Brytyjskość i jej odblaski - Brexit a Polexit

Polak różni się od Anglika zdecydowanie. Nadaje znaczenie innym sprawom, często ma inny temperament, a i historia własnego narodu stworzyła inne powody do dumy i inne kompleksy. W ostatnich latach przed opuszczeniem UE przez Wielką Brytanię panowało przekonanie, że to zarówno Zjednoczone Królestwo jak i Polska są przeciwne federalizacji Wspólnoty. Wyspiarze się z niej wypisali. Czy my mamy taką opcję? Obawiam się, że jednak nie, ale ten tekst poświęcę raczej stronie brytyjskiej.

Jakiś czas temu opublikowałem tekst o Polexicie i podstawowych warunkach, bez których do niego nie może dojść (przynajmniej według mnie). Doszło jednak do Brexitu i mam pewne przypuszczenia dlaczego to było możliwe. Nie zamierzam tu przeprowadzać szerszej analizy, ale przypuszczam, że Brytyjczycy nie mają tego kompleksu, który mamy my i nie potrzebują, żeby inne kraje zachodniej Europy musiały ich dowartościowywać poprzez dopuszczenie do swojej „paczki”. Jeżeli Brytyjczycy mają kompleks to raczej wyższości niż niższości. To przecież oni panowali nad bodajże jedną czwartą świata, podporządkowali sobie nieporównanie bardziej ludne Indie. Można by powiedzieć, że gdyby nie amerykańska rewolucja i jej zwycięstwo, kto wie czy nie byliby teraz wciąż mocarstwem w skali świata. Ale to taka niesprawdzalna dygresja.

CZYTAJ TAKŻE: O wieczystej przyjaźni z UE - kwestia Polexitu

Czytałem jakiś czas temu książkę o Chestertonie („Człowiek, który był Chestertonem” K. Sadło), z której dowiedziałem się, że Chesterton był raczej wyjątkiem, który nie popierał imprerialistycznej polityki Wielkiej Brytanii, w przeciwieństwie do innych współczesnych sobie pisarzy jak Rudyard Kipling. Chesterton, można by powiedzieć, uważał, że narody mają prawo same o sobie decydować. Sprawiało to, że opowiadał się w międzynarodowych sporach po stronie Polski, ale też uznawał, że nie należy okupować Irlandii. Ostatecznie kwestię Irlandii rozwiązano dopiero po Powstaniu Wielkanocnym nadając jej szeroką autonomię. Polska zresztą też uzyskała niepodległość za życia Chestertona, który zmarł w 1936 roku.

Nie jest to jednak tekst ani o Chestertonie ani o historii Polski czy Irlandii, więc skupić się należy na tym, że sam Chesterton w swoim rozumowaniu był wyjątkiem, a przeciętny Brytyjczyk był raczej dumny z tego, że jest częścią wielkiego narodu, który umie wykorzystać swoje przewagi, by rządzić innymi ludami (nadając temu jakieś piękne podstawy jak szerzenie cywilizacji czy nawet chrześcijaństwa) i wciąż rosnąć. Można przywołać nawet książki Agathy Christie. Tam czymś normalnym jest, że jakiś wojskowy ma za sobą służbę w Indiach, Południowej Afryce, są wątki egipskie, można by tak długo wymieniać. Imperium Brytyjskie wtedy istniało i dawało poczucie bycia wszędzie u siebie przy jednoczesnym doświadczaniu egzotyki. Panowanie nad wielkimi terenami z dala od Londynu mogło napawać dumą i przeświadczeniem, że jest jakiś powód, że to Brytyjczycy rządzą innymi, czyli że są w jakiś sposób lepsi, a może i przeznaczeni do rządzenia. Może jest to też powód tego, że Brytyjczycy są w stanie sprzedać swoją wizję świata, bohaterów literackich czy filmowych wszystkim innym. Wierzą w swoją wartość i są szczerzy w propagowaniu takich wzorców dobrych, zaradnych, fajnych w popkulturze. Kto nie zna Jamesa Bonda i nie myślał kiedyś, że ten to jest gość i fajnie byłoby wieść takie ekscytujące życie pełne akcji, kobiet i przygód? A przecież to tylko przykład. Można powiedzieć, że brytyjska pewność siebie pozwala im też na propagowanie swojej wersji historii. Mam wrażenie, że oni potrafią zrobić film o czymś niezbyt chwalebnym jak ewakuacja Dunkierki w taki sposób, że są wciąż uważani za fajnych. Polacy z drugiej strony nie mogą sprzedać swojego bohaterstwa tak dobrze, a byłoby co sprzedawać widzom.

CZYTAJ TAKŻE: Zgaś światło – ocal Ziemię, czyli o Zrównoważnonym Rozwoju

Weźmy też przykład muzyki. Nie przypominam sobie, żebyśmy mieli w muzyce rozrywkowej dobry utwór, który nie uderzałby w jakieś wielkie tony o poświęceniu i bohaterstwie, ale jednak oddziaływał na słuchacza tak, że myślałby sobie, że polski żołnierz to jest ktoś, kim chciałby być. Z kolei Anglicy mają utwór „Aces high” zespołu Iron Maiden (z płyty „Powerslave” z 1984 roku). Teledysk otwiera mowa Churchilla o tym, gdzie to oni nie będą walczyć i nigdy się nie poddadzą, ale to ostatni taki wzniosły akcent. Potem jest już energiczna piosenka z opisem przygotowań, walki i pasji brytyjskich lotników („Live to fly, fly to live” oddaje to chyba najlepiej). To może dużo lepiej budować więź z własną historią, zwłaszcza, że wydaje się to zdecydowanie bardziej usprawiedliwione. Utwór jest w końcu o Bitwie o Anglię, czyli o obronie własnego terytorium przed synonimem zła w postaci nazistowskich Niemiec. Piosenka zresztą tak dobrze zrobiona, że aż człowiek chce wsiąść do kokpitu Spitfire’a i zestrzelić paru Niemców. A może nawet nie byłoby problemem gdyby to oni jego zestrzelili. Co ciekawe, Iron Maiden wydali też piosenkę „Run to the Hills” (z albumu „Number of the Beast” z 1982 roku) o podboju Ameryki i brutalnym potraktowaniu Indian. Może to sugerować, że co najmniej autor tekstu, czyli Stephen Harris, sprzeciwiał się imperializmowi, a co najmniej zbrojnym napaściom na autochtonów. A może to jest też jakaś niechęć do Amerykanów. Nie pamiętam, żeby Iron Maiden miało utwór np. o obozach koncentracyjnych dla Burów. Temat jest oczywiście mniej znany niż zdziesiątkowanie północnoamerykańskich Indian, ale kto wie czy to nie przejaw jakiegoś specyficznego patriotyzmu, że akurat to ten amerykański temat został ujęty w piosence.

Zatem, w przeciwieństwie do Polaków, Brytyjczycy mają wysokie poczucie własnej wartości. Sami w swoich oczach widzą się jako fajni, a może nawet lepsi od innych. Są dość bogaci jako społeczeństwo, a przez część swojej historii byli imperium. Czują, że mogą stawiać warunki, pilnują swojego interesu i bardziej myślą, że to inni potrzebują ich, a nie oni innych. Co oni o sobie myślą? Samo dobre: mają stary parlament, Szekspira, Beatlesów, Agathę Christie, Iron Maiden, Jamesa Bonda i Premier League. Dlaczego nie mieliby uważać się za godnych uwagi? Chociaż nie uważam, że należałoby naśladować Brytyjczyków w poczuciu wyższości to w poczuciu swojej wartości już tak. I myślę, że to poczucie dało im w ogóle szanse myślenia o opuszczeniu UE. Jakie były inne aspekty, można by długo pisać.

Amadeusz Putzlacher

Czytaj Wcześniejszy

Minister Obrony Niemiec: Europie grozi wojna

Czytaj Następny

Rekordowy kontrakt dla bydgoskiej Pesy

Zostaw Odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *