Poznańscy anarchiści zostaną wyrzuceni z Rozbratu?

13 września Sąd Rejonowy Grunwald-Jeżyce wydał wyrok nakazujący wydanie dziko zamieszkanych terenów przy ulicy Pułaskiego w ręce spółki “Darex”. Posesja przez ostatnie 27 lat znajdowała się w rękach poznańskich anarchistów. Wyrok nie jest prawomocny, a rozbratowcy zapowiadają apelację.

Utworzony w 1994 roku skłot od wielu lat stanowi centrum poznańskiego ruchu anarchistycznego. Podobne miejsca istnieją praktycznie w każdym dużym, europejskim mieście. Idee dominujące na zeskłotowych „przestrzeniach kulturowych” są generalnie lewicowe, ale zdarzają się również takie o innej przynależności ideologicznej, jak na przykład w skłotach należących do ruchu CasaPound o profilu trzeciopozycyjnym.

Skłoty zajmują szczególnie ważne miejsce w tradycji ruchu anarchistycznego, stanowiąc główne centrum krzewienia anarchistycznej „kultury”. To tam organizowane są koncerty zespołów muzycznych, tam siedziby mają zaprzyjaźnione stowarzyszenia i związki zawodowe, to tam organizuje się życie całego ruchu.

Poznański Rozbrat nie odbiega od tej formuły. Poza ww. elementami anarchistycznej działalności, Rozbrat posiada również siłownię, na której urządzane są regularne treningi sztuk walki.

Siłownia należy do anarchistycznej bojówki Freedom Fighters Poznań, której członkowie podczas trwania tzw. Strajku Kobiet zaatakowali dziennikarza Radia Poznań. Grupa powiązana ze skłotem pobiła również członków lewicowego Czerwonego Frontu w marcu 2021 roku. Bojówkarze z najstarszego skłotu w Polsce pojawiają się również na różnych inicjatywach lewicowych, m.in. na corocznych kontrach do Marszu Niepodległości i jako „obstawy” do ichniejszych wydarzeń. Utrzymują również kontakty poprzez udział i organizację turniejów sztuk walki z antifiarzami z Niemiec, co potwierdził niemiecki Urząd Ochrony Konstytucji.

Centrum treningowe w Rozbracie zaprezentował na swoim materiale zagraniczny dziennikarz, który rozmawiał z anarchistami nt. ich treningów „samoobrony”.

Działka, na której leży Rozbrat należy do trzech właścicieli. Jednym z nich jest samo miasto Poznań. Drugą, osoba prywatna, która chciała eksmitować rozbratowców już w 2008 roku.

Wraz z zajęciem nieruchomości zaczął się również spór nielegalnych lokatorów z właścicielem największej części gruntu, firmą „Darex”. Kwestia własności terenu od wielu lat jest skomplikowana. Jak donosi portal tenpoznan.pl, sprawa ciągnie się już od lat przedwojennych. Pod koniec PRL-u udało się wpisać upaństwowioną po wojnie nieruchomość do ksiąg wieczystych, która w okresie reprywatyzacji została nabyta przez firmę „Darex”. Na nieruchomość wzięty został dość wysoki kredyt, który nie został do tej pory spłacony.

Od lat 90. dług ciągle wzrastał, jego spłaty domagał się bank. Działkę miano poddać licytacji już w 2009 roku, jednak do tego nie doszło. W Poznaniu, z inicjatywy rozbratowców, odbył się „solidarnościowy protest”, będący stałym elementem obrony skłotu. Dodatkowym problemem firmy jest fakt, że część nieruchomości zajmują ogródki działkowe.

Sprawa ciągnęła się aż do 2019, kiedy firma postanowiła wytoczyć proces Stowarzyszeniu Inicjatyw Społecznych, które stoi za Rozbratem. 14 września opublikowano decyzję sądu w tej sprawie.

Jak przekonuje pełnomocnik firmy “Darex”, adwokat Jan Przeor w wywiadzie dla radiopoznan.fm:

“Wyrok nie mógł być inny. Po prostu ani Rozbrat, ani żaden inny podmiot nie posiada tytułu prawnego do tej nieruchomości”.

Przedstawiciele skłotu zapowiedzieli apelację od wyroku, jednak zdaniem Przeora jest to jedynie:

“Odwlekanie nieuniknionego, czyli eksmisji anarchistów z tego terenu.”

Najbliższe miesiące pokażą, czy proces eksmisji dojdzie do skutku i najstarszy skłot w całej Polsce przestanie istnieć. Rozbrat stanowi symbol polskiego ruchu anarchistycznego, a jego likwidacja stanowić będzie poważny cios wystosowany w jego stronę.

Idzie mroźna zima, kilku anarchistów będzie musiało chyba wrócić pod rodzinny dach. Może wreszcie wezmą się za normalną pracę i zaczną regularnie myć? Tego im życzymy!

Narodowcy.net / radiopoznan.fm / tenpoznan.pl / publicystyka.ngo.pl

Jakub Marszałkowski

Czytaj Wcześniejszy

Orban: Węgry będą pierwszym krajem, który zatrzyma agresywną propagandę LGBTQ pod murami szkolnymi

Czytaj Następny

Homo consumus - o człowieku konsumującym

Komentarze

  • Wkleję fragment ciekawego tekstu:

    Co to jest praca u podstaw

    Tyle lat opowiadano w narodowym środowisku o „pracy u podstaw”. Tymczasem to co po 89 roku nazywano wśród „narodowców” „pracą u podstaw” nie miało z nią nic wspólnego. Cała „praca u podstaw” przeciwstawiana „rewolucyjności” w istocie sprowadzała się do skupienia się na kampaniach wyborczych. Tymczasem praca u podstaw to nie wybory tylko akcja wśród ludzi: akcja prospołeczna (pomoc ubogim, ale też tworzenie związków zawodowych), działalność kulturalna tworzenie lokali, bibliotek, spotkań z autorami… a nie partyjniactwo. W istocie praca u podstaw i rewolucyjność uzupełniają się. Natomiast partyjniactwo i działalność pod kampanie wyborcze to w w 90% strata środków. To jest smutne, ale w przeciągu ostatnich 30 lat (licząc od 89 roku) zmarnowano miliony złotych na najróżniejsze „kampanie wyborcze narodowców” – czego efekt jest dokładnie zerowy (no jest sobie Konfederacja w Sejmie – i co z tego? LPR też było – dziś jest, jutro nie ma). Chodzi o to by środki finansowe i zaangażowanie szły przede wszystkim na coś trwałego. Gdyby choć połowę tych środków (i zaangażowania działaczy) przeznaczono np. na budowę regionalnych sieci własnych lokali – mielibyśmy dzisiaj zupełnie inną sytuację. Istniała by baza i zaplecze pod rozwój ruchu. Coś czego nie dałoby się „zakazać”, coś trwałego, własnego. Ale nie mowa o lokalach partyjnych w stylu biura kolejnego posła tylko autentycznej sieci narodowych centrów społecznych – otwartych miejsc spotkań centrów kultury i działalności społecznej. O ile w Polsce skłotowanie może być ciężkie do przeprowadzenia ze względu na opresję demoliberalnego Systemu (natychmiastowe wyrzucenie nacjonalistów z zajętego budynku, choć spróbować można!) o tyle tworzenie własnych kawiarni, bibliotek, salek sportowych jest jak najbardziej realne.

    Centra społeczno-kulturalne

    Powtarzam – gdyby choć połowę zmarnowanych przez „narodowców” środków przeznaczyć na budowę czegoś trwałego – to w kilku miastach mielibyśmy własne polskie CasaPound zamiast kolejnych „iluś tam procent poniżej/powyżej progu wyborczego”. Myślę że to mógłby być klucz do rozwoju polskiego nacjonalizmu. Zauważmy że liczba „miejscówek” ruchu NR we Włoszech idzie w setki. Kawiarnie, bary, biblioteki, siłownie… oraz całe budynki – centra społeczne – zarówno zajęte (zaskłotowane) jak i wykupione i będące własnością ruchu.… Zresztą niekoniecznie to jest jedyna alternatywa: skłotowanie albo wynajem/zakup – często samorządy udzielają miejsc na działalność różnych fundacjom stowarzyszeniom itd. Można wynajmować za niskie pieniądze, lub otrzymać lokal od urzędu miasta jeżeli rządzi sprzyjający narodowcom burmistrz/prezydent W takich Włoszech ale też Francji i innych krajach nacjonaliści mają setki miejsc wokół których autentycznie żyje i rośnie ruch NR… Że nie przekłada się to na mityczne „wyniki wyborów” tu i teraz? A co z tego? Przecież mówimy o pracy u podstaw prawda? O pracy obliczonej na lata a nie na tymczasowy „sukces” procentowy”. Ile takich miejsc mamy w Polsce? Pytanie retoryczne. Często nawet organizatorzy mają problem by wynająć salkę na konferencję czy koncert… a co dopiero mówić o stałej działalności…

    Myślę że inspiracji dla działalności polskiego ruchu NR powinniśmy szukać właśnie w istniejącej w we Włoszech sieci centrów społecznych, klubów, kawiarni, siłowni, bibliotek – słowem sieci miejsc zaplecza logistycznego i jednocześnie żywej społeczności alternatywnej. To jest prawdziwa praca u podstaw, stworzenie lokalnego centrum z salą konferencyjną, biblioteką, siłownią, mini-barem, salą koncertową i innymi rzeczami + ewentualnie miejscem mieszkania dla całych rodzin lub w formie narodowego akademika dla studentów Jedno centrum tego typu byłoby gigantycznym postępem dla NR w Polsce. Ze względów prawnych i represji systemu ciężko wyobrazić sobie nielegalne funkcjonowanie takiego ośrodka (lewactwo ma nieoficjalne przyzwolenie samorządów) ale kto wie?! w sprzyjających okolicznościach wszystko może się udać. Bądźmy realistami – żądajmy niemożliwego! Praca u podstaw to działanie na lata! To coś kompletnie innego niż kampania wyborcza raz na dwa lata. Brać przykład z CasaPound i innych sensownych ruchów w tym w czym ich działania dają dobre efekty!

    CAŁOŚĆ:
    https://www.nacjonalista.pl/2021/04/05/partyzant-antysystemu-strategia-dla-nacjonalistow-na-lata/comment-page-1/#comment-570358

  • Warto przypomnieć o pierwszym tego typu centrum NR w historii. Był to STWORZONY PRZEZ RUMUŃSKICH LEGIONISTÓW Z INICJATYWY CODREANU „ZIELONY DOM – CASA VERDE”:

    CYTATY z artykułu Bogdana Kozieła:

    „W roku 1922 Codreanu zakłada Stowarzyszenie Studentów Chrześcijańskich, stanowiące w niedalekiej przyszłości siłę napędową studenckiego ruchu nacjonalistycznego. Równocześnie z inicjatywy przyszłego Kapitana utworzony zostaje Chrześcijański Studencki Dom Kultury, w którym studenci-nacjonaliści mogli wspólnie spędzać czas, dyskutować, uczyć się i mieszkać. Idea tego typu wspólnego domu, jakby klasztoru, to oryginalny pomysł Codreanu, rozwinięty później, w czasach Legionu, którego symbolicznym ukoronowaniem zostanie słynny Zielony Dom w Bukareszcie, kwatera główna Legionu. Taki wspólny dom-klasztor stanowił bardzo ważny element wychowawczy, pozwalał na ukształtowanie prawdziwej wspólnoty, a jednocześnie dawał możność bliższego poznania ludzi, sprawdzenia ich i właściwej oceny ich charakterów i postaw. ”

    „Wielkim dobrodziejstwem dla nowej organizacji było posiadanie własnej siedziby – domu studenckiego w Jassach, zbudowanego niegdyś z inicjatywy Codreanu. Legioniści w pierwszych tygodniach istnienia organizacji zajmowali się przede wszystkim remontem i malowaniem pomieszczeń tego domu, który przez dłuższy czas stał nieużytkowany. Bardzo pożyteczny okazał się też rozległy ogród. Warzywa wyhodowane w tym ogrodzie były sprzedawane na targu oraz w okolicznych monasterach, co zapewniło Legionistom minimum środków finansowych, niezbędnych do przeżycia. Nie trzeba chyba dodawać, iż jarzyny z własnego ogrodu stanowiły zarazem cenny element wychowawczy, zwłaszcza w odniesieniu do nowych, nieznanych wcześniej Kapitanowi osób. Wspólna praca, wspólne pokonywanie trudności, wspólne znoszenie biedy i upokorzeń stwarzało wspaniały, niezastąpiony klimat dla ukształtowania prawdziwie bohaterskich więzi pomiędzy pierwszymi legionistami.”

    „W siedzibie Legionu, w głównym pomieszczeniu, już pierwszego dnia powieszona została ikona św. Michała Archanioła, przed którą paliła się przez cały czas lampka oliwna, a honorowa warta legionowa czuwała przed ikoną nieprzerwanie dzień i noc. Jednym z najcięższych przestępstw legionowych było zaśnięcie w trakcie takiego czuwania. Później, gdy Legion począł rozrastać się, Kapitan wydał polecenie, aby ikona przedstawiająca patrona Legionu znajdowała się w domu każdego Legionisty na honorowym miejscu. Kiedy główna siedziba Legionu przeniesiona została w 1930 roku do stolicy, przeniesiono tam również z Jass ową starą ikonę, która towarzyszyła Legionistom od pierwszych dni ich walki.

    Pomieszczenia w domu legionowym były urządzone w iście spartańskim stylu – żadnych ozdób ani wygód, tylko najprostsze i najpotrzebniejsze sprzęty, a na pomalowanych na biało ścianach wykaligrafowane hasła: ‚Kto nie ma miecza, sprzedaje opończę, aby go kupić’, ‚Walczcie z odwagą za wiarę’, ‚Strzeżcie się pragnień ciała, gdyż zabijają ducha ‚, ‚Czuwajcie!’, ‚Nie zabijaj bohatera, który w tobie drzemie!’, ‚Kto potrafi umrzeć, nigdy nie będzie niewolnikiem’, ‚Oczekuję odrodzenia mojej Ojczyzny i zniszczenia hord handlarzy’.

    Tego rodzaju surowy styl nie wynikał jedynie z braku środków materialnych, ale był przejawem świadomej strategii wychowawczej, wypracowanej przez Codreanu. Asceza, ciężka praca, obywanie się bez wygód, twarde i surowe życie, dyscyplina – miało to zahartować Legionistów, uodpornić na przyszłe trudy i prześladowania. Nie ulega wątpliwości, że tak wychowani niełatwo dali się zastraszyć perspektywą więzienia, a gdy już się w nim znaleźli, nie stanowiło to dla nich jakiegoś strasznego szoku. ”

Zostaw Odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *