Jacek Bartyzel: Nacjonalitaryzm, czyli demokracja narodowa

Artykuł ukazał się w IV numerze kwartalnika ,,Polityka Narodowa” (Jesień, 2008)

Jeśliby zaufać obiegowym opiniom, wygłaszanym niemal każdego dnia przez reprezentantów panującej w demokracji liberalnej „klasy polityczno-medialnej”1, nie ma większego przeciwieństwa – i bardziej śmiertelnego wroga! – demokracji niż nacjonalizm. Bez ryzyka przesady można powiedzieć, że termin nacjonalizm – skojarzony nieodmiennie również z pojęciem skrajna prawica – zajmuje wręcz „uprzywilejowaną” pozycję na liście ideologicznych „demonów”, których „egzorcyzmowaniem” zajmują się rozmaite rządowe, „pozarządowe” i „hiperrządowe” (europejskie) centra „monitorowania” rasizmu, ksenofobii, antysemityzmu etc. (albowiem realne czy wyobrażone desygnaty tych fenomenów traktowane są właśnie jako synonimy lub konieczne składowe nacjonalizmu). „Przeciążenie” pojemności terminu nacjonalizm polega również na obciążaniu go odpowiedzialnością za wszystko zło (jak „czystki etniczne” w byłej Jugosławii, rzezie międzyplemienne w Rwandzie, terroryzm separatystów baskijskich czy korsykańskich, zamachy bombowe radykalnych islamistów i hinduistów) dziejące się w świecie z powodu działań każdej grupy etnicznej, która uzna za stosowne i korzystne dla siebie określić się jako naród i zażądać prawa do samostanowienia. Jeszcze dalej posuwają się takie pseudoteoretyzacje, jak wymyślanie quasi-bytu ideologiczno-politycznego pod nazwą nacjonalizmu pokomunistycznego lub postrzeganie w nim „najwyższego stadium komunizmu”2, co zdaje się być „twórczym rozwinięciem” sławnego odkrycia Czesława Miłosza, iż „jest ONR-u spadkobiercą Partia”.

Być demokratą i zarazem nacjonalistą zdaje się przeto zupełnym niepodobieństwem, pozbawionym sensu zestawieniem słów lub, w najlepszym razie, zbudowaną na oksymoronie figurą retoryczną, mającą zadziwiać przepastną głębokością paradoksu. O tym, że może być (lub przynajmniej ongiś mogło być) inaczej, szersza publiczność dowiaduje się jedynie przypadkiem i jakby mimochodem; na przykład, kiedy były prezydent Republiki Francuskiej, Valéry Giscard d’Estaing, podczas swojego urzędowania zmodyfikował tekst Marsylianki, zacierając w ten sposób ślady niewątpliwego szowinizmu oraz bardzo jaskrawych akcentów ksenofobicznych tej rewolucyjnej i symbolizującej ideały demokratyczne pieśni.

Od powyższego schematu wyłamuje się jedynie, bardzo modna obecnie w kręgach akademickich – ale też, co znamienne, raczej nie popularyzowana w dyskursie polityków i w masowym obiegu medialnym – tzw. wyobrażeniowa teoria narodu, plasująca się w nurcie zwanym „klasycznym modernizmem” w socjologii i antropologii społecznej. Paradygmat tego podejścia stworzył Ernest GELLNER (1925-1995), rozwijający w wielu pracach3 tezę, iż naród jest wytworem ideologii nacjonalistycznej, będącej z kolei produktem społecznej modernizacji i industrializacji w epoce nowożytnej (procesy narodotwórcze są zatem ich funkcją uboczną). Naród, zdaniem Gellnera, można zdefiniować tylko w kategoriach właściwych epoce nacjonalizmu: „nacjonalizm to nie przebudzenie się narodów do samoświadomości: tworzy on narody tam, gdzie nie istnieją”4.

Najbardziej wyrafinowany wariant teorii narodu jako „konstruktu” elit nacjonalistycznych, „wynajdujących” naród za pośrednictwem różnych mediów i rytuałów społecznych, przedstawił5 amerykański politolog Benedict ANDERSON (ur. 1936). Autor ten zgadza się z poprzednikami co do tego, iż naród jest „bytem wymyślonym” w roli nowego spoiwa społecznego pod koniec XVIII wieku (inicjalnie przez autorów amerykańskiej Deklaracji Niepodległości z 1776 r. i promotorów rewolucji we Francji w 1789 r.), stawia jednak bardziej dociekliwe pytanie, jaki rodzaj „cementu” społecznego istniał wcześniej i dlaczego pojawiła się potrzeba zastąpienia go nowym. W jego rozpoznaniu świat przednowożytny posiadał trzy takie spoiwa: wspólnotę religijną, monarchię dynastyczną i czas święty. W religii kluczowe znaczenie miał (dany od Boga) sakralny język liturgii, złożony ze znaków postrzeganych nie jako arbitralne i konwencjonalne, lecz wiernie odzwierciedlające Rzeczywistość ontologiczną, stąd też stanowiące dla wspólnoty źródło nieomylnej Prawdy (komunikowanej przez duchowieństwo)6. Monarchia stanowiła dostojne centrum, legitymizowane sakralnym rytuałem koronacji, autorytetem pomazańca Bożego7. W czasie sakralnym wydarzenia z historii świętej odczuwane były zarazem jako transhistoryczne i mogące należeć do każdej epoki (przykładowo, na witrażach i obrazach średniowiecznych postaci z historii świętej przedstawiane były w strojach współczesnych, a obok nich mogli występować fundatorzy)8.

Nowożytność, zauważa Anderson, zadała wszystkim tym spoiwom druzgocące ciosy. Erozją pierwszego były, z jednej strony, odkrycia geograficzne, które unaoczniając istnienie innych wspólnot, relatywizowały znaną formę społeczną, z drugiej zaś – wynalazek druku, dowartościowujący (z powodów praktycznych) języki narodowe. Dla autorytetu monarszego destrukcyjna była pierwsza w dziejach egzekucja pomazańca Bożego (króla Anglii i Szkocji Karola II, w 1649 r.) przez poddanych. Idea czasu sakralnego zaczęła być wypierana przez naukową koncepcję czasu „pustego” i jednorodnego. Narodziny idei narodu miałyby zatem być związane z obumieraniem owych tradycyjnych aksjomatów: że język daje dostęp do Rzeczywistości prawdziwej; że społeczeństwo jest w sposób naturalny zorganizowane wokół świętego centrum; i że ziemska historia człowieka jest elementem historii zbawienia, co łącznie dawało poczucie uczestnictwa w sakralnym ładzie świata. Ich rozpad oznaczał sekularyzację świata, odgrodzenie kosmologii od historii. Zrodziło to potrzebę nowej spójni społecznej, łączącej „braterstwo, władzę i czas”, tę zaś spełniała, zdaniem Andersona, wymyślona wówczas idea narodu, ponieważ zawiera ona wizję nieskończonego wstecz i wprzód ciągu pokoleń oraz suwerennego panowania nad określonym terytorium. Naród tak rozumiany jest wspólnotą, ale nie hierarchiczną i sakralną, ma też poczucie misji do spełnienia; daje jednostkom poczucie zakorzenienia i sensu, schronienie przed egzystencjalnym poczuciem przemijania i rozpadu.

Nie jest przedmiotem ani zadaniem tego wykładu gruntowna polemika z koncepcjami „klasycznego modernizmu” ani w ogóle rozważanie teorii narodu. Dla naszych celów wystarczy zauważyć, że teoria „wyobrażeniowa”, kwestionując rzeczywisty charakter społeczeństwa i skłaniając do traktowania narodu jako ideologicznej mistyfikacji nacjonalistów, uderza w status człowieka jako osoby, pozbawia go właściwej mu potencjalności i transcendencji, zdolności wchodzenia w realne więzi międzyludzkie. Świadomie ignoruje ona także ustalenia poważnych historyków, konstatujących istnienie świadomości narodowej (toteż i narodu) daleko wstecz przed pojawieniem się ideologii nacjonalistycznej. Wydaje się, że podstawowy błąd teorii „wyobrażeniowej” polega na pomyleniu lub niedostrzeżeniu albo świadomym pominięciu kardynalnej różnicy pomiędzy narodem jako realnym bytem historycznym, istniejącym niezależnie od ideologicznej „pracy” nad jego ukonstytuowaniem a „narodem nacjonalistycznym”, będącym rzeczywiście konstruktem ideologicznym. „Papierkiem lakmusowym” pozwalającym zidentyfikować tę różnicę jest to czy naród postrzegany jest jako wspólnota wspólnot pierwszych (rodzin, gmin, prowincji, stanów i warstw) istniejąca w sobie i dla siebie, celem samozachowania i wzmocnienia, czy też jest „wymyślany” przeciwko komuś lub czemuś istniejącemu realnie, zasadniczo właśnie przeciwko wspólnocie faktycznie narodowej, tyle że takiej, do której nie dotarła (albo dotarła, ale została odrzucona) ideologia „powiadamiająca ją” o nowym rozumieniu narodu9.

Naród przedrewolucyjny (historyczny) żył w strukturach pionowych, hierarchicznych i pluralistycznych, wyrażanych przez formuły potrójnej reprezentacji politycznej: prowincjonalnej, stanowej i – wieńczącej obie – królewskiej; polityczne „ciało mistyczne” (corpus Reipublicae mysticum) narodu żyło w nierozerwalnej symbiozie z „mistycznym ciałem” monarchy10. Oddzielenie przez rewolucję owych „ciał” przez unicestwienie drugiego wymagało stworzenia nowej formuły identyfikacji, która musi być spłaszczona, pozioma, homogeniczna i egalitarna, zastępującą „braterstwem równych w wolności” (zatem identycznych) indywiduów pluralistyczną tkankę lokalnych i prowincjonalnych odrębności (także językowych) oraz stanów i korporacji. Koniecznymi narzędziami tego ujednolicającego przeobrażenia stały się: propaganda (gazety, broszury), edukacja (powszechny obowiązek szkolny) i armia (powszechny pobór przymusowy). Druga kardynalna różnica pomiędzy oboma narodami polega na tym, że naród przedrewolucyjny żył (w czym zupełną rację ma Anderson) w świecie pojęć religijnych i jego egzystencja zyskiwała sens przez odniesienie go do wspólnoty wyższego rzędu, tj. Christianitas. Świadome i celowe uderzenie twórców ideologii suwerenności narodu w ów związek rodziło z kolei potrzebę wynalezienia substytutu religii w postaci narodowej idolatrii, mającej zastąpić kult chrześcijański.

Pomimo swoich wad – będących zresztą konsekwencją skrajnego nominalizmu socjologicznego – teoria „wyobrażeniowa” posiada ten niemały walor, że wydobywa, chcąc nie chcąc, fakt starannie skrywany w dyskursie polityczno-medialnym i niewygodny dla demoliberalnej „pedagogiki społecznej”, w której nacjonalizm, jak już wspomniano, pełni odstraszającą rolę „dybiącego” na demokrację Zła niemal absolutnego. Unaocznia ona, że nacjonalizm – a raczej, jak będziemy starali się dowieść, ideologia operująca nowoczesnym, rewolucyjnym konceptem narodu, używanym jako taran do rozkruszenia hierarchicznego ładu ancien régime’u – przynajmniej w swojej genezie, lecz również przez niemały czas (ponad jedno stulecie), związany był nierozerwalnie, można rzec: stanowiąc drugą stronę tej samej kartki, z ideologią radykalnej demokracji, społecznego egalitaryzmu, jak również z dążeniem do sekularyzacji, czyli w praktyce dechrystianizacji, nie tylko świata polityki, ale również kultury i życia społecznego. Ta postać ideologii demokratyczno-egalitarnej, w której centrum znajdowało się pojęcie narodu, należała przeto do ideologicznego i kulturowego prądu oświecenia, a zatem świata wartości rozpoznawanych przez wszystkie nurty lewicy jako najniewątpliwiej postępowe, jak również epoki, która przez establishment współczesnej demokracji liberalnej jest traktowana jako mityczny nowy początek. Krótko mówiąc, demokracja i (ten) nacjonalizm „w jednym stały domku”. Musimy tedy zgodzić się w zupełności z marksistowskim historykiem Jeanem Plumyène’m, który powiada: „Rewolucja Francuska wymyśliła Naród przeciwko królowi, prawowitość z dołu przeciwko prawowitości z góry”11. Nie była to jednak wyłącznie „francuska choroba”: tę samą alternatywę odczytać można na przykład z twórczości poetyckiej „polskiego Saint-Justa” (przez Mickiewicza nazwanego poetycznie „młodzianem pięknym i posępnym”) – Jakuba JASIŃSKIEGO (1761-1794), który w gniewnym Wierszu w czasie obchodzonej żałoby przez dwór polski po Ludwiku XVI wołał: „Niech giną króle, a świat będzie wolny!”, a w pierwszej bodaj w poezji polskiej apostrofie Do narodu – co „…po długim smutku darem oświecenia / Począł wznawiać gmach silny dawnego znaczenia” – przeświadczenie o płynącym z dołu źródle mocy wykładał słowami płomiennego apelu: „Narodzie! Czas nie ufać w żadne zaręczenia, / W tobie samym jest zakład zguby lub zbawienia! / Nie dbaj na to, żeś w ciężkie kajdany się dostał. / Gdzie lud rzekł: «Chcę być wolnym» – zawsze wolnym został! / Niechaj ci w myśli stoją przykłady Zachodu. / Co są siły tyranów, a co moc narodu”12.

Demokratyczny, egalitarny, plebejski, rewolucyjny, antytradycjonalistyczny, lewicowy summa summarum charakter owego pierwotnego nacjonalizmu – i vice versa: etniczny, szowinistyczny, ksenofobiczny charakter wojującej demokracji, która na arenę dziejów wystąpiła wraz z rewolucją 1789 r., obalając trony i ołtarze, zdaje się przeto bezdyskusyjny. Cóż jednak począć z faktem, iż nacjonalizm taki, jakim poznał go świat od schyłku XIX wieku jest rzeczywiście przeciwieństwem wskazanych wyżej wyznaczników; że naprawdę sytuuje się na antydemokratycznej i antyliberalnej prawicy – a w swoich „głównych przypadkach” (Arystotelesowski ), na czele z Action Française – wręcz kontrrewolucyjnej i rojalistycznej? Jeżeli uwzględnimy jeszcze okoliczność, że w swoich głównych manifestacjach XX-wiecznych nacjonalizm ów, od nacjonalizmu chrześcijańskiego „młodej endecji” w Polsce po nacionalcatolicismo w Hiszpanii13, wszedł w ścisłą symbiozę z katolicyzmem, to powstaje konfuzja trudna do rozwikłania. Wskazać można jedynie dwie sensowne drogi wybrnięcia z tego dylematu. Pierwszą, ze względu na metodologiczny radykalizm podejścia, przyrównać można do rozcięcia mieczem „węzła gordyjskiego”, polega bowiem na odmówieniu nacjonalizmowi statusu samodzielnej doktryny, analogicznej do konserwatyzmu, liberalizmu czy socjalizmu. Zwolennik tego podejścia (Adam Wielomski) przekonywa, że: „Nie będąc samodzielnym bytem doktrynalnym, nacjonalizm stanowi uzupełnienie innych doktryn”, występujące „jedynie jako komponent doktryny lub ideologii”, którego „z punktu widzenia logiki języka należałoby […] używać […] wyłącznie w formie przymiotnika: konserwatyzm narodowy, liberalizm narodowy, socjalizm narodowy itd.”; radzi też, aby „używać terminu nacjonalizm wyłącznie w kategorii zaangażowania uczuciowego i emocjonalnego po stronie własnego narodu”14.

Jeżeli jednak nie znajdujemy przekonywujących argumentów na rzecz tak radykalnego podejścia15, i jeżeli jesteśmy przekonani, że nacjonalizm jest jednak odrębną doktryną (a może nawet i filozofią polityczną), która doszła do swojej samowiedzy (swojego  właśnie) w myśli Charlesa Maurrasa, Enrica Corradiniego czy Ramira de Maeztu16, to pozostaje nam jedyne wyjście w postaci znalezienia adekwatnej nazwy dla zasadniczo różnej od nacjonalizmu sensu proprio ideologii demokratycznej, egalitarnej i etnocentrycznej, o rodowodzie oświeceniowym i rewolucyjnym, a następnie ich porównania. Tej nazwy nie trzeba wymyślać, bo ona już istnieje, choć trzeba odszukać ją poza głównym („mainstreamowym”) nurtem badań politologicznych17. Jest nią określenie: nacjonalitaryzm.

Zasada narodowościowa

Twórcą terminu nacjonalitaryzm był francuski pisarz polityczny, bliski nacjonalistyczno-rojalistycznej Action Française, René JOHANNET (1884-1972), który zaproponował go w wydanej po raz pierwszy18 w 1918 r. książce Zasada narodowościowa (Le principe des nationalités). Dla zrozumienia pobudek, które kierowały autorem tego neologizmu, należy wziąć pod uwagę kilka istotnych (zasygnalizowanych już w pewnej mierze), kontekstualnych okoliczności:

1º proklamowanie, jeszcze w epoce oświecenia, przez Jeana-Jacquesa Rousseau zasady „suwerenności ludu” (souveraineté du peuple), przeciwstawionej suwerenności królów, uznanych za „przywłaszczycieli” władzy należnej ludowi, który jest źródłem wszelkiej suwerenności (toute souveraineté réside dans le peuple), jak to stwierdza inspirująca się „Obywatelem Genewskim” rewolucyjna Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela z 1789 r.19, a za nią wszystkie kolejne konstytucje Republiki Francuskiej, do których jej tekst został włączony w całości20;

2º dokonane przez rewolucjonistów francuskich utożsamienie suwerennego ludu z narodem (le peuple = la nation), z którego wszelako wykluczeni zostali wszyscy „niepatrioci”, czyli kler i arystokraci, ex definitione niegodni bycia „dziećmi (Matki) Ojczyzny” (les enfants de la Patrie) i – jako „cudzoziemcy” (les étrangers) – odesłani „do lasów Frankonii”, w następstwie czego „narodem kompletnym” jest Stan Trzeci21, wszelako rychło pojawia się kontrowersja czy „prawdziwym” narodem jest zamożniejsza część ludu (burżuazja, „naród podatników”), czy też przeciwnie – biedniejsza (sankiuloteria, „naród góralski”)22;

3° proklamowanie i rozpoczęcie przez rewolucję francuską, kontynuowanej przez Cesarstwo Francuskie, zewnętrznej wojny rewolucyjnej („pokój chatom, wojna pałacom”), pod hasłem wyzwolenia ludów z „tyranii” królów i „zabobonów” religijnych;

4º rozprzestrzenianie się w całej XIX-wiecznej Europie, a zwłaszcza: a/ na obszarach jednolitych etnicznie i językowo, lecz zróżnicowanych państwowo (jak Niemcy i Włochy), b/ dawnych państwach pozbawionych niepodległości (jak Polska, Chorwacja czy Irlandia) oraz c/ pośród szczepów etnicznych, kreowanych jako narody przez literatów romantycznych, wymyślających im państwową genealogię (jak Ukraińcy czy Finowie), zasady narodowościowej, przeciwstawionej zasadzie monarchicznego legitymizmu i mającej usprawiedliwić ich dążenia zjednoczeniowe lub irredentystyczne;

5º pojawienie się w drugiej połowie XIX w. oraz rychłą zmianę znaczenia pojęcia „nacjonalizm”.

Konsekwencją wewnątrzpaństwową (najskrupulatniej zrealizowaną we Francji) koncepcji suwerenności ludu/narodu była likwidacja – na rzecz niezróżnicowanej i ujednoliconej w prawach masy jednostek – „obywateli” (citoyens) – wszelkiego pluralizmu, zarówno stanowego i korporacyjnego, jak samorządowego i prowincjonalnego oraz powstanie scentralizowanej republiki „jednej i niepodzielnej” (une et indivisible). Słusznie tedy (błędnie używając jedynie, jak niemal wszyscy, zbyt szerokiego, nieprecyzyjnego terminu nacjonalizm) Hans Kohn podkreśla, iż „powstanie nacjonalizmu jest ściśle związane z początkami idei suwerenności ludu”23.

Zalążki ideologicznego uzasadnienia zasady narodowościowej dał już cesarz NAPOLEON I, tyle że ex post, w memoriale pisanym jako zdetronizowany więzień Anglików na Wyspie św. Heleny, usprawiedliwiając swoje podboje pragnieniem zbudowania uniwersalnej wspólnoty, w której ramach wszystkie nacje odzyskają swoje słuszne prawa24. Interpretację tę wznowił jego bratanek, książę Ludwik-Napoleon Bonaparte, w wydanej w 1839 r. książce Idee Napoleońskie25, który następnie, już jako cesarz NAPOLEON III, podniósł tę zasadę do rangi programu swojej polityki zagranicznej, praktycznie wcieliwszy ją w życie jedynie na obszarze Włoch, zjednoczonych dzięki jego wsparciu. Kolejnym, milowym krokiem w uczynieniu tej zasady podstawą ładu międzynarodowego była, wyartykułowana w styczniu 1918 r., w planie pokojowym, znanym pod potoczną nazwą „14 punktów” prezydenta USA, Woodrowa WILSONA (1856-1924), doktryna samostanowienia narodów, która stała się podstawą rekonstrukcji mapy politycznej Europy przez Kongres Wersalski i ideologiczną podbudową Ligi Narodów.

Ogólnie, realizacja zasady narodowościowej przebiegała w dwu kierunkach, wchodzących w stale i powszechnie obserwowaną konfrontację; z jednej strony, narody stanowiące etniczny trzon danego państwa i uważające je za wyłącznie „swoje” państwo narodowe starają się – środkami administracyjnymi, poprzez ujednoliconą edukację państwową, a niekiedy i siłą fizyczną – ujednolić państwo narodowościowo oraz wykorzenić wszelkie odrębności, nieprzystające do jednolitego wzorca. Z drugiej strony, tzw. mniejszości etniczne – powołując się na tę samą zasadę narodowościową oraz prawo do samostanowienia – usiłują wywalczyć jak najszerszy zakres swoich partykularnych uprawnień, nie stroniąc przy tym od odwoływania się do innych państw, zwłaszcza tych, w których ich narodowość ma pozycję dominującą, albo do instancji ponadpaństwowych, częstokroć przejawiają tendencje separatystyczne, a nawet irredentystyczne, w wielu wypadkach uciekając się także do zbrojnych rebelii albo do terroryzmu. Na przykład, jak zauważa Johannet, po uzyskaniu niepodległości Czesi natychmiast postawili sobie za punkt główny polityki narodowej niewywiązanie się z uroczystych zapewnień dania w Czechosłowacji równouprawnienia Słowakom, Finowie uznali za niezbędne wyrugowanie Szwedów i języka szwedzkiego, a Polska stanęła oko w oko z separatyzmem Rusinów i Litwinów26. Ta nieustająca konfuzja wypływa z niemożliwości obiektywnego ustalenia, na gruncie zasady narodowościowej, jaką grupę ludzką można uznać za naród, której narodowości przysługuje prawo do samostanowienia – aż do oderwania się od państwa, w którym jakaś część jej członków zamieszkuje, i utworzenia własnego państwa.

Powyższej sprzeczności nigdy nie zdołały rozwiązać nie tylko oficjalne doktryny oraz działania mężów stanu czy instytucji międzynarodowych, ale również próby teoretyzacji pojęcia principe des nationalités. Definicje zasady narodowościowej, z których pierwszą („…to zasada, według której każda rasa ludzka dąży do ukonstytuowania się jako samodzielny organizm polityczny”) sformułował27 w 1835 r. pozytywista Émile LITTRÉ (1801-1881), a rozwijał28, między innymi, pierwszy liberalny premier II Cesarstwa – Émile OLLIVIER (1825-1913), Johannet ujmuje zbiorczo jako postulat, „ażeby pomiędzy państwem a narodowością zachodziła zgodność”, toteż „jedynym państwem, które ona chce uznać, jest państwo narodowe (état national), którego granice wyznaczane są nie według biegu rzek, kierunku gór, przypadków siły (les hasards de la force) lub układów dyplomacji, lecz według rozsiedlenia ras, a raczej narodowości”29. Jest to jednak wymóg praktycznie nierealizowalny, ponieważ rasy są przemieszane wszędzie, a narodowości prawie wszędzie, toteż w świetle zasady narodowościowej niepodobna rozstrzygnąć kwestię przynależności państwowej obszarów mieszanych etnicznie, albo spornych historycznie lub z jakichkolwiek innych powodów; nie można „obiektywnie” i w sposób satysfakcjonujący wszystkie strony ustalić, czy Alzacja jest francuska czy niemiecka, Wileńszczyzna polska czy litewska, Siedmiogród węgierski czy rumuński, a Kosowo serbskie czy albańskie, ani „sprawiedliwie” zdecydować do jakiego państwa ziemie te „powinny” należeć. We wszystkich takich przypadkach wzrasta natomiast zawsze obustronna nienawiść, ponieważ zwiększają się „powierzchnie tarcia”, czego nieuchronnym skutkiem jest „wojna co rok, i na każdym kroku”30.

Problemu nie rozwiązało także samo pojawienie się pojęć „nacjonalizm” (nationalisme) i „nacjonalista” (nationaliste), ponieważ pierwszy odnotowany przypadek ich użycia31 – przez liberała Luciena PRÉVOST-PARADOL (1829-1870) – został odniesiony właśnie do zasady narodowościowej. Prawdziwym przełomem było dopiero wznowienie tych pojęć w 1892 r. przez Maurice’a BARRÈSA (1862-1923), w manifeście La querelle des nationalistes et des cosmopolites32, będącym pierwszą artykulacją doktryny nacjonalistycznej sensu proprio. W znaczeniu użytym przez Barrèsa nacjonalizm jest „partią Francji”, jako „narodu-państwa” (Nation-État). W konsekwencji, rzeczą nacjonalizmu jest odnoszenie każdej kwestii politycznej do interesu narodu-państwa, w przeciwieństwie do ideologii kosmopolitycznych, które kwestie te rozpatrują w świetle interesów albo (jak liberalizm) jednostki, albo (jak marksizm) proletariatu. Od wystąpienia Barrèsa zatem, pojęcie nationalisme „oznacza zwolennika polityki ściśle narodowej (il signifie partisan d’une politique strictement nationale)”33.

Zarówno (jeszcze republikański) nacjonalizm Barrèsa i (już rojalistyczny) nacjonalizm „integralny” Charlesa MAURRASA (1868-1952), jak pokrewne im, zwłaszcza w krajach romańskich, nacjonalizmy tradycjonalistyczne (nacjonalizm włoski Enrica Corradiniego, hiszpański „nacjonal-katolicyzm” Ramira de Maeztu i frankizm, portugalski „integralizm luzytański” i salazaryzm) zdecydowanie odrzucały i teorię suwerenności narodu, i zasadę narodowościową34. Właśnie ten pozorny paradoks „nacjonalizmu nienarodowościowego” legł u podstaw, odczuwanej przez Johanneta, konieczności utworzenia pojęcia nacjonalitaryzm, delimitującego te dwie nie tylko różne, ale wręcz przeciwstawne sobie doktryny. Termin ten przejął i doprecyzował Maurras, a w następnym pokoleniu nacjonalistów – Jacques PLONCARD d’ASSAC (1910-2005)35.

Przeciwieństwo nacjonalitaryzmu i nacjonalizmu należy rozpatrywać uwzględniając tę okoliczność, że o ile nacjonalizmy – w sensie zainaugurowanym manifestem Barrèsa – mimo iż miały swoje cechy specyficzne („narodowe”) w różnych krajach, to jednak były bardzo do siebie podobne (i, co równie ważne, zadzierzgały się pomiędzy nimi więzy sympatii), nadto okres ich rozkwitu był względnie krótki (zasadniczo pierwsza połowa XX wieku), o tyle historia nacjonalitaryzmu (choć nigdy pod tą nazwą) ma już ponad dwa stulecia, toteż występował on, i występuje nadal, w wielu odmianach, nieodmiennie sobie wrogich, zarówno pomiędzy odcieniami ideologicznymi, jak narodowościami, w których imieniu działa. Wielość nurtów nacjonalitaryzmu można, w pewnym koniecznym uproszczeniu, sprowadzić do dwu zasadniczych odmian: 1) nacjonalitaryzmu demokratycznego bądź demoliberalnego oraz 2) nacjonalitaryzmu plemienno-rasowego, który w pierwszej połowie XX w. znalazł ujście w faszyzmie, a zwłaszcza w niemieckim socjalizmie narodowym. Dla obu odmian nacjonalitaryzmu niezmiernie ważne było wszelako przejście przez kulturową fazę romantyzmu, co nadało im piętno quasi-mistycznej egzaltacji „czystej duszy” prostego ludu/narodu, a to w sposób zasadniczy różnicuje też metapolitykę nacjonalitaryzmu od metapolityka nacjonalizmu, który w każdym wypadku wychodził od gruntownej krytyki romantyzmu.

Nacjonalitaryzm demokratyczny

Demokratyczna odmiana nacjonalitaryzmu opiera się na doktrynie suwerenności ludu/narodu, uznawanego za jedyne źródło prawomocności władzy, która wyraża „wolę ludu”, przy czym w ujęciu demokratycznym sensu proprio (russowskim) jest to „wola powszechna” (volonté générale), przejawiana głosem całego ludu/narodu i bezpośrednio, natomiast w wersji demoliberalnej lud/naród stanowi arytmetyczny zbiór jednostek, mogący swoją wolę objawiać pośrednio, delegując w akcie wyborczym suwerenność (délégation de souveraineté) na swoich przedstawicieli. W każdym wypadku oznacza to jednak rząd („zwierzchnictwo”) niezróżnicowanej masy ludu/narodu, toteż konsekwencją nacjonalitaryzmu jest pasja zrównywania (egalitaryzm). Skoro cały lud/naród jest suwerenem, to nie można tolerować żadnego zróżnicowania przywilejów i obowiązków poszczególnych stanów, korporacji, municypiów czy prowincji; wszyscy muszą mieć takie same prawa i obowiązki, albo, inaczej mówiąc, identyczną porcję praw i obowiązków. Nie wolno tolerować również, w ramach państwa jednego narodu, pluralizmu etniczno-językowego: nie ma już Bretończyków czy Prowansalczyków, tylko Francuzi mówiący „językiem republikańskim”; nie ma już Saksończyków, Bawarów czy Szwabów, są tylko Niemcy. W reakcji na ten stan rzeczy, pośród członków społeczności żyjących przez wieki bez poczucia dysharmonii pomiędzy byciem jednocześnie, mówiącym językiem okcytańskim Prowansalczykiem i Francuzem, to znaczy poddanym króla Francji, albo Baskiem, mówiącym językiem euzkera i Hiszpanem, to znaczy poddanym króla Hiszpanii, rodzi się poczucie poniżenia, dystansu, a wreszcie dążenie do separacji i utworzenia własnego państwa – w którym sam będzie mógł upodabniać do siebie innych analogiczną metodą. Maurras wyśmiewał wręcz także tych „fałszywych nacjonalistów” (resp. nacjonalitarystów), którzy co najmniej z nieufnością odnoszą się do katolicyzmu i Watykanu, dlatego, że papież jest dla nich „Włochem”36.

Na zewnątrz natomiast, nacjonalitaryzm tego typu przyjmuje jednocześnie dwie, wchodzące ze sobą w wewnętrzny konflikt, dyrektywy, wynikające z zasady narodowościowej, to jest równość wszystkich narodów oraz nakaz zjednoczenia w ramach jednego państwa wszystkich prowincji, w których dana narodowość przeważa liczbowo. Dążenie takie musi jednak zawsze zderzyć się z analogicznym dążeniem tej nacji, która w spornej prowincji stanowi wprawdzie mniejszość, ale jej elita przywódcza także kieruje się pragnieniem zjednoczenia wszystkich członków swojej narodowości w ramach jednego państwa. Jak pokazują przykłady dwóch głównych procesów unifikacyjnych, które zaszły w XIX-wiecznej Europie, tj. we Włoszech i w Niemczech, jednoczenie terytorium narodowego oparte o powyższe przesłanki, łączy się koniecznie z dwoma zjawiskami: pogwałceniem legitymizmu państwowo-dynastycznego pochłanianych organizmów z danego obszaru etniczno-językowego oraz zastosowaniem procedur celowego wynaradawiania członków narodowości nie wchodzących do tej grupy etnicznej, ale żyjących na jej obszarze państwowym (np. Austriaków we włoskim Trydencie, czy Polaków w zaborze pruskim i Duńczyków w Szlezwiku-Holsztynie). Cechą charakterystyczną nacjonalitaryzmu jest nie tylko ignorowanie „zastanych” tożsamości historycznych w anektowanych prowincjach (na przykład Neapolitańczyków czy Hanowerczyków), ale przechodzenie do porządku nad uświadamianym sobie faktem nieistnienia w rzeczywistości narodu, w którego imieniu nacjonalitaryzm ten działa. Prowadzi go to do woluntaryzmu, który wyobraża sobie, że naród można „wykreować”, czego wymownym świadectwem jest słynne wyznanie jednego z promotorów włoskiego Risorgimenta, Massima Taparellego markiza d’AZEGLIO (1798-1866), uczynione po aneksji całej Italii przez Piemont, że łatwiej jest „zrobić” Włochy niż Włochów (pur troppo s’è fatta l’Italia, ma non si fanno gl’Italiani)37. W jeszcze bardziej irracjonalnej postaci ten woluntaryzm nacjonalitaryzmu przejawił się w ukutym przez Niemców pojęciu „narodowości nieświadomej”, co przywódcy Partii Narodowo-Liberalnej, Heinrichowi von TREITSCHKE (1834-1896), pozwoliło powiedzieć o Alzatczykach: „Chcemy oddać im ich własne jestestwo, choćby nawet wbrew ich woli”38.

Dla nacjonalizmu „integralnego” wszystkie te roszczenia nacjonalitaryzmu są z gruntu fałszywe. Nade wszystko, absurdem jest dla niego nacjonalitarny woluntaryzm; nie może być autentycznego, czyli zakorzenionego w społecznej rzeczywistości, nacjonalizmu bez już ukształtowanego narodu, który jest dziełem geografii i historii oraz wielowiekowej, narodotwórczej roli (szczególnie monarchicznego) państwa. To „królestwo stworzyło i zachowało Francję. Francja zawsze zdychała bez królestwa”39 – pisał Maurras. Nie da się natomiast „zrobić” narodu jednym dekretem czy plebiscytem. Nacjonalizm przychodzi zawsze po narodzie; to miał na myśli Barrès pisząc, że „nacjonalizm jest akceptacją pewnego determinizmu”40 – czyli determinizmu geografii i historii: „Narody są produktem historii”41.

Takie podejście wyklucza także opieranie polityki narodowej na trzymaniu się etniczno-językowej zasady narodowościowej. Obszar i granice państwa winny być dostosowane do jego żywotnych potrzeb oraz uwarunkowań naturalnych; na przykład dla Francji granicami bezpieczeństwa, i naturalnymi zarazem, są z jednej strony Pireneje, a z drugiej linia Renu. Jej interesowi narodowemu nie stoi na przeszkodzie fakt, że będzie to oznaczało zarówno znalezienie się na jej obszarze pewnej liczby ludności etnicznie niemieckiej czy włoskiej, jak pozostanie w Belgii czy Szwajcarii pewnej liczby ludności etnicznie francuskiej. W przeciwieństwie do nacjonalitarysty nacjonalista nie będzie jednak zmuszał niemieckojęzycznego Alzatczyka, czy włoskojęzycznego Sabaudczyka, do posługiwania się językiem francuskim – wystarczy mu ich lojalność wobec Francji i jej „arcychrześcijańskiego króla” (le roi très-chrétien), a tym samym przynależność do narodu nie jako homogenicznej etnii, lecz jako politycznej „wspólnoty przeznaczenia”. Podobnie, hiszpańskiego karlistę cieszyć będzie rozmaitość języków, obyczajów, przywilejów lokalnych (fueros) Basków czy Katalończyków, pod warunkiem ich wierności wobec wspólnej Monarquía Hispánica i jej „króla katolickiego” (el rey católico). Bodaj najdalej poszła w tym kierunku, przyjęta w Portugalii, rządzonej autorytarnie przez konserwatywnego nacjonalistę Antónia Salazara, doktryna „luzotropikalizmu” (lusotropicalismo), sformułowana zresztą przez brazylijskiego socjologa, Gilberta de Mello FREYRE (1900-1987), która zakładała transkontynentalną i multirasową solidarność wszystkich Luzytańczyków, to jest Portugalczyków, Brazylijczyków oraz Afrykanów, Azjatów i Indian z dawnych i aktualnych prowincji zamorskich „świata portugalskiego” (mundo português): w myśl tej koncepcji „cywilizacja luzotropikalna” (civilização lusotropical) jest „jednością uczucia i kultury” (unidade de sentimento e cultura) – „kultury i wspólnotowego ładu społecznego, który współtworzą ludzie i grupy o różnym pochodzeniu etnicznym i rodowodzie kulturalnym. Ten spływ różnych dorzeczy oraz biologiczny proces wymieszania (miscigenação) prowadzą wspólnie do społecznego procesu asymilacji”42.

Nacjonalizm opowiada się w ogóle raczej za mniejszą ilością państw dużych (lecz szanujących odrębności lokalne) i zdolnych do samodzielnej egzystencji, niż ich rozdrabnianiem podług zasady narodowościowej, któremu nigdy nie ma końca. Swego rodzaju „kamieniem probierczym”, pozwalającym w czasie i po I wojnie światowej odróżnić nacjonalitarystę od nacjonalisty, był stosunek do wielonarodowej monarchii habsburskiej. Podczas gdy nacjonalitaryści wszystkich odcieni (neojakobin Georges Clemenceau, demokrata Woodrow Wilson, liberał progresywny David Lloyd George i liberał konserwatywny Vittorio Emanuele Orlando) postanowili o jej rozbiorze, a inni (demokrata Tomáš Garrigue Masaryk, nacjonal-socjalista Adolf Hitler) wyrażali z tego powodu satysfakcję, nacjonaliści „integralni” równie jednomyślnie wyrażali żal z powodu upadku ostatniego w Europie państwa reprezentującego zasadę legitymistyczną.

Nacjonalizm różnią też od nacjonalitaryzmu fundamentalne zasady ideowo-ustrojowe. Nacjonalista nie uznaje demokratycznej zasady suwerenności narodu, ponieważ nie jest on egalitarystą, a naród nie stanowi dla niego ani masy, ani sumy jednostek aktualnie żyjącego (i głosującego w wyborach) pokolenia. Nacjonalista „integralny”, jak Maurras, będzie podkreślał, że „zło […] idei nacjonalitarnej nie pochodzi z nacjonalizmu, lecz z wszczepienia narodom idei równości [podkr. moje – J.B.]”43. Ustrojowo, zasada nacjonalistyczna nie jest narodowościowa i demokratyczna, tylko państwowa i najczęściej monarchiczna, albo przynajmniej (jak u Barrèsa) autorytarna. Dla nacjonalizmu suwerenem nie jest naród, tylko państwo personifikowane przez „szefa”, toteż naród jest w nim pojmowany „jako odpowiednik państwa, czy to dlatego, że przedstawia państwo, co znikło, lub państwo istniejące, lub wreszcie dąży do stworzenia państwa w przyszłości”44.

W doktrynie nacjonalizmu integralnego naród nie jest i nie może być suwerenem także dlatego, że stanowi on wspólnotę wielopokoleniową, obejmującą – oprócz żyjących – generacje już minione i te, które dopiero się narodzą; głosów przodków i nienarodzonych jeszcze potomków nie można „zliczyć”, lecz należy je „zważyć”. Dla nacjonalisty naród jest dziedzictwem historii, którego nie wolno roztrwonić, i „wspólnotą przeznaczenia”. Dziedzictwo to winno być kontynuowane i przekazane (tradere) dalej. W słynnym adagium Barrèsa naród to „wspólne posiadanie starożytnego cmentarza i pragnienie zachowania go niepodzielnym”; naród to „ziemia i umarli” (la terre et les morts)45. Nacjonalizm jest zatem z istoty zachowawczy, czyli tradycjonalistyczny, zaś tym, na którym spoczywa główny ciężar „przekazania”, jest suwerenny traductor i conservator narodu.

Nacjonalitaryzm plemienno-rasowy

Nacjonalitaryzm plemienno-rasowy, zwłaszcza w skrajnie rasistowskiej wersji niemieckiego nazizmu, w obiegowym mniemaniu uchodzi za całkowite przeciwieństwo demokracji, a tym samym za pogwałcenie demokratycznej zasady narodowościowej. W rzeczy samej, zarówno o całej tej odmianie nacjonalitaryzmu, jak o niemieckim Nationalsozialismus w szczególności, można powiedzieć, że są one z pewnością antyliberalne (a tym samym istotnie sprzeczne z liberalną odmianą demokracji), ale nie per se antydemokratyczne46. Sytuują się one albowiem w nurcie nazwanym przez Jacoba L. Talmona „demokracją totalitarną”47, wcieloną w życie po raz pierwszy przez jakobinizm. Już sama cecha tak znamienna dla większości niemieckich ideologii narodowych, jak żywiący się przeświadczeniem o wyższości własnego narodu na każdym polu i nienawiścią do innych narodów szowinizm, ujawniony od Germanii i Europy48 Ernsta Moritza ARNDTA (1769-1860), był rewersem szowinizmu jakobińskich „patriotów roku II” i wiarusów Wielkiej Armii Napoleona.

W nacjonalitaryzmie plemienno-rasowym, najczęstszym w Niemczech, nie została przeto odrzucona ani demokratyczna zasada suwerenności ludu/narodu, ani principe des nationalités, tylko obie one zostały w szczególny sposób zreinterpretowane. Pierwsza została scedowana na charyzmatycznego „wodza” (Führer), uzyskującego demokratyczną legitymację przez plebiscytarne acclamatio ludu; druga natomiast została przeniesiona z sumy jednostek-obywateli na grupę czysto rasową49. Charakter „nacjonalitarny” nie był przy tym jakimś wyjątkowym przypadkiem, związanym tylko z hitleryzmem, lecz immanentną oraz dominującą cechą myśli nacjonalistycznej w Niemczech od oświecenia (Johann Gottfried Herder) i romantyzmu50 (Johann Gottlieb Fichte). W XIX wieku, zarówno nacjonalitaryzm demoliberalny, kulminujący w obradach Parlamentu Frankfurckiego (1848/49), jak postromantyczny ruch „volkistowski” (völkisch) i „niemiecko-chrześcijański” (Paul de Lagarde, Karl Fischer, Arthur Dinter), były antylegitymistyczne, antyhabsburskie, wrogie uniwersalistycznej tradycji Świętego Cesarstwa, a tym samym antykatolickie i antyrzymskie. Korzenie nacjonalitaryzmu niemieckiego sięgają zatem rewolucji religijnej luteranizmu51, który z kolei, według Maurrasa, spojony jest „dobrze dopasowaną obręczą idolatrycznego germanizmu z saskim poganinem, wodzem Cherusków Arminiusem” (Hermanem)52. Charakterystyczną cechą volkizmu było także, typowe dla nacjonalitaryzmu, odrywanie pojęcia lud/naród (Volk) od państwa, a wiązanie go z panteistycznie uwielbioną Przyrodą („tożsamością kosmologiczną”, według określenia George’a L. Mosse’a53) oraz niechęć do pojęcia Nation, uważanego za wytwór francuski.

Wytworem hitleryzmu nie był również rasizm sensu stricto, który acz sformułowany jako quasi-naukowa teoria antropologiczna przez Francuza Josepha-Arthura de Gobineau oraz przez naturalizowanego w Niemczech Anglika Houstona Stewarta Chamberlaina, wyjątkowo podatny grunt znalazł już w XIX w. właśnie w nacjonalitaryzmie niemieckim, co nacjonaliście (Ploncard d’Assac) daje asumpt do stwierdzenia, iż „Hitler jest produktem nacjonalitaryzmu XIX-wiecznego”54.

Idea „czystości rasowej” stanowi kolejny punkt jaskrawo delimitujący nacjonalitaryzm tej odmiany od nacjonalizmu. Z punktu widzenia nacjonalisty théorie racique jest zarazem głupia i niebezpieczna, bo destrukcyjna dla narodu, jako wielorasowej (pluriraciale) wspólnoty historycznej. Na przykład, naród francuski jest zlepkiem ras, uformowanym z celtyckich Galów, Latynów, germańskich Franków, Burgundów i Alemanów etc.; Hiszpanie to mieszanka Celtiberów, Rzymian, Gotów, Maurów i Żydów; także Niemcy zresztą, zwłaszcza w swoim wyjątkowo wyrazistym genotypie Prusaka, dużo zawdzięczają przymieszce bałto-słowiańskiej. „Czysta” rasa biologiczna jest zresztą w ogóle fikcją: jak pisze Barrès, „Istnieje typ francuski, typ angielski, niemiecki, ale nie rasa. […] To, co nazywamy rasami, to produkty życia społecznego, ucieleśnionego uczucia i myśli”55; „wyjaśnijmy raz na zawsze: nie należy mówić o rasie francuskiej w ścisłym znaczeniu tego słowa. W żadnym razie nie jesteśmy rasą, lecz narodem, który tworzy się każdego dnia, a my, jednostki, które jesteśmy w nim umocowane, powinniśmy go chronić pod groźbą naszego umniejszenia i unicestwienia”56.

Dla nacjonalitarysty rasistowskiego natomiast naród to nie „ziemia i umarli”, lecz „ziemia i krew” (Blud und Boten). To właśnie „determinizm rasowy doprowadził Hitlera do odrzucenia tezy pangermańskiej”57, która zakładała możliwość „zgermanizowania” Słowian w monarchii habsburskiej. „Krew” przesłania rasiście wszystko inne, co prowadzi go do maniakalnego mierzenia czaszek i kształtu nosów, podczas gdy dla nacjonalisty „naród jest takim, jakim go uczyniły wieki (la nation telle que les siècles l’ont faite)”58. Dla nacjonalitaryzmu naród jest rasą antropologiczną, dla nacjonalizmu – „rasą historyczną”, to znaczy zachowuje się jak pewien typ psychofizyczny. W konsekwencji, „nacjonal-socjalizm nie jest nacjonalizmem. […] Inkorporuje pewne pierwiastki [narodowe], ale podporządkowuje je czemuś innemu niż ich cel naturalny, wynaturza je i odwraca od ich głębszego znaczenia”59.

Z kolei włoski faszyzm, choć – w przeciwieństwie do nazizmu – nie rasistowski, był też nacjonalitarny, a nie nacjonalistyczny, bo wyznawał „dynamiczną”, „kreacjonistyczną” i woluntarystyczną koncepcję narodu jako produktu heroicznej woli i wiary. Właśnie z tego punktu widzenia, faszystowski filozof Giovanni GENTILE (1875-1944) krytykował „błąd” nacjonalizmu, polegający na traktowaniu narodu jako „statycznego” elementu prawa natury, co „nadaje tej doktrynie pewną twardość nieliberalnego, wstecznego, surowego konserwatyzmu, będącego elementem mniej sympatycznym”60.

Wprawdzie w obu krajach istniały ruchy sensu proprio nacjonalistyczne (Associazione Nazionalista Italiana E. Corradiniego i L. Federzoniego, „konserwatywna rewolucja” w Niemczech), ale jest rzeczą znamienną, że zostały one wyparte, albo po części wchłonięte, przez nacjonalitaryzm faszystowski i hitlerowski61, co ze względu na analogie rozwoju historycznego nasuwa wniosek, że przyczyna tego była identyczna, to jest powstanie „nacjonalizmu bez narodu”, a więc odwrócenie naturalnego porządku rzeczy.

Nacjonalitaryzm a „sprawa polska”

Określenie „nacjonalitaryzm” jest też najzupełniej adekwatne do całej tradycji polskich ruchów niepodległościowych i insurekcyjnych oraz demokratyczno-rewolucyjnych w XIX wieku, od samego początku zapatrzonych w trójkolorową „tęczę Franków”, a także szczególnie mocno przesiąkniętych romantyzmem.

Bardziej złożona jest natomiast kwestia „nowoczesnego” ruchu narodowo-demokratycznego („wszechpolskiego”), potocznie zwanego endecją. Do niedawna jeszcze niemal za bezdyskusyjny pewnik uchodził pogląd o prawicowości Narodowej Demokracji oraz jej podobieństwie do nacjonalizmu francuskiego czy włoskiego; nazwisko Dmowskiego jest w tym kontekście wymieniane jednym tchem z Corradinim oraz Barrèsem i/lub Maurrasem jako „wielką trójcą” (bądź „wielką czwórcą”) prawicy narodowej w Europie. Wydaje się wszakże, że jest to błąd optyczny, wynikający z postrzegania całości dziejów i rozwoju ideowego obozu narodowego w Polsce przez pryzmat kształtu, jaki przybrał on w szczytowej fazie swojej ewolucji, to jest w latach 30. XX wieku. Tymczasem, w swojej pierwotnej postaci nurt ten, pomimo przeprowadzenia ostrej krytyki insurekcyjnego i internacjonalistycznego („za wolność waszą i naszą”) patriotyzmu „starej daty” oraz antyliberalizmu i antyromantyzmu, wykazywał znacznie więcej cech zdefiniowanych przez Johanneta, Maurrasa i Ploncarda jako nacjonalitaryzm. Miał typowo nacjonalitarne rozumienie narodu jako wspólnoty prymarnie etniczno-językowej; stawiał postulat odbudowania państwa według „zasiedlenia ras i narodowości”, wysuwając kryterium przewagi żywiołu etnicznie polskiego, a nie granic historycznych62; był antytradycjonalistyczny i indyferentny religijnie, w pewnym stopniu nawet antyklerykalny, a w każdym razie uzurpował sobie prawo do politycznego dyscyplinowania duchowieństwa pod kątem lojalności patriotycznej63. Jego całkowicie szczerze traktowanym i wysuwanym na plan pierwszy programu (Stronnictwa Demokratyczno-Narodowego, w jego pierwotnej nazwie) składnikiem tożsamości był d e m o k r a t y z m, rozumiany wprawdzie przede wszystkim jako dążenie do „uobywatelnienia”, a tym samym „unarodowienia”, włościańskich i robotniczych mas ludowych, ale siłą rzeczy również jako zniwelowanie różnic stanowych. Trafnie odczytuje ową intencję badacz narodzin tej ideologii: „«Żeby Polska była Polską», Polak musiał najpierw stać się demokratą”64.

Nacjonalitarystą par excellence był zwłaszcza najstarszy z grona twórców doktryny narodowo-demokratycznej, Jan Ludwik POPŁAWSKI (1854-1908) – szczególnie niechętny szlachcie i „pańskiemu klerykalizmowi”65, przeciwstawiający sobie „naród pański” i „naród chłopski” oraz szlachecki „patriotyzm historyczny” ludowemu patriotyzmowi „bieżącemu” i „przyrodzonemu”, który (w przeciwieństwie do jedynie „archeologicznej” wartości zasobów pierwszego) jest „postępowy, zdobywający i stwarzający pracą swą coraz nowe wartości”66; „ludoman”, stawiający „nade wszystko interesy ludu” i opierający się na „jego poczuciu plemienności, na samorodnych, swojskich podstawach naszego bytu”67. Polemizując wprost z konserwatywnymi krytykami demokracji (galicyjskimi „Stańczykami”), stojącymi na gruncie – fałszywej jego zdaniem – „arytmetyki politycznej”, nakazującej działać na rzecz dobra całości społeczeństwa a nie jego nawet najliczniejszej części, tj. ludu, tudzież nazywając pogardliwie „wytartym komunałem” i jednym „z najszkodliwszych przesądów społecznych” twierdzenie, iż „sprawa narodowa ważniejsza jest od sprawy ludowej, ponieważ druga zawiera się w pierwszej, jako część w całości”68, Popławski formułował bez ogródek postulat, pod którym mogliby się podpisać francuscy jakobini: „Nie przez naród dla ludu, ale przez lud dla narodu – oto krótka formuła zasady, której jesteśmy wyznawcami, oto wniosek praktyczny z wygłoszonej przez nas zasady socjologicznej «podporządkowania interesom ludu interesów warstw odrębnych»”69.

W nieco tylko mniejszym natężeniu dotyczy to jednak również Romana DMOWSKIEGO (1864-1939), w pierwszej fazie rozwoju jego koncepcji narodu. Wprawdzie już w 1901 r. Dmowski odcinał się od ideologii „praw człowieka” i podkreślał, w bardzo zawiłym wywodzie, że „rdzeniem naszego programu jest nacjonalizm”, ale zaraz dodawał, jako rzekomą oczywistość, że nie może on być inny, jak demokratyczny, aczkolwiek ma on „niewiele wspólnego z całym szeregiem różnych demokratyzmów”70. Jednak przełom w myśleniu Dmowskiego w kierunku nacjonalizmu „nienacjonalitarnego” rozpoczął się dopiero po podróży do Japonii, czego dowodem było uznanie w Podstawach polityki polskiej, że „naród jest wytworem bytu państwowego” oraz przekroczenie, obecnego jeszcze w Myślach nowoczesnego Polaka, indywidualistycznego, woluntarystycznego i racjonalistycznego pojmowania więzi narodowej na rzecz tezy, iż „jednostka, zrośnięta przez pokolenia ze swym narodem, w pewnej szerokiej sferze czynów nie ma wolnej woli, ale musi być posłuszna woli zbiorowej narodu, wszystkich jego pokoleń, wyrażającej się w odziedziczonych instynktach”71 – co jest tezą identyczną z „pewnym determinizmem” Barrèsa. Kresem tej ewolucji była jednak dopiero tzw. katolicko-narodowa faza w myśli Dmowskiego, zainaugurowana pracą Kościół, Naród i Państwo (1927), a jej owocem – w pełni już tradycjonalistyczny nacjonalizm tzw. młodej endecji w latach 30. wieku XX. Zarówno etniczne rozumienie narodu, jak i demokratyczna zasada suwerenności narodu, zostały odrzucone dopiero przez takich teoretyków „młodoendeckiego” nacjonalizmu polskiego, jak sympatyk karlizmu i salazaryzmu – Jędrzej Giertych, przeciwstawiający idei jednorodnego etnicznie państwa narodowego (która, „wzięta zbyt dosłownie […] zaszkodziła nam w latach 1918-21”72) koncepcję Wielkiego Narodu – Adam Doboszyński, czy zwolennik monarchii i tradycji Świętego Cesarstwa – Karol Stefan Frycz, podczas gdy „starzy” endecy, jak Stanisław Grabski, Marian Seyda czy Wacław Komarnicki, pozostali na pozycjach demokratycznych, więc nacjonalitarnych.

Paradoksalnie zatem, kierunkiem analogicznym do nacjonalizmu Action Française nie był w Polsce ruch narodowo-demokratyczny, lecz monarchistyczny konserwatyzm Stanisława Mackiewicza (Cata), neokonserwatywny imperializm „Myśli Mocarstwowej” i Buntu Młodych (Adolf Bocheński), a w pewnym stopniu także, mimo lewicowego rodowodu, obóz piłsudczykowski („państwowy”). W symbolicznym uproszczeniu można powiedzieć, że „nacjonalistyczna” była w Polsce idea jagiellońska, a „nacjonalitarna” – idea piastowska. Nie znaczy to jednak, że tę drugą należy przypisywać całej endecji: na przykład Dmowski na konferencji w Wersalu bronił granic optymalnego bezpieczeństwa, a nie etnicznych, ale już Stanisław Grabski podczas rokowań pokojowych w Rydze odstępował (zaskoczonym tym) bolszewikom tę samą Mińszczyznę73, o którą w Wersalu walczył Dmowski, po to, żeby Polska nie miała „nadmiaru” ludności etnicznie niepolskiej.

Na przypomnienie zasługuje natomiast jedyna w Polsce, jak się zdaje, poważna polemika z koncepcją Johanneta, która podjął pisarz, bliski naonczas ruchowi narodowemu, choć wkrótce oddalony od niego w stronę chadecji i „socjalizmu chrześcijańskiego” – Karol Ludwik KONIŃSKI (1891-1943). Broniąc zasady narodowościowej wywodził on, iż sprzyjała ona w XIX wieku „sprawie polskiej”, dając podstawę do wysuwania kwestii restytucji państwowości polskiej, podczas gdy zasada legitymistyczna, przyjęta przez Kongres Wiedeński, drogę do niepodległości Polski zamykała. Przypominał nawet incydent, jak to hiszpańscy karliści, rezydujący w Lyonie, cieszyli się ponoć z upadku powstania listopadowego i drwili z polskich emigrantów, co wywołało gniew „nacjonalitarnych” robotników, którzy w odwecie spalili karlistom drukarnię. W konkluzji, Koniński przestrzegał polskich narodowców przed wzorowaniem się na nacjonalizmie „romańskim” i wzywał: „zostańmy więc zasadniczo przy idei demokratyczno-narodowej, wzgardliwie przez nacjonalistę francuskiego ochrzczonej «nacjonalitaryzm»”74.

Wywodom Konińskiego można wszelako przeciwstawić argument, iż „sprawie polskiej” szkodziła nie zasada legitymistyczna, tylko właśnie odstępstwa od jej zastosowania: Romanowowie, Hohenzollernowie i Habsburgowie nie byli prawowitymi władcami Polski a sam fakt likwidacji istniejącego od wieków państwa polskiego nie miał precedensu prawno-politycznego w przedrewolucyjnej Europie. Z kolei fakt, że polskie ruchy niepodległościowe przez cały okres porozbiorowy rzeczywiście szukały sojuszników w nacjonalitarnym „obozie demokracji europejskiej”, żadnego pozytywnego rezultatu nie przyniósł. Polska odrodziła się nie dzięki „wojnie ludów” przeciwko „tronom”, lecz dzięki temu, że państwa zaborcze znalazły się po przeciwnych stronach konfliktu w wojnie światowej oraz dzięki wykorzystaniu tej koniunktury przez samorzutne działania polityczne i militarne Polaków po obu stronach konfliktu. Zastrzeżenia Konińskiego uprzedził poniekąd sam Johannet, przestrzegając, że jeśli odradzająca się Polska będzie opierała swoją „rację bytu” na zasadzie narodowościowej, to ta natychmiast zostanie obrócona przeciwko niej przez jej własne mniejszości etniczne oraz przez sąsiadów, toteż stoi przed nią zadanie zbudowania wieloetnicznego mocarstwa w naturalnych granicach, gdyż „Polska jest albo imperium, albo niczym (La Pologne est un empire ou rien)”75. Trudno nie zauważyć, że historia narodzin, trwania i upadku II Rzeczypospolitej boleśnie potwierdziła tę przestrogę.

1 Określenie (la classe politico-médiatique) ukute, jak się zdaje, przez tradycjonalistycznego publicystę Jeana Madirana.

2 Po wielokroć objawiał tę myśl ze swojej gazetowej kazalnicy Adam Michnik; w poważniejszej, ubranej w szatę rozprawy naukowej, postaci wyartykułował ją m.in. M. Zaremba, Komunizm, legitymizacja, nacjonalizm. Nacjonalistyczna legitymizacja władzy komunistycznej w Polsce, Warszawa 2005.

3 Zob. zwłaszcza: E. Gellner, Narody i nacjonalizm, przeł. T. Hołówka, Warszawa 1991 [1983].

4 Idem, Thought and Change. The Nature of Human Society, London 1964, s. 168.

5 Zob. B. Anderson, Wspólnoty wyobrażone. Rozważania o źródłach i rozprzestrzenianiu się nacjonalizmu, przeł. P. Amsterdamski, Warszawa – Kraków 1997 [1983].

6 Zob. ibidem, s. 27-31.

7 Zob. ibidem, s. 32-34.

8 Zob. ibidem, s. 35-36.

9 Archetypowym przykładem jest tu tragikomiczna dysfunkcja okrzyków bitewnych stron podczas powstania w Wandei: niech żyje Naród! – ze strony eksterminatorów tej prowincji i precz z Narodem! – ze strony chłopów-powstańców. Podobnie w Hiszpanii, broniący autentycznej tradycji narodowej wieloetnicznych i autonomicznych Las Españas przeciwko „sfrancuziałym” (afrancesados) liberałom i centralistom z Madrytu, karliści w swoim hymnie bitewnym śpiewali: Viva la Religión, muera la Nación!

10 Zob. E. Kantorowicz, Dwa Ciała Króla. Studium ze średniowiecznej teologii politycznej, przeł. M. Michalski i A. Krawiec, red. naukowy wyd. polskiego J. Strzelczyk, Warszawa 2007 [1957], s. 167-218.

11 J. Plumyène, Les nations romantiques. Histoire du nationalisme. Le XIXe siècle, Paris 1979, s. 52.

12 Cyt. za: Poezja polskiego oświecenia. Antologia, oprac. J. Kott, Warszawa 1956, s. 380, 384.

13 Zob. A. Botti, Cielo y dinero. El nacionalcatolicismo en España (1881-1975), Madrid 1993; P.C. González Cuevas, Acción Española. Teología política y nacionalismo autoritario en España (1913-1936), Madrid 1998; B. Grott, Nacjonalizm chrześcijański, Kraków 1999³.

14 A. Wielomski, Nacjonalizm francuski 1886-1940. Geneza, przemiany i istota filozofii politycznej, Warszawa 2007, s. 26, 25.

15 Należy zauważyć, że sam autor tej propozycji nie utrzymuje się w niej konsekwentnie, skoro będąc przekonanym o nieistnieniu jednego nacjonalizmu, a istnieniu ich (wykluczającej się wzajemnie) wielości, ostatecznie nadaje swej książce tytuł: „nacjonalizm francuski”, choć traktuje właśnie równorzędnie o owej „wielości”.

16 Czemu nie przeczy zresztą występowanie przypadków „płynnych” przejść od jednej doktryny do drugiej, nawet w myśli tego samego autora, jak powoływani dalej Barrès czy Dmowski.

17 W politologii współczesnej funkcjonuje również, jak wiadomo, określenie etnonacjonalizm. Nie przecząc adekwatności tej specyfikacji do wielu realnych zjawisk z tego samego pola faktów społecznych, trzeba jednak stwierdzić, ze jest ono za wąskie w odniesieniu do ideologii, którą pragniemy opisać, albowiem identyfikuje ono tylko jeden jej aspekt: „etniczności” (którego politycznym wykładnikiem jest „zasada narodowościowa”), nic natomiast nie mówi ono o innym, równie ją konstytuującym aspekcie, tj. o polityczno-ustrojowej zasadzie „suwerenności narodu”.

18 Drugie wydanie ukazało się w 1923 r.

19 Art. 3 Déclaration des Droits de l’Homme et du citoyen stwierdza, iż „Źródło wszelkiego zwierzchnictwa spoczywa całkowicie w Narodzie” (Le principe de toute Souveraineté réside essentiellement dans la Nation).

20 Obecnie obowiązująca konstytucja V Republiki z 4 października 1958 r. w art. 3 rozdziału I O suwerenności traktuje o „suwerenności narodowej”, która „należy do ludu”, wykonującego ją wszelako przez swoich przedstawicieli oraz przez głosowanie w referendum (La souveraineté nationale appartient au peuple qui l’exerce par ses représentants et par la voie du référendum).

21 E. Sieyès, Qu’est-ce que le Tiers-État?, bmw 1789, s. 2, 8-10.

22 Na temat wewnątrzrewolucyjnych sporów o rozumienie zakresu pojęcia „naród” oraz formuły politycznej „suwerenności narodu” zob. A. Wielomski, op. cit., s. 60-125.

23 H. Kohn, Nationalism, w: International Encyclopedia of the Social Sciences, bmw 1968, t. XI, s. 64.

24 Zob. Napoleon na Wyspie św. Heleny. Wyjątki z pamiętników, t. 1-4, Wilno 1841.

25 Zob. Louis-Napoléon Bonaparte, Des Idées napoléoniennes, Paris 1839.

26 Zob. R. Johannet, Le principe des nationalités, Paris 1918, s. XLVIII.

27 W Dictionnaire de l’Académie française.

28 Zob. É. Ollivier, L`Empire libérale. I. Du principe des nationalités, Paris 1895.

29 R. Johannet, op. cit., s. 19.

30 Ibidem, s. XLVIII.

31 W broszurze Anciens partis, Paris 1860.

32 „Le Figaro” 4 VII 1892.

33 R. Johannet, op. cit., s. 18.

34 Szerzej o nich zob. w mojej książce: „Umierać, ale powoli!”. O monarchistycznej i katolickiej kontrrewolucji w krajach romańskich 1815-2000, Kraków 2006², s. 444-846.

35 Zob. zwłaszcza rozdziały VIII (L’Allemagne entre la Nation et la Race) i IX (Adolf Hitler, Führer du IIIe Reich) w: J. Ploncard d’Assac, Doctrines du nationalisme, Chiré-en-Montreuil 1978³, s. 183-265.

36 Ch. Maurras, La politique religieuse [1912], w: idem, La Démocratie religieuse, Paris 1921, s. 340.

37 M. Taparelli d’Azeglio, I miei ricordi, Firenze 1891 [1867], s. 5 [Częściej cytowana – zob. m.in. J. Stefanowicz, Włochy współczesne, Warszawa 1976, s. 11 – jest nieco inna niż w Pamiętnikach wersja tego bonmotu: „Stworzyliśmy Włochy, trzeba jeszcze stworzyć Włochów” (Fatta d’Italia, bisogna fare gli italiani). Skądinąd, ironią historii jest to, że – dowodzący „niezrobienia” Włochów do dzisiaj – separatyzm rozkwita aktualnie nie na podbitym Południu, lecz na podbijającej Północy].

38 Cyt. za: R. Johannet, op. cit., s. 211.

39 Ch. Maurras, Enquête sur la Monarchie, Paris 1924², s. 8.

40 M. Barrès, Scènes et doctrines du nationalisme, Paris 1925², t. I, s. 10.

41 Idem, Mes cahiers, t. III, Paris 1931, s. 113.

42 G. Freyre, Uma política transnacional de cultura para o Brasil de hoje, Belo Horizonte 1960, s. 73.

43 Ch. Maurras, Votre bel aujourd’hui, Paris 1953, s. 238.

44 R. Johannet, op. cit., s. 405.

45 To sformułowanie, użyte po raz pierwszy w tytule i treści trzeciej konferencji publicznej Ligi Ojczyzny Francuskiej 10 marca 1899 r.: La Terre et les Morts, Paris 1899, było potem używane przez autora wielokrotnie – zob. m.in.: Scenès…, t. I, s. 8, 67, 98, 122, Mes cahiers…, t. III, s. 3.

46 Zob. N. Bończa-Tomaszewski, Demokratyczne źródła faszyzmu, „Fronda” 1998, nr 15/16, s. 155-164.

47 Zob. J.L. Talmon, The Origins of Totalitarian Democracy. Political Theory and Practice during the French Revolution and beyond, London 1986² [przekład polski /fragment/: O demokracji totalitarnej, przeł. W. Buchner, „Znak” 1992, nr 443, s. 67-80].

48 Zob. E.M. Arndt, Germanien und Europa, Altona 1803.

49 Zob. K. Stojanowski, „Niemiecka masa” – założenia doktryny rasowej nordycznej a niemieckiej, Toruń 1935.

50 Wyjąwszy wszelako konserwatywny nurt (Novalis, F. Schlegel, A.H. Müller) romantyzmu politycznego – zob. A. Citkowska-Kimla, Niemiecki romantyzm polityczny a nacjonalizm, w: Ideologie, doktryny i ruchy narodowe. Wybrane problemy, pod red. S. Stępnia, Lublin 2006, s. 47-58.

51 Zob. W. Bernacki, Reformacja – u źródeł nacjonalizmu, w: Religia i polityka, pod red. B. Grotta, Kraków 2000, s. 9-18.

52 Ch. Maurras, La politique religieuse…, s. 340.

53 Zob. G.L. Mosse, Kryzys ideologii niemieckiej. Rodowód intelektualny Trzeciej Rzeszy, przeł. T. Evert, Warszawa 1972, s. 29-76.

54 J. Ploncard d’Assac, op. cit., s. 203.

55 M. Barrès, Mes cahiers…, t. III, s. 113.

56 Idem, Scenès…, t. I, s. 20.

57 J. Ploncard d’Assac, op. cit., s. 224.

58 R. Johannet, op. cit., 192.

59 J. Ploncard d’Assac, op. cit., s. 195.

60 G. Gentile, Źródła i doktryna faszyzmu, przeł. H. Mirecka, Warszawa 1933 [1929], s. 46.

61 Zob. J. Bartyzel, Ogród Cesarstwa. Nacjonalizm włoski między Scyllą liberalizmu a Charybdą faszyzmu, w: idem, „Umierać, ale powoli!”…, s. 709-747; M. Kiwior-Filo, Droga włoskiego nacjonalizmu do nacjonalfaszyzmu, w: Ideologie, doktryny i ruchy narodowe…, s. 143-154; M. Maciejewski, Niemieckie elity a hitleryzm. O stosunku rewolucyjnych konserwatystów do nazizmu w Rzeszy demokratycznej i nazistowskiej, Wrocław 1994.

62 Tym bardziej zgodne z rozumowaniem „nacjonalitarnym” było przechodzenie do porządku nad kwestią faktycznej świadomości narodowej współczesnych mieszkańców ziem, które dla polskości chciano odzyskać. Takie podejście pozwoliło np. Popławskiemu formułować postulat rozbudzania świadomości polskiej pośród – co sam przyznawał – dawno już zgermanizowanych Mazurów, a co więcej – kategorycznie twierdzić, że „ten kraj [Prusy Wschodnie – J.B.] za wszelką cenę musi być polskim” – J.L. Popławski, Zadania polityki narodowej na Kresach [1903], w: idem, Wybór pism, wybór, wstęp i oprac. T. Kulak, Wrocław 1998, s. 166. Mimo iż program ten niewątpliwie służył polskiemu interesowi narodowemu, i jako taki zasługuje na naszą sympatię, studiując rzecz bezstronnie trudno nie zauważyć, że chęć przywracania Mazurom ich polskiej świadomości wyraża to samo podejście, co zamiar Treitschkego oddawania Alzatczykom ich własnego jestestwa („choćby nawet wbrew ich woli”).

63 Chodzi tu zwłaszcza o zawarty w programie SDN z 1903 r. postulat: „ustalić zasadę kontroli opinii publicznej nad polityką władz kościelnych i zachowaniem się obywatelskim duchowieństwa” – Program Stronnictwa Demokratyczno-Narodowego w zaborze rosyjskim [1903], w: Narodowa Demokracja. Antologia myśli politycznej „Przeglądu Wszechpolskiego” (1895-1905), wybór, wstęp i oprac. B. Toruńczyk, Londyn 1983, s. 120.

64 N. Bończa-Tomaszewski, Demokratyczna geneza nacjonalizmu. Intelektualne korzenie ruchu narodowo-demokratycznego, Warszawa 2001, s. 225.

65 Zob. Pański klerykalizm a wiara chłopska, „Głos” 1886, nr 3-4.

66 Zob. J.L. Popławski, Demokratyzacja zasad [1886], w: idem, Wybór pism…, s. 20, 25.

67 Nieporozumienie, „Głos” 1887, nr 3, cyt. za: N. Bończa-Tomaszewski, op. cit., s. 86.

68 Negując tak kategorycznie zasadę prymatu całości nad częścią, Popławski – mniej lub bardziej bezwiednie – odrzuca fundamentalny teoremat arystotelesowsko-tomistycznego (w konsekwencji zatem katolickiego) myślenia o społeczeństwie, do pewnego stopnia mistyfikując to milczącą podmianą pojęcia całości przez – zdradzające myślenie w kategoriach „antagonistycznych” klas – pojęcie interesów warstw odrębnych.

69 J.L. Popławski, Lud i naród [1888], w: idem, Wybór pism…, s. 46, 50.

70 Narodowiec [R. Dmowski], W naszym obozie. Listy do przyjaciół politycznych, „Przegląd Wszechpolski” 1901, cyt. za: Narodowa Demokracja…, s. 136.

71 R. Dmowski, Podstawy polityki polskiej, „Przegląd Wszechpolski” 1905, cyt. za: ibidem, s. 224, 225.

72 A. Doboszyński, Teoria narodu, Warszawa 1993, s. 63.

73 Zob. M. Zdziechowski, Zbrodnia Ryska, w: idem, Europa, Rosja, Azja. Szkice polityczno-literackie, Wilno 1923, s. 227-242.

74 K.L. Koniński, Dialektyka nacjonalizmu (Uwagi o książce René Johanneta), „Przegląd Współczesny”, t. XXXII, luty 1930, nr 94, s. 277.

75 R. Johannet, op. cit., s. 402.

Redakcja

Czytaj Wcześniejszy

Prawie połowa Włochów chce wyjścia z UE

Czytaj Następny

Młodzież Wszechpolska przypomina o oddawaniu krwi

Zostaw Odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *