Czy kraje zachodu czekają wojskowe przewroty?

W ostatnim czasie szerokim echem odbił się list francuskich wojskowych, po którym zaczęto dyskutować, czy we Francji dojdzie do zamachu stanu. Gdy zagłębimy się w temat okaże się, że Francja nie jest wyjątkiem i apele wojskowych zostały wystosowane także w Hiszpanii, USA, a nawet Polsce.

Najgłośniej była mowa o ostatnich wydarzeniach z Francji. Francuscy wojskowi wystosowali list otwarty do prezydenta Francji Emmanuela Macrona, rządu i parlamentu. Wzywają w nim polityków do podjęcia natychmiastowych działań wobec „rozpadu Francji”, do którego prowadzi tolerowanie działań islamistów i „band z przedmieść” wskutek fanatycznego „antyrasizmu”.  Ostrzegają, że Francji grozi wojna domowa, a jeśli politycy zignorują ich głos, wojsko weźmie sprawy w swoje ręce.

Tłumaczenie listu opublikowanego dnia 21 kwietnia bieżącego roku przez prawicowy tygodnik „Valeurs Actuelles” zostało umieszczone na portalu Nowy Ład. Poniżej jego pełna treść wraz z oryginalnym tytułem:

„O powrót honoru naszych rządzących”. 20 generałów apeluje do Macrona, by bronił patriotyzmu

Panie Prezydencie,

Panie i Panowie członkowie rządu,

Panie i Panowie parlamentarzyści,

Chwila jest poważna, Francja jest zagrożona. Nasz kraj stoi wobec wielu śmiertelnych niebezpieczeństw. My, którzy nawet na emeryturze pozostajemy żołnierzami Francji, nie możemy w obecnych okolicznościach pozostać obojętnymi na los naszego pięknego kraju.

Nasze trójkolorowe sztandary nie są po prostu kawałkami materiału. Symbolizują tradycję tych, którzy na przestrzeni wielu wieków, jakie by nie były ich kolor skóry czy wyznanie, służyli Francji i oddawali za nią życie. Na tych sztandarach znajdziemy wypisane złotymi literami słowa „Honor i Ojczyzna”. Dziś nasz honor prowadzi nas do potępienia stanu rozpadu, którego doświadcza nasza ojczyzna.

Rozpadu, który pod postacią tzw. antyrasizmu, sprowadza się do jednego celu – stworzenia na naszej ziemi nienawiści pomiędzy społecznościami. Dziś niektórzy mówią o rasializmie, rdzenności i teoriach dekolonizacji (przyp. red. de racialisme, d’indigénisme et de théories décoloniales – pojęcia postmodernistycznej lewicy, przyp. red.). Pod tymi pojęciami kryje się jednak wojna rasowa, której chcą ci nienawistni fanatycy. Nienawidzą naszego kraju, jego tradycji, jego kultury. Chcą rozłożyć nasz kraj, odrywając go od jego przeszłości i jego historii. Robią to poprzez ataki na pomniki, stare tradycje wojskowe i cywilne czy pojęcia sprzed wieków.

Rozpadu, który wraz z rozprzestrzenianiem się islamizmu i działalnością band z przedmieść, przyczynia się do oderwania wielu cząstek terytorium, zmieniając je w obszary podległe zasadom sprzecznym z naszą konstytucją. Każdy Francuz, jaka by nie była jego wiara lub niewiara, jest wszędzie na tych ziemiach u siebie – w całym Heksagonie. Nie może istnieć żadne miasto, żadna dzielnica, w których nie działają prawa Republiki.

Rozpadu, ponieważ nienawiść zwycięża braterstwo podczas manifestacji, w trakcie których władza używa sił porządkowych jako swoich wspólników i jednocześnie kozły ofiarne wobec Francuzów w żółtych kamizelkach, wyrażających swoją rozpacz. W tym samym czasie ukrywający się, zakapturzeni osobnicy plądrują sklepy i grożą tym samym siłom porządkowym. Ci ostatni nie robią niczego prócz wypełnienia rozkazów, czasem sprzecznych, dawanych im przez Was, rządzących.

Zagrożenia są coraz większe, przemoc rośnie z każdym dniem. Kto 10 lat temu wyobraziłby sobie, że nauczycielowi zostanie odcięta głowa, gdy będzie wychodził ze swojej szkoły? My, słudzy Narodu, którzy zawsze byliśmy gotowi poświęcać swoje życie, tak jak wymaga tego nasze żołnierskie powołanie, nie możemy być bierni wobec takich wydarzeń.

Ci, którzy kierują naszym krajem, muszą bezwzględnie znaleźć w sobie odwagę niezbędną do wytępienia tych zagrożeń. Często wystarczy do tego egzekwowanie istniejących już praw. Nie zapominajcie, że ogromna większość naszych współobywateli, podobnie jak my, ma dość Waszej miotaniny i Waszej ciszy, które czynią Was winnymi.

Jak mówił kardynał Mercier, prymas Belgii: „Kiedy ostrożność jest wszędzie, odwagi nie ma nigdzie”. A więc, Panie, Panowie, dość kunktatorstwa. Chwila jest poważna, zadanie jest kolosalne. Nie traćcie czasu i wiedzcie, że jesteśmy do dyspozycji polityków, którzy będą chcieli chronić naród.

Jeśli żadne działania nie zostaną podjęte, bezczynność będzie się dalej nieubłaganie rozprzestrzeniać w społeczeństwie, aż sprowokuje w końcu wybuch i interwencję naszych aktywnych towarzyszy, którzy podejmą niebezpieczną misję obrony naszych wartości cywilizacyjnych i obrony naszych rodaków na naszym narodowym terytorium.

Widzimy, że nie ma już czasu na ociąganie się. W przeciwnym razie już wkrótce wojna domowa położy kres temu rosnącemu chaosowi. Zabici, za których będziecie odpowiedzialni, będą liczeni w tysiącach.

_____________________________________________

Pikanterii sprawie dodaje fakt, że list został opublikowany dokładnie w 60. rocznicę puczu algierskiego, dokonanego przez generałów wypowiadających posłuszeństwo prezydentowi de Gaulle’owi. Ten fakt podnosiło wielu liberalnych i lewicowych krytyków listu. Twórca listu Fabre-Berdanac bronił się, zaznaczając, że apel wojskowych został najpierw opublikowany na ich własnej stronie już 13 kwietnia, a prawicowy tygodnik jedynie go przedrukował i nagłośnił. Wydźwięk jest jednak jasny i wątpliwe, by zbieżność dat była przypadkowa.

Reakcje na list

Dwa dni po opublikowaniu listu - pod którym podpisało się dwudziestu francuskich generałów, stu oficerów i ponad tysiąc innych wojskowych - w tym samym „Valeurs Actuelles” ukazał się też list otwarty Marine Le Pen, która zdecydowanie poparła słowa wojskowych i wezwała ich do współpracy. Warto przy tym dodać, że wybory prezydenckie we Francji odbędą się już za niecały rok – I tura pod koniec kwietnia, II tura na początku maja – a liderka Zgromadzenia Narodowego według badań jeszcze nigdy nie była tak blisko władzy. Wszystkie sondaże przeprowadzone od poprzednich wyborów wskazują na powtórkę z II tury z 2017 i starcie Marine Le Pen z obecnym prezydentem Emmanuelem Macronem. O ile jednak 4 lata temu Marine uległa aż 34% do 66%, dziś sondaże dają jej między 43% a 48% wobec 52-57% urzędującej głowy państwa.

CZYTAJ TAKŻE: Roch Witczak: Rozważania o przemocy politycznej

Wojskowi zostali potępieni przez minister obrony, socjalistkę Florence Parly, która stwierdziła, że apel jest obrazą dla tysięcy francuskich żołnierzy. Według Parly wojskowi zachowali się „nieodpowiedzialnie”, a poza tym są w większości emerytowani, więc „nie reprezentują nikogo poza sobą samym”. Skrytykowała też Marine Le Pen, oskarżając ją o dążenie do „upolitycznienia wojska”. Minister zapowiedziała sankcje wobec żołnierzy na służbie, którzy wspierają apel. Później wojskowych potępił także premier Jean Castex. Natomiast szef sztabu generalnego zapowiedział sankcje dyscyplinarne dla zidentyfikowanych osiemnastu żołnierzy aktywnej służby, którzy podpisali apel.

List stanowczo skrytykował także przywódca radykalnej lewicy, Jean-Luc Mélenchon, poseł i kandydat w wyborach prezydenckich. Mówił o „zdumiewającym oświadczeniu wojskowych przyznających sobie prawo wzywania swoich kolegów na służbie do interwencji przeciwko islamolewactwu”. Mélenchon razem z posłami swojego ugrupowania złożył zawiadomienie do prokuratury na autorów i rozpowszechniających list. Jednak prokuratura w Paryżu nie dopatrzyła się znamion przestępstwa.

Poza Marine Le Pen, list poparł także Éric Zemmour, obecnie najpopularniejszy pisarz i komentator francuskiej prawicy, który prawdopodobnie wystartuje w nadchodzących wyborach prezydenckich jako obrońca tożsamościowej, radykalnie antyislamskiej linii, w kontrze do przesuwającej się do centrum Le Pen. W opinii Zemmoura coraz więcej terytoriów we Francji przypomina „hobbesowski świat wojny wszystkich ze wszystkimi”. „Państwo francuskie nie kontroluje już swojego terytorium, nie jest w stanie zaprowadzić porządku”. „Armia nie chce interweniować i nie do tego powinna służyć, ale sama policja już sobie nie radzi”.

Wspomniany wcześniej twórca listu, kapitan Jean-Pierre Fabre-Bernadac, udzielił po kilku dniach wywiadu, w którym podziękował za „setki patriotycznych wiadomości” ze wsparciem, francuskimi flagami czy tekstami o byciu dumnym z bycia Francuzem. Powiedział, że jest poruszony skalą poparcia oraz zapowiedział otwarcie strony internetowej, na której cywile również mogliby wspierać działania wojskowych. Wydrwił minister Parly – „nazwała nas pani bandą emerytów. Naprawdę myśli pani, że nie mamy żadnego kontaktu z żołnierzami na służbie?”. „Im więcej mówicie o sankcjach, tym więcej osób nas popiera”. Parly stała się obiektem ataku wielu prawicowych komentatorów, którzy kpią z nieposiadającej wojskowego doświadczenia socjalistycznej urzędniczki (wcześniej zajmowała się m. in. Air France czy kolejami państwowymi) przeciwstawiającej się generałom. Kapitan Fabre-Berdanac mówił, że jest pewien, że zdecydowana większość Francuzów także ma dość obecnego stanu. Jego zdaniem „armia jest bardziej słuchana niż politycy” i cieszy się wyraźnie większym autorytetem w społeczeństwie. Jednocześnie zapewniał, że „nie chcemy zastępować polityków”, ale być „w tych czasach kryzysu” „żądłem” i „rodzajem lobby”, które „da do zrozumienia, że tak jak 90% ludności, nie chce, by Francja zniknęła”. Fabre-Bernadac powiedział też, że Marine Le Pen jest „jedną z wielu patriotów”, a wojskowi nie będą popierać żadnej partii politycznej.

Autor listu udzielił także wywiadu dla DoRzeczy, gdzie skomentował całą sytuację. „Reakcja na nasz list jest komiczna, a ci ludzie go nie przeczytali. W liście, który napisałem, mówię coś dokładnie przeciwnego. Mówię, że sytuacja Francji jest dziś dramatyczna, a nawet tragiczna. W momencie, gdy politycy nie chcą uznać, że tak właśnie jest, idziemy prostu ku interwencji armii, do której będą musieli się uciec. To dlatego w moim liście używam terminu „misja”. Termin „misja” oznacza, że decyzję podejmie nie armia, ale władza polityczna” - powiedział kpt. Jean-Pierre Fabre-Bernadac.

W wywiadzie autor został zapytany także o to, czy kraje Grupy Wyszehradzkiej miały rację sprzeciwiając się przyjęciu islamskich imigrantów. Uważam, że kraje te miały absolutną rację. Całkowicie je popieram. Popieram ich działanie i mówię: „Nie odpuszczajcie. Nie odpuszczajcie, bo to wy pokazujecie nam drogę. Pokazujecie nam drogę, ponieważ zaznaliście, w okresie komunizmu, czym jest jarzmo wroga”. My nie przeżywaliśmy tych trudnych momentów, a ponieważ ich nie doświadczyliśmy, nie zrozumieliśmy, że pewnego dnia również nas mogą spotkać trudności. Ja osobiście gratuluję krajom, które miały odwagę powiedzieć: „Nie” - stwierdził Fabre-Bernadac.

Hiszpania

Tego typu list otwarty ze strony francuskich wojskowych nie jest jedynym w skali Europy. Przypomnijmy, że na początku tego roku byli oficerowie hiszpańskiej armii ostrzegli przed „dezintegracją jedności narodowej pod rządami koalicji socjalistyczno-komunistycznej”. Ponadto w grudniu minionego roku ponad 750 wojskowych w stanie spoczynku – w tym 70 byłych generałów – podpisało orędzie, w którym ostrzegli przed „niszczeniem demokracji w Hiszpanii” oraz „narzucaniem jednolitego myślenia”. „Jedność Hiszpanii jest w niebezpieczeństwie” – napisali.  Była to trzecia deklaracja byłych grup byłych wojskowych od listopada.

CZYTAJ TAKŻE: Sandra Sprucińska: Hiszpania na przełomie XIX i XX wieku. Tło historyczne i geneza hiszpańskiej wojny domowej

„Zamiast występować przeciwko tym, którzy nie mają nic do wygrania, a wiele do stracenia, bo traci Hiszpania, lepiej by było dokonać zwrotu kursu (polityki) rządowej” – zaznaczył Emilio Perez Alema, autor listu. Według byłego generała twierdzenie minister obrony, że emerytowani wojskowi „to nic nie znacząca mniejszość, która jedynie reprezentuje samą siebie” jest nieprawdziwe.

„To więcej, jak mniejszość. I chociaż znajdują się w stanie spoczynku, to wciąż czują się zobowiązani do obrony Hiszpanii i Hiszpanów aż do ostatniego tchnienia, zgodnie z Konstytucją” – podkreślił.

Jorge Bravo, przewodniczący Związku Hiszpańskich Wojskowych (AUME), przekonuje, że nastroje antyrządowe nie dotyczą tylko oficerów w stanie spoczynku, ale również czynnych wojskowych. W otwartym liście Perez Aleman uzasadnił zabranie głosu prawem do wolności słowa i publicznego wyrażania opinii na temat bieżących wydarzeń, zwłaszcza „w sytuacji ryzyka dla zgodnego współistnienia i porządku konstytucyjnego”. Byli wojskowi nie są już związani obowiązującą armię zasadą apolityczności.

W trzecim orędziu z początku grudnia jego sygnatariusze odcięli się od opinii grupy rozmawiającej wcześniej prywatnie na komunikatorze WhatsApp, której członkowie twierdzili na przykład, że powinno rozstrzelać się wszystkich hiszpańskich wyborców, którzy w ostatnim głosowaniu poparli Hiszpańską Robotniczą Partię Socjalistyczną (PSOE) i marksistowskie Podemos. W ten sposób nawiązywali do wojny domowej z lat 1936-1939, zakończonej zwycięstwem prawicy pod wodzą generała Francisco Franco. Rozważano również możliwość wywołania buntu w armii i doprowadzenia do zmiany rządu.

Jak zaznaczył portal Kresy.pl w tekście „Czy Hiszpania dojrzała do zamachu stanu?”, wojskowi dosyć szybko zrezygnowali jednak z buńczucznych planów dokonania zamachu stanu. Zamiast tego skupili się na możliwości zorganizowania audiencji u króla Filipa IV. Monarcha cieszy się wśród nich wciąż sporym autorytetem. Z tego powodu w grudniu zostały do niego wysłane dwa odrębne listy podpisane przez emerytowanych oficerów. W każdym z nich krytykowana jest rządząca lewica, która zdaniem sygnatariuszy prowadzi do naruszenia zasad demokracji i rozbicia jedności Hiszpanii.

Emerytowani wojskowi podzielili jednak obawy byłych generałów, którzy w listopadzie skierowali pisma do Parlamentu Europejskiego i do króla Hiszpanii. Przestrzegali oni przed „dezintegracją jedności narodowej pod rządami wspieranej przez separatystów koalicji socjalistyczno-komunistycznej” i oskarżyli rząd o „akceptowanie poniżania Hiszpanii i jej symboli, ataki na Króla i niszczenie jego wizerunku”.

CZYTAJ TAKŻE: Hiszpania: lewicowcy obrzucili kamieniami deputowaną z konserwatywnej partii Vox

Wojskowi w stanie spoczynku ostrzegli przed „ryzykiem, na jakie osoby rządzące krajem narażają przyszłość Ojczyzny”. Wyrazili także lojalność wobec Króla jako naczelnego dowódcy sił zbrojnych.

Nie tylko Europa, ale i Stany Zjednoczone

Z kolei w Stanach Zjednoczonych ponad 120 emerytowanych generałów i admirałów opublikowało list otwarty, w którym wzywają Amerykanów do „ocalenia Republiki Konstytucyjnej i pociągnięcia do odpowiedzialności tych, którzy obecnie zajmują urząd”.

„Konflikt toczy się między zwolennikami socjalizmu i marksizmu a zwolennikami konstytucyjnej wolności i swobody” – piszą weterani amerykańskiej armii.

Byli żołnierze chcą zintensyfikowania wysiłków na rzecz odrzucenia nadmiernego popierania przez naród radykalnego lewicowego programu, w szczególności działań określanych jako „antyrasistowskie”, stosowanych przez lewicę w celu stłumienia sprzeciwu. „Nasz naród jest w wielkim niebezpieczeństwie. Toczymy walkę o przetrwanie Republiki Konstytucyjnej, jak nigdy dotąd od naszego powstania w 1776 roku” – piszą sygnatariusze pisma.

Autorzy listu oceniają pierwsze 100 dni prezydentury Joe Bidena jako okres realizowania skrajnie lewicowej agendy.

Wyliczają szereg działań nowej administracji, które uznają za niebezpieczne dla wolności. To m.in.: stosowana przez wielkie korporacje medialne cenzura, zbyt szerokie otwarcie granic dla imigracji, ponowne zaangażowanie się w umowę nuklearną z Iranem, odwołanie niezależności energetycznej podkreślonej przez eliminację rurociągu Keystone, czy pobłażliwość dla lewicowych anarchistów na ulicach miast. Sygnatariusze listu podważają też uczciwość przeprowadzenia wyborów w ubiegłym roku.

CZYTAJ TAKŻE: Rewolta przeciw współczesnemu światu

„Pod Kongresem Demokratów i obecną administracją nasz kraj skręcił ostro w lewo w kierunku socjalizmu i marksistowskiej formy tyranii” – piszą oficerowie.

„Bieżąca Administracja rozpoczęła w dyktatorski sposób na pełną skalę zamach na nasze prawa konstytucyjne, omijając Kongres, z ponad 50 szybko podpisanymi rozkazami wykonawczymi, z których wiele odwróciło skuteczną politykę i przepisy poprzedniej administracji” – piszą emerytowani oficerowie, dodając, że Biden podpisał w pierwszych 100 dniach prezydentury największą ilość zamówień od czasu prezydenta Franklina D. Roosevelta.

„Działania związane z kontrolą populacji, takie jak nadmierne blokady, zamykanie szkół i przedsiębiorstw oraz najbardziej alarmująca, cenzura wypowiedzi pisemnych i ustnych, są bezpośrednim atakiem na nasze podstawowe prawa” – wskazują.

Byli wojskowi apelują w związku z tym do rodaków o odrzucenie skrajnie lewicowych polityków i doprowadzenie do zastąpienia ich takimi, którzy „przywiązują wagę do odpowiedzialności fiskalnej i praw jednostki ponad socjalistyczny kolektywizm”. Wskazują w tym kontekście historyczny ruch, który doprowadził do powstania Tea Party w XXI wieku.

„Stawką jest przetrwanie naszego Narodu i jego cenionych wolności, wolności i wartości historycznych” – podsumowują amerykańscy generałowie.

Wśród autorów dokumentu są m.in.: były doradca prezydenta Ronalda Reagana ds. Bezpieczeństwa narodowego John Poindexter, były zastępca podsekretarza obrony prezydenta George’a W. Busha William Gerald Boykin i emerytowany generał brygady armii Donald Bolduc, który obecnie kandyduje do Senatu w New Hampshire.

Do listu odniosła się m.in. Hillary Clinton, była pierwsza Dama Stanów Zjednoczonych i sekretarz stanu USA w administracji Baracka Obamy. „Dziwaczne, haniebne i nieprawdziwe” - napisała na Twitterze.

Apel wojskowych podczas tzw. Strajku Kobiet

Co ciekawe, w momencie największego napięcia związanego z tzw. Strajkiem Kobiet, apel wystosowali także polscy wojskowi. „Wprowadzane są rozwiązania skutkujące ogromnym niezadowoleniem społecznym. Zaostrzenie przepisów aborcyjnych wywołało sprzeciw obywateli i masowe protesty uliczne” - czytamy w apelu, jaki generałowie i admirałowie w stanie spoczynku skierowali w niedzielę m.in do rządzących. Pod listem podpisało się ponad 200 osób.

CZYTAJ TAKŻE: Lista marek, które wsparły tzw. strajk kobiet

W apelu czytamy: „W czasie rozwijającej się pandemii, groźby niewydolności służby zdrowia i kryzysu gospodarczego wprowadzane są rozwiązania skutkujące ogromnym niezadowoleniem społecznym. Zaostrzenie przepisów aborcyjnych wywołało sprzeciw obywateli i masowe protesty uliczne. Dalsza eskalacja działań, podsycanie i nieodpowiedzialne zachowania polityków doprowadzi do tragicznych i nieodwracalnych konsekwencji”. Generałowie piszą dalej, że obawiają się rozlewu krwi na ulicach polskich miast. Dlatego przestrzegają przed konsekwencjami obecnych napięć społecznych.

 

Narodowcy.net / nlad.pl, polsatnews.pl, defence24.pl, dorzeczy.pl, wpolityce.pl, wiadomosci.wp.pl

Bartosz Florek

Czytaj Wcześniejszy

Represje wobec Polaków na Białorusi nie ustają. Aresztowani poddawani są torturom

Czytaj Następny

Młodzież Wszechpolska broni rolników i górników. Wystawiono symboliczne szubienice

Zostaw Odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *