Wczoraj ulicami Warszawy przeszedł tzw. „strajk kobiet”. Tłum skierował się na plac Powstańców Warszawskich, pod siedzibę Telewizji Polskiej. Policja była zmuszona użyć gazu pieprzowego, gdy protestujący z Martą Lempart na czele próbowali przerwać policyjny kordon.
Przez ostatnie tygodnie przez ulice polskich miast przechodziły tzw. „strajki kobiet”. Wykrzykiwane były różnego rodzaju hasła, w tym znane już wszystkim „To jest wojna!”. Cóż, jak jest wojna to muszą być i ofiary. W środę część ludzi uczestniczących w manifestacji przekonała się na własnej skórze czym są „środki przymusu bezpośredniego” stosowane przez służby mundurowe.
„To jest wojna!”, ale policja nie ma prawa używać przemocy wobec nas
Hipokryzja wylewające się ze środowiska „strajkowego” nie zna granic. „Protestujące” naśmiewały się z brutalności policji podczas zeszłotygodniowego Marszu Niepodległości (oraz z podnoszonych głosów o policyjnych prowokacjach). Wtedy to funkcjonariusze pałowali mitycznych „faszystów”, więc byli tymi dobrymi. Jednakże wczoraj znowu stali się sługusami „dyktatora”. Trzeba zadać sobie pytanie. Co się właściwie stało, że funkcjonariusze stali się znowu „partyjną policją”, a z liberalnych mediów idzie przekaz jakoby Warszawa stała się Mińskiem?
CZYTAJ TAKŻE: Analiza postulatów tzw. “Strajku Kobiet”
Demonstracja zaczęła się od około godz. 18:00. Tłum skierował się w stronę budynku Telewizji Polskiej, na placu Powstańców Warszawskich. Demonstranci zostali otoczeni przez kordon policjantów. Gdy tłum chciał przełamać formację funckjonriuszy, policjanci użyli gazu pieprzowego. Tzw. „przywódczyni strajku” Marta Lempart była w pierwszej linii, więc strumień gazu dosięgnął i ją. Spryskana miała zostać również posłanka Lewicy Magdalena Biejat.
Nagrania z miejsca zdarzenia wskazują jasno, że demonstranci byli stroną prowokującą zajścia. Napierali na funkcjonariuszy policji nie szczędząc przy tym wulgarnych słów. Można stwierdzić, że słowa o walce i wojnie w końcu zostały wprowadzone w czyn, jednak rzeczywistość szybko je zweryfikowała.
45 sekund przed użyciem gazu. Marta Lempart krzyczała przez megafon „krok do przodu” następnie tłum się posłuchał i jeszcze bardziej napierał na policję, więc użyli gazu.
Na nagraniu widać wszystko. Lemaprtowa ponosi odpowiedzialność za całą sytuację. pic.twitter.com/5jREwdcjuG— Patryk „Skju” Sykut (@PatrykSykut) November 18, 2020
Gdyby w Niemczech ktoś tak wyzywał Policję jak M.Lempart to już siedziałby w areszcie jak poseł Protasiewicz na lotnisku. Prawda Panie Ambasadorze @Amb_Niemiec? pic.twitter.com/ZwyBdmPGVb
— Maciej Stańczyk (@stanczykmaciej) November 18, 2020
Nieumundurowani policjanci podjęli czynność legitymowania wobec jednego z agresora na Placu Powstańców Warszawy. Nastąpiła próba odbicia mężczyzny. Policjanci użyli siły fizycznej. Osoba został zatrzymany.
— Policja Warszawa (@Policja_KSP) November 18, 2020
Zanim ocenimy policjanta, warto zadać sobie pytanie. Dlaczego użył pałki teleskopowej? Oglądając wydarzenia, warto dotrzeć do wszystkich nagrań. W tym przypadku nastąpiła próba wyrwania pałki. Reakcja policjanta była zdecydowana. pic.twitter.com/wDkBoLMiE5
— Policja Warszawa (@Policja_KSP) November 19, 2020
Następnego dnia podczas konferencji prasowej Marta Lepmart nie szczędziła słów krytyki wobec policjantów:
Dostałam gazem od panów, którym pan Kaczyński nakazał pacyfikację naszej demonstracji. Oni nie wykonywali tam obowiązków policji, bo policja ma prawo odmówić wykonania bezprawnego rozkazu.
To już nie jest policja. To już jest prywatna ochrona, jaką ma Orban na Węgrzech.
Czy aby na pewno? Lempart zapomniała, że nie została przyjęta do ABW i nie może wydawać rozkazom policjantom. Zaiste jest wielka dyktatura, gdy zwykły cywil nie może dyrygować funkcjonariuszom. Jej buta i arogancja wylewa się z poniższego nagrania.
CZYTAJ TAKŻE: Lewaccy rewolucjoniści perfidnie próbują wykorzystać polskie kobiety
Zachęcanie innych osób do konfrontacji z policją, podburzanie do zachowań zagrażających bezpieczeństwu, prowokowanie sytuacji konfliktowych. Kolejny czytelny i jasny przykład takiego postępowania ze strony protestujących. pic.twitter.com/uJ8TPlFV9Z
— Policja Warszawa (@Policja_KSP) November 19, 2020
Elokwencja i kultura prawdziwej kobiety, która uważa się za sumienie i orędowniczkę praw wszystkich innych pań. pic.twitter.com/6sf9AKxMfn
— Patryk „Skju” Sykut (@PatrykSykut) November 19, 2020
Popychanie policjantów, szarpanie, uderzanie drzewcem od flagi, a nawet w przypadku widocznego na nagraniu mężczyzny z plecakiem atakowanie funkcjonariuszy miotaczem gazu to wczorajsze zachowania części protestujących. Później takie osoby mówią o agresji ze strony policjantów. pic.twitter.com/uim6DloEyb
— Policja Warszawa (@Policja_KSP) November 19, 2020
Podręcznikowy przykład hipokryzji
Wydarzenia z wczoraj i dzisiejsze komentarze aborcjonistek są modelowym przykładem hipokryzji. Jak można krzyczeć, wzywać do wojny, atakowania policji i nie ponieść za to odpowiedzialności. Gdy w końcu doszło do pierwszego starcia w ramach zapowiadanej od kilku tygodni konfrontacji protestujący wylewają swoje żale w mediach społecznościowych, środkach masowego przekazu. Jeśli użycie gazu sprowadza Polskę do standardów białoruskich, to strach pomyśleć co się stanie gdy policja użyje broni gładkolufowej. Nie trzeba długo myśleć, bo tak się już stało. Dokładnie 11 listopada podczas Marszu Niepodległości. Ale to wtedy była inna sytuacja.
CZYTAJ TAKŻE: Liderka tzw. strajku kobiet o atakach na kościoły: nie mam żalu, że tak się stało
Dla narodowców pałowanie to była kwestia biologiczna, naturalna, pałowanie jak pałowanie. Dla Julek to była tragedia, dramatyczne doświadczenie, metafizyka - napisała Młodzież Wszechpolska na swoim Facebooku.
CZYTAJ TAKŻE: “Byt kształtuje świadomość”. Marks miał trochę racji – rzecz o “rewolucji julek”
narodowcy.net/wydarzenia.interia.pl/wpolityce.pl



