Parlamentaryzm ogłupia

Problem okołowyborczy tworzy wąsko i ciasno myślących działaczy, którzy w wielu kwestiach przypominają raczej typowych pretorian opozycji niż działaczy narodowych. Aktywizm, który w działaniu jest oczywiście potrzebny i ważny stał się sztuką dla sztuki, pustym działaniem, obliczonym tylko na możliwość opublikowania zdjęcia na portalu społecznościowym. Czy trybiki machiny wyborczej tak bardzo nas pochłonęły, że straciliśmy zdolność samodzielnego myślenia? - pisze Bartosz Tomczak.

Wybory parlamentarne, igrzyska którymi co cztery lata żyje całe społeczeństwo, które głodne kolejnych obietnic z pełnym napięcia wyczekiwaniem oczekuje kolejnych pustych sloganów i haseł partyjnych. Na arenie, przed widownią (wyborcami) stawia się kilka bramek, za którymi kryją się świecące błyskotkami kufry pełne programów i postulatów. Kiedy już nadchodzi czas finalnej rozgrywki, wyborcy w przeświadczeniu kontroli nad politykami i nadzieją na zmianę kursu politycznego wybierają jedną z nich pieczętując swój wybór krzyżykiem, pewnie choć z pośpiechem (aby nie uronić nic z dnia wolnego od pracy) nakreślonym na karcie wyborczej. Kiedy już nowy rządca zostanie wyłoniony w plebiscycie, zgiełk wyborczej batalii zaczyna cichnąć, a społeczeństwo powraca do stałego zajęcia jakim jest malkontenctwo i partyjna agitacja, która, idąc zgodnie z duchem, czasu przeniosła się na internetowe fora i portale społecznościowe.

Wraz z końcem ciszy wyborczej rozbrzmiewa jednak skutecznie manipulowana i rozgrywana społeczna kanonada wyzwisk oraz taniej propagandy partyjnej, która jest nie tylko pozbawiona poczucia dobrego smaku ile przyzwoitości. Wyborcy z każdym rokiem zatracają się w tej plemiennej wojnie programowej przekraczając kolejne stopnie wulgaryzacji przekazu przez nich formułowanego. Co gorsza jednak jest to przez nich samych… nie zauważane. Dziś obserwujemy degradację i degenerację polskiego języka politycznego, który zbanalizował i wypaczył cały współczesny dyskurs polityczny. Dochodzi nawet do przypadków kiedy to fakty historyczne są skutecznie manipulowane w celu podporządkowania ich partyjnemu przekazowi. Skala tego procesu zacierania granicy między samodzielnym myśleniem  a narzuconym nam z zewnątrz jest przerażająca. Dyktatura haseł i pustych sloganów to współczesna broń masowego rażenia, która staje się głównym narzędziem walki politycznej.

Współczesny parlamentaryzm z partiami zasiadającymi w Sejmie sprzyja tylko i wyłącznie anarchizacji społeczeństwa i pogłębianiu chaosu który i tak już mamy. Partie polityczne z definicji są nastawione na zwycięstwo w wyborach, coraz częściej za wszelką cenę. Przyglądając się z boku tym groteskowym nieraz potyczkom można łatwo dojść do wniosku iż każdej z nich zależy tylko na własnym „ja”, interesie partii a nie narodu. Obserwujemy nieustanną walkę nie z problemami, które trapią nasz kraj, lecz walkę z oponentami i wbijanie szpileczki po szpileczce konkurentom z innych partii. Co ciekawe bardziej przypomina to przepychanki z tumultem ulicznego pokrzykiwania niż realne działania mające na celu dobro ogółu. Dochodzi nawet do sytuacji z pozoru niemożliwych politycznie sojuszy, kiedy to aby uderzyć w przeciwnika dobija się targu z ideologiami obcymi, bądź wręcz wrogimi myśli narodowej.

Czego uczą nas wybory? Otóż okazuje się, że niczego. Mobilizacja partyjna trwa na mniej więcej pół roku przed nimi, tłumy członków i sympatyków ruszają w miasta aby zbierać tysiące podpisów. Szumnie ogłaszane są na Facebooku hasła partyjne, a każda ilość zebranych podpisów jest obwieszczana niczym największy sukces. W miasto i „w internet” ruszają działacze, uzbrojeni w punkty programowe i wielkie kolorowe (najczęściej na tle chwytliwej grafiki) hasła, która mają dać im zwycięstwo.

I co dalej?

Nic.

Działacze, zaopatrzeni w powyższe „narzędzia”, które i tak są niewystarczające, zostają po wyborach zapomniani i zostawieni sami sobie. Praca przecież została wykonana, podpisy zebrane. Takie totalne upośledzenie całej rzeszy potencjalnych działaczy jest z punktu widzenia idei narodowej wręcz niezrozumiałe. Każdy zdający sobie sprawę ze skali problemu zapyta - gdzie podziała się wytrwała i ciężka praca u podstaw? Gdzie budowanie struktur świadomych swoich celów działaczy? Tego nie ma.

Na poziomie lokalnym, kiedy sympatycy, którzy zapewne ze szczerymi chęciami wspierali działania partii w okresie wyborczym, zostają pozbawieni hierarchii i dyscypliny, wyrobienia ideowego oraz przede wszystkim wsparcia władz partii, a przez co są zostawieni sami sobie, co z kolei rodzi patologię ideologiczną, tworząc enklawy upośledzonych ideowo działaczy, którzy więcej szkodzą niż pomagają. Tacy ludzie będą nadal wierzyć bezkrytycznie w hasła i program, bo tylko to im dano i nie będą w stanie udzielić odpowiedzi na wiele pytań, które wykracza poza udostępniane przez nich grafiki.

Problem okołowyborczy tworzy wąsko i ciasno myślących działaczy, którzy w wielu kwestiach przypominają raczej typowych pretorian opozycji niż działaczy narodowych. Aktywizm, który w działaniu jest oczywiście potrzebny i ważny stał się sztuką dla sztuki, pustym działaniem, obliczonym tylko na możliwość opublikowania zdjęcia na portalu społecznościowym. Czy trybiki machiny wyborczej tak bardzo nas pochłonęły, że straciliśmy zdolność samodzielnego myślenia? Wykuwania każdego dnia idei narodowej, która jest podstawą naszych działań? Polski nacjonalizm miał ewoluować, dostosowując się do wymogów czasów współczesnych, lecz będąc do nich w opozycji ideowej. Niestety coraz bardziej widać, że idziemy z duchem czasu, ale…ręka w rękę.

Nie chcemy naśladować, lecz raczej pragniemy tak tworzyć, by naśladowali nas inni. Oto nasza zaborczość ideowa - Jan Korolec.

Bartosz Tomczak

Redakcja

Czytaj Wcześniejszy

Francja: delegalizacja Generation Identitaire. Starcia z Antifą na manifestacji poparcia dla organizacji

Czytaj Następny

Czy Lewicę drażni solidaryzm? Zaskakujący wpis posłanki na Sejm RP Anity Kucharskiej-Dziedzic

Komentarze

  • Zgadzam się z ogólnym przesłaniem, pytanie tylko o to jak się tych rzeczy pozbyć tak by to działało faktycznie.

  • Quo Vadis Polonia?

  • Jak zwykle bardzo ciekawy tekst, z paroma rzeczami się zgadzam, z innymi nie, a zwłaszcza z tym, że rzekomo parlamentaryzm ogłupia. Faktycznie jest tak, że powszechne jest krytykanctwo i narzekanie, zamiast motywacji do działania, czy też wspierania oddolnych inicjatyw jest na porządku dziennym. Autor jednak zapomina wspomnieć, że w Polsce mamy istny maraton wyborczy, wybory za wyborami, w krótkich odstępach czasu, bądź na siebie nakładających. Co również wyczerpuje aktyw partyjny, czy też osoby zaangażowane w kampanie wyborcze. Bycie w ciągłej gotowości bojowej, nie raz wyciska ostatnie soki, ale też odpycha wzrok, uwagę od innych problemów, które gdzieś w międzyczasie się tworzą. Zgoda również, co do brutalizacji polityki. Nie od dziś wiadomo, że większość partii, stawia bardziej na marketing polityczny, niż na wiarygodność oraz dotrzymywania danych obietnic. O ile można, i to słusznie mieć obiekcje co do funkcjonowania poszczególnych partii, zwłaszcza tych z grona bandy czworga. To i tak jednak bym tak mocno tego nie generalizował. Dlatego że w przypadku demokracji przedstawicielskiej, to właśnie partie w mym przekonaniu są kwintesencją, sercem społeczeństwa obywatelskiego. Bo gdzie jak nie do partii, ma się zapisać obywatel który chce działać, który chce mieć wpływ na kształtowanie rzeczywistość, tak czy to sferze ogólnokrajowej, jak i tej lokalnej? Znów nie popadajmy, w jakieś skrajności. Ponieważ bardzo trudno zdefiniować co jest w interesie narodu, a co nie jest. Tu moim zdaniem potrzebna jest rozwaga, oraz pewna równowaga w kwestii (może nie co brutalnie to zabrzmi) utrzymania w ryzach różnych grup interesów, grup społecznych, wprowadzanie dobrych i daleko idących rozwiązań w celu usprawnienia funkcjonowania konkretnych segmentów życia społecznego, gospodarczego i publicznego. Cóż nie zgodzę się z tym, że dziś nie ma pracy u podstaw, ona jest zwłaszcza na szczeblu lokalnym. Może jej nie widać na pierwszy rzut oka, ponieważ nie trąbią o niej lokalne media, a w social mediach jest słabo eksponowana, bądź wcale. Dzieje się tak niekiedy, że właśnie praca u podstaw jest sama w sobie powinnością i obowiązkiem, a jej efekty, owoce nie są produktem marketingu politycznego wystawionym na sprzedaż w celu przypodobania się elektoratowi. Co może z jednej strony jest błędem w sensie kalkulacji politycznej, dobrego pijaru. Choć z drugiej strony właśnie to stanowi, że wartość tej pracy u podstawa nie uległa społecznej dewaluacji. Ponieważ jest prowadzona z szlachetnych pobudek, a nie z przesłanek czysto wizerunkowych, czy też nastawionej na doraźny zysk polityczny. Rzecz jasna można narzekać, że tej pracy u podstaw jest mniej, że jest ona w jakimś stopniu ograniczona w stosunku do takiej pracy występującej w czasach przeszłych. Jednak jest to raczej spowodowane, różnymi procesami społecznymi, które wytworzyły się i ewoluowały na przestrzeniach dziejów, jak i również tempem życia, oraz w pewnej części bardziej indywidualistycznym niż kolektywistycznym spojrzeniem na świat, i na własne życie. Czynników może tu być naprawdę wiele. Co jednak nie oznacza, że jesteśmy społeczeństwem egoistów. Zresztą tak już na zakończenie, nie jest, tak że ten aktywizm jest sztuką dla samej sztuki. Ponieważ jak sam autor zauważył jest on ważny i potrzebny, zwłaszcza dlatego, żeby innych tym zarażać, mobilizować ludzi do działania. Mówię tu rzecz jasna o pozytywnym aktywizmie. Obecna rzeczywistość daje nam różne narzędzia do promowania, eksponowania idei narodowej, i powinniśmy z niej korzystać, nie zapominając o faktycznej pracy u podstaw.

Zostaw Odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *