Karol Kaźmierczak: Punkt wyjścia

Nacjonalizm przeciwstawia się przede wszystkim liberalizmowi i temu wszystkiemu, co zostało z niego zaadaptowane przez nurty określające się dziś w Polsce prawicą. Przede wszystkim stawiamy na realność narodu jako wspólnoty przekraczającej woluntaryzm jednostki. Konsekwentny nacjonalizm musi odrzucić koncepcję „narodu konstytucyjnego” czy „ejdetycznego”.

Artykuł opublikowany został pierwotnie w trzecim numerze pisma „Wszechpolak” z 2017 roku.

Wbrew licznym głosom o rzekomym antykwaryzmie polskich nacjonalistów, ostatni okres obfituje w szeroko rozumianym w obozie narodowych i na jego obrzeżach w głosy aspirujące do oryginalnego rewizjonizmu, jednak nie podpartego najczęściej ani odpowiednim zasobem wiedzy o dotychczasowych koncepcjach polskiego nacjonalizmu, ani zrozumieniem przestrzeni zagadnień metapolitycznych, przenikających w dziedzinę filozofii i nauk społecznych. Na tym tle pozytywnie wyróżnia się głos Aleksandra Krejckanta, który zdecydował się na udzielenie wywiadu publicyście Klubu Jagiellońskiego, opublikowanego 1 maja ubiegłego roku po tytułem „Polskość to kwestia wyboru, nie krwi”. Według moich wiadomości wywiad miał charakter dość swobodnej rozmowy, należy docenić, że kierownik główny ONR od żelaznego zestawu pytań o glany, stroje i fryzury, gładko przeszedł do fundamentalnych kwestii ideowych.

Potrzeba ideowej reasumpcji

Krejckant przedstawił pewien zarys wizji człowieka, polityki, narodu. Siłą rzeczy wypowiedź w formie wywiadu może być tylko przyczynkiem, który domaga się dalszej pracy w celu pełnej konceptualizacji. Nie ma bowiem wątpliwości, że główną przyczyną słabości szeroko rozumianego ruchu narodowego jest jego kompletna niespójność ideowa. Nacjonalistami nazywają się dziś konserwatywni liberałowie, społecznie wrażliwi zwolennicy gospodarczej trzeciej drogi i etatyści, osoby nie kwestionujące obecnych uwikłań międzynarodowych III RP oraz zdecydowani przeciwnicy Unii Europejskiej i NATO, ukrainofilscy zwolennicy utopii „międzymorza” i rusofobi, jak i zwolennicy pragmatycznych relacji z Rosją. Nacjonalistami określają się nawet europejscy uniwersaliści i ci którzy odwołują się do konceptu egoizmu narodowego, ludzie pożądający społeczeństwa zhierarchizowanego, statocentrycznego i faktyczni anarchiści.

Narodowcy nowego pokolenia rozpoczęli dyskusję od konstatacji skostnienia intelektualnego seniorów, ich poznawczej ale też sprawczej niemocy, uznając tę zależność przyczynowo-skutkową porażek politycznych jako konsekwencji porażki intelektualnej. Sam zresztą tę dyskusję rozpoczynałem. Po mniej więcej dekadzie trudno pisać o sukcesie młodego pokolenia. Nasze publicystyczne szarże ślizgały się głównie po powierzchni rzeczywistości społeczno-politycznej, w nieskończoność, czasem niezbyt szczegółowo i kompetentnie, czasem wprost przeciwnie – zbyt szczegółowo, dotykały płaszczyzn geopolityki, ekonomii, obronności czy też spraw czysto organizacyjnych. Często miały charakter polemiczny, de facto dekonstrukcyjny wobec pojęć i poglądów dotychczasowych, wykazujący jedynie czego nie chcemy, bez żadnych wiążących wniosków i postulatów. Kakofonia głosów, niekończące się wycinkowe analizy nie doprowadziły nas do żadnej syntezy, w której mogłyby spotkać się oczekiwania większości z nas, a która przede wszystkim okazałaby się konstruktywną antytezą dla otaczającej nas rzeczywistości. Nie ma bowiem dla mnie żadnej wątpliwości, że idea nacjonalistyczna nie może być apriorycznym systemem teoretycznym, lecz wynikać musi z ustosunkowania się do stanowiącej o egzystencji narodu struktury materialnej rzeczywistości. Nie może abstrahować od istniejących struktur społecznych w ich najbardziej biopolitycznym wymiarze, do którego nawiąże w dalszej części wywodu. Nie może abstrahować od praxis, która, wbrew demoliberalnym manifestom, nie jest przestrzenią prowadzącej do konsensusu dyskusji lecz mobilizacji i czynu, walki, a więc domaga się na poziomie metapolitycznym aksjomatu i autorytetu a jednocześnie realnej oceny możliwości ich realizacji.

Hasło dyskusji i dekonstrukcji aktualne w czasach intelektualnego i organizacyjnego załamania oraz kompletnej izolacji społecznej narodowców, zamienia się w potrzebę jak najszybszego zreasumowania dyskusji i konceptualizacji, po której dokonać trzeba jasnej deklaracji kto z nami, kto obok nas, a kto przeciw. Domaga się tego nowa sytuacja polityczna związana przejęciem władzy w Polsce przez neokonserwatywną partię na fali pobudzenia narodowych emocji szerokich mas społeczeństwa. Szeroko rozwinięty obóz tej partii dokonuje bowiem swoistej korupcji tych uczuć, na rzecz działań istotnie sprzecznych z interesem narodowym. Może to z czasem prowadzić do skompromitowania w społeczeństwie narracji politycznej bazującej właśnie na odwołaniu do narodowych uczuć i pojęcia narodowego interesu oraz kolejnego długotrwałego wychylenia się społecznych preferencji w stronę szeroko rozumianego świata pojęć liberalnych.

Tego nowego etapu nie przekroczą towarzystwa wzajemnych adoracji wirtualnych redakcji czy salonów dyskusyjnych, aktywiści autonomiczni od wszystkiego i wszystkich. Siłą rzeczy proces ten zostać może uwieńczony tylko w ramach organizacyjnie zdyscyplinowanego ruchu społecznego i politycznego, przy czym określenia tego nie należy rozumieć jako sprowadzającego sprawę wyłącznie do zorganizowanego uczestnictwa w procedurach obecnego systemu demoliberalnego. Tym bardziej więc cieszy gdy tego typu reasumpcji podejmuje się kierownik główny ONR, szczególnie w kontekście prowadzonych przez działaczy tej organizacji prac nad nową deklaracją ideową organizacji. Tego samego należałoby oczekiwać od środowiska Młodzieży Wszechpolskiej, przez co rozumiem także weteranów organizacji. Refleksja metapolityczną i reasumpcja ideowa musi dokonywać się jednocześnie z działaniami organizacyjnymi. Tylko w takim sprzężeniu zwrotnym można zbudować podstawy pod metapolityczny sukces. Jak bowiem zauważyłem wcześniej, narodowej teorii nie można budować w oderwaniu od praktycznych form życia politycznego i społecznego narodu. Źródłem intelektualnej porażki jest fakt, że poza z rzadka ukazującymi się numerami kilku zaledwie periodyków, brak zinstytucjonalizowanej podstawy dla aktywności intelektualnej. Brak umiejętności, chęci do żmudnej naukowej bądź „papierkowej” pracy i w ogóle wiary z możliwość stworzenia instytucji z prawdziwego zdarzenia. Instytucji zapewniających finansowe podstawy dla stypendiów, badań, konferencji, wydawania pism i książek, innych form propagowania dorobku czy przekładania go na popularną narrację.

Główny przeciwnik

Aleksander Krejckant słusznie stawia przed swoim odbiorcą kluczową opozycję między narodowym radykalizmem a demoliberalizmem. W istocie, jak poucza Carl Schmitt fundamentem wszelkiej polityczności jest desygnowanie politycznego przeciwnika. Dla nacjonalisty pierwszorzędnym rozróżnieniem jest oczywiście rozróżnieniem między poszczególnymi wspólnotami narodowymi, które pozostają ze sobą w stanie niekończącej się rywalizacji. Odrzucając całkowicie pogląd niektórych (post)nacjonalistów, dla których tradycyjne konflikty między narodami uległy wyczerpaniu, jasnym jest jednocześnie, że zagrożenia dla wspólnoty narodowej mają także charakter wewnętrzny związany z rozkładem tradycyjnych więzi społecznych, niemożnością ustanowienia prawidłowych hierarchii, tak społecznych jak i hierarchii wartości w życiu jednostek. Nie ma wątpliwości, że demoliberalizm, zarówno jako działający system, zbiór procedur, zachowań formalnych i nieformalnych, jak też sama legitymizująca go ideologia, jest właśnie motorem tych procesów rozkładowych. Jest też mechanizmem zapośredniczającym dziś stosunki podległości politycznej i eksploatacji ekonomicznej naszej ojczyzny przez państwa zachodnie, będące jednocześnie centralnymi ośrodkami globalnego systemu turbokapitalistycznego – „systemu-gospodarki-świata”, jak określił go Immanuel Wallerstein.

Nie jest więc demoliberalizm jako system zagadnieniem wyłącznie wewnętrznego życia narodowego. Nie jest zagadnieniem wewnętrznym także jako ideologia, legitymizująca przecież agresywną politykę państw zachodnich, prowadzoną tak twardymi (militarnymi) jak i miękkimi („soft power” Josepha Nye’a) metodami. Charakterystyczne jest użycie w kontekście Polski i Europy Środkowej asortymentu soft power właśnie, która nie jest nigdy skuteczna bez pozytywnej reakcji zwrotnej poddanego jej oddziaływaniu społeczeństwa. Nikt nie zaprzeczy, że proces włączenia Polaków i innych społeczeństw Europy Środkowej w sieć podległości i eksploatacji miał charakter swoistej samokolonizacji. Demoliberalizm jako system i ideologia jest zjawiskiem niezwykle wielowymiarowym. Błędem jest więc sprowadzanie jego oddziaływania wyłącznie do sfery obyczajów, etyki seksualnej i rodzinnej czy sekularyzacji. Trzeba dotknąć samego jego paradygmatu związanego z wyabstrahowaniem ludzkiej jednostki z organizmu wspólnotowego, jej absolutyzacją na każdym poziomie egzystencjalnym, nie tylko obyczajowym ale i stosunków ekonomicznych. Trzeba ustosunkować się do uniwersalistycznych roszczeń demoliberlizmu. Kierownik główny ONR dotyka jedynie kwestii apriorycznego egalitaryzmu. Niewątpliwie wskazuje jeden z głównych kierunków dalszej refleksji – odkrycia zasad i ustalenia mechanizmu (a także politycznej drogi do samego ustalenia tych mechanizmów), który ustali hierarchię korzystną dla życia narodowego. Pisząc krótko – chodzi o alternatywę wobec obecnego, plutokratycznego systemu kreowania elity społecznej, szczególnie elity władzy. Jeśli nie mamy, choćby i mglistego, zarysu odpowiedzi na to pytanie, jeśli boimy się nawet je otwarcie postawić, lepiej od razu skończmy mówić (i pisać) o narodowym radykalizmie.

Nie bagatelizujmy Nowej Prawicy

W tym kontekście nie wolno w czambuł potępić i odrzucić refleksji jakie narodziły się w kręgu Nowej Prawicy (Nouvelle Droite), tak jak robi to Krejckant mówiąc o jej wizjach jako „całkowicie obcych”. Jej herold – Alain de Benoist przenicował przecież demoliberalizm na tyle skutecznie, że ukazuje wyraźnie jego totalność. Ukazuje w jaki sposób jego uniwersalistyczne roszczenia konstruują niemożliwy do przyjęcia dla nacjonalisty system międzynarodowy (ponadnarodowy) o charakterze hegemonicznym czy wręcz imperialnym – w rozumieniu nie tylko klasycznego imperializmu państwowego, lecz globalnego systemu opisanego słowem Imperium przez Antonio Negriego. Zbliżając się w tym względzie do refleksji lewicy, Nowa Prawica jednocześnie demaskuje kapitulację, zaprzaństwo postmarksistów, którzy dawno już zdezerterowali z frontu walki o zmianę stosunków ekonomicznych w skali lokalnej i światowej, całą swoją ideologię obracając w uzasadnienie dla inżynierii społecznej na poziomie kulturowej nadbudowy. I ta inżynieria, której myśl przewodnia ukrywa się w słowie-kluczu – emancypacji, ta inżyniera powiela tylko liberalny schemat absolutyzacji jednostki, w dodatku odgrywając rolę służebną wobec systemu turbokapitalistycznego. Dlatego też demoliberalne elity tak chętnie wspierają Nową (post)Lewicę. Wyemancypowany hedonista wyprany ze zobowiązań wobec wspólnoty czy obiektywnych wartości moralnych stawiany jako egzystencjalny ideał przez postmarksistów, staje się właśnie owym „człowiekiem jednowymiarowym” Marcuse’a, realizującym się wyłącznie przez konsumpcję. Nowa Prawica konsekwentnie dochodzi więc do konstatacji nieprzydatności czy wręcz szkodliwości klasycznej kategoryzacji podziału prawica-lewica, tłumacząc to w konsekwentny sposób negatywną rolą liberalizmu także na płaszczyźnie ekonomicznej. Prowadzi nas ku aparatowi pojęciowemu i dorobkowi wyrosłej z lewicy teorii zależności, będącej potencjalnie skutecznym i twórczym narzędziem krytyki systemu turbokapitalistycznego w skali globalnej i lokalnej. Prowadzi nas ku skutecznej kontestacji polskich nurtów prawicowych pogrążonych w błędach konserwatywnego liberalizmu. Pozostaje on obok wyrosłego w środowiskach dawnej opozycji antykomunistycznej swoiście polskiego neokonserwatyzmu, główną przeszkodą dla ekspansji idei narodowej w społeczeństwie. Nowa Prawica jest więc ważnym punktem odniesienia, gdyż jest właśnie najbardziej konsekwentną kontestacją liberalizmu, nawet jeśli sama zapada się w postmodernizm tak głęboko, że kwestionuje rzeczywistość narodowych więzi.

Głównym zadaniem jakie należy podjąć to przepracowanie, zaakcentowanej w wywiadzie przez kierownika głównego ONR, kwestii antropologii i personalizmu. Nie wiedzieć czemu kręgi nacjonalistyczne w Polsce zajmują iście bałwochwalcze stanowisko wobec tego stanowiska filozoficznego. Personalizm nie jest boskim słowem objawionym, lecz właśnie stanowiskiem filozoficznym, historycznie pojawiającą się próbą przełożenia prawd katolickiej wiary na język filozofii, w tym filozofii społecznej, swoistą interpretacją tomizmu. Stanowisko to może i powinno być przedmiotem właśnie filozoficznej krytyki ze stanowiska komunitarystycznego. Czy nie pobudza ku temu wyraźna ewolucja personalizmu katolickiego? Czy nie widzimy związku między nim, a kapitulacją instytucjonalnego Kościoła wobec paradygmatu liberalnego, gdy przychodzi mu ustosunkować się wobec spraw polityczno-społecznych? Czy określona interpretacja „przyrodzonej godności jednostki ludzkiej’ i jej indywidualnego związku ze Absolutem jest jedynie słusznym katolickim stanowiskiem? Czy nie widzimy, że absolutyzacja taka jest logicznym uzasadnieniem dla stanowiska jakie papież zajął w sprawie kryzysu migracyjnego, kiedy to użył przeciw narodom Europy moralnego szantażu postulując otworzenie drzwi przed inwazją obcych? W artykule tym, ze względu na jego redakcyjne ograniczenia, mogę jedynie pozostawić te pytania jako przyczynek do dalszej dyskusji. Ważne aby dyskusja ta nie ugrzęzła w ramach rozważań o charakterze konfesyjnym a wypłynęła na szerokie wody europejskiej filozofii. Wydaje się bowiem, że wobec zarysowanego wyżej stanowiska Kościoła, szukanie religijnej sankcji dla nacjonalistycznej filozofii politycznej okaże się jałowe.

Teoria narodu

Bardziej niż stanowisko antropologiczne zainteresowała mnie w wywiadzie jakiego udzielił Aleksander Krejcaknt próba zdefiniowania narodu. Teoria narodu jest bowiem punktem wyjścia nacjonalizmu… do którego każde pokolenie nacjonalistów powinno zawracać, zgodnie z natchnionym głosem Thomasa S. Eliota o tym, że „kresem wszelkich naszych poszukiwań/Będzie dojście do punktu wyjścia/I poznanie tego miejsca po raz pierwszy”. Ostatnie pokolenia nacjonalistów tego nie czyniły stąd ich aktywność teoretyczna i praktyczna była zbudowana na piasku. Nietrudno bowiem zauważyć, że chaos poglądów i pojęć wszystkich tych co się w Polsce określają narodowcami czy nacjonalistami sięgał nawet definicji samego podmiotu, praprzyczyny i celu ich aktywności. W takiej sytuacji aktywność ta musiała być jałowa w sensie długofalowych celów tak wewnętrznych związanych z budową ruchu jak i jego wpływu na społeczno-polityczną rzeczywistość.

Prowadzący wywiad, który stał się przyczynkiem tych rozważań, członek Klubu Jagiellońskiego, zastępca redaktora naczelnego portalu organizacji i sekretarz redakcji dwumiesięcznika „Pressje” Piotr Kaszczyszyn postawił przed swoim rozmówcą konieczność „zdefiniowania na nowo pojęcia narodowości”. Jako podstawę dla niej przywołał oryginalną próbę kategoryzacji wspólnot ludzkich czy może raczej ich rozumienia, podjętą właśnie na łamach „Pressji” w 2010 r. Wyróżniono w ramach tej typologii trzy metody definiowania narodu: jako etnosu, czyli przez wspólnotę pochodzenia, ethosu czyli na podstawie wspólnych praktyk kulturowych i eidosu, czyli narodu jako pewnej idei oderwanej w gruncie rzeczy od świata materialnego i zakorzenionej w pojęciach uniwersalnych. Redakcja „Pressji” stawia w roli treści polskości pewne pojęcie wolności, „którą dana osoba aktem woli musi dopiero przyjąć”, stając tym samym na gruncie ejdetycznej koncepcji narodu. W tym ujęciu „Polakiem stajemy się dobrowolnie, bez względu na to, czy wcześniej byliśmy Austriakiem, Francuzem, czy Nigeryjczykiem”. Redakcja nie ukrywa przy tym nawiązania do amerykańskiej formuły patriotyzmu konstytucyjnego, ale zaczyn takiego stanowienia wspólnoty narodowej widzi już w staropolskim republikanizmie przedrozbiorowej Rzeczpospolitej. Nawiązując do tego, także w tym sensie można nazywać polską republikańską centroprawicę mianem neokonserwatywnej, a nie tylko ze względu na jej silny proamerykanizm oznaczający aprobatę dla hegemonicznej polityki amerykańskich elit i legitymizujących ją narracji.

Zdecydowanie kontrowersyjną częścią wywodów kierownika głównego ONR jest właśnie ta, w której odrzuca on etniczną koncepcję narodu jako „prymitywną” akceptując częściowo propozycje rozmówcy. Oczywiście można tłumaczyć, że Aleksander Krejckant miał prawo nie zrozumieć dokładnie i w całej rozciągłości co młodzi neokonserwatywni republikanie zawarli w kontekście teorii narodu w nie upowszechnionym przecież w dyskusji publicznej pojęciu eidosu. A jednak już samo zajawienie koncepcji jakie przebija z pytania powinno wzbudzić u nacjonalisty co najmniej dystans.

Tymczasem Aleksander Krejckant z góry odrzuca koncepcje „stricte biologiczne” i postrzega naród w kategoriach wolnego wyboru pewnego modelu kulturowego, czyli na przecięciu definicji etosowej i ejdetycznej proponowanej przez środowisko republikańskie, Próbuje ustrzec się jednak skrajnego woluntaryzmu podkreślając konieczność zaakceptowania przez polską wspólnotę tego kto do wspólnoty tej aspiruje. Odpowiedź taka ma jednak cechy uniku, bowiem natychmiast stawia on przed nami pytanie, jakimi kryteriami winni się kierować członkowie wspólnoty dokonując uznania potencjalnego rodaka lub tego uznania odmawiając.

Podstawa materialna

Nacjonalizm nie jest spekulatywną ideologią o uniwersalistycznych przesłankach. Wychodzi od banalnej obserwacji i odczucia siły więzi swoich odróżniających ją od obcych i jej znaczenia dla fizycznego przetrwania jednostki i jej psychicznej integralności, więzi ludzi egzystujący w materialnej rzeczywistości, która to rzeczywistość stanowi, a czasem wręcz determinuje rozwój wspólnoty. Wspólnoty w przypadku homo sapiens zawsze terytorialnej, a więc i w ten sposób szukającej odgraniczenia od obcego. Nacjonalista dostrzega ten elementarny poziom ludzkiej egzystencji, która wiąże się z jego biologiczną podstawą. Podzielając pesymistyczną antropologię, inaczej od prawicowych pięknoduchów, dostrzega stale manifestujący się zwierzęcy aspekt człowieka. Pamięta, że pierwotnym budulcem więzi są właśnie wymogi materialnego przetrwania naszych organizmów i ich reprodukcji. W sensie historycznym nacjonalizm, czy może protonacjonalizm, rodzi się gdy narodem ogłasza się stan trzeci, a więc stan zabiegający o materialne podstawy egzystencji wspólnoty, stan pracujący, stanowiący jednocześnie większość jej członków, większość tkanki społecznej.

Jak pouczają biosocjolodzy homo sapiens zdeterminowany jest przez swoje geny do życia w krewniaczych lecz zhierarchizowanych wspólnotach terytorialnych. W czasach gdy rozwój populacyjny i cywilizacyjny, wyczerpywanie zasobów, stawiają przez ludźmi perspektywę walki już nie tylko o ropę czy kontrolę nad szlakami handlowymi, ale w pewnych regionach o wodę i ziemię, szczególnie uprawną, nikt nie może lekceważyć tej elementarnej sfery życia uświadamiającej nam, że przecież społeczeństwa to poza wszystkim innym populacje. W sposób logiczny wynika z tego realistyczna interpretacja stosunków międzynarodowych, tak stara jak „Wojna Peloponeska” Tukidydesa, widziana jako niekończąca się anarchiczna walka w przestrzeni o przetrwanie i potęgę, rozumianą jako zdolność wpływania na innych bez konieczności ulegania wpływom kogokolwiek.

Rzecz jasna tylko w niewielkiej prahistorycznej grupie pierwotnej więzy między ludźmi miały wymiar fizycznie oczywisty. Rozwój cywilizacji szybko prowadził nas ku wspólnotom spajanym przez wtórne, a często wyimaginowane poczucie powinowactwa ludzi, którzy nigdy nie zetknęli się osobiście – więź wytwarzaną już przez praktyki kulturalne. Oczywistym błędem jest bowiem rozumienie etniczności wyłącznie w kategoriach biologicznych. To kultura jest źródłem wspólnoty, ale paradoksalnie mogła powstać i funkcjonować tylko w ramach pierwocin tejże wspólnoty. Tylko wspólnota wytwarza kulturę, bowiem zawsze wynika ona z powtarzalnych w czasie interakcji między ludźmi pozostającymi ze sobą w stałym kontakcie. Przy tym najbardziej pierwotne formy kultury, które trwają przez wieki w postaci kultury ludowej i potocznej, nie mają charakteru racjonalnego i wyrafinowanego projektu. Takie intelektualne, moralne i estetyczne formy kultury wysokiej rozwijają się dopiero później i zawsze mają charakter elitarny. Nawet wyrafinowane systemy religijne i moralne zapośredniczone są w przez wieki w symbole, rytuały, relikty pojęć wcześniejszych by objąć całą wspólnotę.

Zaliczają się tu także ludzkie reakcje na pewne zjawiska materialne. Antropologia kulturowa wykazuje jak geograficzne środowisko wpływało na życie zamieszkujących je społeczeństw. Materialne symbole o totemiczym charakterze (jako chociażby flaga), ubiór, forma językowa, powtarzanie zwyczajowych zachowań, także fenotyp – same w sobie nie ustanawiają wspólnoty. A jednak w zdeterminowanej przez właściwości wrodzone i nabyte świadomości ludzkiej, która według Edmunda Husserla zawsze jest ukierunkowaną świadomością „do czegoś”, stając się konstytutywnymi dla wspólnoty fenomenami. Jest to po prostu przyrodzona właściwość człowieka. W tym sensie nacjonalista nie może oderwać swojego filozoficznego stanowiska od dorobku właśnie biosocjologii i psychologii społecznej, która również powinna być polem jego poszukiwań.

Uświadamia nam to, że kultura, że ethos w swej podstawie niewiele mają wspólnego z wyrachowanym przyswajaniem i praktykowanie świadomie konstruowanych i abstrakcyjnych systemów ideowych. Składają się w dużej mierze z elementów irracjonalnych, emocjonalnych, zwyczajowych. Często tworzą kulturowe archetypy zanurzone w społecznej nieświadomość, a wyciskające stale piętno na społecznych zachowaniach, także kulturze politycznej, jak wtedy gdy Polacy reprodukują stale archetyp szlachcica-sobiepana, postrzegającego ojczyznę w kategoriach sumy wolności osobistych, uciekającego w indywidualne strategie przetrwania i obrony interesów, zdolnego do aktywności politycznej jedynie typu doraźnego, konfederacyjnego.

Naturalność wspólnoty

Jednostka niemałą część swoich cech charakteru, predyspozycji i predylekcji, a nawet zachowań także w zakresie kompetencji społecznych, dziedziczy wraz z genami, a w decydujący sposób są one ustalane w pierwszych latach życia. W pierwszym etapie życia jednostka wchodzi ona w interakcje, które mają przecież niewiele wspólnego z racjonalnym wyborem podmiotu, lecz są to reakcje powodowane instynktami i emocjami. Podmiot zostaje przynajmniej w niektórych aspektach swojego bytu, zdeterminowany i to właśnie w czasie gdy pozostaje w najmniejszym stopniu racjonalny – w dzieciństwie. W jak wielkim zakresie? – biosocjolodzy i psycholodzy społeczni nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Przy czym nowy członek wspólnoty zostaje zdeterminowany nie tylko przez rodzinę i napięcie emocjonalne jakie ona wytwarza. Jest stanowiony przez najszerzej rozumianą kulturę, która ustala przecież także wzorce ról społecznych w rodzinie, kulturę którą rodzina ta reprodukuje każdego dnia, kulturę stworzoną w ramach życia społecznego szerszej od rodziny wspólnoty. Zatem przyswajanie właściwych danej wspólnocie tożsamości, wartości etycznych, a w jeszcze większym stopniu estetycznych, w przypadku ogromnej większości członków wspólnoty nie ma charakteru racjonalnego i w pełni uświadomionego, a zatem w praktyce życia społecznego ich świadome moderowanie, czy zmiana nie może być zadaniem łatwym i nie niosący zagrożeń tak dla wspólnoty jak i integralności psychologicznej jednostki. Wprost przeciwnie nosi wysokie prawdopodobieństwo skutku destruktywnego dla jednostki i jej otoczenia społecznego, co obserwujemy właśnie w krajach, gdzie społeczeństwa padły ofiarą inżynierii społecznej w duchu postmodernizmu. Być może więc zamiast o ethosie należałoby mówić o habitusie w rozumieniu Pierre’a Bourdieu.

Dotyczy to równie fundamentalnej dla nacjonalistów kwestii tożsamości. Dziecko wychowane z dala od rodziców biologicznych nie będzie czuło z nimi rodzinnej więzi w typowy sposób, nawet jeśli zostanie w dorosłości uświadomione o rzeczywistym biologicznym pokrewieństwie. Jak wielki jest wpływ pierwotnej socjalizacji, która, jak zaznaczono dokonuje się bez w pełni świadomych i racjonalnych wyborów jednostki, świadczą historię dzieci wychowanych w otoczeniu zwierząt a bez kontaktu z innymi ludźmi. Wykazują się one zwierzęcymi zachowaniami, aczkolwiek podjęta odpowiednio wcześnie interwencja pozwala na wytworzenie czy może rozwinięcie wrodzonych ludzkich kompetencji społecznych. W przypadku interwencji zbyt później, dzieci nigdy już określonych umiejętności społecznych nie nabędą.

Naród jak i rodzina musi więc być uświadomiona i praktykowania. Ale ich uświadomienie i praktykowanie, jak to wyżej ujęto, nie ma wiele wspólnego z racjonalnym wyborem jednostki utylitarnym czy idealistycznym, nie ma nic wspólnego z jakkolwiek rozumianą umową społeczną, czy akademickim idealizmem. Wspólnota ta bowiem rodzi się, już na poziomie wegetatywnym i zmysłowym, jak Arystoteles określa dwa poziomy duszy pierwotne wobec duszy rozumnej. Ideologia nacjonalistyczna jest więc ostatecznym stadium uświadomienia i racjonalizacją, na poziomie politycznym, społecznego irracjonalnego, ujęcia go w „narodowe obowiązki” ewokowane przez Romana Dmowskiego.

Jest więc naród wspólnotą naturalną, aczkolwiek historyczną, zrodzoną w wyniku naturalnej ewolucji i rozwoju przyrodzonych właściwości człowieka w odpowiedzi na materialne uwarunkowania jego egzystencji. Nacjonaliści w przeciwieństwie do prawicowych pięknoduchów nie chcą i nie mogą zapominać o tych materialnym pierwiastku składającym się egzystencję człowieka.

Naród nie jest więc tylko mechanicznym wytworem biurokracji nowoczesnego państwa, jak chcą konstruktywiści, ani subiektywną „wspólnotą wyobrażoną”. Naród realizuje się przez wyobrażenia jednostek ale wyobrażenia te są stanowione przez wspólne im wszystkim i przyrodzone właściwości o ograniczonej elastyczności. Zatem naród realizuje się nie na poziomie subiektywnej dowolności jednostki lecz intersubiektywnej relacji we wspólnocie, niemal nieskończenie mnogiej sieci tych relacji nawarstwiających się w czasie. Dlatego zresztą to właśnie romantycy dają ostateczny impuls do powstania ideologii nacjonalistycznej. Gloryfikacja odległej historii uświadamia, że narody są bytami nie tylko w przestrzeni, nie stanowi ich tylko kramarska umowa społeczna żyjących tu i teraz, jak chcieli protonacjonaliści – jakobini. Uświadamia, że narody są wspólnotami rozciągającymi się w czasie, bo powstanie habitusu i kultury stanowiącymi o tożsamości jednostki zawsze są procesami długiego trwania, przekraczającymi perspektywę czasową pokolenia jednego czy dwóch. Ostatecznie to właśnie kultura tworzy ramy w których zwierzęcy aspekt człowieka zostaje okiełznany. Charakterystyczne jest przy tym zjawisko degeneracji kultury w społecznościach w których zamiast organicznej wspólnoty doszło do powstania kosmpolitycznego „melting pot”. Przykład USA jest tu najbardziej uderzający.

Kto jest Polakiem

Podsumowując te rozważania trzeba stwierdzić, że nacjonalizm przeciwstawia się przede wszystkim liberalizmowi i temu wszystkiemu co zostało z niego zaadaptowane przez nurty określające się dziś w Polsce prawicą. Nacjonalista wierzy w realność narodu jako wspólnoty przyrodzonej. Człowiek staje się członkiem narodu nie przez formalne obywatelstwo, nie przez woluntarystyczną deklarację, ale przez internalizację określonego habitusu, kultury, co znajduje swój wyraz w codziennej aktywności jednostki. Pełne ich przyswojenie łączy się z pierwotną socjalizacją Dlatego przynależność do narodu łączy się z pochodzeniem lub kategorią autochtonizmu, to jest kilkupokoleniowej, nieprzerwanej egzystencji danej rodziny w polskim środowisku społecznym. Nie musi to oznaczać życia na administracyjnym terytorium Polski, dotyczy egzystencji na całym terytorium narodowym, także na Kresach Wschodnich, lub w wielkich skupiskach polskich imigrantów, wszędzie tam, gdzie obecność polskiego zaludnienia pozwala na nieustanną, codzienną powtarzalność interakcji, praktyk w których przejawia się polski habitus w tym aktywność związaną z definiowaniem i działaniami na rzecz realizacji odrębnego, swoistego interesu polskiej wspólnoty. Przez to ostatnie można rozumieć na przykład istnienie partii Polaków na Litwie, czy lokalne inicjatywy społeczne na rzecz wprowadzenia nauczania języka polskiego do poszczególnych szkół w Wielkiej Brytanii.

Charakterystyczne zresztą, że kategoria autochtonizmu funkcjonuje już, choć nie pod tym terminem, w prawodawstwie Polski, pozwalając na korzystanie ze statusu mniejszości narodowej i etnicznej tylko tym obywatelom, których przodkowie zamieszkują na obecnym terytorium RP co najmniej od stu lat. Konsekwentny nacjonalizm musi odrzucić koncepcję „narodu konstytucyjnego” czy „ejdetycznego” na rzecz prymatu habitusu. Pełna konceptualizacja tego pojęcia powinna angażować intelektualny wysiłek narodowców.

Redakcja

Czytaj Wcześniejszy

"Jesteśmy teraz na początkowym etapie wojny rasowej". Wywiad z Dan Roodtem o sytuacji w Republice Południowej Afryki

Czytaj Następny

Karolina Ladra: Recenzja „W lesie dziś nikt nie zaśnie”, czyli jak usypia się moralność współczesnej młodzieży

Zostaw Odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *