Imperializm – Nacjonalizm – Uniwersalizm. Myśl Andrzeja Trzebińskiego

Artykuł ukazał się w XXIV numerze kwartalnika „Polityka Narodowa” (Zima, 2021).

Panowie zbyt łatwo zrezygnowali, wobec opanowania naszej rzeczywistości przez systemy ideologiczne wrogie nam, a my znowu zbyt naszą rzeczywistość cenimy, aby z niej móc zrezygnować, aby ją móc zostawić na pastwę jakimś tam demokracjom czy totalizmom i tym wszystkim innym, lucyferycznym, wrogim siłom rozpętanym w dzisiejszości.

Nigdy czegoś takiego nie czułem. Nigdy nie przeżyłem tak osobistego spotkania z kimś dawno już martwym. Nigdy jeszcze słowa czyjeś nie wpisywały się tak idealnie w ramy mojej myśli i moich uczuć. Te jego dwadzieścia lat i moje dwadzieścia lat. Jego i mój (a może nasz?) bunt, ciągłe próby odnalezienia swojej drogi do „złotego szczytu”. Biorąc oczywiście poprawkę na zupełnie inny rodzaj tragizmów dwu różnych przecież epok i bezdyskusyjnie większe osiągnięcia Trzebińskiego - nie zlikwidowało to jednak w żadnym wypadku tego poczucia dziwnego braterstwa wyrosłego na gruncie walki z naszymi rzeczywistościami. W każdym razie lektura, szczególnie „Pamiętnika”, stanowiła dla mnie przeżycie na wskroś osobiste, dotykające strun najczulszych. Te pięknie przeżyte dwadzieścia jeden lat winno już dawno znaleźć się na sztandarach naszego Ruchu – stanowi wspaniałe świadectwo, że w historię nie tylko trzeba, ale przede wszystkim można, zrywać się jak w szturm. I to w szturm zwycięski.

Nie był poetą, pisarzem czy krytykiem w pełni dojrzałym. Ale to właśnie ta niedojrzałość stanowi o jego wartości. Cała twórczość Trzebińskiego przesiąknięta jest młodzieńczym zapałem, naiwnością, idealizmem – to wszystko okraszone pewną dozą fatalizmu, wyczekiwania śmierci, kultu cierpienia daje połączenie fenomenalne i unikatowe. Często spotykał się z krytyką. Ja myślę jednak, że żeby go zrozumieć trzeba chyba po prostu mieć właśnie te dwadzieścia lat...

W poniższym tekście nie zajmę się jednak samym Trzebińskim – na to przyjdzie czas - a jego myślą, prezentowaną przede wszystkim w publicystyce na łamach „Sztuki i Narodu”.

Rys bigraficzny

Andrzej Trzebiński urodził się 27 stycznia 1922 roku w Radogoszczy koło Łomży. Z tych okolic pochodził jego ojciec, Stanisław Konstanty Trzebiński. Jego matka, z domu Lasocka, wywodziła się z Wołynia. W latach 20. rodzina zamieszkała pod Łodzią w dzierżawionym majątku, a później w Komierowie na Pomorzu. W 1932 roku nastąpiła przeprowadzka do Warszawy, gdzie Andrzej skończył szkołę powszechną (1934 rok) i rozpoczął naukę w gimnazjum i liceum im. Tadeusza Czackiego. W tym czasie uwielbiał grać z kolegami na stole w pokoju jadalnym w pingponga – co zaowocowało później świetną groteską pt. „Aby podnieść różę”.

W czwartej klasie gimnazjalnej, czyli dwa lata przed wojną, wszedł w skład redakcji wydawanego przez uczniów pisma Promień Szkolny. Tam też nastąpił jego debiut literacki – w numerze trzecim opublikował „Fraszkę o mędrcu”.

We wrześniu 1939 roku wyruszył w mundurze Przysposobienia Obronnego na wschód. Do Warszawy wrócił po dwóch miesiącach, swój dom znalazł w ruinie. Doświadczenie bezdomności (w ostatnim roku swojego życia zmieniał mieszkania aż 36 razy!) wywarło na nim duży wpływ, o czym przekonać się można czytając „Pamiętnik”.

Andrzej chodził wiecznie głodny i niewyspany. Nie miał porządnych butów. Nosił drewniaki. Ubranie miał jeszcze to z licealnej, ciasne, krótkie i wysłużone. Słynne były jego nogawki, sięgające do pół łydki. Rzucał się wszędzie w oczy. Kto go raz widział, pamiętał na zawsze - tak wspominał Trzebińskiego Tadeusz Borowski, kolega z gimnazjum, później także z podziemnego uniwersytetu.

Po zdaniu konspiracyjnej matury w 1940 roku, Trzebiński rozpoczął studia polonistyczne na podziemnym Uniwersytecie Warszawskim. Uczęszczał również na slawistykę, czego efektem był m.in. szkic o poezji czeskiej. Na życie zarabiał pracując m.in. jako rikszarz, robotnik budowlany, tracz na kolei i korepetytor. 

Na przełomie 1941 i 1942 roku razem ze swoim przyjacielem, Wacławem Bojarskim, powołał do życia pismo literackie „Sztuka i Naród”. Było ono powiązane ze środowiskiem Konfederacji Narodu, wywodzącej się z przedwojennego ONR „Falanga” i dowodzonej m.in. przez Bolesława Piaseckiego. Jego pierwszym redaktorem naczelnym został Bronisław Onufry Kopczyński, muzyk i publicysta, będący razem ze Włodzimierzem Pietrzakiem (obaj byli członkami „Falangi”) praktycznie jedynymi przedstawicielami „starego pokolenia” w środowisku SiN-u. Reszta twórców miała zazwyczaj około 20 lat. Obok Bojarskiego i Trzebińskiego wymienić warto m.in. Tadeusza Gajcego i Zdzisława Stroińskiego. Mottem pisma stały się sparafrazowane słowa Norwida z „Promethidiona”: Artysta jest organizatorem wyobraźni narodowej. Celem, jak to ujął Bojarski, wypracowanie nowej postawy człowieka tworzącego. Trzebiński został trzecim redaktorem naczelnym pisma po śmierci Bojarskiego w czerwcu 1943 roku. 

Ostatnie miesiące życia, oprócz redagowania SiN-u, poświęcał budowaniu Ruchu Kulturowego, który miał stać się płaszczyzną współdziałania artystów i ludzi kultury różnych orientacji ideowych. Na początku listopada 1943 roku został aresztowany. Jadł w stołówce jednej z fabryk, w której nie pracował. Majster go zdemaskował i w efekcie Trzebiński trafił na Pawiak. Miał przy sobie kenkartę na nazwisko Andrzeja Jarocińskiego. 12 listopada rozstrzelano go wraz z 30 innymi osobami przy ulicy Nowy Świat w Warszawie. Według jednej z wersji wydarzeń w chwili egzekucji miał zagipsowane usta. Kilka miesięcy wcześniej żegnając Bojarskiego w swoim „Pamiętniku” rozważał: [czy] śmierć moja (…) stanie się symbolem naszej wspólnej sztuki, myśli, kultury? Symbolem śmierci współczesnego artysty. Artysty Imperium. Tak… Tak umierają artyści Imperium. 

Kultura

Kultura jest tym trzecim wymiarem, który zjawiskom płaszczyznowym, dwuwymiarowym jak cień, nadaje wymiar trzeci – wymiar prawdziwości. Dzięki niej osiągamy zrozumienie przebiegających zjawisk. Rzeczywistość staje się zrozumiała, a więc prawdziwa… coraz prawdziwsza.

Trzebiński, jak i całe środowisko SiN-u, przyjmował stanowisko krytyczne wobec kultury międzywojnia. Pisał: Kulturanie była zaprzątnięta żadnym dziełem na miarę historii. Nie podejmowała ani misji oddziaływania na zewnątrz (…), ani wciągnięcia w świat swoich spraw szeroko zatoczonych kręgów społecznych, ani wyrwania się spod kulturalnej hegemonii zachodnioeuropejskich demokracji. Przeciwnie: starała się wieść życie możliwie autonomiczne, kontemplacyjne i wygodne. Odejście od Polski fantastycznej (tytuł tekstu opublikowanego na łamach SiN-u, podpisanego, tak jak większość konspiracyjnjych tekstów Trzebińskiego, jako Stanisław Łomień) na rzecz realizmu kulturalnego było treścią rewolucji dokonującej się w polskiej świadomości zbiorowej i nastąpiło dopiero dzięki wojnie: Temperatura grozy i temperatura bohaterstwa spełniły rolę wody i ognia, które hartują. Przyszło okupione boleśnie zrozumienie, że prawdziwa kultura wymaga twardości psychicznej, charakteru i twórców w pełni dojrzałych.

CZYTAJ TAKŻE: Andrzej Trzebiński: Przebudowa polskiej świadomości kulturalnej

Czym był ów realizm kulturalny? Dla nowoczesnej, wojennej świadomości kulturalnej realizm nie jest szyldem ani reklamą. Jest pełnym napięciem woli, jakiego wymaga równie pełne ogarnięcie rzeczywistości świadomością kulturalną. Próby dotychczasowe nie miały zamiaru ogarniania wszystkiego. (…) Brakło woli odkryć. Brano pod uwagę w rzeczywistości kulturalnej tyle tylko, ile wystarczało do wybudowania własnej koncepcji kulturalnej, a przecież Chcieć poznać zamiast pełnej prawdy tylko jej część, to znaczy nie chcieć jej poznać wcale. Realizm wymaga duchowego imperializmu wobec rzeczywistości, wymaga ogarnięcia umysłem jak największych jej obszarów. 

Wszystko, co jest, co istnieje, co ma swój byt, jest już z góry dobre. Zło – to coś nieistniejącego, coś, co brakuje, puste miejsce w świecie rzeczywistym. Walka człowieka ze złem jest rozwijaniem rzeczywistości, doprowadzeniem jej do stanu kwitnięcia. Czynieniem zła – niszczenie - artysta imperialny jest więc apostołem dobra. 

W tekście „Udajmy, że istniejemy gdzie indziej”, Trzebiński krytykował zaprezentowany przez Czesława Miłosza pogląd obarczający winą za totalizm kierunki „antyintelektualistyczne w kulturze”: 

Intelektualistyczna warszawska myśl rozumie już rzeczywistość na tyle, aby wiedzieć, że w „takich czasach” można już tylko cierpieć. (…) Cała rzeczywistość wali się. Rozpętało się zło. Szatan zdjął maskę i ukazał się taki, jaki jest: irracjonalistyczny, pragmatystyczny, woluntarystyczny, potwornie silny. Słupy ognia na horyzoncie kuszą jedyną już rozkoszą – samozatratą. (…) Pęka ziemia zygzakami czarnych błyskawic. Czy słyszycie dźwięk trąb archanielskich? Grzmot wzywających na sąd? Nie. Nikt nie dmie w trąby, to my sami… sami tylko.

Jesteśmy archaniołami dnia ostatecznego, społeczeństwami antychrystów, szatanem.

Jesteśmy wszystkim, czym stworzył nas świat. Sąd - ?

Tak. Mamy dużo grzechów i cnót, ale przecież sądzić nas nie można. Przecież jesteśmy niewinni, nieodpowiedzialni, sterroryzowani samodzielnym, konsekwentnym dzianiem się świata.

(...)

My tylko będziemy udawać, że jesteśmy nie tutaj, a właśnie gdzie indziej, gdzieś bardzo daleko, w sferze bezwzględnej racji. W istocie będziemy i tu, i tam, a tylko tak na razie… na niby - -

...a później, kiedy już wszystko przeminie, wrócicmy z tej naszej Wielkiej Gwiaździstej Emigracji ze swoją własną racją, z absolutem…

I wtedy będziemy tu na ziemi - ?

- - Ach, wtedy już można będzie być czymś słabym, cherlawym ideologicznie, można się będzie obejść niczym. Bez żadnych zobowiązań.

Więc - ?

Ach, jak wy nic nie rozumiecie, a to wszystko takie jasne: wtedy będziemy Demokracją”

Wywód zakończony został swoistym manifestem postawy artysty Imperium: 

Panom determistom, metafizykom, demokratom, ludziom „kultury” i tym wszystkim innym, z którymi spotkamy się tutaj za następnym razem – oświadczam: że my nie będziemy udawać, że właściwie istniejemy gdzie indziej. Bo nasza kultura, nasza metafizyka, nasza polityka nie są gdzie indziej niż my.

Nie potrzebujemy od nich uciekać!

Uznajemy, tak jak panowie, Absolut – i prawdę, i rację bezwzglęgną, ale nie uznajemy systemu „podlizywania się” Absolutowi, systemu jego protekcji. Wszelkie osobiste, prywatne konszachty z Absolutem panów metafizyków czy innych – są niepoważne.

W walkach międzyludzkich jesteśmy wobec Absolutu równouprawnieni.

Nie dlatego zwyciężymy, że broni nas system wartości absolutnych, przeciwnie: to system wartości absolutnych musi zwyciężyć dlatego, że my go bronimy.

CZYTAJ TAKŻE: Andrzej Trzebiński: Udajmy, że istniejemy gdzie indziej

Imperializm

Kultura własna, mająca ambicje oddziaływania na innych, przekraczania politycznych granic własnego narodu, wypromieniowywania własnych wartości i wiązania nimi, przywiązywania do siebie obcych – jednym słowem, kultura imperialna musi być czymś więcej niż pamiętnikiem. (…) Kultura imperialna musi ekspresjonistyczną postawę wyrażania siebie zastąpuć kreacjonistyczną postawą tworzenia dzieł kultury jak najbardziej obiektywnych, uniezależnionych z chwilą stworzenia od swoich twórców, mogących iść samodzielnie i bez naszej opieki – na podbój świata.

Postulat imperializmu kulturowego związany jest z popularną w środowisku Konfederacji Narodu koncepcją Imperium Słowiańskiego. Miało ono grupować państwa tzw. trójmorza (Bałtyk, Morze Czarne, Adriatyk), oczywiście pod polskim przewodnictwem. W nim dostrzegano drogę do zwalczenia peryferyjności krajów tej części Europy i do zabezpieczenia przez imperializmem niemieckim i rosyjskim. Mimo „słowiańskości” w nazwie w Imperium było miejsce także dla ludów bałtyckich, Węgrów czy Rumunów. 

Trzebiński kładł nacisk, za Georges’em Sorelem i Stanisławem Brzozowskim, na rolę mitu jako czynnika mobilizującego społeczeństwo do realizacji wielkiego celu:

Walka z „Polską fantastyczną” nie wystarcza. Potrzebny jeszcze mit kultury imperialnej. Mit wielkiej historii: ogień , który zapala sumienia, oczyszczając je z małości. (...)

Istnieje głęboka i pełna odpowiedzialności konieczność wywołania w kulturze polskiej – a dziś przynajmniej przygotowania, jeśli nie wywołania – jakiegoś wielkiego, szerokiego, ogarniającego cały naród ruchu kulturalnego, który związałby ze sobą te dwa momenty polskiej rewolucji – mit o imperium i realistyczną, odważną wizję rzeczywistości otaczającej nas – i który byłby ruchem posuwania się po tej wielkiej drodze historycznej od tego, co realnie istnieje, ku temu, co być musi.

W tym celu postulował:

1. Musimy dać, musimy się zdobyć na ekspansję nie tylko wielkiej tradycji historycznej, ale i poczuwającej się do obowiązku wielkości – aktualności życia kulturalnego.

2. Polska idea kulturalna nie może być ideą polityczną: subiektywną ideą polskiej polityki. Będzie natomiast ponadpolską ideą kultury. Będzie dążyć do stworzenia wartości, w pewnym sensie, w sensie Europy środkowej – obiektywnych.

3. Polska idea kulturalna nie będzie zakapturzoną kulturą francuską, angielską czy w ogóle kosmopolityczną, ale własną, przez siebie stworzoną, odpowiadającą duchowi słowiańszczyzny.

CZYTAJ TAKŻE: Andrzej Trzebiński: Żołnierzom walczącym za Bugiem

Nacjonalizm

Nacjonalizm dla Trzebińskiego nie był zwykłym zjawiskiem politycznym, a epoką, równą Renesansowi, Reformacji czy Romantyzmowi. Epokę norwidowską, wiek XIX, uznawał za bękarcią, bo wszystkie inteligencje praktyczne były w niej niechrześcijańskie, a wszystkie chrześcijańskie – niepraktyczne, przez co między prawdziwą (chrześcijańską) kulturą, a rzeczywistością nastąpił rozłam. 

Epoka Nacjonalizmu jest epoką, w której przywraca się wartościom – praktyczność. W której inteligencje chrześcijańskie mogą zacząć nareszcie żyć, działać, postępować istotnie po chrześcijańsku. 

Myśl kulturalna przestała już być dzięki Nacjonalizmowi alchemicznym tyglem, laboratorium gdzie otrzymuje się gruzeł po gruźle złotą, ale nieżywą Prawdę

Stała się na powrót drzewem, które po białym okresie kwitnięcia, po okresach czerpania z ziemi soków i z nieba – słońca, wydaje owoc po owocu, owocowo i słonecznie, złotą, żywą Prawdę.

Trzebiński pisał także o europejskiej myśli Nacjonalizmu. Nie chodziło mu naturalnie o jakiś wspólny mianownik pojedynczych nacjonalizmów narodowych, a o możliwie skończony system emocjonalno-intelektualny, o system wyrastający wprawdzie z różnych – jak to było widać – korzeni, o system oparty na podstawach bardzo szerokich, niemniej stanowiący organiczną, zdolną nawet do kwitnięcia całość. 

Skąd brała się przydawka „europejski”?

Stąd tylko, że myśl Nacjonalizmu, bez żadnej tam megalomanii czy reklamy, jest myślą o skali europejskiej, jest żywym dorobkiem w sferze obiektywnych, europejskich wartości kulturalnych

jest w stosunku do tych wszystkich odgałęzień, odszczepieństw od europejskiego pnia myślowo-emocjonalnego, zielonym i wiecznie świeżym czubkiem drzewnym.

Nacjonalizm Trzebińskiego żądał zmiany w rozumieniu władzy. Elity rządzące, kierujące przemianami rzeczywistości, muszą tę rzeczywistość znać nie tylko statycznie czy naukowo, ale także ją intuicyjnie rozumieć – a podstawowym warunkiem rozumienia jest współuczestnictwo w twórczości. Dlatego rządzenie i tworzenie powinny zlać się w jedną funkcję. 

Młody poeata zafascynowany był także ideą regionalizmu Maurycego Barresa. Równocześnie krytykował Humanizm, który rozpętał stuletnią wojnę przeciw Naturalizmowi i Katolicyzmowi, czego skutkiem były narodziny socjalizmu i komunizmu:

Jakże naiwnie dla tych oszalałych, walczących w święte imię Abstrakcji, inteligencji, socjalizmu i komunizmu, przedstawiał się opanowany regionalizm Barresa. Przywiązani do środowiska, do własnej prowincji, do małych, rodzinnych miasteczek, zabudowanych jeszcze mniejszymi domkami i zielonymi bryłami drzew. 

To nowy, wspaniały świat, cywilizacja, tu stuletnia, prawie-że religijna wojna z Naturalizmem i Katolicyzmem o postęp człowieka, a tam…

przywiązanie do własnej prowincji, do małych naiwnych miasteczek, w których przeżyło się dzieciństwo i pokończyło szkoły, przywiązanie do ziemi, z której się dosłownie wyrosło.

Regionalizm wywarł wyraźny wpływ na kształt jego Nacjonalizmu: 

Myśl Nacjonalizmu walczy z człowiekiem „déraciné”, z człowiekiem pozaśrodowiskowym, z całym tym dziewiętnastowiecznym nomadyzmem człowieka pozbawionego własnego miejsca w świecie. 

(…)

Ma pogardę dla tradycyjności, dla schematów egalitarystycznych i niszczycielskich rewolucji Kosmopolityzmu. (…) U źródeł myśli Nacjonalizmu tkwi twórcza i celowa (a nie naturalnie i bezcelowo wybuchła!) rewolucja, która zmieniając – tworzy.

Rewolucja charakteru.

Uniwersalizm

U podstaw europejskiego poglądu na świat od Renesansu miała leżeć biegunowość myślenia - filozofia, która szablonizuje człowieka. Na przeciwległych biegunach znalazły się indywidualizm i totalizm. Od XIV wieku społeczeństwa europejskie dążyły do bieguna indywidualizmu, co doprowadziło najpierw do odrzucenia autorytetów zewnętrznych, a później wewnętrznych – etycznych. Dlatego już w XIX wieku zapędzono się na biegun przeciwny, prosto w objęcia totalizmu, który stał się dominujący także dla wieku XX. 

Filozofii biegunowości Trzebiński przeciwstawiał, stworzony przez ks. J. Warszawskiego, wyrosły na gruncie tomizmu, uniwersalizm – filozofię proporcji , która daje każdemu z nas jego własne zadanie. 

Uniwersalizm leży u podstaw myślenia zdobywającego sobie trudne, etyczne proporcje wobec wszelkich wartości krańcowych, myślenia szukającego swojej szerokości geograficznej w życiu kulturalnym, układającego sobie niebezpieczny i nieprzewidywalny, ale za to oryginalny, w ł a s n y wzór. 

W z ó r n a ł a d s e r c a - !

W szukaniu swojej ścieżki nie chodzi o trzymanie się „złotego środka”, czyli taktykę przemykania się, kompromisu, unikania niebezpieczeństwa. Wykwit antycznego hedonizmu, a o wypracowanie metody „złotego szczytu”. Między jednostką, a Bogiem znajduje niezliczona ilość dróg i rozwiązań. Każdy człowiek indywidualnie dorasta do świata wartości trwałych, obiektywnych. We wdrapywaniu się na szczyt nie ma dróg na skróty. Indywidualizm i totalizm oparte są na instynkcie i emocjach. Uniwersalizm bazuje na intelekcie – wymaga wysiłku. 

Na świecie jest tylko Człowiek indywidualnie dorastający do praw wieczności i Boga. I to wszystko. Koniec.

Na historię zabrakło miejsca .

Zakończenie

Trzebiński, nowy jakiś polski Nietzsche – pisał o poecie jego ideowy przeciwnik, Czesław Miłosz, z którym żył przecież w tym samym mieście, w tym samym czasie i w tej samej rzeczywistości. Z tą różnicą, że jeden rzucał serce i życie jak granat, a drugi udawał, że istnieje gdzie indziej. 

Fascynująca jest droga życiowa Trzebińskiego. Od bluźnierstwa do Boga, od fascynacji erotyzmem do ascezy, od pragnienia śmierci do akceptacji cierpienia. Człowiek ten się tak niesamowicie zmienił w tak krótkim czasie! Pod koniec życia pisał: czuję się służbą i ideą. Takich twórców dzisiejszej kulturze brakuje. Artystów Imperium.

Adam Szabelak

-------------------------------------------

Bibliografia:

A. Trzebiński, Pamiętnik, Warszawa 2001. 

A. Trzebiński, aby podnieść różę, Warszawa 1999. 

Ja i ogień. Baczyński, Gajcy i Trzebiński, Warszawa 1994. 

J. Szczypka, W gałązce dymu, w ognia blasku…, Warszawa 1977.

Ks. J. Warszawski T. J., Uniwersalizm. Zarys narodowej filozofii społecznej, Biała-Podlaska 2005
E. Janicka,
Andrzej Trzebiński - „nowy jakiś polski Nietzche”? O trzecim redaktorze „Sztuki i Narodu” w świetle jego dziennika oraz polemiki z Czesławiem Miłoszem, „Teksty Drugie 2001”, nr 3-4.

R. Łęchota, „Imperium gdy powstanie to tylko z naszej krwi”. Andrzej Trzebiński – między nacjonalizmem, uniwersalizmem i imperializmem [w:] Różne oblicza nacjonalizmów. Polityka – Religia – Etos, pod red. Bogumiła Grotta, Kraków 2010. 

Adam Szabelak

Czytaj Wcześniejszy

Dzwon „Głos nienarodzonych” od 13 do 15 sierpnia w Małopolsce

Czytaj Następny

Stanisław Piasecki: Chłopy idą

Zostaw Odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *