Otwieranie gospodarki, polskie warcholstwo i rządowe zarządzanie przez kryzys

W środowisku narodowym w sprawie akcji #otwieraMY firmowanej przez Konfederację słychać wyraźny dwugłos. Skrzydło polityczne ruchu niemal bezkrytycznie się w nią angażuje. Natomiast ze skrzydła, nazwijmy je roboczo publicystyczno-społecznym, docierają głosy wyraźnie sceptyczne. Pytanie brzmi – gdzie faktycznie leży interes narodu?

Z jednej strony na szali znajduje się autorytet państwa i bezpieczeństwo epidemiologiczne, a z drugiej realna możliwość pauperyzacji szerokich mas społeczeństwa. Odpowiedź na zadane pytanie siłą rzeczy musi być zniuansowana. Tyle że w środowisku nikt w niuanse się nie bawi.

Rokosz!

Trudno nie odnieść wrażenia, że zaangażowani politycznie działacze narodowi wszystkie swoje siły ulokowali właśnie w bieżących działaniach politycznych, tracąc przez to szerszą perspektywę życia narodowego. Otwieranie kolejnych restauracji i ostentacyjne paradowanie po Sejmie bez maseczek stało się celem nadrzędnym, szufladkując ruch narodowy jako opcję nie do końca odpowiedzialną i nie do końca narodową – wszak duża część narodu pandemię postrzega jako poważne zagrożenie, a nie słychać ze strony polityków-narodowców równoczesnych wezwań swoich zwolenników np. do uczestniczenia w akcji szczepień, która, abstrahując od faktycznej skuteczności (szacowny odsetek nierozpoznanych zakażeń waha się nawet od 95 proc. do prawie 99 proc., więc jest duża szansa, że większość z nas przechorowała już co miała przechorować, na Ukrainie niemal połowa ludności ma już przeciwciała przeciwko koronawirusowi), jest jedynym realnym sposobem, aby społeczeństwo uwolnić od zabójczej pandemicznej paniki.

W efekcie karmione są w narodzie jego instynkty warcholskie, antypaństwowe – instynkty, co należy dodać, bardzo silnie w nim zakorzenione. Naród, który przez ostatnie 200 lat (z krótką przerwą) znajdował się w opozycji do państw, w których przyszło mu funkcjonować, naturalnie wykształcił w sobie zdystansowane podejście do władzy. III RP także u swojego zarania nie była państwem Polaków, a wąskiej elity, która skorzystała na transformacji ustrojowej. Ten paradygmat państwa postkomunistycznego (bogaci się bogacą kosztem biednych) zmienił dopiero w niewielkim stopniu PiS. Słoweński marksista Slavoj Žižek słusznie zauważył, że to właśnie to ugrupowanie zrobiło w Europie najwięcej dla „klasy robotniczej” czy, odrzucając marksistowski aparat pojęciowy, po prostu szerokich rzesz narodu. Obniżenie wieku emerytalnego, programy socjalne, podniesienie płacy minimalnej…

CZYTAJ TAKŻE: Narodowcy oderwani od narodu? Rzecz o (braku) reakcji środowiska na strajk w Amazonie

Z zaszłościami komunizmu państwo polskie już generalnie się uporało. Stanowi teraz państwo narodu polskiego, wcale nie takie biedne, z jakimiś sensownymi perspektywami na przyszłość, rządzone przez rząd wybrany w demokratycznych wyborach większością głosów, jakiej na przestrzeni ostatnich 30 lat nie otrzymało żadne inne ugrupowanie. To implikuje obywatelski obowiązek szanowania autorytetu tej władzy, szczególnie w czasie kryzysu, nawet jeśli z poszczególnymi działaniami się nie zgadzamy.

Ale jest pewne „ale”. Zasada poszanowania autorytetu władzy nie jest zasadą bezwzględną. Władza ma pewną pulę zaufania, którą może zmarnować. Rząd PiS-u swoją pulę już wyczerpał. Jego zarządzanie społeczeństwem poprzez kryzys i brak spójnej strategii jego zwalczania jest obecnie aż nadto widoczne... W efekcie potężnych zaniedbań w służbie zdrowia i braku wieloaspektowego podejścia do pandemii w 2020 roku Polska odnotowała najwyższą liczbę zgonów od II Wojny Światowej. Jest to przede wszystkim skutek zaniku m.in. profilaktyki nowotworowej (1/3 Polaków umiera właśnie przez nowotwory), np. na Warmii i Mazurach w kwietniu i maju liczba badań profilaktycznych pod kątem raka piersi spadła o… 97 procent. Szerzej pisałem o tym dla Nowego Ładu w artykule „Pandemiczne perpetuum mobile”. Ponadto wykorzystywanie strachu do uprawiania bieżącej polityki przy okazji wyborów prezydenckich (raz koronawirus jest groźny, raz niegroźny…) czy bezsensownych ataków na polskie rolnictwo. Oprócz tego chaos prawny, ponadnormatywne rozszerzanie swoich uprawnień i cały szereg bezsensownych obostrzeń (przykład pierwszy z brzegu – ktokolwiek wyjaśnił jaki sens ma noszenie maseczki na świeżym powietrzu?) przy całkowitym braku komunikacji ze społeczeństwem. Władza oświadcza i zupełnie nie tłumaczy dlaczego postępuje jak postępuje, co w czasach powszechnego dostępu do wiedzy musi doprowadzić do upadku jej autorytetu. Jak uzasadnić przedłużanie obostrzeń dla restauracji, kiedy najnowsze ustalenia badaczy z renomowanego Stanfordu wykazują, że to nie ma najmniejszego sensu, albo kiedy spojrzy się na liczbę „ponadnormatywnych” śmierci w Szwecji (która jest relatywnie niewielka), prowadzącej dużo bardziej liberalną politykę przeciwepidemiczną od Polski?

Biorąc to wszystko pod uwagę obywatelski sprzeciw wobec działań rządu jest jak najbardziej pożądany, bo ten bez oddolnej presji może bardzo szybko od społeczeństwa całkiem się oderwać. Ale, na litość Boską, nie tak jak to wyczyniają narodowi politycy Konfederacji! Zupełne ignorowanie tego drobnego szczegółu, że przez koronawirusa ludzie faktycznie umierają, ostentacyjne łamanie obostrzeń (ach, te maseczki…) i spłycanie przekazu do stwierdzenia „złe państwo, biznesu zabraniajo” jest zasadniczo działaniem plemiennym, z punktu widzenia narodu szkodliwym. Przyczynia się ono do wytworzenia atmosfery, w której otwierają się chociażby dyskoteki (jak ta w Rybniku, spacyfikowana przez policję z wykorzystaniem granatów hukowych i broni gładkolufowej), w których utrzymanie podstawowych norm sanitarnych jest zwyczajnie niemożliwe. Nie ma narodu, są tylko przedsiębiorcy i indywidualna „wolność”, czego smutnym przykładem stało się potulne zwinięcie przez działaczy partii KORWiN w Głogówku polskich flag po interwencji syna lokalnego fryzjera… Jak tłumaczono to nie jest walka za Polskę ani żadną inną narodowość, lecz „każdy za siebie”.

CZYTAJ TAKŻE: „Byt kształtuje świadomość”. Marks miał trochę racji - rzecz o „rewolucji julek”

Zupełnie nie słychać argumentów o możliwej szerokiej pauperyzacji społecznej, co przełożyłoby się negatywnie na ogólną kondycję narodu. Argumenty o zagranicznych korporacjach, które korzystają na restrykcjach, pojawiają się rzadko i na marginesie, podnoszone są jakby od niechcenia. A to przecież one w rzeczywistości popandemicznej będą dysponować kapitałem, który pozwoli na przejęcia biznesów mniejszych, które nie przetrwały długiego zastoju. Inna sprawa, że tych argumentów nie słychać także ze strony „rozważnego” skrzydła ruchu narodowego, roboczo nazwanego publicystyczno-społecznym.

Jak najdalej od „foliarstwa”

Narodowcy niezaangażowani w działania parlamentarne popadli trochę w intelektualną impotencję, związaną ze strachem przed stanięciem w jednym szeregu z „foliarstwem”, krzyczącym o morderczych szczepionkach i negującym fakt istnienia koronawirusa. Jedyne odpowiedzi na sytuację pandemiczną płynące z tej strony ograniczyły się do wezwań do szanowania autorytetu państwa i ewentualnego zaangażowania w działania społeczne mające na celu wsparcie m.in. osób starszych (co oczywiście jest działaniem słusznym). Momentami zdarzały się także pogardliwe wycieczki wobec „szurów” i „foliarzy”, przy zupełnym braku pogłębionej refleksji na temat źródeł pewnych uzasadnionych (choć popadających często w przesadę) wątpliwości dotyczących chociażby uczciwości koncernów farmaceutycznych. Nie podjęto także refleksji na temat wpływu długotrwałego zamknięcia gospodarki na sytuację ekonomiczną Polaków i późniejszych tego konsekwencji – upadku firm, wzrostu bezrobocia. Zupełnie zignorowano fakt bardzo poważnego wzrostu liczby problemów psychicznych i społecznych wynikających z długotrwałej izolacji (według raportu psychologów z Warszawy i Lublina ponad jedna czwarta z nas znalazła się w grupie ryzyka klinicznego nasilenia objawów depresji albo lęku, u części ludności zaburzenia psychiczne się utrzymają, co będzie nas kosztowało dziesiątki miliardów złotych). I tak dalej. Po prostu przyjęto do wiadomości panującą w głównym nurcie narrację, a przecież trwający kryzys wykorzystują przeróżne siły na przeróżnych poziomach – w kraju politycy do utrzymania efektu „gromadzenia się wokół flagi” i neutralizacji ulicznej aktywności przeciwników, a globalnie np. szefostwo Światowego Forum Ekonomicznego do przeprowadzenia Wielkiego Resetu i stworzenia bardziej „inkluzywnej” gospodarki. Nie można tego nie dostrzegać.

Narodowcy, gdy tylko wyczuli feministki na ulicach, o całym świecie zapomnieli. Albo znaleźli sobie po prostu wymówkę, żeby się niczym innym nie zajmować i zdjąć z siebie odpowiedzialność - „Ach, no tak, idzie kryzys, epokowe zmiany, ale musieliśmy sprzątać miasto, bo jakieś świrnięte baby napaskudziły, nie mieliśmy czasu o tym myśleć”. Jasne, obrona kościołów przed profanacjami jest ważna, sam to zresztą robiłem, ale troska o losy narodu wymaga myślenia obejmującego cały jego byt tu i teraz oraz w bliższej i dalszej przyszłości. Brak odpowiedzi na pytania stawiane przez pandemię, więcej nawet, brak nawet próby udzielenia odpowiedzi albo chociażby ustalenia pytań odpowiedzi wymagających, świadczy o wielkiej słabości środowiska narodowego.

Adam Szabelak

Adam Szabelak

Czytaj Wcześniejszy

Antifa ucieka przed francuskimi nacjonalistami i szuka pomocy u policji [+WIDEO]

Czytaj Następny

Facebook nas ocenzurował - zapraszamy na Telegrama

Komentarze

  • Moi Drodzy. Popieram Polskich Przedsiębiorców w ich walce o odszkodowania od Skarbu Państwa ale muszą Oni sobie zdawać sprawę, że idą na walkę z Państwem Polskim. Walka ta będzie bardzo długa i trudna, żeby nie powiedzieć wręcz niemożliwa do wygrania…
    W Komunie człowiek jako jednostka jest nikim i niczym i zawsze jest na pozycji przegranej…
    Polska jest krajem bezprawia…

  • Priorytet to interes Państwa i Narodu, prawa i wolności jednostki muszą być trzymane w ryzach i podporządkowane interesowi Państwa i Narodu. Tak wskazywał Roman Dmowski - „ Myśli nowoczesnego Polaka”, wyd. 3, rozdział „ Podstawy polityki polskiej”.

  • Bardzo ciekawy artykuł, zresztą regularnie czytam narodowcy.net, który większej mierze odpowiada memu światopoglądowi, oraz spojrzeniu na otaczającą nas rzeczywistość. Nie mogę się tu jednak zgodzić z zawartą opinią w powyższym artykule, mówiąc o jakimś dwugłosie w sprawie akcji otwieramy Konfederacji. Nie dostrzegam tego, a jestem szeregowym działaczem Ruchu Nardowego (rzecz jasna szeroko pojęte środowisko narodowe, nie kończy się na RN). Myślę że należy na to spojrzeć po prostu z szerszej perspektywy. Wpierw należy ustalić jedno, o ile w zeszłym roku na przełomie marca i kwietnia, kiedy rozpętała się epidemia, obostrzenia były zasadne, to teraz już po przeprowadzonych wyborach prezydenckich, innych inicjatyw obozu rządowego, po roku od uzasadnionego zagrożenia, gdzie większość branż normalnie funkcjonuje - bo musi. To co robi rząd jest nieracjonalne, dzieląc, kategoryzując branże na bardziej potrzebne, mniej przydatne, i te które rzekomo nie są nam niezbędne do normalnego funkcjonowania. Należy sobie zadać pytanie, w dobie obostrzeń (wątpliwych prawnie), gdzie jest większe zagrożenie zarażeniem się wirusem w funkcjonującym wielkim supermarkecie, czy też może w restauracji? Taki bar, pub, lokal gastronomiczny, patrząc przez pryzmat ryzyka związanego z zakażenie będzie się starała utrzymać rygorystyczne wymogi sanitarne, oraz swoisty dystans, znany nam z obostrzeń z pierwszej i drugiej fali, kiedy to knajpy jeszcze funkcjonowały. Takie samo pytanie można zadać w kontekście hoteli i zakładów produkcyjnych, gdzie zachodzi większe ryzyko zakażenia w wynajętym pokoju na noc lub dwie, czy może wcisku, na stanowisku na taśmie produkcyjnej, bądź jakimkolwiek innym? Dlatego też moim zdaniem obecne zakazy nie mają sensu. Po drugie otwarcie pozostałych branż leży w interesie wszystkich, narodu, obywateli, państwa, przedsiębiorców, konsumentów. Po pierwsze, dlatego że nie tylko chodzi o ratowanie biznesów poszczególnych jednostek, ale też, jak nie przede wszystkim o ratowanie miejsc pracy, oraz gospodarki, który ma ogromny wpływ na nasze codzienne funkcjonowanie. Dwa trzeba próbować, starać się wracać do normalności, ponieważ to wszystko odbija się na naszym zdrowiu tak w wymiarze psychicznym, jak i tym cielesnym. Zamknięcie ludzi w domach, oraz ustalanie godzin wyjścia, czy też ograniczanie im swobody przemieszczania (rok po wybuch pandemii) jest po prostu zwykłą tresurą społeczną, i nie ma nic wspólnego z szeroko pojętym dobrem społecznym czy też publicznym - takie moje zdanie.

Odpowiedz Kwal Anuluj odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *