Niezrozumiana praca u podstaw

W naszym środowisku niejednokrotnie przewijają się najróżniejsze frazesy, począwszy od „obrony wartości”, a na „działaniu oddolnym” i „pracy u podstaw” skończywszy. Chwytliwe hasła są niezwykle pomocne w kwestiach promocyjnych, mam jednak wrażenie, że zbyt często ograniczamy się do pozostania w tej sferze, a szersze analizy wolimy odkładać na bok lub na bliżej nieokreślone „później”. W moim mniemaniu spośród ukutych przez nasze środowisko sloganów - to właśnie te odnoszące się do pracy organicznej są najbardziej niezrozumiane przez ludzi, którzy je głoszą.

Zacznijmy może od początku. Wyrażenie „praca u podstaw” znajduje swoje korzenie u XIX-wiecznych pozytywistów polskich. Oznaczało wówczas systematyczną pracę edukacyjną na rzecz ludu, czyli podstawy społeczeństwa. Łączy się ono z pojęciem działalności oddolnej, czyli takiej, która inspirowana jest przez samych obywateli, mieszkańców lub pracowników danego miejsca, w przeciwieństwie do inicjatyw kadry rządzącej, bądź też kierowniczej.

Oznacza to w gruncie rzeczy organizację życia społecznego w najróżniejszych jego formach: edukacyjnej, gospodarczej, społecznej, religijnej… możliwości jest cała masa. Praktycznie każda jego płaszczyzna czeka na zagospodarowanie. A jednak, jeżeli przeanalizujemy ostatnie 30 lat działalności narodowej w Polsce, ujrzymy skoncentrowanie się przede wszystkim na jednej z nich.

Chodzi tu oczywiście o działalność polityczną. Kolejne lata upływały nam pod znakiem przygotowań do kolejnych kampanii wyborczych. Stronnictwo Narodowe, LPR… ulotne zyski, w postaci kilku, kilkunastu mandatów w Sejmie i chwilowym uczestnictwie w koalicji rządzącej zostały odkupione całkowitym odpuszczeniem szerszej sfery kulturalno-społecznej. Nieliczne inicjatywy w postaci lokali bądź też dzieł kultury, kierowane były raczej do wąskiej grupy „kumatersów”, aniżeli do szerszej publiki, co tylko sprzyjało zamykaniu się w mentalnej piwnicy. Również sfera edukacyjna została ograniczona do okazyjnych pikiet m.in. podczas wystąpień przedstawicieli strony lewicowo-liberalnej na uniwersytetach.

CZYTAJ TAKŻE: Parlamentaryzm ogłupia

A przecież przedwojenny ruch narodowy kwitł w środowiskach akademickich i aktywnie rozwijał polską kulturę! To na uczelniach powstawały zaprzyjaźnione koła naukowe, korporacje akademickie, stowarzyszenia Bratniej Pomocy, Solidacje Mariackie i inne organizacje, które nadawały ton życiu studenckiemu. Narodowe pisma, takie jak „Prosto z Mostu”, były miejscem debiutów wielu czołowych polskich artystów i inteligentów, jak Konstanty Ildefons Gałczyński czy też Adam Doboszyński. Natomiast narodowe zrzeszenia robotników działały w środowiskach klasy pracowniczej.

Za działaniami okołopartyjnymi podążała cała sieć powiązań stowarzyszeń, ośrodków medialnych i kulturowych. Oczywiście nie wszystkie ze sobą współpracowały i nie wszystkie prezentowały identyczny punkt widzenia, ale oscylowały one wokół pewnej narodowej orbity, forsowały narodową myśl w przestrzeni publicznej i nie pozwalały, by została ona zepchnięta na margines.

CZYTAJ TAKŻE: Tomik poezji „Życie i śmierć dla Narodu. Wybór wierszy obozowych”

Przyjrzyjmy się, jak operuje dzisiejsza lewica. Można śmiać się z „brudasów”, którzy pomieszkują na poznańskim Rozbracie, ale trzeba tutaj zauważyć, że oferują oni dostępne dla ogółu miejskiej społeczności treningi Muay Thai, koncerty, ćwiczenia fizyczne i inne aktywności poza przysłowiowym piwem. Miejsce to stanowi pewną kotwicę ruchu lewicowego w Poznaniu, posiada ciągły wpływ na jego mieszkańców i nie pozwala ruchowi zapaść się pod ziemię. Mimo wszystko pozostaje on miejscem raczej ekskluzywnym, przeznaczonym głównie dla ludzi, którzy obracają się w środowiskach okołolewicowych.

Takie aktywności oferują swoim odbiorcom różne grupy skupione wokół Rozbratu.

O wiele mniej hermetyczny jest łódzki Niebostan, który opisuje sam siebie jako „klubokawiarnię z antykwariatem”. Organizował on w przeszłości m.in., spotkania anarchistycznej Spółdzielni Praktyk Wywrotowych czy Inicjatywy Pracowniczej, tematyczne warsztaty plastyczne, wernisaże, a także odczyty wierszy. Podobnych lokali w Polsce jest cała masa, w każdym większym mieście jest co najmniej jedno miejsce, w którym ruch prowadzi aktywne życie.

CZYTAJ TAKŻE: O narodowym prymitywizmie. Czas skończyć z ubańkowieniem środowiska

Polscy nacjonaliści nie zakładali przez ostatnie lata takich miejsc. Nieliczne przypadki, takie jak nieistniejący już Pub Reduta w Poznaniu były zbyt nastawione na ludzi wtajemniczonych i łączyły się z możliwością ciągłego nękania ze strony lewicowych bojówek. Nie było właśnie tej kotwicy, która trzymałaby ruch na mapie Polski. Nie było mediów, które demonstrowałyby narodowy punkt widzenia, nie było fundacji i stowarzyszeń, które zapełniałyby przestrzeń społeczną naszymi ideami. To wszystko się co prawda zmienia - wydaje się jednak, że zbyt powoli.

Skutki takiego działania widzimy już od kilku lat. Działalność siatki fundacji, biznesów, think tanków i portali informacyjnych, podsypana dużą ilością zagranicznego finansowania nie pozwala lewicowym wizjom rzeczywistości opuścić przestrzeni publicznej i skutecznie sprawia, że podejmują oni kolejne, coraz śmielsze działania wymierzone w ludzi o „prawicowym” światopoglądzie. Najbardziej dobitnie pokazały to tzw. Strajki Kobiet i towarzyszące im ataki na kościoły oraz postępująca dyskryminacja „nieprawomyślnych” studentów i wykładowców na polskich uniwersytetach.

Czy w takim razie należy już tylko wyprowadzić sztandar i wyjść z sali z opuszczoną głową? Nie, oczywiście, że nie.

CZYTAJ TAKŻE: Fundacja Batorego wspiera milionami euro organizacje LGBT. Pieniądze trafią również do tzw. „Strajku Kobiet”

Nie chciałbym przy tym jednocześnie twierdzić, że przez 30 lat trwania Trzeciej Rzeczypospolitej polski ruch narodowy nie osiągnął zupełnie niczego. W końcu na polskiej scenie wciąż istnieją aktywne organizacje, takie jak Młodzież Wszechpolska, Obóz Narodowo-Radykalny, bądź też Stowarzyszenie III Droga, a tłumy ludzi rok w rok przyjeżdżają do Warszawy na Marsz Niepodległości. Niestety, kilka wartościowych inicjatyw to zbyt mało w porównaniu z lewicową siecią powiązań. Należy sobie w tej sytuacji uświadomić, że partyjność i działalność parlamentarna nie musi, a nawet nie powinna, stanowić rdzenia naszych metod propagowania wartości narodowo-katolickich w przestrzeni publicznej. Działalność charytatywna, publicystyczna, wydawnicza. Podcasty, strony na Facebooku, kawiarnie, księgarnie, ale także poezja, proza, muzyka, kinematografia, malarstwo… każdy ma jakieś zacięcie.

Czemu więc nie wykorzystać go w słusznej sprawie? Nasi przeciwnicy robią tak już od dobrych kilku lat.

Jakub Marszałkowski

Jakub Marszałkowski

Czytaj Wcześniejszy

Posterunek Straży Granicznej obrzucony kamieniami

Czytaj Następny

Sport jako pole sporu między myśleniem państwowym a narodowym

Komentarze

  • Myślę że nadszedł czas aby zrzeszyć ze sobą programistów, nawet zapłacić informatykom, i stworzyć forum, tudzież stronę, dla prawicy która nie tylko ogłaszać ędzie zjazdy, starając się o hermetyczność ale zwyczajnie otworzy na świat. NP: Aby ludzie mogli ogłaszać się że chcą się spotkać na taką i taką rzecz, ludzie się wtedy zgłaszają, idą gdzieś, i coś się kręci. Idea się rozwija i zatacza coraz to większe kręgi. 

    brak możliwości rozpoznania kogoś, spotkania się, jest dla wielu strachem bo Prawica wbrew wskazówkom lewicy, nie ma nic co nas odróżnia od szarych lewackich mas. Lewica to ma.

Zostaw Odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *