Strzelał do górników w kopalni „Wujek”. W więzieniu spędzi tylko 3,5 roku

Ogłoszony w drugiej połowie czerwca prawomocny wyrok w Sądzie Apelacyjnym w Katowicach zakończył serię procesów oprawców odpowiedzialnych za krwawą pacyfikację górników z kopalni „Wujek”, z dnia 16 grudnia 1981. Pomimo zmiany zarówno nazwiska, jak i obywatelstwa, 63-letni Roman S. został złapany w Chorwacji i postawiony przed polskim wymiarem sprawiedliwości. Współodpowiedzialny zabójstwa 9 górników spędzi w więzieniu jedynie 3,5 roku.

W Niemczech, gdzie przebywał oskarżony, nie zgadzano się na wydanie go polskiemu wymiarowi sprawiedliwości, nawet pomimo europejskiego nakazu aresztowania. Przechwycenia udało się dokonać dopiero na terenie Chorwacji. 63-letni mężczyzna został zatrzymany 17 maja 2019 roku. Do zatrzymania odniósł się również wtedy Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro: W przypadku zbrodni przeciwko ludzkości, w wyniku których ginęli niewinni ludzie, upływ czasu nie powinien mieć dla prokuratury znaczenia. Nikt, kto dopuścił się przestępstw w przeszłości, nawet jeśli to było niemal czterdzieści lat temu, nie powinien czuć się spokojny.

Nieprawomocny wyrok w sprawie S. zapadł w grudniu przed Sądem Okręgowym w Katowicach i opiewał na 7 lat pozbawienia wolności. Został on skrócony o połowę, z uwagi na ustawę amnestyjną i długi czas od dokonania zbrodni. Sąd zakazał też S. zajmowania stanowisk związanych z ochroną bezpieczeństwa i porządku publicznego na 10 lat.

Od orzeczenia odwołał się prokurator IPN, nie zgadzając się z oceną sądu I instancji, wedle której czyn Romana S. nie stanowił zbrodni przeciwko ludzkości, był natomiast zbrodnią komunistyczną. Karę wymierzoną oskarżonemu uznał za rażąco łagodną. Domagał się skazania byłego milicjanta na 10 lat więzienia.

Apelację wniosła również obrona oskarżonego. Domagała się ona umorzenia postępowania, uniewinnienia S. lub wymierzenia mu łagodniejszej kary. Swoje stanowisko argumentowała m.in. tym, że kwestia odpowiedzialności jego klienta była już badana przez prokuraturę w Niemczech, gdzie przez lata mieszkał S.

Ostatecznie Sąd Apelacyjny w Katowicach utrzymał w piątek w mocy orzeczenie sądu I instancji. Dobrze stało się, że po tylu latach, ale jednak, doczekaliśmy końca tego procesu i w jakiś sposób udało się uzyskać sprawiedliwość (…) Kara 7 lat więzienia, złagodzona ustawą amnestyjną, jest karą adekwatną i sprawiedliwą – powiedział Wiesław Kosowski, przewodniczący składu orzekającego

Sąd nie zgodził się, że czyn zarzucany S. jest zbrodnią przeciwko ludzkości. Był szeregowym funkcjonariuszem milicji, nie podejmował decyzji i trudno przyjąć, że w pełni utożsamiał się z ideologią komunistyczną, kiedy skierowano go do kopalni – wskazał sąd. – W chwili czynu oskarżony miał 24 lata. Był młodym człowiekiem – jakkolwiek by to nie zabrzmiało – wykonującym określoną pracę, była to praca w oddziałach ZOMO – powiedział sędzia.

Wyrok jest prawomocny, pozostaje w tej chwili jedynie możliwość kasacji do Sądu Najwyższego.

Większość ZOMOwców, którzy strzelali do górników z Wujka, została już wcześniej osądzona. W czerwcu 2008 r. Sąd Apelacyjny w Katowicach skazał prawomocnie b. dowódcę plutonu specjalnego Romualda C. na 6 lat więzienia, a 13 jego podwładnym wymierzył kary od 3,5 do 4 lat więzienia. Procesu uniknął jeden członek plutonu specjalnego – przebywający za granicą Jan P., którego sprawa została prawomocnie umorzona.

Za czasów komunistycznej władzy całą sprawę próbowano „zamieść pod dywan”. Systematycznie sądzeni funkcjonariusze stosowali zmowę milczenia i unikali odpowiedzialności za otwarcie ognia do swoich rodaków. Przełom nastąpił dopiero po kilkunastu latach.

Wprowadzenie w Polsce stanu wojennego 13 grudnia 1981 było zwieńczeniem licznych represji skierowanych w działaczy opozycyjnych. Komunistyczna władza próbowała zawczasu zapanować nad rosnącymi niepokojami społecznymi. Pod oficjalną przykrywką działań, mających na celu zapanowanie nad coraz gorszą sytuacją gospodarczą, rozpoczęły się masowe aresztowania. Brak kontroli władzy nad powstającymi niezależnymi ruchami związkowymi, w tym głównie Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”, umożliwił tworzenie się zalążków ruchu demokratycznego w ówczesnej Polsce.

13 grudnia 1981 około 1 w nocy aresztowano Jana Ludwiczaka z załogi kopalni „Wujek”. Został on zaliczony do grona 648 „ekstremalnych przywódców i aktywistów” związku i innych „wrogich ustrojowi” organizacji z województwa katowickiego. Następnego dnia górnicy podjęli decyzję, aby nie podejmować pracy, aż nie powróci Ludwiczak. Lokalne społeczności wspomagały protestujących jedzeniem i potrzebnymi rzeczami. Roznoszące się po kraju informacje na temat brutalnych pacyfikacji przez ZOMO innych strajkujących grup zmusiły protestujących górników do przygotowania obrony. 16 grudnia podjęto próbę pacyfikacji strajkujących. Pierwsze niepowodzenia milicjantów skutkowały pojmaniem trzech funkcjonariuszy przez protestujących. W trakcie kolejnych prób pacyfikacji wykorzystano specjalny pluton ZOMO. Byli wyposażeni w pistolety maszynowe zamiast standardowych tarcz i pałek. Kilkudziesięcioosobowy oddział początkowo oddał strzały w kierunku protestujących, co spowodowało śmierć 6 z nich. Finalnie w akcji zginęło 9 górników, 23 zostało rannych.

Narodowcy.net/ rmf24.pl / se.plkresy.plpap.pl / katowice.tvp.pl

Kamil Pietrzykowski

Czytaj Wcześniejszy

Rafał Buca: Życiorys Edwarda Bucy – Lidera powstania w Workucie i Żołnierza Wyklętego

Czytaj Następny

Katolicy zaatakowani przez Black Lives Matter podczas modlitwy [+WIDEO]

Zostaw Odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *