodowcy od XIX w. i nie straciło do dzisiaj swej aktualności. Pewna forma świadomości konsumenckiej jest budowana przez massmedia i zainteresowane firmy poprzez propagowanie zdrowego stylu, życia, ekologię itd. Warto tu dodać czynnik lokalny. Nasz pieniądz zostawiony w kraju będzie pomnażał siłę ekonomiczną naszego państwa, a co za tym idzie, również i armii.
CZYTAJ TAKŻE: Czy warto kupować polskie?
Wojna na Ukrainie, przy całej swojej tragedii dla tego narodu, może nareszcie zadziała jak kubeł zimnej wojny dla Polaków. Konflikt zbrojny w każdej chwili może wybuchnąć. W zasadzie cały czas trwa wojna hybrydowa rozpoczęta przez Łukaszenkę. Nie została zakończona. Nie został podpisany żaden pakt. Polscy funkcjonariusze nadal stoją na wschodniej granicy. Fala uchodźców wojennych może zostać wykorzystana do dalszych działań tego typu. Pierwsze informacje o napaści na ratownika i właściciela sklepu przez osoby nie będące Ukraińcami napawały niepokojem. Co warto zaznaczyć, to są tylko dwa odnotowane przypadki. Trzeba uważać, ale nie można poddać się panice. Nie ulegać emocjom. Tu ciężkie zadanie dla służb państwa polskiego. Sytuacja już została wykorzystana przez liberalne media, próbujące wykazać, że społeczeństwo Podkarpacia jest rasistowskie, dochodzić miało wręcz do pogromów. Z kolej wschodnie szczekaczki mogą podsycać chęć nagłego wystąpienia społecznego, niekontrolowanej agresji. Dlatego za wszelką cenę trzeba walczyć z liberalnymi kłamstwami oraz z proputinowskim przekazem. Drugi wariant jest prezentowanych przez pożytecznych idiotów. Potrafiący machać Polską flagą na pokaz, odwoływać się, o zgrozo, na dziedzictwo polskich narodowców. Trzeba ich zagłuszać i marginalizować w zarodku. Każdy taki awanturnik jest szkodnikiem polskiej racji stanu.
CZYTAJ TAKŻE: Wojciech Kwasieborski: Polska i Wschód
Dla nas najważniejsze jest bezpieczeństwo oraz silna Polska. Należy i trzeba pomagać uchodźcom z Ukrainy. Należy wspierać Kijów w walce ze wschodnim barbarzyńcą. Czyńmy to jednak rozważnie. Nie dajmy się wciągnąć w międzynarodową grę mocarstw jako zwykły pionek, który zawsze można poświęcić w partii w ramach przewidywalnych strat. Stąd musimy nieustanie budować Wielką Polskę. Wielką moralnie, wielką ekonomicznie, wielką politycznie, wielką militarnie, wielką duchowo.
Przemysław Bubnowski




