Zbrodnia bez granic. Sprawdziliśmy jak działa aborcyjna międzynarodówka

Dzwoni zrozpaczona dziewczyna. Łamie się jej głos. Nie może złożyć zdania. Płacze. Kobieta z którą rozmawia próbuje ją uspokoić. Dobrze wie o co chodzi. Wystarczy, że usłyszała „jestem w 22 tygodniu”. Dzwoniąca na początku nie słucha, próbuje się usprawiedliwiać: Ja tego nie chcę. To się rusza, się zmienia, to jest straszne, nie daję rady. Jeszcze on [partner] mnie zostawił. Po kolejnej serii szlochów i niespecjalnie powiązanych ze sobą słów udaje się nawiązać kontakt. Powiem pani jak wygląda cała procedura zgłoszenia się we właściwe miejsce. Po naszej rozmowie wyślę pani e-mail do organizacji w Holandii, tam można przerwać ciążę do 24 tygodnia. (…) Do nich można napisać po polsku. Proszę opisać pani sytuację, tydzień ciąży, jeżeli ma pani ograniczone środki finansowe.

Tak wyglądała rozmowa jednej z naszych czytelniczek (przyjmijmy, że jej imię to Kamila), która postanowiła osobiście sprawdzić jak działa aborcyjna międzynarodówka, która wkroczyła w pierwszej połowie grudnia do Polski. Ale może po kolei. O co chodzi?

„Aborcja bez granic” – tak nazywa się inicjatywa powołana do życia przez 6 organizacji z 4 krajów: Abortion Dream Team (Polska), Kobiety w Sieci (Polska), Women Help Women (globalna), Ciocia Basia (Niemcy), Abortion Network Amsterdam (Holandia), Abortion Support Network (Wielka Brytania). Jej celem jest zapewnienie „WSZYSTKICH informacji potrzebnych do samodzielnego przeprowadzenia aborcji lub zorganizowania zabiegu za granicą”. Podpowiadają skąd zamówić tabletki poronne czy gdzie przeprowadzić „zabieg” próżniowy. Aborcjonistki załatwiają wszelkie formalności, tłumaczenia, a także kwestie związane z podróżą i noclegami. Ale to nie wszystko. „Aborcja bez granic” to też… fundusz, który opłaci wszystkie wydatki związane z „procedurą”.

Jeśli nasza podopieczna dysponuje tylko częścią potrzebnej kwoty, albo jest w trudnej sytuacji i nie ma żadnych środków, to kontaktujemy się z ASN (Abortion Support Network). Potem ustalamy z kobietą datę wyjazdu, kupujemy bilet, rezerwujemy termin w klinice. Zapewniamy też opiekę: osobę, która odbierze panią z lotniska i pełni funkcję tłumaczki. Są nawet sytuacje, gdy osoby związane z inicjatywą trzymają kobietę podczas poronienia za rękę – tłumaczy Natalia Broniarczyk związana z „Aborcją bez granic”.

To bezzwrotna pomoc. Oczywiście miło nam będzie, jeśli kiedyś kobieta będzie wspierać fundusz, z którego sama skorzystała, gdy była w potrzebie, ale to nie jest transakcja wiązana – mówi Broniarczyk. Skąd pieniądze? Od darczyńców. Przede wszystkim mieszkańców Wielkiej Brytanii, którzy przelewają pieniądze na ASN. Do niedawna organizacja zajmowała się zapewnianiem dostępu do aborcji kobietom w Irlandii, gdzie przerywanie ciąży było nielegalne. Sytuacja się zmieniła i przyszedł czas na znalezienie nowego celu. Padło na Polskę.

Kamila napisała do ANS. Po polsku. Bardzo szybko otrzymała odpowiedź (pisownia oryginalna):

Jest nam bardzo przykro, ale aborcje na zyczenie w Holandii mozna przeprowadzic tylko do 22ego tygodnia. Prosimy abyś się niemartwiła – nadal możliwe jest przeprowadzenie zabiegu w Wielkiej Brytanii. Jesteśmy w kontakcie z tamtejsza organizacją, która jest gotowa ci pomóc.

Okazało się, że Wielkiej Brytanii aborcja może mieć miejsce do 23 tygodnia i 5 dni ciąży. Do kliniki musi się też zwrócić sama zainteresowana, bez żadnego pośrednictwa. To jednak nie jest problem. Kamila dostała całą garść wskazówek jak sobie poradzić w tej sytuacji – adresy, numery telefonów, odpowiednie linki, informacje czego może się spodziewać. A także ofertę wsparcia finansowego.

Przez pierwsze 24 godziny działania na infolinię zadzwoniło 20 kobiet takich jak Kamila. Nie wszystkie były w 22 tygodniu ciąży. Część pewnie skierowana została np. do Lipska, gdzie koszt aborcji to od 300 do 600 euro. I pewnie żadnej – tak jak Kamili będącej w fatalnej kondycji psychicznej po rozstaniu z partnerem – nie zaproponowano wcześniej chociażby konsultacji czy wsparcia psychologicznego.

Mikołaj Pawluk, rzecznik praw dziecka, poinformował, że na „Aborcję bez granic” złoży doniesienie do prokuratury. Czym innym jest rzetelne informowanie o problemie aborcji, a czym innym nakłanianie, organizowanie i finansowanie nielegalnej aborcji stwierdził. Wstępna ocena prawna wykazała, że „pomoc” jaką oferuje organizacja podpada pod art. 152 par. 2 Kodeksu karnego, który mówi, że karze pozbawienia wolności do lat 3 podlega ten kto udziela kobiecie ciężarnej pomocy w przerwaniu ciąży z naruszeniem przepisów ustawy lub ją do tego nakłania. Zawiadomienie do prokuratury i Głównego Inspektora Farmaceutycznego złożyło już Ordo Iuris.

Źródła: aborcjabezgranic.pl/Facebook/wysokieobcasy.pl/ofeminin.pl/natemat.pl/consult.womenhelp.org/własne

Adam Szabelak

Czytaj Wcześniejszy

Jan Korolec: Szukanie własnych dróg

Czytaj Następny

Będzie mural z Łupaszką w Białymstoku

Zostaw Odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *