Bo są równi i równiejsi. Rozpracowywanie Młodzieży Wszechpolskiej, bezkarna policja i niesprawiedliwe sądy

W piątek na portalu „Nowy Ład” ukazał się artykuł opisujący kontrowersyjne przesłuchania działaczy Młodzieży Wszechpolskiej w związku z niezakończoną od 2017 roku sprawą „politycznych aktów zgonu”. Przesłuchujących interesowały m.in. obecny stan zdrowia byłego prezesa MW, wewnętrzna struktura organizacji, nazwiska oraz adresy obecnych członków jednego z wydziałów czy rola jaką odgrywali w organizacji cztery lata temu wiodący politycy jednej z opozycyjnych partii parlamentarnych. Przy tej okazji dokonaliśmy także pobieżnego przeglądu bezkarnych działań policji wobec środowiska narodowego z ostatnich lat oraz rażąco niesprawiedliwych wyroków sądów wydawanych przez ideologicznie zaangażowanych sędziów.

W 2017 roku wszechpolacy przeprowadzili akcję protestacyjną przeciw deklaracji prezydentów dużych miast, którzy wyrazili chęć przyjmowania nielegalnych imigrantów. Polegała ona na wystawieniu „politycznych aktów zgonu”, które przypominały prawdziwe dokumenty, gdzie oprócz danych polityków znajdowały się informacje o dacie, godzinie i miejscu zgonu, odpowiadającym momentowi podpisania deklaracji wyrażającej gotowość do przyjęcia imigrantów. Za przyczynę „zgonu politycznego” uznano „liberalizm, multikulturalizm, głupotę” - z sondażu Instytutu Badań Pollster z 2017 roku wynika, że w tamtym czasie 71 proc. badanych sprzeciwiało się przyjmowaniu imigrantów z państw muzułmańskich.

Sprawą zajęła się prokuratura, która prowadziła śledztwo pod kątem możliwości popełnienia przestępstwa z artykułów Kodeksu karnego dotyczących gróźb, publicznego nawoływania do nienawiści, znieważenia symboli państwowych oraz znieważenia o podłożu ksenofobicznym bądź rasistowskim.

Pierwotnie wszystkie wątki w sprawie zostały umorzone. Prokuratura uznała, że publikacja grafik przedstawiających „akty politycznego zgonu” stanowiła „formę wyrażenia poglądów politycznych bądź bardziej zasygnalizowanie niezadowolenia z podejmowanych przez prezydentów miast inicjatyw”.

Jednak na taką decyzję w 2018 roku do prokuratury wpłynęło siedem zażaleń, które nie trafiły jednak od razu do sądu. Śledczy zdecydowali się na dokonanie dodatkowych czynności, które trwały blisko rok.  Ostatecznie złożona została skarga na przewlekłość działań i prokuratura przekazała do sądu zażalenia prezydentów. Sąd Okręgowy w Gdańsku po rozpatrzeniu zażaleń zobligował prokuraturę do uzupełnienia materiału dowodowego oraz przesłuchania kolejnych świadków.

Następnie w drugiej połowie 2020 roku rozpoczęło się trwające do dziś masowe wzywanie na przesłuchania w charakterze świadków działaczy Młodzieży Wszechpolskiej i osób powiązanych z organizacją. Do tej pory na przesłuchania zostało wezwanych niemal 200 działaczy z całej Polski.

Pytania zadawane członkom MW dotyczyły struktur, ich funkcjonowania oraz osób pełniących różne funkcje w organizacji. Oprócz tego przedstawicieli organów ścigania interesowało m.in. kto prowadzi stronę internetową www.mw.org.pl, a także ustalenie zależności pomiędzy członkami organizacji i wydobycie informacji na temat procesów decyzyjnych. Usiłowano również zdobyć informacje o szefostwie organizacji, na czele z jej prezesem oraz ewentualnej wewnątrzorganizacyjnej opozycji. Działaczy pytano o stosunek do mniejszości występujących w Polsce, innych narodowości, muzułmanów, a także do przyjmowania uchodźców i imigrantów, ze szczególnym naciskiem położonym na tych z Bliskiego Wschodu.

Ponadto proszono o np. przedłożenie do protokołu przesłuchania wykazu członków MW. Pytano o nazwiska i adresy obecnych członków wydziału propagandowego organizacji oraz jak on obecnie funkcjonuje. Forma pytań zmierzała również do uzyskania informacji dotyczących poszczególnych struktur terenowych, ich działaczy, a także osób decyzyjnych. Szczególnie szokującym przypadkiem jest pytanie o obecny stan zdrowia byłego prezesa Młodzieży Wszechpolskiej.

Ze strony policji i prokuratury dochodziło, jeśli nie do nadużyć, to przynajmniej „złośliwości” typu: wzywanie na przesłuchanie praktycznie z dnia na dzień poprzez osobistą wizytę funkcjonariuszy w miejscu zamieszkania, wydzwanianie do byłych pracodawców, zapętlanie pytań i przetrzymywanie na komendzie nawet po 7-8 godzin. Pytania „zwykłe” zadawane były po kilka razy w różnych formach, np. o zadania pełnione w ramach MW. Po dłuższym czasie i zmęczeniu przesłuchiwanego zadawano pytania „podchwytliwe”, np. o „ukryte” znaczenie akcji wystawienia „politycznych aktów zgonu” – czytamy na łamach „Nowego Ładu”. Łącznie na jednym przesłuchaniu zadawano przeciętnie po ok. 200 pytań.

Zadawane pytania były w dużej części nieistotne z punktu widzenia prowadzonego postępowania i w wielu przypadkach mogły sugerować odpowiedź, co naruszałoby przepis art. 171 § 4 k.p.k. Szczególnie szokującym przypadkiem jest pytanie o obecny stan zdrowia byłego prezesa Młodzieży Wszechpolskiej.

(…) celem pytań kierowanych do przesłuchiwanych osób nie było ustalenie stanu faktycznego w związku z hipotetycznie możliwym popełnieniem przestępstwa, ale możliwie jak najgłębsze inwigilowanie czy uzyskanie jak największej ilości informacji dotyczących struktur, działaczy i zasad funkcjonowania Młodzieży Wszechpolskiej. Ponadto pytania dotyczyły innych organizacji z szeroko pojętego ruchu narodowego – Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, Ruchu Narodowego i Obozu Narodowo-Radykalnego oraz osób z nimi powiązanych. Przesłuchujących interesowały wiodące postaci jednej z parlamentarnych partii opozycyjnych – Krzysztofa Bosaka i Roberta Winnickiego oraz ich pozycja w strukturze Młodzieży Wszechpolskiej w 2017 roku – poinformowano w artykule.

Do sprawy odniósł się już na Twitterze jeden z ww. polityków – Krzysztof Bosak.

Sprawa jest ciekawa, ponieważ funkcjonariusze policji, na polecenie – jak rozumiem – prokuratury, wypytują także o mnie i @RobertWinnicki. Policjanci sami w rozmowach przyznają, że to najbardziej szczegółowe przesłuchania jakie kiedykolwiek przyszło im prowadzić. Dziesiątki pytań – napisał Bosak.

Przypomnijmy, że w 2018 roku powstał międzyresortowy zespół do spraw „walki z przejawami faszyzmu i innych ideologii totalitarnych”. W jego skład weszli przedstawiciele prokuratury, policji i ABW. Była to reakcja na „aferę wafelkową” będącą prawdopodobnie zwykłą prowokacją.  W tym samym czasie rozgrywała się (prawdopodobnie) dużo poważniejsza operacja informacyjna przeciwko Polsce związana m.in. z ustawą o IPN. O aktywności międzyresortowego zespołu nie wiadomo zbyt wiele, ale podejrzewać można, że prowadzone przeciwko wszechpolakom działania są jakoś z nim powiązane.

Wątpliwa wydaje się możliwość skazania kogokolwiek za happening o tak oczywistym wydźwięku symbolicznym, jak wystawienie „politycznych aktów zgonu”. Bardzo prawdopodobne jest z kolei, że pewne ośrodki wewnątrz służb oraz powiązane z nimi kręgi, m.in. polityczne, traktują tę sprawę jako przyczynek do zbierania „kompromatu” na Młodzież Wszechpolską i inne organizacje środowiska narodowego, które ze względu na wyrazistą ideologię w chwili potencjalnego przyszłego przesilenia polityczno-ideologicznego stanowić mogą doskonałego „kozła ofiarnego” - regularnie przecież ze strony lewicowo-liberalnej powtarzane są apele o ich delegalizację. Forma przesłuchań i zadawane na nich pytania wskazują  na chęć wymuszenia na przesłuchiwanym wypowiedzenia „kontrowersyjnego” poglądu lub zdradzenia informacji nt. wewnętrznej struktury jego organizacji przez zapętlanie zadawanych pytań, długie przesłuchania, podchwytliwe sformułowania, pytanie o powszechnie znane fakty jak np. treść i przesłanie banerów prezentowanych  na poszczególnych manifestacjach. Ponadto warto nadmienić, że niemal nieograniczone możliwości inwigilacyjne polskich służb specjalnych (będące „fenomenem” na skalę europejską) budzą w kontekście powyższych działań bardzo poważne obawy. Sprawa kontrowersyjnych przesłuchań wymaga oczywiście jak najpilniejszego wyjaśnienia. Wpisuje się ona jednak w szerszy trend obecny w działaniach organów ścigania w naszym kraju.

Organy ścigania i sądy wobec narodowców poczynają sobie śmielej

Na pierwszy ogień weźmy sytuację, jaka miała miejsce po proteście ws. roszczeń żydowskich w Żegocinie. Jedna z jego uczestniczek (działaczka MW) po dwóch latach uciążliwego śledztwa stanęła przed sądem za... trzymanie karteczki z napisem „Gdy Polacy budowali, Żydzi z UB mordowali” (przypomnijmy, że jak ustalił dr Krzysztof Szwagrzyk w „Biuletynie IPN” w 2005 r., z 450 osób pełniących w latach 1944–1954 wysokie funkcje w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego było 167 osób pochodzenia żydowskiego, czyli 37 proc.). Po kuriozalnym procesie de facto uznano ją za winną wzywania do nienawiści na tle różnic narodowościowych z warunkowym umorzeniem postępowania. Dodajmy, że śledztwo wszczęto niemal równo rok po akcji (w 2019 roku), akurat w czasie pisania matur przez oskarżoną... Podobnych przypadków wszczynania postępowań wobec działaczy MW absurdalnych śledztw w „odpowiednim” czasie (takim jak właśnie czas pisania matur) jest na pęczki.

Podobnie latami ciągną się sprawy ws. blokad parad LGBT, a wydawane wyroki rażąco różnią się od wyroków wydawanych np. w przypadku blokad marszów środowisk narodowych.

W lipcu 2020 roku sąd w Lublinie wymierzył karę trzech miesięcy więzienia Marcinowi S., którego uznał winnym udziału w zbiegowisku zakłócającym Marsz Równości we wrześniu 2019 roku. Sędzia wskazał, że „nie podejmował aktywnych działań”, ale „w sensie prawnym brał czynny udział w zbiegowisku”.

Jego zachowanie polegało wyłącznie na trzymaniu banera, nie wykazywał agresji wobec innych osób, sąd to poczytał jako okoliczność łagodzącą – powiedział sędzia.

Trzy miesiące więzienia. Za trzymanie banera.

Dla kontrastu - sędzia Wanda Jankowska-Bebeszko uniewinniła kilkudziesięciu Obywateli RP blokujących legalną demonstrację środowisk narodowych w 2017 roku.

Jeśli organy państwowe nie mają nadzoru nad skrajnymi ugrupowaniami, to obywatele mogą sprzeciwiać się ich działalności – argumentowała w 2019 roku Jankowska-Bebeszko. Sędzia stwierdziła, że na marszu upamiętniającym rocznicę Bitwy Warszawskiej wznoszone hasła „wprost nie odnosiły się do faszyzmu”, ale „nawoływały do przemocy i nienawiści do środowisk mających odmienne poglądy”. Wznoszone tego dnia hasła to m.in.: „W sierpniu roku 20 Polak pobił czerwonego”, „Lance do boju, szable w dłoń, bolszewika goń, goń, goń”, „Duma, duma, narodowa duma” i „Raz sierpniem, raz młotem czerwoną hołotę”.

Później tam sama sędzia postanowiła, że mężczyzna, który podczas tzw, „Strajku Kobiet” chciał rozjechać policjantów furgonetką, nie trafi do aresztu.

Autor za uczestnictwo w jednej z blokad parad LGBT skazany został na grzywnę ok. 500 zł za zakłócenie przebiegu niezakazanego zgromadzenia. W sali obok Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia w tym samym czasie odbywała się rozprawa kobiet oskarżonych dokładnie o to samo w odniesieniu do zakłócenia przebiegu Marszu Niepodległości w 2017 roku. Kobiety ukarane zostały karą grzywny w wysokości 200 zł. Tyle, że mojej apelacji sąd nie uwzględnił, a „antyfaszystki” w 2019 roku zostały... uniewinnione. Sąd w uzasadnieniu wskazał, że z analizy materiału dowodowego wynika, że kobiety nie miały zamiaru przeszkadzać maszerującym narodowcom i „nie ma podstaw, żeby je skazać”. Sędzia powoływał się na wolność wyrażania poglądów opisaną w artykule 54 konstytucji. Różnica była jeszcze taka, że naszą blokadę policja brutalnie spacyfikowała w ok. 10 minut i de facto nawet nie wstrzymała ona pochodu, a protestujące w 2017 roku kobiety weszły z prowokacyjnym banerem („Faszyzm stop”) w sam środek całkowicie niepilnowanego przez policję ogromnego marszu, w którym uczestniczą ludzie o różnych charakterach (także bardziej „bojowych”), co miało ogromny potencjał eskalacyjny...

Niedawno doszło także do skazania na kary ograniczenia wolności od 14 miesięcy do półtora roku działaczy MW za „pobicie” w Radomiu w 2017 roku Andrzeja Majdana, członka KOD. O sprawie pisały nawet media np. w Kanadzie. Wszystko za sprawą jednego zdjęcia, zrobionego w odpowiednim momencie. Na miejscu absolutnie do żadnego poważniejszego starcia nie doszło. Jak stwierdził sam „pobity” w rozmowie z „Newsweekiem”: Wszystko trwało jedną, dwie sekundy. Dostałem tu - nad prawym kolanem i tu, nad lewą ręką. Jeszcze złapałem jednego za nogę. Przewrócił się. Wcześniej sam Majdan usiłował kopnąć gonionego chłopaka, co zostało uwiecznione na zdjęciach. A cała szarpanina wynikła z tego, że właśnie Majdan chwycił chłopaka za nogę i przewrócił - następnie był on przetrzymywany siłą na ziemi  w bramie i nawet podduszany, aby się nie wyrwał.

Skąd więc taki kuriozalny wyrok? Okazuje się, że wydająca go sędzia Wioletta Łepecka otwarcie sympatyzuje z Komitetem Obrony Demokracji, na co zresztą zwracał uwagę prokurator Justyna Domagała-Szlaga, zastępca prokuratora rejonowego Radom-Wschód. Prokurator napisała nawet do prezes Sądu Rejonowego w Radomiu wniosek o wyłączenie sędzi, argumentując, że „istnieją okoliczności mogące wywołać uzasadnioną wątpliwość co do bezstronności sędziego”.

Według prokuratorki sędzia notorycznie uchylała pytania oskarżyciela publicznego, uniemożliwiając mu wręcz pełnienie tej roli, bezzasadnie ocenia pytania oskarżyciela „jako sugerujące i niemające znaczenia dla wyjaśnienia okoliczności sprawy”, a zapisy w protokołach z rozpraw wykonywane były tendencyjnie i „nie oddają prawdziwego sensu słów wypowiadanych tak przez świadków, jak oskarżonych”. Z posiadanej wiedzy o tym, jaka atmosfera panuje w radomskich sądach, prezentuję stanowisko, iż Wioletta Łepecka sympatyzuje z poglądami wyrażanymi przez KOD, zwłaszcza z poglądami na polskie sądownictwo. Ma to wyraz w nieobiektywnym traktowaniu stron i prowadzeniu procesu na korzyść Andrzeja Majdana, którego obrońcą jest kolega, jeśli nie przyjaciel Sędzi Wioletty Łepeckiej – adw. Tomasz Burda - twierdziła prokurator. Jej wniosek uznano ostatecznie za „niezasadny”.

Podobnie zaangażowana ideologicznie okazała się sędzia Sądu Rejonowego w Płocku Agnieszka Warchoł, która  uniewinniła trzy osoby oskarżone w procesie o obrazę uczuć religijnych, w związku z rozlepianiem w 2019 roku nalepek z wizerunkiem Matki Bożej Częstochowskiej z tzw. „tęczową” aureolą. Sąd uznał m.in., że zachowanie oskarżonych kobiet nie wypełniło znamion zarzucanych czynów, w tym działania intencjonalnego. Okazało się, że Warchoł w listopadzie 2020 roku w audycji Agnieszki Olczyk na falach radia Płock FM pt. „Gra wstępna powinna zaczynać się rano” pochwaliła się związkiem z Mariuszem Pogonowskim, aktorem i radnym, który zdobył mandat z listy KO w 2018 roku, a rok później bez skutku kandydował na posła z tej samej listy. Sędzia wystąpiła razem z politykiem, nie ujawniając jednak swojej profesji. Mariusz Pogonowski jako radny działa aktywnie na rzecz LGBT, wnioskował m.in., by nie głosować nad poparciem projektu uchwały ws. obrony tradycyjnych wartości przeciwko ideologii LGBT.

W Bielsku-Białej w drugiej połowie sierpnia wylano wiaderko wody na stoisko lewicowców i skrojono jedną tęczową flagę. W efekcie prokuratura wszczęła śledztwo. 1 września policjanci weszli do domów lokalnych liderów Młodzieży Wszechpolskiej - prezesa i wiceprezesa koła - w celu przeszukania. Przeszukań dokonano w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa z art. 281 kk, który stanowi: Kto, w celu utrzymania się w posiadaniu zabranej rzeczy, bezpośrednio po dokonaniu kradzieży, używa przemocy wobec osoby lub grozi natychmiastowym jej użyciem albo doprowadza człowieka do stanu nieprzytomności lub bezbronności, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10. Przypomnijmy, chodziło o jedną tęczową flagę o wartości ok. 10 zł. U jednego z nich znaleziono podobną saszetkę, tzw. nerkę, jak u jednego z napastników zarejestrowanych na monitoringu. Właściciel nerki, wiceprezes koła i licealista, aresztowany został następnego dnia o 7 rano.

Policjanci otoczyli jego dom rodzinny, skuli w kajdanki i odprowadzili, jak zapowiadali, na 48 godzin do aresztu. Na pytania matki dlaczego to robią, odpowiedzieli - „To jest sprawa polityczna”.

Grozili wiceprezesowi naszego koła 3 miesiącami w areszcie, zastraszali go, mówili, że trafi do celi z groźnym przestępcą, któremu „nie wiadomo czy się dziury nie zachce”. Dodatkowo zabrano mu telefon, którego wciąż nie odzyskał, próbowano go przekonać, że koledzy go zdradzili. Dużo krzyczeli - dowiedziałem się od jednego z działaczy bielskiego koła Młodzieży Wszechpolskiej. Po interwencji prawnika z Ordo Iuris zatrzymany działacz MW został wypuszczony wieczorem tego samego dnia. Policjanci zapowiedzieć mieli jednak, że to dopiero początek i dali do zrozumienia, że niedługo do aresztu trafi także prezes lokalnej struktury, który akurat w tym czasie przebywał zagranicą.

I na zakończenie - zeszłoroczny Marsz Niepodległości, na którym  policja zachowywała się zupełnie inaczej niż w latach poprzednich. Uniemożliwiła sprawne przeprowadzenie wydarzenia w pierwotnie zakładanej formie, a następnie podejmowała brutalne działania wobec uczestników manifestacji oraz dziennikarzy. Choć to oczywiście nie jedyne wydarzenie, podczas którego policja sobie „pofolgowała” wiedząc, że ma naprzeciw siebie narodowców - niech wystarczy wspomnieć brutalną pacyfikację kontry do parady LGBT w Rzeszowie w 2018 roku.

CZYTAJ TAKŻE: Brutalne działania policji wobec uczestników Marszu Niepodległości i dziennikarzy [+WIDEO/+FOTO]

Tuż przed rozpoczęciem Marszu Niepodległości nie dopuszczano kierowców do miejsca startu wydarzenia, które miało odbyć się w formie samochodowej, nakazując im zawrócić lub zaparkować pojazd. Dlatego spora część uczestników Marszu wzięła w nim udział pieszo. Wcześniej podczas rozmów z organizatorami policja ustaliła pięć wariantów tras samochodowych. Sygnalizowała również, że zdaje sobie sprawę, że pewna część świętujących poruszać się będzie na własnych nogach. Wszystko wskazuje, że od początku dążono do eskalacji napięcia.  Policja odeszła od niekonfrontacyjnej taktyki stosowanej od 2015 roku, która najzwyczajniej w świecie się sprawdzała.

Wiele wskazuje na to, że niektóre zajścia zostały sprowokowane przez mundurowych (czasem nieumundurowanych). W niektórych przypadkach funkcjonariusze podejmowali interwencję bez wyraźnego powodu. Grupy tajniaków wyposażonych w pałki teleskopowe atakowały tłum manifestantów, a na dworcu Warszawa Stadion w pewnej chwili utworzone zostało nawet coś na wzór ścieżki zdrowia, w której pałowani byli również dziennikarze. Niektórych zatrzymanych zmuszano do klęczenia przed funkcjonariuszami.

Słynne starcie w bramie nad którą wisiała reklama salonu Empik miało zostać sprowokowane przez zamaskowanych mężczyzn znajdujących się po jej drugiej stronie i później ochranianych przez policję. Na nagraniu z monitoringu opublikowanym przez MSWiA widać ponadto grupę mężczyzn w podobnie założonych opaskach, którzy po zniszczeniu barierek wtapiają się w tłum (po 6 minucie nagrania), co wygląda na działanie obliczone na eskalację napięcia.

Jak opisywałem na łamach „Nowego Ładu”, fotoreporter „Tygodnika Solidarność” Tomasz Gutry postrzelony został z broni gładkolufowej w twarz. O Gutrę upomniała się jego „firma” – Solidarność – i dlatego zrobiło się o nim głośno.

Nikt się nie przejął innym postrzelonym mężczyzną, który prawdopodobnie stracił oko. Nikt się nie przejął dziesiątkami gazowanych i pałowanych bez litości narodowców, kiboli i „chuliganów”. Bo te zwykłe chłopaki i dziewczyny nie mają za sobą nikogo i służby czują się wobec nich bezkarne. Nikt nie ma interesu politycznego, żeby podnosić ich sprawę, sprawiedliwość jest jedynie narzędziem, czczym frazesem wykorzystywanym w walce o władzę. W Polsce równość obywateli wobec prawa to fikcja. Co prawda prokuratura Rejonowa Warszawa-Praga Południe wszczęła postępowanie dotyczące przekroczenia uprawnień bądź niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy policji w dniu 11 listopada, ale jako że sprawa nie jest „polityczna”, wątpliwym wydaje się skazanie w wyniku postępowania kogokolwiek.

W tym kraju prokuratura bez większej reakcji społecznej umorzyła śledztwo ws. postrzelonego w szyję i zabitego kibica w Knurowie stwierdzając, że policjanci „działali w ramach swoich uprawnień i kompetencji”. Dlatego policjant, który torturował w toalecie paralizatorem Igora Stachowiaka został po trzech miesiącach zawieszenia przywrócony do służby, czemu przyklasnęła Prokuratura Okręgowa w Poznaniu stwierdzając, że nie doszło do naruszenia nietykalności zatrzymanego (śledztwo później wznowiono). Dlatego nikogo specjalnie nie obeszła sprawa prowokacji policyjnych wymierzonych w umoczenie niewygodnego dla rządu „Starucha” w narkotyki. Dlatego nikogo specjalnie nie obeszła historia Moniki – 18-letniej nacjonalistki, która była molestowana na komendzie w 2018 roku po zatrzymaniu przed marszem 11 listopada.

Nie doczekaliśmy się wyjaśnienia sprawy np. prowokacji na Marszu Niepodległości w 2012 roku, czy zlecenia przez Bartłomieja Sienkiewicza, ówczesnego szefa MSW, podpalenia budki pod rosyjską ambasadą w 2013 roku – co ujawnione zostało w ramach tzw. afery taśmowej -  Paweł Wojtunik, ówczesny szef CBA, mówił: Znaczy Bartek ma ze mną taki problem, że Bartek się nauczył zarządzać wszystkim przez telefon. Nawet jak siedzieliśmy na tej trybunie, to szef BOR-u do niego telefonem, czy śmigłowiec nie może dalej latać. No ja pierniczę. No to minister. Jak on do mnie zadzwonił, czy może śmigłowiec dalej latać, czy nie. Jakbym go pierdyknął telefonem. (…) Widzisz, ale facet nauczył ich, że on dzwoni i on im rozkazuje. I tak samo poszli, spalili budkę pod ambasadą, bo minister osobiście wymyślił taką… wiesz z takiego…

Przed 2015 rokiem uczestnicy Marszu Niepodległości wielokrotnie padali ofiarą policyjnych prowokacji, co ukazano m.in. na dostępnym w serwisie YouTube filmie „Historia jednego marszu”. Nikt się nimi oczywiście nie zajął...

Cóż - w tym kraju są równi i równiejsi.

Dla narodowców pałowanie to kwestia biologiczna, naturalna, pałowanie jak pałowanie. Dla Julek to tragedia, dramatyczne doświadczenie, metafizyka - napisano ironicznie na Facebooku MW przy okazji tzw. Strajków Kobiet. Niektórzy chyba naprawdę tak myślą...

Narodowcy.net

Adam Szabelak

Czytaj Wcześniejszy

Andrzej Trzebiński: Udajmy, że istniejemy gdzie indziej

Czytaj Następny

Internetowa akcja #uwolnićPaniszewą

Zostaw Odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *