Jaki nacjonalizm? Postawmy na regionalną współpracę

Zagadnienie imigracji, tak w związku z dotykającym obrzeża Europy kryzysem humanitarnym, jak i napływem tysięcy Ukraińców do Polski, stało się jednym z istotniejszych tematów dyskusji w łonie ruchu narodowego. Bardzo często umykają nam tu niuanse. A przecież trudno jest nie rozróżniać oddziaływania grup migrantów pochodzących z różnych kręgów kulturowych.

Artykuł opublikowany został pierwotnie w trzecim numerze pisma “Wszechpolak” z 2017 roku.

Za duże zagrożenie uznawana jest w wielu kręgach znaczna liczba ukraińskich studentów studiujących na polskich uczelniach. Nie przeczę, że imigracja z Ukrainy stanowi istotny problem społeczny, choć z pewnością jego wymiar bywa zniekształcany. Dla niektórych wręcz stanowi asumpt do epatowania swoimi fobiami. Nonsensem, nie wymagającym rozbudowanego komentarza, są przecież głosy o tym, jakoby ów napływ ludności miał związek z dążeniem do „banderyzacji” Polski, z misternie planowanymi wystąpieniami przeciwko Polakom, z odrywaniem któregoś regionu od Rzeczpospolitej. Lekko tylko trywializując, równie dobrze można by straszyć Anglików czy Irlandczyków pretensjami terytorialnymi Polski do którejś dzielnicy Londynu czy Dublina. Po prostu migracje ekonomiczne są zjawiskiem występującym pod każdą szerokością geograficzną i nie należy widzieć w nich podtekstów ideologicznych. Inna sprawa, że mogą one uderzać w nasze interesy. Napływ miliona ludzi siłą rzeczy musiał zachwiać strukturą rynku pracy w Polsce, pytanie jednak czy owi imigranci nie pojadą na Zachód, kiedy tylko otworzą się dla nich rynki państw znacznie bogatszych. Zauważmy zresztą, że w Polsce Ukraińcy często chwytają się każdej pracy, czasem takiej, której Polak wykonywać by nie chciał – dokładnie tak samo jak Polacy pracujący „na zmywaku” w krajach Zachodu. Oto jedno z „dobrodziejstw” współczesnego kapitalizmu – trudno być ślepym na uniwersalny wymiar tego zjawiska. Rzecz ma zresztą różne oblicza. Jak podaje jeden z główno-nurtowych tytułów ekonomicznych, opłacane przez Ukraińców składki pomagają polskiemu systemowi ubezpieczeń społecznych przetrwać obniżkę wieku emerytalnego, i są na to zupełnie namacalne dowody. Pozytywy wynikające z obecności napływowej ludności ukraińskiej nie mogą przesłonić szkód, ale bądźmy na tyle uczciwi by również je odnotować.

CZYTAJ TAKŻE: Rozdarci między Wschodem a Zachodem

Na to nakładają się czynniki kulturowe – bo przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie zrówna napływu do Polski Ukraińców (czy np. Białorusinów, gdyby taki miał w większej skali kiedyś nastąpić) z zalewem krajów zachodnich falą imigrantów muzułmańskich. W dawnych enuncjacjach różnych prawicowych i narodowych publicystów często spotykało się twierdzenia, że dobrze by było gdyby do Polski trafiali imigranci z Europy Wschodniej, Słowianie i chrześcijanie, nieporównanie nam przecież bliżsi niż imigranci z Azji czy Afryki, różniący się od nas religią, rasą, systemem wartości. I w tych twierdzeniach było niemało prawdy. Dzieci osiadłych tu Ukraińców, Białorusinów, nawet Rosjan czasem same będą już Polakami. A jeśli nie dzieci, to wnuki. Wielu innych wróci do swoich państw, zapewne z pozytywnym obrazem Polski, jako kraju, który dał im szanse rozwoju, podniósł ich standard życia.

Wróćmy jednak do studentów, bo jest to, być może, zagadnienie z perspektywy interesów państwa znacznie istotniejsze. Z pewnością patologiczną jest sytuacja, w której studenci ukraińscy czy białoruscy, przebywający w Polsce na rządowych stypendiach, są na każdym kroku faworyzowani kosztem studentów polskich. Wpływa to zresztą negatywnie na wizerunek samych przyjezdnych, co mogliby w końcu dostrzec odpowiadający za to zjawisko polscy włodarze. Pytanie, czy w związku z tym sama zasada kształcenia w naszym kraju, w dużej liczbie, studentów zagranicznych jest czymś niewłaściwym.

Krytykując III RP często mówimy, że jest ona państwem, które nie potrafi wykorzystać swoich, niemałych przecież, możliwości – przekuć ich w odpowiednią pozycję na scenie międzynarodowej. Istotnie, pomiędzy Rosją a Niemcami żaden kraj nie ma takiego potencjału ludnościowego, wyjąwszy słabą dziś Ukrainę, żaden nie jest tak duży, a nasze położenie na pomoście bałtycko-czarnomorskim predestynuje nas do odgrywania znaczącej roli w regionie. Obserwując interesujące nas zagadnienie w skali międzynarodowej, naprawdę trudno jest nie zauważyć, że każde mające duże ambicje regionalne państwo inwestuje w swoje soft power, którego elementem są także wymiany studenckie. Nie mówię jedynie o potęgach, takich jak USA, Rosja czy Chiny, ale o państwach średniej wielkości jak Iran czy Turcja, państwa zachodnioeuropejskie. Wszystkie one starają się, na miarę swoich możliwości, oddziaływać na inne kraje – czy to na swój region, czy na narody powiązane z nimi historycznie. Oczywiście, efekty bywają różne, ale to stwierdzenie można przecież odnieść do polityki jako takiej. Uczyć trzeba się od najlepszych.

Istotnym jest tu rozważenie, czy tych kilkaset lat pracy cywilizacyjnej na wschodzie Europy, której poświęcała się Polska naszych przodków ma pójść w zapomnienie, czy też należałoby przekuć to co po niej zostało w coś żywego, dalej przynoszącego nam korzyści. Nie licząc Wileńszczyzny (tak litewskiej, jak i białoruskiej), Polaków na Kresach jest dziś już niewielu, o rewizji granic w dzisiejszych czasach raczej nie ma mowy, ale po dawnej Rzeczypospolitej pozostał pewien mit. Dla wielu środowisk na wschodzie zupełnie niesympatyczny, kojarzący się z forsowną polonizacją, co zresztą przecież jest sprzeczne z faktami. Niemniej jednak ciężko nie zauważyć, że są tam też dziś grupy, które chciałyby ten mit podtrzymywać. Przez środowiska białoruskiej inteligencji przetoczyła się kilka lat temu debata nad wznowieniem unii z Polską, popularność zdobywa tam prąd ideowy zwany „litwinizmem”, polegający na utożsamieniu się z historycznym Wielkim Księstwem Litewskim, z wiążącym się z tym bratnim stosunkiem do Polaków włącznie. Mimo wciąż aktualnej dominacji narracji postsowieckiej, takie trendy mogą zyskiwać na sile.

CZYTAJ TAKŻE: „Zbliżenie Polski i Białorusi cały czas jest możliwe”. Wywiad z Aleksandrem Stralcovem-Karwackim z Białoruskiego Frontu Narodowego

Wszelkie zbyt daleko idące wnioski mogą wydawać się nieuprawnione, ale czy dziwi nas to w czasach, w których jeden z ideologów młodej generacji ukraińskiego nacjonalizmu Ihor Zahrebelny nawołuje do przedefiniowania mitu Rzeczypospolitej w kierunku pogodzenia go z ukraińską narracją historyczną, a Ruch Azowski oficjalnie bierze na sztandar odwołania do tego państwa? Skoro jest to pociągające dla nacjonalistów, to mogłoby być i dla konserwatystów, liberałów etc. Polska nawet dziś jest atrakcyjna dla wielu Białorusinów i Ukraińców. Może nie tak jak w XVI czy XVII wieku, być może głównie dlatego, że kojarzy się z sukcesem transformacji (jak by to nie brzmiało) i Zachodem, ale to już coś. Można na tym budować nastroje przychylne wobec nas, które uda się wykorzystać ku naszemu pożytkowi w przyszłości. Do tej pory wszystko rozbijało się głównie o brak woli i pomysłów. Nawet zresztą gdyby Polsce nie dane było przyczynić się kiedykolwiek do stworzenia bloku Międzymorza w jakiejkolwiek formie, to przecież posiadanie przychylnego sobie lobby w sąsiednich krajach zawsze jest korzystne. Z tego też względu z otwartymi rękami witać powinniśmy tu studentów także z Rosji, choć z nią zbyt wielu wspólnych interesów Polska nie ma.

W tym miejscu niektórzy zaczną powoływać się na przypadki patologiczne, studentów pozujących z banderowską flagą itd. Jaki procent spośród tysięcy studiujących tu Ukraińców stanowią takie przypadki? Niech każdy sam sobie na to pytanie odpowie. Z pewnością znacznie więcej jest wśród nich takich, dla których np. Bandera był bohaterem, ale przecież zagadnienie tego mitu historycznego jest dość złożone, nie wiąże się z niechęcią do Polaków dziś. Polski nacjonalizm musi umieć w końcu konstruktywnie spojrzeć w przyszłość, a nie tylko patrzeć wstecz. Poważniejszym argumentem będą tu różne incydenty związane z działalnością niepodległościowo nastawionych organizacji białoruskich. Często mówi się o organizacji Młody Front, której liderzy, nieraz kształcący się w Polsce, miewają na koncie antypolskie wypowiedzi. Nie rozgrzeszając młodych białoruskich nacjonalistów, warto zadać pytanie: co zrobiono by ci ludzie wchłonęli polską wizję historii chociaż w jakimś stopniu? Na polskich uniwersytetach uczy się ich białoruskiego nacjonalizmu, co samo w sobie nie jest czymś złym – problemem są pewne niuanse, brak należytego ukierunkowania tych poglądów. Niżej podpisany osobiście zetknął się z przypadkami kajania się za naszą narodową przeszłość w celu dowartościowania tożsamości studiujących tu Białorusinów. Zjawisko absurdalne, sprzeczne z tym o czym tu piszę, ale czy negujące sam sens kształcenia Białorusinów w Polsce? Nie dostrzega się tu szerszej perspektywy, jak i np. tego, że to właśnie ta organizacja w 2005 r., kiedy sama Młodzież Wszechpolska protestowała przeciw Łukaszenkowskim prześladowaniom Związku Polaków na Białorusi, angażowała się w jego obronie, jej działacze trafiali do więzień. Wiele zależy od tego, co komu się wpoi, jaka sytuacja zachodzi w danym momencie. To, że polskie państwo na tym polu, podobnie jak na wielu innych, nie spełnia należycie swojej roli, nie oznacza, że sama idea jest błędna. Nie ma powodów do takiej generalizacji, nie ma przesłanek do wiecznego zrzucania wszelkich skutków bezczynności polskiego państwa na innych.

CZYTAJ TAKŻE: Ok. 5 proc. populacji Polski to cudzoziemcy. Ich liczba systematycznie rośnie

Nawiasem mówiąc, można zresztą zastanowić się nad poszerzeniem oferty, tak by nie ściągać tu przedstawicieli samych kręgów opozycyjnych z Białorusi. Krytykowany (często słusznie) w środowisku narodowym Witold Jurasz stwierdził niedawno, że mamy w tej dziedzinie duże pole do popisu, bo przecież reżim Łukaszenki nie upadnie jeszcze długo. Kształt takiego zaangażowania polskich uczelni jest kwestią przemyślenia szczegółów, kurs wydaje właściwy.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że powyższy spór dość dobrze uwidacznia pewne szersze, zachodzące w ruchu narodowym tendencje. Nacjonalizm może być pojmowany na różne sposoby. Dla jednych charakterystycznym będzie ciasne (trudno użyć innego słowa) ujęcie walki o miedzę, krzywe patrzenie na każdego, kto mówi w innym narzeczu, szukanie antypolonizmu gdzie się da. Dla innych będzie to przeświadczenie, że osiągać narodowe cele można we współpracy z innymi nacjami, być może także uznanie, że poza więzią narodową mamy jeszcze kilka innych szczebli tożsamości, dających o sobie znać w różnych warunkach. Mniej Grabskiego, więcej Doboszyńskiego, chciałoby się rzec. Nie jesteśmy Litwinami, by egzystencjalne zagrożenie widzieć w czynnikach, które takich cech nie wykazują, a odpowiednio wykorzystane mogą przysłużyć się naszym interesom. Miejmy ambicje uczynić z nacjonalizmu prąd choć trochę wybiegający ponad jego stereotypowe, obecne w demoliberalnym obiegu ujęcie.

JS

Redakcja

Czytaj Wcześniejszy

„Boli nas i oburza, że wyzwolona z pęt komunizmu Ojczyzna – jest niszczona” - apel kobiet Solidarności Walczącej

Czytaj Następny

Szwecja: Zabójca Tommiego Lindha został skazany przez sąd na dożywocie

Komentarze

  • Jeżeli już mówimy o Ukraińcach, przesyłam info o ciekawych inicjatywach:

    Środowiska z Ukrainy warte polecenia (jeżeli nawet nie jako współpraca to chociażby jako inspiracja do działania u nas):

    NUOVI ARDITI
    https://t.me/s/nuovi_arditi
    https://www.facebook.com/nuoviarditi/

    „Nuovi Arditi” to krąg młodej i aktywnej narodowo-rewolucyjnej inteligencji. Obszar zainteresowań „Nuovi Arditi” obejmuje zarówno teorię i praktykę narodowo-rewolucyjnej walki zbrojnej (włoskie Lata Ołowiu i nie tylko), lecz również „niebezpieczne życie” jako pewien styl. Stąd wśród bohaterów są więc nie tylko tacy rewolucjoniści jak Pierluigi Concutelli, Mario Tuti, Alessandro Alibrandi, Franco Anselmi itd. ale też europejscy „romantyczni bandyci” tacy jak Albert Spaggiari czy Jacques Mesrine którzy ideowo stali po narodowej stronie… Osoby z „Nuovi Arditi” zajmują się m.in. tłumaczeniami i prowadzą wydawnictwo o tej tematyce. dodajmy że Ukraina jest akurat obszarem gdzie zainteresowanie tego typu tematyką jest w pełni uzasadnione i tamtejsi NR starają się realizować te wzorce w praktyce 😉

    DOM KOZACKI
    https://t.me/cossack_house
    https://www.facebook.com/kozatskiy.dim/
    https://www.youtube.com/watch?v=d9mXbTvKv-E

    „Dom Kozacki” w Kijowie (budynek został zasquotowany jeszcze w trakcie Majdanu w 2014, był był centrum mobilizacyjnym Azowu a teraz centrum nacjonalistycznych wydarzeń kulturalnych. Przekształcając budynek z celów czysto wojskowych i politycznych na cele kulturalne i społeczne, działacze Azowa inspirowali się centrami CasaPound
    Mieści się tam biblioteka, sala gimnastyczna, na dachu jest kino i odbywają się pokazy filmów i dyskusje, salon tatuażu, i wiele innych inicjatyw

    KLUB LITERACKI “PŁOMIEŃ”
    https://plomin.club/
    https://t.me/plomin
    https://www.youtube.com/c/%D0%9F%D0%9B%D0%9E%D0%9C%D0%86%D0%9D%D0%AC/videos

    Fizycznie mieści się w “Domu Kozackim” w Kijowie – to specjalne pomieszczenia – bilbioteka, czytelnia, salka wykładowa, kawiarenka. Zbierają się tam młodzi ludzie zainteresowani poezją i ogólnie dobrą literaturą. W formacie wirtualnym i papierowym – inicjują mnóstwo tłumaczeń na jak również wydają teksty autorów ukraińskich – no i własne, młodych ludzi z Klubu Płomień. Ogrom dziedzin : kulturoznawstwo, antropologia, filozofia…

    STOWARZYSZENIE KULTURALNE “AWANGARDA”
    https://t.me/avantguardia
    Kolejna grupa młodych aktywistów. Łączą rozwój intelektualny i fizyczny, stawiają też na animację wydarzeń kulturalnych
    https://t.me/avantguardia

    TRADYCJA I PORZĄDEK
    https://t.me/tradition_and_order
    https://traditionorder.info/
    https://vk.com/order_land

    „Tradicija i Porjadok” – można ich określić mianem „młodo-konserwatystów” ale absolutnie nie w polskim (zdziadziałym) sensie tego słowa. W Polsce albo mamy wolnorynkowych pajaców, albo karierowiczów z pisuaru. W najlepszym razie pacyfistów oficjalnego pro-life robiących z siebie ofiary i bojących się odpowiedzieć przemocą na przemoc. Dodatkowo polską młodzież „konserwatywną” cechuje kompletny brak stylu i estetyki – ukraińskie środowiska mają naprawdę czym się pochwalić (tak samo Azow): styl ale nie subkultura! Ukraińska „Tradicija i Porjadok” to odpowiednik młodzieży związanej z Akcją Francuską. Bliscy tradycji zarówno konserwatyzmu jak i faszyzmu. Dużą uwagę przywiązują do walki z narastającą na Ukrainie propagandą lgbtq i zachodniej postmoderny… Choć w ich szeregach jest mnóstwo weteranów działań w Donbasie, to zdają oni sobie sprawę że głównym zagrożeniem dla Ukrainy jest narastająca propaganda dewiacji… TP organizuje zarówno happeningi, demonstracje, jak i akcje bezpośrednie. Atakują propagandę lgbt, feminizm, antifę…

    Środowisko „Tradicija i Porjadok” organizowało akcje wsparcia dla Polski w kwestii ochrony życia i przeciwdziałania propagandzie lgbtq

    ___

    Dodatkowo można poczytać po polsku:

    Notatki Ukraińskiego Nacjonalisty
    https://t.me/nationalistdiaries
    Osobisty blog jednego z członków Ruchu Azowskiego, poświęcony ideologii, polityce, stosunkom polsko - ukraińskim oraz idei paneuropejskiej

Zostaw Odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *