Czy endecja była wolnorynkowa?

Artykuł ukazał się w XII numerze kwartalnika „Polityka Narodowa” (Lato, 2013)

Niewiele spraw w historii ruchu narodowego zostało poddanych przekłamaniom na taką skalę jak poglądy przedwojennych endeków na zagadnienia gospodarki. Środowiska konserwatywno-liberalne, mimo że ze światopoglądem nacjonalistycznym nie mające ani historycznie, ani ideologicznie nic wspólnego, wciąż jeszcze starają się wywierać pewien wpływ na dyskurs niektórych środowisk narodowych. Janusz Korwin-Mikke bredzący o „narodowo-liberalnym” obliczu endecji poddanym następnie destrukcyjnym wpływom „socjalistów” z ONR, podpinajcy pod swoje rażące prymitywizmem urojenia myśl ekonomiczną Romana Rybarskiego to tylko najbardziej jaskrawy przykład tego zjawiska. W ostatnich miesiącach również przywódca innego odłamu polskiego konserwatywnego liberalizmu, Bartosz Józwiak stwierdzić miał w wywiadzie dla portalu Prawy.pl, że Ruch Narodowy czerpie z szerokiej tradycji międzywojennej obozu narodowego. I siłą rzeczy musi być uwrażliwiony na poglądy wolnorynkowe. Wszechobecna na tzw. „prawicy” mania gloryfikacji wolnego rynku udziela się niestety również samym narodowcom. Na niektórych forach można spotkać absurdalne tezy jakoby nawet ONR-ABC było ugrupowaniem ekonomicznie liberalnym, o przypisywaniu sympatii do kapitalizmu samemu Romanowi Dmowskiemu nie mówiąc. Nawet u nieco bardziej zorientowanych publicystów dominować wydaje się twierdzenie jakoby aż do lat 30-tych ruch narodowy hołdował nieograniczonemu niemal leseferyzmowi. Nic bardziej błędnego.

Podporządkowanie ekonomii nacjonalizmowi

Rozważając sprawę stosunku nacjonalistów do spraw ekonomicznych zacząć należy od zarysowania priorytetów, którymi kierował się obóz narodowy w wyrażaniu swoich poglądów na jakikolwiek temat. Z całą pewnością wspólne wszelkim generacjom i frakcjom ruchu narodowego było podporządkowanie zagadnień gospodarczych interesowi narodowemu. Polscy nacjonaliści zawsze zwracali się również ku postawie, którą można nazwać prospołeczną. Jej wyrazem był sprzeciw wobec wybujałego indywidualizmu i egoizmu jednostki, który jednak na ogół nie owocował gloryfikacją nadmiernego kolektywizmu. W miarę nasycania się idei narodowej pierwiastkami katolickimi w publicystyce narodowej dojrzewało również przeświadczenie o potrzebie podporządkowania mechanizmów ekonomicznych etyce chrześcijańskiej, wykluczającej wyzysk jednego człowieka przez drugiego (wcześniej również motywowano sprzeciw wobec wyzysku przesłankami moralnymi, choć niekoniecznie wypływającymi z katolicyzmu). Zawsze aktualne w idei narodowej było również usilnie promowane przez samego Romana Dmowskiego hasło solidaryzmu narodowego – przeciwstawne zarówno głoszonej przez komunistów walce klas, jak i charakteryzującemu środowiska konserwatywne dzieleniu Polaków na lepszych i gorszych, panów i poddanych. Opór w niektórych środowiskach mieniących się „narodowymi” z jakim spotyka się przypominanie tego hasła przez liderów dzisiejszego polskiego ruchu nacjonalistycznego może wywoływać jedynie uśmiech politowania - jeśli w idei narodowej da się wyróżnić zbiór niepodważalnych dogmatów, to z całą pewnością narodowy solidaryzm będzie jednym z nich.

Nie da się oczywiście zaprzeczyć istnieniu wolnorynkowo zorientowanego skrzydła ruchu narodowego (o czym niżej), jednak szukanie jakichkolwiek głębszych analogii pomiędzy podstawami na jakich ufundowane były jego założenia a istotą konserwatywnego liberalizmu, o libertarianizmie nie mówiąc, wydaje się całkowicie chybione. Daleko było wolnościowym endekom do dogmatyzmu, a w ułatwieniu działania mechanizmom rynkowym widziało jedynie pragmatyczną realizację narodowych interesów, a nie liberalnej utopii. Solidaryzm narodowy również tu stawał się niezbędny dla uniknięcia wypaczeń. Warto też współczesnym „narodowym kapitalistom” przypomnieć, że nawet wolnorynkowi endecy dla określenia własnych poglądów nigdy nie posługiwali się zbitką „liberalizm ekonomiczny”, w którym to widzieli raczej zjawisko patologiczne niż sprzyjające pomnażaniu potencjału narodowego.

Przy tych wszystkich zastrzeżeniach nie da się jednocześnie nie zauważyć, że wbrew pokutującemu stereotypowi, owa wolnorynkowa endecja wcale nie była w historii polskiego nacjonalizmu nurtem dominującym, a wręcz przeciwnie – jej hegemonia to wcale nie najdłuższy okres w dziejach obozu narodowego. Warto przyjrzeć się, jak wyglądało to na przestrzeni kilku dekad istnienia formacji narodowej na polskiej scenie politycznej. Dla porządku zaznaczmy przy tym, że niniejszy tekst nie służy wyczerpującemu opisowi tematu jakim jest stosunek obozu narodowego do zagadnień gospodarczych, który objętościowo musiałby być kilkadziesiąt razy obszerniejszym niż ramy tego artykułu. Skoncentrujmy się tu na wybranych wątkach samej krytyki kapitalizmu, dokonywanej przez przedstawicieli różnych generacji i frakcji ruchu narodowego.

Pierwsi narodowi demokraci (socjaliści?)

Wczesny ruch narodowo-demokratyczny tkwiąc swoimi korzeniami w radykalnie lewicowych kręgach związanych z Towarzystwem Demokratycznym Polskim, ekonomicznie sytuował się jednoznacznie po stronie antyliberalnej. W dobie kształtowania się nowoczesnych nurtów politycznych różnice pomiędzy narodowcami a socjalistami były niewielkie, a prowadzone spory można byłoby opisywać wręcz mianem kłótni w rodzinie. Cała plejada działaczy wczesnej endecji była w pewnym momencie życia zaangażowana w ruch socjalistyczny – jeden z ojców-założycieli ruchu narodowego Zygmunt Balicki był nawet członkiem Gminy Socjalistów Polskich w Szwajcarii, a bracia Grabscy Polskiej Partii Socjalistycznej. Poglądy innego z twórców endecji Jana Ludwika Popławskiego również są w tym zakresie z całą pewnością lewicowe. Dodajmy, że jednym z największych autorytetów ówczesnej redakcji „Głosu” był amerykański nacjonal-socjalista Edward Bellamy, którego przepełnione egalitaryzmem utopijne – przyznajmy – wizje z leseferyzmem wspólnego miały mniej więcej tyle co „Kapitał” Marksa. Sam Popławski, mimo krytycznych słów jakie kierował nieraz pod adresem polskich socjalistów, stawał z nimi w równym szeregu gdy szło o obronę robotników i walkę z ich wyzyskiem przez kapitalistów. Liberalizm odrzucał w sposób integralny. Nie ograniczał się tu bynajmniej do praw pracowniczych, jego antyliberalne postulaty szły znacznie dalej, wkraczając w tak ubóstwianą przez wszelkiej maści liberałów sferę jak własność prywatna. Jak pisze Nikodem Bończa-Tomaszewski, Popławski wzdychał do idei upaństwowienia ziemi, tak aby „była ziemia gminna, nie moja, nie twoja, ale nasza mirska, ziemia ludu, święta tj. właściwie należąca do państwa”, a idea kolektywizacji życia społecznego nie była mu obca. Podobnie poglądy Balickiego, odrzucające koncepcję państwa jako „stróża nocnego” sklasyfikować należy jako antyliberalne i, jak twierdzi autor poświęconej mu pracy Grzegorz Czajka, sytuujące się w nurcie trzeciej drogi, odrzucającej zarówno komunistyczny kolektywizm, jak i liberalizm. Warto zauważyć, że Balicki w latach 1888-1895 łączył działalność w Lidze Polskiej, a następnie w Lidze Narodowej z przynależnością do Związku Zagranicznego Socjalistów Polskich, z którym to środowiskiem utrzymywał kontakty jeszcze 2 lata po wystąpieniu z organizacji. Jeszcze wówczas, mimo narastających rozbieżności pomiędzy nurtem narodowo-demokratycznym a socjalistycznym, część nacjonalistów uznawała, że z powodzeniem można łączyć idee wykuwane w łonie obu ruchów. Mimo, że niektórzy narodowcy już wówczas skłaniali się ku uznaniu zasad rynkowych za obowiązujące i trudne do podważenia, to postulowany przez nich ustrój gospodarczy nieustannie charakteryzowały się znaczącą wrażliwością społeczną i dążeniem do dowartościowania upośledzonego dotychczas ludu. W programie Stronnictwa Demokratyczno-Narodowego w zaborze Rosyjskim z 1897 roku pisano: W wytworzonym przez współczesne stosunki ekonomiczne antagonizmie interesów ludu i klas posiadających stoimy bez zastrzeżeń po stronie pierwszego, uważając jego podniesienie ekonomiczne za podstawę postępu społecznego i rozwoju narodowego życia. Postulowano zorganizowanie ludu w szereg stowarzyszeń w celu obrony jego interesów, choć jednocześnie bardzo wyraźnie zaznaczano sprzeciw wobec propagowanej przez socjalistów idei walki klas. Wśród postulatów narodowych tamtych lat znajdziemy idee wówczas (a były to czasy „dzikiego kapitalizmu”) zupełnie antyliberalne jak 4-tygodniowe urlopy macierzyńskie, 10-godzinny dzień pracy, obowiązkowe ubezpieczenia wypadkowe, obligatoryjne świadczenia inwalidzkie a także przymusowe należenie do kas chorych, gminnych, fabrycznych, zawodowych, cechowych lub wolnych. Jednocześnie krytykowano nadmierny rozrost biurokracji i wysokie podatki, choć działo się tak po części ze względu na obcość zaborczej administracji. Niektórzy krytykowali samą istotę kapitalizmu. Jan Lutosławski pisał o mechanizmach rynkowych wprost: Konkurencja jest szkodliwą nie tylko dlatego, że nas podkopuje ekonomicznie, ale że niszczy kulturę; wyrabia w nas przyzwyczajenie do tandety, […] pozorów bogactwa. Jak pisze badacz wczesnych dziejów endecji Maciej Łagoda, w latach 1904-1905 nastąpił w ruchu narodowym nawrót do tendencji niemal otwarcie etatystycznych.

Nie był to jeszcze czas precyzyjnego formowania szczegółowego programu ekonomicznego ruchu, jednak pewne ogólne założenia wydawały się dla ówczesnych narodowców jasne, i z całą pewnością, nie były one liberalne.

Antyliberałowie z ZLN

Nie ulega wątpliwości stopniowe nasączanie endeckiego spojrzenia na ekonomię pierwiastkami wolnorynkowymi w późniejszych dekadach. Działo się tak w dużej mierze za sprawą rozszerzania się bazy społecznej, na której poparcie mogła liczyć endecja, o bogatsze warstwy niż w czasach początków ruchu, kiedy lewicujący narodowcy nie budzili zaufania klas uprzywilejowanych. Fundamentalne znaczenie dla ówczesnej doktryny polskiego nacjonalizmu miało kilku ekonomistów, często pełniących również politycznie znaczącą rolę w historii ruchu narodowego. Ich formułujące się już we wcześniejszych latach idee w pełni do głosu doszły w dobie dominacji Związku Ludowo-Narodowego w obozie nacjonalistycznym. Mimo znaczącej odległości od socjalistycznych niemal głosów pojawiających się w łonie wczesnej endecji, głoszone przez nich postulaty również dalekie były od gospodarczego liberalizmu. Posłowie Związku Ludowo-Narodowego współtworzyli polskie ustawodawstwo socjalne. Jak pisze autorka jedynej naukowej monografii poświęconej tej partii, Ewa Maj, w 1919 roku forsowali w sejmie ustawę o obowiązkowym ubezpieczeniu robotników od kalectwa i braku pracy, a ustami Stanisława Grabskiego dążyli do objęcia przez państwo patronatu nad układami dotyczącymi warunków pracy zawieranymi między związkami zawodowymi a związkami pracodawców. Również sprawy takie jak długość dnia pracy i wysokość płac miały być ustalana ustawą.

CZYTAJ TAKŻE: Ruch narodowy a prawica

W łonie ZLN kapitalizm wcale nie spotykał się z entuzjazmem. Ewa Maj opisując poglądy ówczesnych narodowców zaznacza, że w ich mniemaniu kapitalizm czyniąc człowieka „niewolnikiem bogactwa”, odciągał go od rodziny, fetyszyzował bezimienny „interes produkcji”, bez narodu, religii i rodziny, tworzył „fałszywy porządek moralny”, odległy od chrześcijańskiej etyki. Kapitalizm odrzucał duchową stronę życia ludzkiego, sprzyjał utracie podmiotowości jednostki ludzkiej (pracownika) na rzecz właściciela – kapitalisty, usprawiedliwiał wyzysk gospodarczy, podczas gdy nacjonalizm zabiegał o tworzenie warunków harmonijnego rozwoju wszystkich grup społecznych wchodzących w skład narodu i umożliwienie wszystkim członkom wspólnoty narodowej partycypacji w podziale dochodu narodowego. 

Poglądy samego Grabskiego są tu znamienne. Rzadko pamięta się, że ten doświadczony polityk, kierujący de facto obozem narodowym w okresie wyklinanej (często słusznie przecież) wśród samych narodowców „sejmokracji” był z wykształcenia ekonomistą. I to ekonomistą dalekim od leseferyzmu. Jak pisał prof. Rafał Łętocha, [Grabski – przyp. JS]Podkreślał również znaczenie interwencjonizmu państwowego, służącego utrwalaniu równowagi sił produkcyjnych. Grabski uznawał, że liberalny indywidualizm jest sprzeczny z istotą i zadaniami państwa, prowadząc do despotyzmu silniejszych. Zauważał istnienie w nim stałej tendencji do niszczenia słabszych i mniejszych podmiotów przez wielkie koncerny. W związku z tym wzywał do niwelowania zbytniej przewagi wielkiego przemysłu i posiadłości rolniczych poprzez poddanie ścisłej kontroli publicznej zakładania i działalności karteli, trustów, syndykatów oraz wspieranie drobnej i średniej produkcji. Państwowy interwencjonizm miał być tedy środkiem do podniesienia krajów zacofanych, a takim z całą pewnością była ówczesna Polska. Wielki Kryzys, jak pisze Łętocha, tylko utwierdził Grabskiego w przekonaniu o potrzebie przekształcenia kapitalizmu w duchu solidarystycznym.

Również (w dużej mierze wprowadzone w życie) poglądy autora reformy walutowej i twórcy polskiej złotówki, Władysława Grabskiego wcale nie przypominały zbioru tez, do jakich przyzwyczajają nas rodzimi tzw. koliberałowie. Obok reform niewątpliwie wolnorynkowych takich jak redukcja wydatków państwa, zmniejszenie liczby pracowników administracji rząd Grabskiego forsował przecież także wprowadzenie specjalnych zasiłków dla bezrobotnych, obowiązkowych ubezpieczeń w rolnictwie, państwowych monopoli w kilku gałęziach przemysłu. Dbając o interesy warstw najuboższych starał się obciążyć kosztami reform tych, którzy wzbogacili się na inflacji. Wprowadził nowy podatek od nieruchomości i nadzwyczajny podatek od majątku uderzający w przemysłowców, których protest skutkował zahamowaniem planowanej przez gabinet Grabskiego reformy rolnictwa. Znany z lat 30-tych, sanacyjny protekcjonizm i rozbudowa infrastruktury miały przecież swoje korzenie już w tych czasach. Na konto nieliberalnych osiągnięć Grabskiego zaliczyć trzeba wsparcie dalszej rozbudowy portu gdyńskiego, gdzie państwowy interwencjonizm niepodporządkowany dogmatom przyczyniał się do realizacji żywotnych interesów narodowych naszego kraju.

Za spadkobiercę i kontynuatora dzieła Władysława Grabskiego uchodzi często inny endecki ekonomista Jerzy Zdziechowski. Zdaniem badającej poglądy narodowców na zagadnienia gospodarcze Krystyny Rogaczewskiej, Zdziechowski zadeklarował się jako zwolennik nacjonalizmu gospodarczego, czyli systemu, który potrafi godzić interesy kapitału i klasy robotniczej. Nacjonalizm gospodarczy musi respektować własność prywatną, ale powinna ona być pod kontrolą państwa, szczególnie tam gdzie w grę wchodzi dobro wspólne. Mimo, że Zdziechowski nie kwestionował ogólnych zasad kapitalizmu, jest uznawany za zwolennika izolacjonizmu gospodarczego i kontroli państwa nad wymianą międzynarodową.

Poglądy innego czołowego endeckiego polityka-ekonomisty tego okresu, Stanisława Głąbińskiego również daleko odbiegały od stereotypowo postrzeganych jako liberalne. Ten zwolennik samowystarczalności ekonomicznej Polski postulował aktywną rolę państwa w gospodarce, która miała na celu budowanie solidaryzmu wszystkich grup społecznych. W tym celu postulował np. nie nakładanie podatku dochodowego na ludzi niezamożnych. Podobnie jak inni ekonomiści narodowi tego okresu nie miał specjalnych problemów z naruszeniem prawa własności jakim była parcelacja dużych gospodarstw. Głąbiński deklarował w dyskusjach nad programem gospodarczym ZLN w 1924 roku: My od dawna byliśmy szczerymi zwolennikami reformy rolnej i za pomocą towarzystw przez nas założonych przeprowadziliśmy, mimo wielkich trudności, akcję parcelacyjną i kolonizacyjną na rzecz polskich włościan we wszystkich zaborach. Propozycje reformy rolnej wyrażane przez endeków nie należały z pewnością do radykalnych, szczególnie na tle tego co proponowały stronnictwa lewicowe, niemniej jednak daleko było im również do tego co proponowali stojący na podstawach nienaruszalności własności prywatnej, konserwatyści. Prymat interesu narodowego wyrażający się w dążeniu do poprawy statusu materialnego chłopów stawał się daleko ważniejszy niż jakiekolwiek ekonomiczne dogmaty.

CZYTAJ TAKŻE: Protekcjonizm ekonomiczny w praktyce. Dzieło i myśl Friedricha Lista

Zwolennicy nurtu „narodowo-liberalnego” najchętniej jednak powołują się na trzy nazwiska: Romana Rybarskiego, Adama Heydla i Edwarda Taylora. O ile dwaj ostatni profesorowie byli ze strukturami narodowymi związani na ogół luźno, a ich poglądy ciężko rozpatrywać w kontekście wspólnych całemu ruchowi, to Rybarski był z pewnością znaczącym politykiem narodowym. Członkiem władz Obozu Wielkiej Polski, autorem jej zeszytów programowych oraz prezesem klubu parlamentarnego SN aż do 1935 roku (w okresie „sejmokracji” na ogół dystansował się od polityki ZLN). Nie znaczy to jednak by głoszone przezeń idee były reprezentatywne dla ruchu narodowego w tym okresie. Pamiętajmy, że okres po zamachu majowym to czas nasilonej krytyki „grabszczyzny” i to bynajmniej nie z pozycji liberalnych. Odgrywający główną rolę w OWP i stopniowo narzucający ton obozowi narodowemu „młodzi”, byli pełni krytyki wobec wolnego rynku, zaś SN do momentu delegalizacji OWP pełnił wobec niego rolę drugorzędną, gdyż mało kto wówczas wierzył w znaczenie partii parlamentarnych. Zgodnie zresztą ze wskazaniami samego Dmowskiego, który sam był krytyczny wobec kapitalizmu i w 1935 roku również w SN doprowadził do oddania władzy „młodym”. Opisując poglądy Rybarskiego mówimy więc o ideach charakteryzujących schodzącą ze sceny frakcję narodową, w sposób wówczas widoczny ustępującą miejsca innej, a nie dominującą w całym ruchu. Nie znaczy to zresztą, że poglądy Rybarskiego były liberalne i należy je zestawiać z fantazjami głoszonymi przez Kongres Nowej Prawicy (jak chciałby Janusz Korwin-Mikke). Sam Rybarski nigdy nie utożsamiał się z liberalizmem, który uznawał za jednoznacznie szkodliwy dla narodu. O ile w wolnym rynku widział system sprawiedliwszy niż w etatyzmie, to decydującą rolę przyznawał w sprawach gospodarczych pragmatyzmowi i interesowi narodowemu. W 1938 roku pisał w „Myśli Narodowej”: Nacjonalistyczna może być zarówno polityka gospodarcza, która przez wolne współzawodnictwo wprawia w ruch siły gospodarcze narodu, jak i polityka etatystyczna, zbliżająca się do kolektywizmu. Wszystkie te pierwiastki nabierają pełnego znaczenia w konkretnych warunkach czasu i miejsca. Nadają wysoką treść nacjonalizmowi tego lub innego narodu, a nie dadzą się ująć w ogólne schematy klasyfikacji. W konflikcie pomiędzy prawami jednostki i prawami ogółu jednoznacznie przyznawał pierwszeństwo interesom społeczeństwa jako całości, wobec którego każdy jego członek ma określone obowiązki. Rybarski dopuszczał możliwości interweniowania w gospodarkę przez państwo, przypisując mu rolę określania ogólnego kierunku rozwoju. Podkreślał ważną rolę państwa w stymulacji produkcji rynkowej przez odpowiednią politykę podatkową i kredytową. Państwo miało dbać o równowagę społeczną i zapobiegać konfliktom pomiędzy poszczególnymi warstwami. Nie miał również wątpliwości Rybarski, podobnie jak wszyscy inni opisywani tu ekonomiści, że w walce z mniejszością żydowską państwo polskie ma prawo stosować rozwiązania zakładające ingerencję w różne mechanizmy gospodarcze.

Z całą pewnością myśl Rybarskiego mieści się w obrębie nurtu wolnorynkowego. Jest to jednak myśl wolnorynkowa umiarkowanie, ograniczona wszędzie tam gdzie, zdaniem Rybarskiego, interes narodowy wymagał interwencjonizmu. Jak widzimy, nawet w tym wypadku daleko do liberalnego dogmatyzmu jaki proponują dzisiejsi konserwatywni liberałowie. Myśl Rybarskiego zarówno pod względem ideowych korzeni, jak i proponowanych rozwiązań liberalną nie była.

Lata trzydzieste

Nie będzie epokowym odkryciem stwierdzenie, że czasy Wielkiego Kryzysu to okres dryfowania ruchu narodowego w kierunku antywolnorynkowym. Przyznają to również konserwatywni liberałowie, choć i tu mylą fakty, przykładowo przypisując ten trend wpływom samego tylko ONR, tak jak by „młodzi” już w dobie OWP nie krytykowali kapitalizmu. Wypada polecić im broszury i artykuły wydawane przez młode pokolenie nacjonalistów na długo przed 1934 rokiem. Jego przedstawiciele stawiali kapitalizm na równi z komunizmem i to przecież w dobie największych zbrodni tego drugiego. Obu systemom przypisywano materialistyczne podstawy oraz żydowskie korzenie. Jacek Misztal, autor niedawnej monografii Związku Akademickiego Młodzież Wszechpolska przypomina słowa Zdzisława Stahla, wybitnego działacza lwowskiej OWP: (…) obraz społeczeństwa, jako zbioru egoistycznych jednostek o sprzecznych interesach, wspólny jest obu tym szkołom (…) wtłoczone w owe ramy nie są zdolne zobaczyć jednostki w życiu gospodarczym, inaczej jak w walce i najostrzejszym przeciwstawieniu do ogółu albo jako zbiorowości, przygniatającej swoim bezlitosnym ciężarem opętane jedyną żądzą zysku jednostki. 

Antyliberalizm ówczesnych polskich nacjonalistów przybierał oczywiście różne formy. Obok dominującego nurtu, wyrażanego najlepiej nazwiskami Adama Doboszyńskiego (SN) i Wojciecha Zaleskiego (ONR-ABC), w którym dałoby się umiejscowić także poglądy Romana Dmowskiego (o czym niżej), mieliśmy do czynienia również z jednoznacznie etatystycznym, można rzec narodowo-socjalistycznym, reprezentowanym przez Ruch Narodowo-Radykalny „Falanga”. Jak wiadomo, w sprawach ekonomicznych między oboma nurtami zachodziły bardzo poważne różnice, a podobieństwa, poza wynikającymi z samej istoty nacjonalistycznego paradygmatu postulatami jak obrona interesów narodowych i polskiej własności, a także typowymi dla ówczesnych czasów inklinacjami korporacjonistycznymi, momentami sprowadzały się właśnie do krytyki kapitalizmu i wolnego rynku. Wiele na ten temat już napisano, a i sama problematyka wydaje się raczej znana w środowisku narodowym, stąd ograniczmy się do krótkiego opisu stosunku ówczesnych narodowców do zagadnień kapitalizmu.

Adam Doboszyński, będący jednym z głównych ideologów młodego pokolenia narodowców, opisując w swoich pracach „Gospodarka Narodowa” i „Ekonomia miłosierdzia” proponowany przez siebie system gospodarczy z liberalizmem zrywał w sposób integralny. System ten, oparty na materializmie, był dlań sprzeczny z poczuciem ludzkiej godności. Jako wytwór protestanckich społeczności nie przystawał do katolickiego modelu stosunków społecznych, najpełniej zrealizowanych w okresie średniowiecza, w dobie gildii i cechów. Nie odcinając się od pochwał cnót takich jak przedsiębiorczość, Doboszyński gani charakterystyczne dla liberalizmu uznawanie zysku jako podstawowego motoru działalności człowieka. Egoizm jednostki nie może być czynnikiem, na którym buduje się siłę społeczeństwa. Co ciekawe, dla Doboszyńskiego kapitalizm jest zagrożeniem dla samej wolności. W „Gospodarce Narodowej” pisał tak: W miarę rozwoju systemu kapitalistycznego coraz liczniejsze rzesze wyzuwane są z własności i skazane na życie w zależności nieledwie niewolniczej, pod stałą grozą utraty chleba. Swoboda współzawodnictwa, mająca być główną dźwignią dobrobytu w myśli teorii liberalnej, powoli zamiera, wypierają ją zmowy wytwórców prowadzące do monopolizacji rynków. PaństRRwo musi być aktywnym uczestnikiem gospodarki narodowej, choć główna rola przypada tu zorganizowanemu w ciała pośredniczące narodowi. Korporacjonizm Doboszyńskiego, oparty w dużej mierze na wyłożonych przez papieży Leona XIII i Piusa XI zasadach Katolickiej Nauki Społecznej sytuował się w równej odległości tak od liberalnego kapitalizmu, jak i rozwiązań kolektywistycznych. Podobnie było z wywodzącą się z tych samych źródeł ideologią ONR-ABC.

Jak zaznaczyliśmy we wstępie, gdzieniegdzie spotkać się można z opiniami jakoby ONR-ABC prezentował nurt myśli wolnorynkowej, co nijak ma się do stanu faktycznego. Kontynuując główne wątki pierwszego ONR, działacze jego umiarkowanego odłamu podobnie rozumieli narodowy radykalizm. Trzeba pamiętać, że chodziło tu przede wszystkim o radykalizm społeczny – dążenie do obalenia kapitalizmu i budowy „Nowego Ładu” (nieprzypadkowo jeden z organów prasowych grupy nosił właśnie taki tytuł). Radykalizm był tu troską o cały naród, a nie tylko jego najwyższe klasy jak chcieli tego nieraz zestawiani z ugrupowaniem Henryka Rossmana konserwatyści. Główny ideolog ekonomiczny ONR-ABC Wojciech Zaleski był w swoich spostrzeżeniach bliski Doboszyńskiemu. Jego sztandarowa broszura „Polska bez proletariatu” z 1937 roku stała się niejako manifestem ekonomicznym młodego pokolenia nacjonalistów. Z pewnością (charakterystyczny również dla Doboszyńskiego) postulat decentralizacji przemysłu czy sprzeciwu wobec nadmiernego rozrostu machiny państwowej oddalał postulaty ABC od socjalizmu, ale przecież nie czynił ich liberalnymi. Zaleski wprost nazywał w niej kapitalizm niewolnictwem postulując upaństwowienie, a następnie uspołecznienie wielkich przedsiębiorstw. „Wolnorynkowość” Zaleskiego i ONR-ABC jest dostrzegalna co najwyżej w zestawieniu tego środowiska z poglądami Falangi. Ugrupowanie Bolesława Piaseckiego nazywane nawet w policyjnych raportach „lewicą ONR” prezentowało program, który nazwać należy co najmniej narodowosocjalistycznym. Gloryfikacja gospodarki centralnie planowanej i poparcie dla totalizmu stawiały RNR daleko od ugrupowań prawicy. Charakterystyczne są tu słowa jednego z przywódców organizacji Włodzimierza Sznarbachowskiego oceniającego program Falangi jako „bardziej lewicowy niż program radomski PPS”.

Własność prywatna jest w RNR daleka od bycia uznawanej za absolut. Jak można przeczytać w „Zielonym programie” z 1937 roku, własność jest użytkowaniem rzeczy z ramienia Narodu, co nadaje stosunkom pomiędzy nią a jednostką charakter raczej dzierżawy niż posiadania (Wszelka rzecz znajduje się na terytorium państwowego władztwa Narodu, który - ze względu na dobro ogólne - może tę władzę pozostawić jednostkom, lub grupom społecznym, dającym rękojmię dobrego jej sprawowania). De facto socjalistyczny program gospodarczy RNR, którego z uwagi na charakter niniejszego artykułu nie będziemy w tym miejscu opisywać, sytuuje to ugrupowanie z pewnością na lewym skrzydle obozu narodowego. Pomimo jednak różnic ideowych i konfliktów personalnych z innymi grupami narodowymi, było to skrzydło uprawnione. Wskazuje na to zarówno poczucie związków przywództwa Falangi z resztą ruchu narodowego w różnych okresach działalności, jak i akceptacja jej przez inne środowiska narodowe w zjednoczeniowych strukturach nacjonalistycznej emigracji okresu wojny. Wartym rozważenia jest także pytanie czy aby głosząca zasypanie wszelkich różnic klasowych i stworzenie „nowego człowieka” Falanga nie była grupą, która w sposób najpełniejszy, również na interesującym nas polu, nie powróciła do ideałów pierwszej endecji (czyniąc to w specyficzny dla swoich czasów sposób)?

Z punktu widzenia interesującego nas tematu, ciekawym zagadnieniem jest również sprawa nacjonalistycznych związków zawodowych. Również tu narodowcy wymykali się liberalnym szablonom, każącym dziś wręcz gardzić tą formą organizowania się. Ruch narodowy tworzył swoje związki zawodowe już w dobie rewolucji 1905 roku (Narodowy Związek Robotniczy) z jednej strony odpowiadając na dominację PPS na tym polu, z drugiej starając się zagospodarować liczne masy pracujące nie utożsamiające się z programem socjalistycznym, dając im w zamian postulat solidaryzmu narodowego. Również w II RP dążono do organizowania tego typu ciał. Z inicjatywy ZLN powstał Centralny Polski Związek Zawodowy, choć największe sukcesy odniosło dopiero Zjednoczenie Zawodowe „Praca Polska” powstałe w 1928 roku. Jak nietrudno się domyślić, jego założenia oparte były o idee korporacjonizmu i solidaryzmu społecznego. Bujny rozwój „Pracy Polskiej” w latach trzydziestych wiązał się z jej penetracją przez wpływy zarówno SN, jak i obu odłamów ONR – antyliberalny charakter ugrupowań nacjonalistycznych dobrze współgrał z charakterem tego związku zawodowego. Również tu tendencje zupełnie antyliberalne dobrze wplatały się w działania obozu narodowego.

Dmowski jako przeciwnik kapitalizmu?

Omawiając stosunek ruchu narodowego do ekonomii nie sposób nie zatrzymać się nad poglądami Romana Dmowskiego na zagadnienia gospodarcze. Z racji zasług i zajmowanej pozycji każda jego opinia odbijała się szerokim echem w środowiskach nacjonalistycznych i tak było także z prezentowanymi przezeń poglądami ekonomicznymi. Mimo, że i o Dmowskim można przeczytać w niektórych miejscach jakoby był on zwolennikiem wolnego rynku, a Korwin-Mikke wręcz przeciwstawia go „młodym”, to ciężko oprzeć się wrażeniu, że w zestawieniu z faktami obraz ten wydaje się być zupełnie błędny.

Dmowski nie był ekonomistą, stąd jego postulaty gospodarcze miały na ogół charakter raczej ogólnych wizji niż szczegółowego programu. W ogóle zajmował się tą tematyką rzadko. Już jednak przed ogólnym zwrotem ruchu narodowego w kierunku totalnego zanegowania kapitalizmu widzimy u Dmowskiego dość otwarte kwestionowanie jego zasad. W 1917 roku w artykule „Jednostka i naród” pisał wprost: Dzisiejsza organizacja życia ekonomicznego daje w wyniku krzywdę nie tylko licznych mas robotniczych; w niej tkwi niebezpieczeństwo dla człowieka w ogóle, dla ludzkości przez to, że wskutek niej władza nad ludźmi w postaci kapitału przechodzi w ręce żywiołów, specjalnie uzdolnionych do gromadzenia kapitału, uzdolnienia zaś te wcale nie są wyrazem wyższości moralnej i umysłowej człowieka, przeciwnie towarzyszy im przeważnie zubożenie umysłu i obniżenie etyczne. Tym sposobem dzisiejszy ustrój ekonomiczny dąży szybko do przeniesienia władzy nad ludźmi w ręce żywiołów najgorszych, w rezultacie więc grozi moralnym cofnięciem człowieka i rozkładem cywilizacji. Jak zobaczymy niżej, to przeświadczenie o degenerującym społeczeństwa wpływie kapitalizmu utrzyma się u Dmowskiego również w późniejszym okresie. Jak pisze Krystyna Rogaczewska, to właśnie negatywny stosunek do wolnego rynku był przyczyną konfliktu między Dmowskim a Rybarskim, których stosunki były od 1928 roku coraz bardziej napięte. Uściślijmy, że to poglądy Dmowskiego były w tej materii bardziej reprezentatywne dla ogółu obozu narodowego. W 1926 roku, a więc na 3 lata przed początkiem Wielkiego Kryzysu w broszurze „Praca, życie gospodarcze i umysłowe” Dmowski pisał dobitnie: Ja wiem, co zginęło i co zginąć musi. Na punkcie kapitalizmu nie mam żadnych złudzeń. Kapitalizm europejski w dzisiejszej katastrofie gospodarczej okazał się niewypłacalnym i likwiduje się szybko. Gdy się zjada zapasy, gdy się żywi bezrobotnych z podatków, obciążających głównie kapitał, gdy dywidendy szybko maleją, a liczne przedsiębiorstwa upadają, gdy, z drugiej strony, swoboda ruchów kapitału jest coraz mniejsza, ograniczona coraz liczniejszymi ustawami, gdy zasada „laissez faire” złożona już została do archiwum — kapitały szybko wywietrzeją i koniec wielkiego kapitalizmu europejskiego jest nieunikniony. I nie wiem, czy warto nad jego losami płakać. Miał on wielkie zasługi w dziedzinie materialnej, stworzył w Europie okres największego dobrobytu, jaki świat widział. Jednocześnie wszakże podkopał te podstawy moralne, na których opiera się cywilizacja europejska: rozkłada obyczaje, niszczy rodzinę; wypłukuje z dusz ludzkich wszelkie wyższe, szlachetniejsze porywy; osłabia instynkty, wiążące jednostkę z całością społeczną, na miejsce trwałych węzłów naturalnych usiłuje wytworzyć sztuczne, nie mające żadnej wartości; wreszcie niszczy w duszach zdolność do silnej wiary w cokolwiek, prócz wiary w pieniądz i w użycie. Obniżył poziom życia umysłowego: wyższe zainteresowania umysłowe zanikają; ogół wykształcony przestaje się interesować czymkolwiek, co nie ma wartości praktycznej, co nie prowadzi do robienia pieniądza lub zwiększenia komfortu materialnego: nie obchodzą go odkrycia naukowe, pasjonuje się tylko wynalazkami. Jednocześnie twórczość duchowa upada: skończył się okres wielkich systematów filozoficznych, wielkich teorii naukowych (poza jedną dziedziną fizyki), wielkich utworów poezji, wielkich dzieł sztuki. Europa we wszystkich dziedzinach przestała wydawać wielkich ludzi. Obniżyły się upodobania, upadł smak: z tragedii zeszedł do farsy, z opery przez operetkę do revue, z tańców, posiadających wdzięk, elegancję lub temperament, do tzw. tańców „tartych i trzęsionych”. Ideałem, do którego się dociąga człowieka ginącego dziś okresu kapitalistycznego jest komiwojażer: w polityce, w nauce, w sztuce, wszędzie na czoło wysuwają się działacze typu komiwojażerskiego, ludzie mniej dbający o to, co są warte ich dzieła, a więcej o to, jak się je sprzeda, mniej zużywający energii na wysiłek twórczy, a więcej na reklamę. Czy ten, co tworzy nowy pakt polityczny, czy ten, co odnosi zwycięstwo wojenne, czy ten, co ogłasza nową teorię, robi wyprawę geograficzną, odkopuje grób faraona, czy wreszcie ten, co tworzy lub reprodukuje coś w dziedzinie sztuki — każdy przede wszystkim skupia swe wysiłki na reklamie, stara się sztucznie wyśrubować swą cenę. I szeroki ogół zaczyna już myśleć przeważnie kategoriami komiwojażerskimi, w umysłowości europejskiej szerzy się banalna, jałowa mielizna, nieprzystępna dla głębszych zagadnień. 

Po upadku tego okresu żałoby nosić nie warto.

CZYTAJ TAKŻE: Endecki epigonizm, czyli słów kilka o anachronizmie ekonomicznej myśli narodowej

Robienie z Dmowskiego zwolennika ekonomicznego liberalizmu jest całkiem popularną w kręgach narodowych, a nie mającą historycznego uzasadnienia aberracją, z którą należy raz na zawsze skończyć. Dmowski krytykował kapitalizm jako przeżytek XIX wieku, ale także jako system stanowiący główny czynnik rozkładu moralnego narodów Europy. Podobnie jak inni ówcześni ideolodzy polskiego nacjonalizmu, Dmowski widział w kapitalizmie wytwór, który najlepiej przyjął się w społecznościach protestanckich – materialistycznych, nieprzypadkowo wówczas najszybciej ulegających degrengoladzie moralnej. Przeszczepiony na grunt katolicki niósł ze sobą podobne spustoszenie. Obserwując dzisiejszy świat zachodni trudno się z tym tokiem rozumowania nie zgodzić. To czego nie widzą dzisiejsi „narodowi liberałowie”, dostrzegał Dmowski już niemal 100 lat temu, kiedy znamiona posuwającego się upadku naszej cywilizacji były w zestawieniu z dzisiejszymi niemal niewidoczne.

Jak nietrudno się domyślić, w czasach Wielkiego Kryzysu jego krytyka kapitalizmu nie ustała, a wręcz przeciwnie – pogłębiła się. Dmowski zarzucał wtedy Romanowi Rybarskiemu zupełnie niezrozumienie jego istoty ekonomicznego krachu, a nawet deklarował, że jest gotów stracić Rybarskiego i Heydla „jeśli się nie nawrócą”. Pełniejszy opis swoich poglądów gospodarczych dał Dmowski w książkach „Świat powojenny i Polska” oraz „Przewrót”. Prezentowane tam przekonania mieszczą się w głównym nurcie ekonomicznej myśli narodowej tamtych lat, który należy usytuować równie daleko od kolektywistycznego komunizmu jak i indywidualistycznego liberalizmu. Twórca polskiej idei narodowej wieścił tam całkowity przewrót w dotychczasowej historii stosunków ekonomicznych. W artykule „Kryzys” z początku 1931 roku Dmowski krytykując międzynarodowe stosunki ekonomiczne, gloryfikuje autarkię: Trzeba zrozumieć, że świetne czasy handlu światowego już minęły, że narody, nawet te, które do tego najmniej mają warunków, szukają w nowym położeniu gospodarczym ocalenia w programie samowystarczalności, że i my na tej drodze musimy szukać wyjścia. 

Z pewnością widać w ówczesnych poglądach Dmowskiego pewien rys utopijny, dostrzegalny również u innych narodowców o zbliżonych poglądach ekonomicznych, a mianowicie przeświadczenie o końcu ery uprzemysłowienia, co jak wiemy, okazało się mrzonką. Nawet cenionego przez siebie Mussoliniego, krytykował za pchnięcie Włoch na tory rozbudowy ciężkiego przemysłu.

Nie był ówczesny Dmowski z pewnością socjalistą. W jego pismach z lat 30-tych sporo, zapewne zbyt wiele biorąc pod uwagę tamte czasy, widzimy krytyki nadmiernego etatyzmu. Jest to jednak krytyka czyniona z pozycji typowych dla przedstawicieli jednego z prądów trzeciej drogi, uosabianego przez takie nazwiska jak Gilbert Keith Chesterton, Hilaire Belloc czy nasz Doboszyński, i z krytyką liberalną nie ma nic wspólnego.

Antyliberalizm nacjonalistycznym dogmatem

Polski obóz narodowy dopracował się zróżnicowanej gamy spojrzeń na sprawy ekonomiczne. Obok dominującego w latach 30-tych poparcia dla korporacjonizmu widzimy w przemyśleniach ideologów polskiego nacjonalizmu zarówno wątki etatystyczne, jak i bardziej wolnościowe. Nikt nie zamierza przeczyć, że te drugie w historii endecji odgrywały rolę, choć znacznie mniejszą niż to się im w prawicowych mediach przypisuje. Nawet jednak najwięksi orędownicy wolności gospodarczej w łonie endecji, nie postrzegali jej jako dogmatu. Widzieli w niej środek do uzyskania potęgi przez naród, który można odrzucić jeśli inna droga okaże się skuteczniejsza. Daleko tu do doktrynerstwa charakteryzującego przypisujących sobie pokrewieństwo z endekami konserwatywnych liberałów. Absolutnym dogmatem dla wszelkich nurtów ruchu narodowego był solidaryzm – potrzeba pojmowania narodu jako integralnej całości, stawiania interesów nacji ponad jednostkowym indywidualizmem, godzenia konfliktów społecznych i troski o najuboższe warstwy społeczne. Nic w tym zresztą dziwnego, gdyż wynika to z elementarnych zasad nacjonalizmu, który, jeśli ma być wypełniony żywą treścią, a nie być jedynie pustym sloganem, dającym się sprowadzić do samej tylko dumy narodowej bądź (w jeszcze bardziej patologicznych przypadkach) szowinizmu, musi opierać się o pojmowanie narodu jako całość.

Rozwiązania proponowane przez przedwojenną endecję oraz ugrupowania narodowo-radykalne nie są oczywiście możliwe do pełnego zaadaptowania dziś. Podobnie jak ich założenia w innych dziedzinach, stanowią jednak znaczącą inspirację dla odradzającego się ruchu narodowego. Mimo upływu kilkudziesięciu lat jedną z najbardziej znaczących, obok Katolickiej Nauki Społecznej, rozwiązań propagowanych przez inne współczesne ruchy nacjonalistyczne Europy a także wdrażanych w życie w różnych częściach globu stawiających na suwerenność narodową programów ekonomicznych. Bogactwo dziedzictwa ideowego polskiego nacjonalizmu sprawia, że osoby o różnych przekonaniach mogą czerpać z niego wzorce. Biorąc jednak pod uwagę dzisiejszych kryzys ekonomiczny wydaje się, że wzorce antyliberalne, tak silne w poglądach naszych ideowych poprzedników, są dziś najbardziej pożądane.

JS

Wybrana bibliografia:

Bończa-Tomaszewski Nikodem, Demokratyczna geneza nacjonalizmu. Intelektualne korzenie ruchu narodowo-demokratycznego, Warszawa 2001

Czajka Grzegorz, Zygmunt Balicki jako ideolog polskiej myśli narodowej, http://www.knhd.law.uj.edu.pl/documents/3035628/27142fa9-43fb-45c7-abb0-16c426beb7a3, (12.04.2013)

Dawidowicz Aneta, Zygmunt Balicki (1858-1916). Działacz i teoretyk polskiego nacjonalizmu, Kraków 2006

Dmowski Roman, Polska i świat powojenny, Wrocław 1999

Dmowski Roman, Praca, życie gospodarcze i umysłowe, http://dir.groups.yahoo.com/group/naszaojczyzna/message/9548, (15.04.2013)

Dmowski Roman, Przewrót, Wrocław 2006

Doboszyński Adam, Ekonomia miłosierdzia, Białystok 1995

Doboszyński Adam, Gospodarka Narodowa, Wrocław 2004

Łagoda Maciej, Dmowski, naród i państwo: Doktryna polityczna „Przeglądu Wszechpolskiego” (1895-1905), Poznań 2002

Łętocha Rafał, O dobro powszechne. Ekonomia społeczna Stanisława Grabskiego, http://nowyobywatel.pl/2012/04/13/o-dobro-powszechne-ekonomia-spoleczna-stanislawagrabskiego/, (20.04.2013).

Maj Ewa, Związek Ludowo-Narodowy 1919-1928: studium z dziejów myśli politycznej, Lublin 2000

Misztal Jacek, Związek Akademicki Młodzież Wszechpolska 1922-1939, Krzeszowice 2012

Rogaczewska Krystyna, Myśl ekonomiczna Narodowej Demokracji w kontekście konfliktu liberalizmu i socjalizmu, [w:] pod. red. Tomasza Sikorskiego, Adama Wątora, „Narodowa Demokracja XIX-XXI. Koncepcje-ludzie-działalność”, Szczecin 2008

Roman Rybarski o narodzie, ustroju i gospodarce, Warszawa 1997

Ruch zawodowy w Polsce. Zarys dziejów, Warszawa 1980 Stanisław Głąbiński o ustroju państwa polskiego i parlamentaryzmie, Warszawa 1999

Zaleski Wojciech, Polska bez proletariatu, Warszawa 1937 Zielony program, http://www.fuckpc.com/index.php/ruch-narodowy/66-zielony-programonrrnr-falanga, (10.04.2013)

Redakcja

Czytaj Wcześniejszy

Posłowie Konfederacji w obronie prześladowanych Wszechpolaków

Czytaj Następny

Represje wobec Polaków na Białorusi nie ustają. Aresztowani poddawani są torturom

Komentarze

  • Widzę wreszcie uprzątnięcie z tego zamętu. Doszło już do takiej gangreny że próbują w Konfie połączyć liberalizm z katolicyzmem. Ci ideolodzy, agitatorzy wolmościowców mają bardzo życzeniowe podejście do rzeczywistości i prowadzą do niewoli. Uważam że np. taki K.Karoń wyjaśnił ich sukcesywnie. Nie wiem czy korzystnym byłoby odnawianie solidaryzmu społecznego itd. Myślę że najlepszym dla Polski ustrojem ekonomicznym jest gospodarka rynkowa, szanująca prawa ekonomii, osadzona na wolnym przepływie, handlu oraz własności prywatnej ale jej pazerność byłaby ograniczana przez moralność panującą w społeczeństwie (coś na wzór cudów gospodarczych Niemiec albo Włoch po II wś.) . Proste ale trudne do wykonania. Niech zatem nasi ekonomiści biorą się do roboty i zrobią nam sukcesplan a nie powtarzają bajdury po Misesie i Rothbardzie. Sami wolmościowcy to niegłupi ludzie, kumają o co chodzi. tylko ciągle miesza im się w głowach.

  • Muszę przyznać kawał dobrej i rzetelnej publicystyki zwłaszcza w materii historycznej. Problem, kłopot, ale też siła polskiego nacjonalizmu jest w tym, że jest on wielowektorowy, wielonurtowy, zwłaszcza w kwestii spojrzenia na gospodarkę. Musimy w końcu się obudzić żyjemy przecież w XXI wieku, nie natomiast na przełomie XIX i XX wieku. Dlatego też przynajmniej jeżeli o chodzi o gospodarkę, należy tu spojrzeć trzeźwym okiem, nie bacząc się na historyczne sentymenty, czy to co kiedyś było dominujące w obiegu szeroko rozumianego obozu narodowego (polskiego nacjonalizmu). W obecnych czasach kapitalizm, zdroworozsądkowa gospodarka wolnorynkowa będąca w rękach polskiego kapitału jest jedną alternatywą oraz sposobem na odbudowę polskiej gospodarki, polskiego kapitału. Tak uważam, ponieważ wszystkie inne rozwiązania będą wywoływać ostre reperkusje społeczne, polityczne i gospodarcze. Wydaje się niemożliwym w obecnych czasach przeprowadzić swoistą rewolucję obalającą obecny system. Jednak można go zmieniać od środka, bo nie ma co się oszukiwać każdy z nas współtworzy ten system czy nam się to podoba czy też nie. Jednak jeśli nie idzie zmienić od 89 roku praw z czasów komunistycznej dyktatury, to co dopiero mówić o jakiejś rewolucji i obalaniu systemu? Tu jest po prostu potrzebna solidna, uczciwa, ciężka praca obywatelska ukierunkowana na budowę tożsamości lokalnych oraz wartości narodowych obejmujące każdy segment życia. Zdaje sobie sprawę, że Konfederacja nie jest ulubieńcem redakcji narodowcy.net, gdyż w każdym niemal artykule jest jakaś przycinka pod adresem Konfy. Uzasadniona krytyka jest dobra, natomiast krytykanctwo już mniej. W każdym razie proponuje się w końcu obudzić, gdyż właśnie dzięki mechanizmom wolnorynkowym, dzięki kapitalizmowi oraz pewnymi elementami wywodzącymi się między innymi z myśli klasycznego liberalizmu istnieje właśnie narodowcy net., oraz wiele innych portali. Co nie zmienia faktu, że to dzięki wartościowym ludziom dzielącym się swoim spojrzeniem i pracą osiągacie sukces dotarcia do kolejnych pokoleń Polek i Polaków. To co jest obecnie mankamentem polskiej gospodarki to nadmierny regulacjonizm i biurokracja. Związki Zawodowe dawno temu przestały reprezentować klasę pracującą, a stały się de facto firmami, spółkami córkami głównych spółek, dla których ważny jest tylko ich własny interes, a nie dobro pracowników i firmy. Solidarność, Sierpień, OPZZ, oraz wiele innych związków zawodowych stało się równocześnie przybudówkami politycznymi oraz kuźnią kadr dla układu okrągłostołowego. W Polsce brakuje silnych Narodowych Związków Zawodowych które uczciwie by reprezentowały klasę pracującą oraz zważały na dobro firm w których występują. Natomiast duża większość polskich pracodawców mentalnie zatrzymało się gdzieś na poziomie wczesnego kapitalizmu, w którym uważało się pracownika za własność firmy, gdzie liczy się jedynie krótkotrwały zysk, a nie długoterminowy rozwój, Przykre jest to niestety, jednak w wielu przypadkach tak to wygląda. Szkoda jedynie, że idea spółdzielczości została wyparta na rzecz różnego rodzaju spółek, jednak to zasługa naszych prawodawców. Zmierzając do meritum, obecnie kapitalizm, gospodarka wolnorynkowa to jedyna możliwa ścieżka rozwoju, i to nie jest żadna gloryfikacja a fakt. Mieliśmy komunizm, który wyglądał jak wyglądał, i wiadome jest, że socjalistyczny model gospodarczy się nie sprawdza. Mamy obecnie kapitalizm, który jest jak jest z ogromem swoich wad, jednak jest już bardziej uczciwy od komunizmu, lecz nie jest sprawiedliwy społecznie i raczej nigdy nie będzie, zresztą jak każdy system gospodarczy czy też polityczny, zawsze jakaś grupa społeczna będzie poszkodowana, zawsze będą występować nierówności społeczne choć da się zminimalizować, zawsze będą nas ograniczać różne uwarunkowania, które nie są tak mocno odczuwalne jak w minionych wiekach jednak nadal one występują, i raczej zawsze będą wyśępować w różnych formach niezależnie od ustroju.

Zostaw Odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *