Patryk Okoniewski: Poza Lewiatanem, czyli Europa, anarchia i mit | Narodowcy.net

Patryk Okoniewski: Poza Lewiatanem, czyli Europa, anarchia i mit

Artykuł ukazał się w XV numerze kwartalnika ,,Polityka Narodowa” (Wiosna, 2016)

Anarchizm jest dziś postrzegany jako nurt nihilistyczny i destrukcyjny w swej istocie. Anarchista w wyobraźni przeciętnego konserwatywnego filistra jawi się jako nowoczesny barbarzyńca-alchemik, który swoimi bluźnierczymi praktykami i społecznymi projektami-homunkulusami skazuje na zapomnienie kolejne cnoty cywilizacji zachodniej. O ile w pewnej mierze w naszych czasach wizerunek jest ten uzasadniony, to sam ruch anarchistyczny (wyłączając wszystkie fantastyczne zlepki ideowe) ma dużo szerszą perspektywę. W poniższym tekście chciałbym przedstawić nurty bliskie anarchizmowi skłaniające się ku prawicowej wizji świata. Rozważania na temat takich egzotycznych miraży mogą wydawać się nikomu niepotrzebnymi fantazmatami i marzeniami romantycznych idealistów, ale postaram się wykazać, że mogą on posłużyć refleksji nad funkcjonowaniem szeroko pojętego ruchu konserwatywnego w XXI wieku. Tylko na pozór wydaje się to paradoksalne, jednak postaram się przedstawić, że takie zestawienie może nie tylko sobie zyskać aprobatę uznanych myślicieli, ale także przybrać funkcjonalną formę w nowoczesnym społeczeństwie. Anarchizm rozumiany jako ruch ideowy ma swoje początki na lewicy. Prezentowane wizje rozwiązań i praktyki są jednak na tyle zróżnicowane, że trudno go zakwalifikować jako jedną doktrynę, która mogłaby być uznawana na równi z nacjonalizmem, liberalizmem czy socjalizmem. Podobnie jest również w omawianych przypadkach. Jedni uważają, że anarchia to brak prawnego monopolu na przemoc (tj. unifikacji prawnej), dla innych jest to pierwotna forma społeczności plemiennej, jeszcze inni rozpatrują problem od strony jednostkowej egzystencji. Anarchizm postrzegany w niejednolity sposób nie jest polityczną ideologią, ale raczej tendencją polityczną, która ma na celu likwidację państwa bądź funkcjonowanie poza jego obrębem. Omówienie tematu rozpocznę od przytoczenia niektórych historycznych społeczności, których funkcjonowanie wykracza poza powszechnie przyjęte definicje państwowości. W dalszej części przejdę do omówienia myślicieli i ruchów bliższych naszym czasom, by skończyć na współczesności i oglądzie, jak ta oddolna tendencja radzi sobie z globalnym „lewiatanem”.

Wyspy Brytyjskie

Jak podaje w swoim artykule „Prawo bez państwa” Paweł Witecki, na zielonej wyspie we wczesnym średniowieczu wykształcił się dosyć oryginalny system podziału na tak zwane Tuath (krajobraz). Początkowo była to organizacja religijna. Na jej czele stał król, który pełnił funkcję kapłana. Przynależność do niej była dobrowolna. Każdy wolny Irlandczyk mógł wybrać, do której jednostki chce należeć. Ilość Tuath dla 25 tys. Irlandczyków wynosiła od 80 do 100. Społeczeństwo było podzielone na dwie klasy: wolnych i niewolnych. Przynależność do nich zależała od posiadania majątku i mogła ulec zmianie – wyjątkiem byli przestępcy. Nie istniał także jednolity system prawny. Prawo tworzyli brehoni. Był to dziedziczny, więc niezależny w pewnym stopniu od króla urząd. W całej Irlandii istniało kilka szkół prawniczych. Istniał również dosyć rozbudowany system własności prywatnej, który można było naruszyć jedynie w przypadku potrzeby osobistej. Właścicieli nie miały jedynie góry i lasy. System irlandzki funkcjonował również po chrystianizacji i przerwała go dopiero inwazja Anglików. Ostatnie jego pozostałości zlikwidowano dopiero w XVII wieku. Innym ciekawym przykładem zawartym w artykule jest społeczeństwo wczesnośredniowiecznych Anglosasów. Za główne źródło poszanowania prawa było przyjmowane pokrewieństwo. Częściowo rody były oparte o tzw. tithingi, tj. dobrowolne instytucje, które zajmowały się rozstrzyganiem sporów członków, ściganiem złodziei. Grupa tithingów tworzyła jednostkę prawną. Spory między tymi jednostkami rozstrzygał sąd. Skład sędziowski był wyłaniany z poszczególnych jednostek. Istniała instytucja monarchy, jednak poddaństwo nie było sztywne. Ostateczna unifikacja i centralizacja prawa nastąpiła podczas duńskich najazdów. Niejednorodna struktura władzy w średniowieczu stanowi istotne źródło inspiracji dla kolejnych teoretyków anarchizmu.

Henry David Thoreanu

Walden, czyli życie w lesie” Henry’ego Davida Thoreanu to książka, która otwiera myśl anarchistycznego transcendentalizmu. Jest to zbiór esejów dotyczących 2-letniego życia w zbudowanym przez niego domostwie nad tytułowym stawem w stanie Massachusetts. Głównym adresatem jest mieszkaniec XIX-wiecznej Nowej Anglii, który zagoniony troską o wygody życia codziennego traci radość z życia i wolność. Zdaniem pisarza odpowiedzią ma być skromne życie, które nauczyłoby ludzi, co jest tak naprawdę istotne. Książka jest swoistym atakiem na cywilizacje wielkich pałaców, monumentów, wystawnego życia. Thoreanu porównuje system bankowy do egipskich piramid budowanych przez niewolników. Podaje, że wystarczy pracować jedynie przez 6 tygodni w roku, żeby pokryć wszystkie niezbędne wydatki. Człowiek powinien odwrócić się od wygód i skupić na bogactwach wnętrza duszy, które przyniosą mu autentyczne szczęście. Istotnym elementem życia powinna być kontemplacja przyrody, która pomoże osiągnąć duchową równowagę. Autor w swoich wywodach często powołuje się na Pismo Święte. Podkreśla także, iż każdy powinien sam szukać własnego sposobu na życie, a nie naśladować innych. Ponadto możemy tu znaleźć opisy przyrody i spotkań z mieszkańcami z pobliskiego miasta. Jest to bardziej zapis egzystencjalnego przeżycia niż spis przemyśleń czy opis konkretnego eksperymentu. Warto też wspomnieć, że pisarz był przez pewien czas więziony w areszcie za niepłacenie podatków. Thoreanu uchylał się od tego obowiązku, gdyż jak twierdził, nie chciał łożyć na system, który dopuszcza niewolnictwo.

Pierre Joseph Proudhon

Jednym z klasycznych teoretyków anarchizmu, który jako pierwszy użył tego terminu, jest Pierre Joseph Proudhon. W swoich koncepcjach Francuz postulował federację niezależnych gospodarczo gmin. Środki produkcji jego zdaniem powinny być własnością robotników. Mimo zaangażowania w tak nowoczesny ruch, tradycyjne pojęcia nie były obce temu anarchiście. Tak m.in. odnosił się do kwestii umiłowania ojczyzny: „Uczucie patriotyzmu, podobnie jak poczucie więzi rodzinnej, posiadania ziemi i poczucie wspólnej korporacji przemysłowej, jest niezniszczalnym elementem świadomości ludów. Można nawet powiedzieć, że pojęcie ojczyzny implikuje pojęcie niezawisłości i suwerenności, że zatem oba terminy – państwo i naród – są w stosunku do siebie adekwatne i można je nawet traktować tak jak synonimy”1. Pomimo tego był wielkim przeciwnikiem Kościoła katolickiego, gdyż utożsamiał go z władzą. Jego recepty zdają się dzisiaj archaiczne i utopijne, ale ze względu na wpływ na rozwój anarchistycznych koncepcji, nie sposób go pominąć.

Niemcy

Istotnym źródłem dla naszych dalszych poszukiwań będą Niemcy w XIX wieku. W tym okresie zrodził się ruch volkistowski, który w swojej myśli społecznej kontestował cały zastany świat industrialny. Według volkistów miasta miały powstać za sprawą żywiołu semickiego, który oddalał Niemców od ich natury, a skłaniał ku sztucznym nomadycznym centralnym ośrodkom miejskim, które były pozbawione jakiejkolwiek estetyki. Alternatywą dla zastanego porządku miała być niemiecka wieś. Później elementy tej idei dostrzec możemy w propagandzie „krwi i ziemi” Niemiec okresu II wojny światowej, jednak w praktyce nie miało to z oryginałem wiele wspólnego. Duchowo volkizm reprezentował totalny irracjonalizm. Silny wpływ na rozwój volkizmu odegrała protestancka idea predestynacji oraz romantyczny renesans wierzeń pogańskich. Innym niemieckim ruchem, zdecydowanie bardziej apolitycznym, który ukształtował się pod koniec XIX wieku, był Wandervogel (Wędrowny ptak). Była to swoista niemiecka odmiana skautingu. Główną ideą organizacji było kształtowanie ducha patriotyzmu poprzez krajoznawcze wędrówki oraz budowanie braterskiego nowego porządku w opozycji do zgniłego mieszczańskiego świata polityki. Jednym z dzieł, które inspirowało ruch, była powieść Hermanna Hesse „Peter Camenzind”. Wędrowne ptaki z czasem stały się źródłem inspiracji dla nacjonalistów z całej Europy. Prawdopodobnie to od tej organizacji Legion Michała Archanioła zaczerpnął formę wędrówki jako metodę formacyjną oraz nazwę gniazdo, która była nazwą pojedynczej komórki. Naziści z kolei od wędrowców przejęli swastykę i pozdrowienie „heil”.

Ernst Jünger

Z ruchu Wędrownych Ptaków wywodzi się Ernest Jünger – pisarz, publicysta, filozof, weteran I i II wojny światowej. Na wczesnym etapie swojej drogi ideowej ten czołowy przedstawiciel niemieckiej rewolucji konserwatywnej stworzył koncepcję tzw. totalnej mobilizacji, która głosiła, że dziś na pierwszej linii frontu zmagań międzynarodowych jest robotnik wypracowujący siłę swojego kraju, „będący panem form”. W tym miejscu istotniejszym dla nas będzie późniejszy okres jego życia, w którym Jünger będzie dystansował się od burzliwej działalności publicystycznej z lat młodości. Postać, którą pisarz wprowadza wówczas do swojej twórczości, to Anarcha. Ma to być prawdziwie wolna jednostka, która wytyka kłam myśli oświecenia oraz zgubnej tyranii możnych. Wizję jednostki w państwie Ernest Jünger opisuje w następujący sposób: „Anarcha nie jest partnerem monarchy, ale znajduje się na jego antypodach; jest on człowiekiem, którego władza nie może pojmać, ale który przy tym jest dla niej zagrożeniem. Anarcha nie jest przeciwnikiem monarchy, ale jego opozycją”2. Nowa forma zatem nie jest ideologicznym trybikiem konkretnego światopoglądu, ale jest raczej jego dialektycznym dopełnieniem. Władza jest tu postrzegana jako transcendentalna zasada obnażona z wszelkich cywilizacyjnych narracji, która jest ze swojej natury skazana na upadek. Anarcha natomiast trzyma się tego, co pierwotne i prawdziwe.

Włochy

Mit artystycznej awangardy sprzyjał powstawaniu nowych nurtów artystycznych. Jednym z takich był ruch włoskich futurystów. Anarchistyczne w ich wypadku było umiłowanie walki i totalne zerwanie z tradycjami. Głosili oni apoteozę nowoczesności, dynamiki i wojny. W swoich obrazach ukazywali często w rozbitej formie maszyny wojenne, jak i te codziennego użytku. Celem takich zabiegów było ukazanie dynamiki. Podążanie za coraz to bardziej wymyślnymi technikami uczyniło obrazy futurystów niezrozumiałymi dla przeciętnych odbiorców. Za głównego wroga Włosi obrali sobie humanitaryzm, klasyczne piękno i wygodę. Ich głównym sprzymierzeńcem miała być wojna, którą pojmowali jako „jedyną higienę świata”. Jeszcze przed marszem na Rzym futuryści sympatyzowali z czarnymi koszulami. W 1910 roku przywódca bohemy Marinetti tak przedstawiał swoje poglądy: „Przemoc to młodość narodów! Tylko poprzez przemoc osiągnąć możemy ideał sprawiedliwości. Sprawiedliwości, którą rozumiemy nie jako fatalistyczną zasadę «prawa najsilniejszego», lecz jako «prawo najodważniejszych i najbardziej niezainteresowanych», zasadę opartą na heroizmie. Wielbimy gwiazdy i sięgające nieba ideały Włoch, wołając o: zbrojny patriotyzm, rewolucję i heroizm życia codziennego!”3. Po dojściu do władzy Mussoliniego artyści zabiegali nawet o to, żeby ich sztuka stała się oficjalną we faszystowskich Włoszech. Osiągnęli częściowy skutek, gdyż Marinetti został powołany do Akademii Królewskiej. Futuryści doczekali się także pawilonu na sławnej międzynarodowej wystawie Biennale w Wenecji, która ostała się aż do 1942 roku. Futurystów należy ich postrzegać jako filozoficznych anarchistów. Poprzez apoteozę wiecznej wojny anarchia w tym wypadku staje się tym, za co w potocznym języku uchodzi, a nie ideologiczną wizją świata bez państwa.

Pozostańmy jeszcze na chwilę w międzywojennej Italii. To tu miała miejsce historia, która fascynuje awangardę po dziś dzień. Niedaleko Wenecji, tuż przy granicy z Jugosławią, miała miejsce historia powstania Regencji Carnaro. Tereny obecnej Rijeki (dawniej Fiume) po I wojnie światowej były sporne pomiędzy Królestwem Włoch a nowo powstałym państwem południowych Słowian. Miasto okupowane było przez siły Ententy, która popierała przyłączenie prowincji do federacji. Zaradzić temu miał poeta, weteran I wojny światowej Gabriel D’Annunzio, który wraz z tysiącem legionistów przywdzianych w czarne koszule ruszył na sporną ziemię. Efekt przerósł jego najśmielsze oczekiwania, gdyż siły sprzymierzonych wycofały się z miasta. Włochy jednak odmówiły inkorporacji zajętych terenów. Postawiony przed takim stanem rzeczy D’Azzunio ogłosił niepodległość Fiume i wypowiedział wojnę miernym rządom w Rzymie, a sam przybrał tytuł Duce. Państwo-miasto miało nawet swoją konstytucje. Głosiła ona muzykę, jako główną zasadę państwa. Nieliczna marynarka, która dokonywała nawet udanych napadów na statki handlowe, przybrała nazwę Uscocchi4. Nazwa ta została wybrana na cześć dawnych włoskich piratów. Ludność Carnaro miała być podzielona na dziewięć korporacji, między innymi robotników i rolników, marynarzy czy inżynierów. Do dziesiątej korporacji należeć mieli „poeci, bohaterowie i nadludzie”5. Do nowopowstałej Regencji zaczęli licznie zjeżdżać przedstawiciele bohemy z całej Europy. Niestety po kilkunastu miesiącach ciągłej zabawy, poezji, manifestów i muzyki miasto zostało ostatecznie zbombardowane i ogłosiło kapitulację. Chociaż pierwotnym celem poety było włączenie miasta do Włoch, w praktyce stało się ono utopią skupiającą bazę typową dla ruchów anarchistycznych. Chociaż ten epizod zdaje się być przykładem braku odpowiedzialności i warcholstwa, to amerykański lewicowy pisarz Hakim Bey w historii Carnaro dopatruje się pierwszy prób realizacji stworzonej przez siebie koncepcji Tymczasowej Strefy Autonomicznej6, którą charakteryzuje w następujący sposób: „Musimy urzeczywistnić te momenty i przestrzenie, w których wolność jest nie tylko możliwa, ale jak najbardziej faktyczna. Musimy dokładnie zdawać sobie sprawę, w jakich sytuacjach jesteśmy autentycznie uciskani, w jakich padamy ofiarą autorepresji albo wpadamy w sidła fantazji, a w których ciemiężą nas idee. Tymczasowa Strefa Autonomiczna to nie żaden herold zwodniczej Utopii Społecznej, w imię której winniśmy oddać życie, aby dzieci naszych dzieci mogły zaczerpnąć łyk powietrza wolności. Tymczasowa Strefa Autonomiczna musi być sceną naszej teraźniejszej autonomii, ale zaistnieć może jedynie pod takim warunkiem, że poznamy samych siebie jako istoty wolne”.

John Ronald Reuel Tolkien i Anarcha „Władcy Pierścieni”

Kolejnym pisarzem, którego można by usytuować na panteonie prawicowych anarchistów, jest profesor John Ronald Reuel Tolkien. Tak bowiem twórca legendarnej trylogii Władca Pierścieni pisał na temat kwestii ustrojowych w prywatnym liście: „Moje poglądy polityczne coraz bardziej zbliżają się do anarchii (w filozoficznym rozumieniu, mówiącym, że zniesienie kontroli nie należy do wąsatych facetów z bombami) – lub do ‘niekonstytucyjnych’ monarchii. Chciałbym aresztować każdego, kto użyje słowa państwo (w jakimkolwiek innym znaczeniu niż Anglia, jako nieożywiony twór i jej mieszkańcy, rzecz, która nie ma ani siły, ani prawa, ani umysłu) i po możliwym odwołaniu, wykonać karę, jeśli pozostanie uparty! Gdybyśmy mogli wrócić do nazw osobowych, byłoby to bardzo dobre! rząd to abstrakcja oznaczająca sztukę i proces rządzenia i powinno być przestępstwem pisać to słowo wielką literą lub tak, by odnosiło się do ludzi. […] Tak czy owak studia nad człowiekiem to tak na prawdę tylko człowiek; najmniej odpowiednią rzeczą dla każdego, nawet świętego (któremu nigdy nie przeszło to nawet przez myśl), jest dominowanie, kierowanie innym człowiekiem. Nie jeden na milion jest do tego zdolny, a już na pewno nie ci, którzy szukają okazji”7. W pewnej części odbiciem tych poglądów może być wspomniany świat Śródziemia, a konkretnie wioska Hobbitów. Shire nie posiadała żadnego rządu. Na jej czele stał jedynie burmistrz. Jego obowiązkiem było tylko przewodniczeniu bankietom. Istniały także służby porządkowe, które bardziej zajmowały się pilnowaniem potworów niż Hobbitów. Rozstrzyganiem wewnętrznych problemów zajmowały się rodziny. Sam autor przyznał, że powieść jest metaforą walki i dominacji. W innym liście tak pisał na temat znaczenia tytułowych sygnetów: „Możesz wziąć pierścień jako alegorię naszego własnego czasu, nieuniknionego przeznaczenia czekającego na nasze działania dla porażki potęgi złej mocy”8.

Salvador Dali

Przytoczone jako ciekawostka może być to, że światowej sławy malarz i sympatyk rządów generała Franco Salvador Dali w jednym z wywiadów określił swoje poglądy jako anarchomonarchizm9. Sam wyjaśnia tak tą kwestię: „Zawsze byłem anarchistą i monarchistą. Monarchistą dlatego, żeby naszą oddolną anarchię bronił odgórny porządek”10 oraz: „Jestem anarchistą, apostolskim i rzymskim”11.

Hans-Hermann Hoppe

Kolejnym myślicielem, który może dać nam trochę pełniejszy obraz, jak konserwatywna anarchia mogłaby wyglądać, jest Amerykanin niemieckiego pochodzenia Hans-Hermann Hoppe. W przeciwieństwie do wcześniej opisanych idei, filozof i ekonomista wychodzi od ściśle racjonalistycznego paradygmatu. Podstawą jest dla niego założenie, że wszystkie jednostki dążą do przetrwania i rozwoju. Zdaniem pisarza jedynie konserwatywny i katolicki światopogląd jest owocny na tym polu, gdyż człowiek wierzący patrzy na świat z dłuższą perspektywą niż czas swojego żywota. Ludzie o światopoglądzie materialistycznym mają większą tendencję do korzystania z dóbr doczesnych. Istotnym postulatem jest także rozbicie wielkich biurokratycznych molochów na mniejsze organizmy. Rywalizacja między nimi ma pobudzić instynkt przetrwania. Jednym z głównym haseł jest „Europa tysięcy Liechtensteinów”. To właśnie małe księstwo między Austrią a Szwajcarią jest przykładem bogatej, wolnej i religijnej społeczności, gdzie katolicyzm to religia państwowa, a książę w referendum utrzymał prawo do veta absolutnego względem parlamentu. Hoppe jest monarchistą, gdyż to właśnie król patrzy na rządy w perspektywie swojej, swoich potomków i całej historii – w przeciwieństwie do rządów demokratycznych, które mają spojrzenie zawężone zazwyczaj do kilku lat. Filozof dokładniej precyzuje swój światopogląd w wywiadzie dla Tomasza Teluka: „Naturalny porządek kształtuje się bez udziału państwa. Liderzy społeczności wyłaniają się samoistnie. Sołtysem zostaje największy posiadacz ziemski lub najbardziej przedsiębiorczy z gospodarzy. Ale sołtys nie jest jedynym autorytetem na wsi. Wielu mieszkańców poddaje się wpływom proboszcza. Dla jednych największym autorytetem jest nauczyciel, dla innych – lekarz. Owe ośrodki władzy współdziałają ze sobą i kontrolują się nawzajem. Stają się rozjemcami, doradcami. Nikt z wymienionych nie ma monopolu decyzyjnego, który jest nieusprawiedliwiony. Gdy pojawia się monopol, rodzą się konflikty”. Jednym z fundamentalnych praw małej społeczności ma być prawo do „dyskryminacji”. Polega ono na prawie do możliwości wprowadzenia zakazu wstępu dla niechcianej osoby bądź dla grupy osób, która godziłaby w naturalny porządek. Innym przykładem, jaki Hoppe przytacza słowami Goethego, są Niemcy w XVIII i XIX wieku: „Frankfurt, Brema, Hamburg, Lubeka są wielkie i wspaniałe, a ich wpływ na dobrobyt Niemiec jest nie do przecenienia. Jednak czy zostałyby tym, czym są obecnie, gdyby straciły swoją niezależność i zostałyby inkorporowane jako prowincjonalne miasta w ramach wielkiego Imperium Niemieckiego? Mam powody, by w to wątpić”12. Sama niezależność mogłaby zostać dziś wykorzystana i stłamszona przez większe podmioty, ale kto wie, czy projekt takie nowego średniowiecza nie ma szansy zaistnieć w przyszłości w prawdziwie solidarnej Europie.

Amisze

Jednym z ciekawszych przykładów „anarchii” jest społeczność amiszów. Jest to chrześcijańska wspólnota protestancka, która liczy około ćwierć miliona wyznawców mieszkających głównie w Ameryce Północnej. Chociaż sami nie negują państwa, żyją na jego antypodach. Udało im się wywalczyć zwolnienie z przymusu ubezpieczenia społecznego i niektórych podatków. Oczywiście odmawiają pobierania jakichkolwiek świadczeń socjalnych. Są też zwolnieni z poboru do wojska, gdyż uznają wszystkie wojny za złe. Amisze jednak sami często posiadają broń do ochrony własnej. Nie korzystają również z pomocy policji. Wszystkie problemy wspólnoty rozwiązują we własnym zakresie. Wszystkie te wyrzeczenia w ramach wiary, że wspólnota stanowi jedyne zabezpieczenie bytu. Amisze rezygnują także z niektórych osiągnięć techniki takich jak silnik spalinowy, telefon czy telewizor. Wszystko po to, by zbytnie ułatwienia nie niszczyły tradycyjnego modelu życia. Poza tym cechuje ich duży rygoryzm moralny. Myliłby się ten, kto uważa, że w toku procesu wychowywania swoich dzieci amisze dokonują prania mózgu. W okresie od 14 do 16 lat zaczyna się okres tzw. Rumspringa, który polega na pozwalaniu dzieciom wszystkiego, czego zabrania wspólnota, a nawet zachęca do hulaszczej zabawy. Ma to służyć temu, żeby w późniejszym okresie taka osoba podjęła świadomy wybór, z czego rezygnuje przyjmując chrzest. Osoby, które po takiej decyzji łamią zasady wspólnoty, zostają z niej wykluczone. Procent, który decyduje się opuścić społeczność po takim okresie, waha się w granicach 20%.Wspólnota jednak ciągle rośnie ze względu na tradycyjny model rodziny. Trudno sobie wyobrazić próbę przeniesienia takich rygorystycznych zasad na grunt polski. Nie sposób jednak odmówić amiszom determinacji w dążeniu do wyegzekwowania prawa do życia w zgodzie z własną moralnością. Takiej konsekwencji i skuteczności może pozazdrościć niejedna polska parafia.

Powyższe zestawienia jest jedynie subiektywnym wyborem, a nie całościowym ujęciem tematu. Pominięci zostali myśliciele i pomniejsze ruchy, które nie zdołały wystarczająco zamanifestować swojej obecności na arenie historii. Subiektywnie pojmowane jest też pojęcie „konserwatyzmu”. Przez nie do zestawienie nie załapały się takie postaci jak Michał Bakunin, Edward Abramowski czy Nestor Machno. Z całości wyłania nam się obraz nie zbuntowanego nihilisty, ale raczej myśliciela, który szuka kompromisu między rzeczywistością a pragnieniem wolności. Prawicowy anarchista nie jest owładnięty doktrynerską nienawiścią do jakieś konkretnej instytucji, ale raczej jest świadom pewnych nieuniknionych procesów i nie waha się ujeżdżać nowoczesnego tygrysa-lewiatana.

1P.J. Proudhon, „Wybór pism”, Warszawa 1974, t. II s. 233.

2Alain de Benoist, „Żołnierz, Robotnik, Buntownik, Anarcha. Wprowadzenie do pism Ernsta Jüngera”, http://xportal.pl/?p=473 (dostęp: 1.02.2016).

3Jean-Marc Vivenza, „Futuryzm i polityka. Esej o Marinettim”, http://xportal.pl/?p=11195 (dostęp: 1.02.2016).

4Groene Nationalisten: Fiume – ostatnia piracka utopia”, tłum. T. Kosiński, (dostęp: 1.02.2016).

http://www.konserwatyzm.pl/artykul/12711/groene-nationalisten-fiume—ostatnia-piracka-utopia.

5Kraj, w którym jednooki był regentem”, https://kawairakija.wordpress.com/2015/04/25/kraj-w-ktorym-jednooki-byl-regentem/ (dostęp: 1.02.2016).

6Groene Nationalisten: Fiume…”, op. cit.

7J.R.R. Tolkien: Catholic and Libertarian”, tłum. M. Gautier, http://freeisbeautiful.net/j-r-r-tolkien-catholic-and-libertarian/ (dostęp: 1.02.2016).

8Ibidem.

9W. J. Sturgeon, „Anarchomonarchizm”, Laisses Faire. Pismo konserwatywno-anarchistyczne, nr 5 z 2007, s.2-4.

10Dernier des surréalistes”, http://archives.lesoir.be/dernier-des-surrealistes_t-19890123-Z01A91.html (dostęp: 1.02.2016).

11Ibidem.

12Hans-Hermann Hoppe, „Poglądy polityczne Johanna Wolfganga von Goethego”, http://mises.pl/blog/2015/12/01/hoppe-poglady-polityczne-johanna-wolfganga-von-goethego/ (dostęp: 1.02.2016).

Komentarze

Adam Szabelak

Działacz Młodzieży Wszechpolskiej. Organizator turnieju piłkarskiego "Cześć Ich pamięci!". Zainteresowania: geopolityka, wędrówki, gry "bez prądu", niszowa piłka nożna.