Ziemowit Przebitkowski: Interes narodu a interes jednostki | Narodowcy.net

Ziemowit Przebitkowski: Interes narodu a interes jednostki

Ostatnio na grupie Młodzież Wszechpolska – działacze i sympatycy (zapraszam!) miała miejsce dość ciekawa dyskusja. Działacz partii Wolność spytał o podejście narodowców do leseferystycznych koncepcji.

Na jedną z poruszonych w dyskusji kwestii odpowiedziałem dość długim komentarzem – jako, że to niezrozumienie materii jest dość częste, pozwolę sobie przekleić całość komentarza (nie zmieniam go, więc forma jest komentarzowa – nie do końca stylistycznie idealna, proszę o wybaczenie), zachęcam do lektury:

“Poczynił kolega jedną uwagę, która wydaje mi się jednym z clue niezrozumienia liberałów z narodowcami. I, samo to pokazuje, że rozważań gospodarczych nie można oderwać od rozważań filozoficznych, dlatego liberałowie patrzą na gospodarkę wg swojej filozofii, narodowcy wg. swojej. To też warto zrozumieć, żeby nie tworzyć potem potworków na zasadzie traktowania gospodarki jako jakiegoś bezosobowego, niezmiennego i obiektywnego bytu.

Ad meritum. Na tezę, jednego z dyskutujących, że “Pan Janusz Korwin-Mikke raczej na pierwszym miejscu stawia „dobro” jednostki, nie narodu” odpowiedział kolega “a naród składa się z jednostek 🙂“.

Otóż nie! A właściwie “nie tylko”! I w tym sedno.

Jednostka, kiedy patrzy na jakiś interes przez swój pryzmat, myśli o tym interesie w kategoriach właściwych dla jednostki, czyli interes jednostki kończy się wraz z zakończeniem jej bytu (na tym łez padole, rzecz jasna, jeśli myśli o swoim bycie w kategoriach transcendentnych to myśli o swoim jednostkowym celu po zakończeniu swojego istnienia tutaj). Jeśli patrzymy zatem na naród jako na zbiór jednostek a na interes narodowy jako sumę interesów jednostek, to widzimy co najwyżej interes czterdziestu kilku milionów osób.

A co nam umyka?

Naród to nie jest czterdzieści kilka milionów osób.

1. Po pierwsze i najoczywistsze – naród to wszystkie pokolenia przeszłe, teraźniejsze i przyszłe w ramach ciągłości tej wspólnoty.

2. Po drugie, co determinuje te wspólnotę, jej rdzeń tożsamościowy wokół którego narastają te kolejne pokolenia jednostek?
Kultura narodowa, to jest plan architektoniczny, matryca wg którego kolejne pokolenia są “obrabiane” wg konkretnego wzorca, który dopasowuje jednostkę (i to niezależnie od jej woli, na zasadzie habitusu Pierra Bordieu, jak to zauważa kol. Karol Kaźmierczak [link do tekstu w komentarzu]) do bycia koherentną w ramach tej właśnie wspólnoty. Oczywiście kultura jest zmienną w czasie, nieustannie się reprodukuje za sprawą tych kolejnych pokoleń, ale pozostaje typowa i szczególna dla danego narodu (mówimy o “kulturze trywialnej”, nie tylko “wysokiej”, nawyki, język, paradygmaty, zachowania, doświadczenie w ramach typowej dla siebie rzeczywistości itp, sprawy właściwe dla członków danego narodu).

3. Ostatnią sprawą są interakcje pomiędzy jednostkami, spoiwo tych “cegieł” na bazie “planu”, niezliczona i niedeterministyczna ilość możliwych interakcji i ich skutków w ramach tej wspólnoty, gdzie jednostki widząc podobieństwo punktu drugiego ciążą ku sobie w jej ramach bardziej niż poza.

Mamy więc jednostki jako budulec, kolejne pokolenia jak kolejne piętra, kulturę jako plan budowli, interakcje pomiędzy nimi jako spoiwo.
Taki gmach to coś innego niż kupa luźnych cegieł dla jednego piętra.

Naród to coś daleko więcej niż suma jednostek, zatem interes narodowy wykracza daleko poza “sumę interesów jednostek”.

Dbając o interes narodowy, musimy dbać o wszystkie trzy elementy, a nie tylko o wykrojony w czasie fragment pierwszego elementu, a właśnie tym jest “suma interesów jednostek”.

Bo naród trwa od tysiąca lat, pomimo, że reprodukuje i zmienia, ewoluuje w czasie swoją własną tożsamość. Jednostka trwa około ok. 78 lat. Jednostka myśli o interesie w skali 80 lat, o interesie narodowym należy myśleć w skali niedającej się przewidzieć przyszłości, wręcz (że tak użyję pojęcia z teorii mnogości) w kategorii “nieskończoności potencjalnej”. To różnica w obrębie zaledwie pierwszego punktu, dodajmy do tego dwa kolejne.

A teraz, podsumowując, tak jak wg. koliberałów gospodarka ma służyć jednostce, tak wg narodowców ma służyć narodowi. A narzędziem narodu do dopasowania gospodarki pod swój interes (i dopasowania innych spraw, dla narodu żywotnych) jest oczywiście państwo. Dlatego narodowcy uważają, że państwo ma prawo i obowiązek ingerować w prawa rynku, tak by osiągnąć efekt pożądany dla interesu narodowego. Raz je poluzować, raz zacieśnić, zależnie od aktualnej sytuacji i wyznaczenia interesu narodowego – to pewne suwaki, którymi można manipulować by zoptymalizować tę sytuację.

Bo to, że prawa istnieją, to nie oznacza, że nie powinno się ich z rozmysłem używać i regulować efektów.

Prawa fizyki istnieją, prawo zachowania pędu i zderzenia niesprężystego mówi, że jak uderzę kogoś młotkiem w głowę to rozwalę mu łeb. Ale ich istnienie nie oznacza, że nie powinniśmy tego regulować i poddać poznaniu filozoficznemu i etycznemu, i uważać rozwalenia komuś łba młotkiem za złe, zatem uregulować to.

Ostatnia uwaga, nie napisałem tego komentarza, żeby kolegę przekonać i żeby stał się od dziś nacjonalistą. Piszę, żeby pozwolić zrozumieć narodowców i nasze spojrzenie na gospodarkę (czyli czynnik niezbędny narodowi do reprodukcji zaspokajania potrzeb organizmów żywych, które są sine qua non do jego istnienia) i inne czynniki składające się na życie narodowe.”

Zdjęcie z poznańskiego Starego Rynku niech symbolicznie pokaże różnicę pomiędzy zbiorem jednostek a zorganizowaną i koherentną strukturą gmachów.

Komentarze