Black Lives Matter – amerykański sen

Przez ostatnie kilka dni najpopularniejszy hashtag na Instagramie to #BlackLivesMatter. Dołączany jest do postów prezentujących jednolity, czarny obraz, mający być hołdem dla Floyda George’a, który zmarł w wyniku interwencji policji oraz sprzeciwem wobec ucisku Afroamerykanów przez białych.

W ostatnim czasie media obiegł tweet Donalda Trumpa o uznaniu antify za organizację terrorystyczną przez władze amerykańskie, co jest kolejną tego typu obietnicą. Ma ona związek z ostatnimi zamieszkami w Minneapolis wszczętymi przez czarnoskórych obywateli USA i skrajną lewicę w proteście przeciw rasizmowi wobec czarnych. Jednakże, aby dobrze ocenić całą sytuację należy przejrzeć statystyki, poznać nieco historii i zastanowić się jak właściwie działa amerykański system. Pozwoli to zrozumieć dlaczego Stany Zjednoczone znalazły się w obecnej sytuacji, a ludność już dawno wyzwolona z niewolnictwa wciąż nie chce się zasymilować z resztą amerykańskiego społeczeństwa.

Zamieszki przybrały na sile do tego stopnia, że prezydent USA zapowiedział wyprowadzenie wojska na ulicę w celu ochrony obywateli oraz przestrzeni publicznej.

George Floyd to 46-letni czarnoskóry obywatel USA, który kilka dni temu zmarł w wyniku interwencji policjanta. Warto wspomnieć, że biały funkcjonariusz odpowiedzialny za nadużycia został już zatrzymany i poniesie konsekwencje swojego czynu. Sam Floyd, jak wykazała sekcja zwłok, zażywał  niedługo przed śmiercią narkotyki, takie jak metamfetamina czy fentanyl.

Czym jest antifa?

O ile zapewne niemal każdy prawicowiec, nacjonalista, konserwatysta podszedł z entuzjazmem do zapowiedzi prezydenta USA, o tyle należy być realistą co do możliwości jej sfinalizowania, ponieważ to nie pierwsza tego typu obietnica Donalda Trumpa.

Czym jest antifa? Sami siebie określają jako antyfaszyści, jednak tak naprawdę jest to radykalna, lewicowa bojówka działająca na całym świecie, nie uznająca jakiejkolwiek hierarchii czy władzy. Jej oddziały najczęściej są niesformalizowane, choć czasem „antyfaszyści” zrzeszają się w różnych stowarzyszeniach i organizacjach, np. Rozbrat. Biorą oni także czynny udział w wydarzeniach organizowanych przez partie polityczne i organizacje lewicowo-liberalne. Przykładem jest chociażby ich uczestnictwo w tzw. marszach równości.

Antyfaszyści określają swoją działalność jako apolityczną i antykapitalistyczną – i co z tego wynika (deklaratywnie) związaną z walką z korporacjami. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że fakty do tych deklaracji zupełnie nie przystają. Od lat bowiem antifa wspierana jest np. przez władze Poznania z prezydentem Jaśkowiakiem na czele. Rafał Trzaskowski natomiast organizuje za publiczne pieniądze (3,6 mln zł) „gimnastykę uliczną” lewicowym ekstermistom. Dodajmy do tego aktywne wspieranie środowisk LGBT przez antyfaszystów, które to środowiska dla międzynarodowych korporacji są wymarzonymi klientami. Najlepszym pracownikiem oraz konsumentem jest człowiek bez tożsamości, poczucia wspólnoty, któremu łatwiej jest się indentyfikować przez dany produkt. O takim stanie rzeczy mówił ostatnio Jeff Bezos, szef Amazona, który określa ryzyko powstania związków zawodowych w jego firmie na podstawie różnorodności rasowej pracowników.

Jeden z amerykańskich dziennikarzy John Nolte z Breitbart News stwierdza wprost, że media głównego nurtu próbują tuszować i wybielać działalność antyfaszystów. Za przykład podaje CNN, które broniło ataków antify na dziennikarzy (m. in. z CBS oraz NBC News, ale również niezależnych). Pisze również o powiązaniach Demokratów z lewicowymi ekstermistami. W Minneapolis, gdzie doszło do śmierci Floyda rządzą Demokraci, którzy zdaniem Noltego i innych republikańskich dziennikarzy, dają ciche przyzwolenie na działania ruchów takich jak antifa i Black Lives Matter, które dosłownie podpalają wiele amerykańskich miast i sztucznie napędzają nienawiść między różnymi grupami społecznymi. Przy tym wszystkim są wcześniej wspomniane media typu CNN, które z antyfaszystów robią bohaterów lub ofiary, w zależności od sytuacji.

Rozpieszczone mniejszości

W 778 numerze miesięcznika „Znak” ukazał się ciekawy artykuł autorstwa prof. Jonathana Haidta i prezesa Fundacji Praw Indywidualnych w Edukacji Grega Lukianoffa o tytule „Rozpieszczony Amerykański Umysł”. Autorzy opisują w nim trudności jakie można spotkać na amerykańskich uniwersytetach chcąc zachęcić studentów do dyskusji. Zaznaczają przy tym, że właśnie to jest rolą uniwersytetów – wymiana zdań, zderzenie poglądów, dyskusja. Jednak przez tzw. „mikroagresje” oraz „bolesne treści” wykładowcy mają często związane ręce, przez co nie mogą należycie wypełnić powołania swojego i uczelni. „Mikroagresje” stanowić mają treści, które z pozoru nie są złymi intencjami, ale mogą urazić innych. Przykładem tutaj jest pytanie Amerykanów azjatyckiego pochodzenia o miejsce narodzin, co mogłoby sugerować, że nie są Amerykanami. „Bolesne treści” natomiast są treściami, które mogą wywołać traumatyczne wspomnienia, więc wykładowcy powinni informować o nich studentów przed rozpoczęciem zajęć. Za przykład podano „Wszystko się rozpada” Achebe, w której występuje przemoc na tle rasowym, co mogłoby mieć negatywny oddźwięk w grupie studentów, którzy byli ofiarami rasizmu.

Biorąc pod uwagę ostatni przykład i odkrywając amerykańskie społeczeństwo, oglądając te wszystkie nagrania z różnych zajść ostatnich dni i wypowiedzi białych obywateli, celebrytów, polityków nie da się tego nie połączyć. Amerykanie, jak również wszystkie zachodnie społeczeństwa, są do bólu przeszyci świadomością o ciągle istniejącym na masową skalę problemie rasizmu, antysemityzmu czy ksenofobii. Wielu z nich przeprasza za samo bycie białym, a wszystko co mówią, mówią z ostrożnością, aby przypadkiem nikogo nie urazić. Takie zachowania blokują nie tylko dyskusję na uniwersytetach, ale również w społeczeństwach, co nakręca konflikty między różnymi grupami.

Obserwując korelację między przestępstwami a rasami, nie można nie zauważyć, że większość przestępstw popełniają czarnoskórzy obywatele Stanów Zjednoczonych. Sam George Floyd odbywał wcześniej kary m. in. za posiadanie narkotyków i grożenie bronią ciężarnej kobiecie.

zdjęcia na podstawie: ucr.fbi.gov/hoplofobia.info

Statystyki poszczególnych Stanów z 2017 roku przedstawiają się również na niekorzyść czarnych. W stanie Minnesota stanowią oni jedynie 5% społeczeństwa, przy czym stanowią 66% aresztowanych za rozboje i 57% morderców, których zidentyfikowano. Statystyki kilku wybranych Stanów prezentują się w poniższej tabeli:

źródło: hoplofobia.info

Liberalizm społeczny i gospodarczy Stanów Zjednoczonych

Za jedną z głównych wartości amerykańskiego społeczeństwa przyjęto wolność. Wolność, za którą szły prawa obywatelskie, równość wobec prawa, prawo do życia. Sformułowano to w Deklaracji Wirginii w 1776 roku jeszcze przed Deklaracją Niepodległości Stanów Zjednoczonych w tym samym roku. Każdy obywatel miał mieć również swobodny dostęp do wszelkich stanowisk i urzędów publicznych. Jeden z zapisów deklaracji mówił o tym, że obywatele USA zostali obdarzeni prawami przez samego Boga. Mogli również brać udział w wyborze władzy oraz w tworzeniu praw i ustaw. Zgłębiając postulaty Deklaracji USA można odnieść wrażenie, że była ona gruntu liberalna. To prawda, ale wtedy liberalizm był ideą, która dopiero się rozwijała. Władze jak i obywatele ówczesnych Stanów Zjednoczonych żyli w przeświadczeniu, że tworzą coś wyjątkowego na światową skalę. Coś, czego inne kraje mogą zazdrościć, a co mogło istnieć tylko w USA z racji na specyfikę powstawania państwa. Zjawisko to nazwano exceptionalism. Za promocją takiej formy organizacji społeczno-politycznej stały przez lata władze USA z prezydentami na czele. Abraham Lincoln po zwycięstwie nad Południem w 1863 roku powiedział, że Stany Zjednoczone są ostatnią i najważniejszą nadzieją rodzaju ludzkiego. Stwierdził, że należy stworzyć wzorcowe społeczeństwo ludzi równych. George Bush natomiast mówił, że Bóg powołał go do szerzenia amerykańskiego modelu wolności na świecie. Bardzo charakterystycznym dla amerykańskich liderów było łączenie amerykańskiego stylu życia z chrześcijaństwem w jego protestanckiej, wolnościowej formie.

Z czasem jednak pojęcie wolności nabierało coraz bardziej liberalnego i swawolnego charakteru. Doprowadziło to do np. publicznego przyzwolenia na rozwiązłość seksualną, a dziś wielu nie dziwią już masowe marsze degeneratów seksualnych. Uczestnicy życia uniwersyteckiego otwarcie negują istnienie tylko dwóch płci, a narkotyki stały się powszechną rozrywką nie tylko wśród młodzieży i imigrantów. Od swawoli jednostki dużo istotniejsze jest życie wspólnotowe. Jesteśmy ze swej natury do niego powołani. Już Arystoteles stwierdził, że człowiek to istota społeczna, która określa swoją tożsamość dzięki wspólnocie. Stanisław Brzozowski pisał, że Człowiek bez narodu jest duszą bez treści. Obojętną, niebezpieczną i szkodliwą. Natomiast bardzo znany cytat Romana Dmowskiego: Jestem Polakiem, więc mam obowiązki polskie. Są one tym większe im bardziej się do nich poczuwam, im wyższy typ człowieka przedstawiam interpretować można jako możliwość pełnego rozwoju jednostki tylko w obrębie narodu, czyli najwyższej formy wspólnoty. Praca dla naszej grupy motywować powinna do wzrastania intelektualnego, duchowego i fizycznego. Wojciech Kwasieborski twierdził, że najwyższym doczesnym celem człowieka jest naród, natomiast po śmierci jest nim Bóg. Wobec tych słów trzeba zdać sobie sprawę, że życie człowieka nie kończy się na ziemi, a życie narodu musi trwać nawet jeśli obecni jego członkowie umrą. Przecież po nich przyjdą następni.

Warto zauważyć, że monoetniczne społeczeństwa zwyczajnie nie doświadczają konfliktów na tle etnicznym, takich jak te, które targają teraz USA.  O tym jak ważne jest zachowanie jedności etnicznej po raz kolejny wypowiedział się ostatnio poseł Robert Winnicki:

W umysły Amerykanów wdarła się szturmem poprawność polityczna, czego przykładem są wcześniej wspomniane sprawy uniwersyteckie, gdzie zanika debata, a mówić można tylko o wybranych kwestiach. Nawet Kościół Katolicki w Stanach ulega poprawności politycznej i mimo utworzenia Komitetów ds. walki z rasizmem, ds. różnorodności kulturowych czy ds. afroamerykańskich, nie analizuje dogłębnie tematu narodowości, zmian społecznych czy różnic kulturowych. Natomiast chętnie wpisuje się w nurt liberalnego i politporawnego pojmowania rzeczywistości, o czym świadczy ostatnie oświadczenie Konferencji Biskupów USA.

Amerykański liberalizm nie kończy się jednak na światopoglądzie. Amerykanie cierpią również ze względu na duże niesprawiedliwości społeczne wynikające np. ze źle zorganizowanej służby zdrowia oraz nieprzygotowania na poważne kryzysy, takie jak ostatnia pandemia Covid-19. W marcu 2020 roku bezrobocie w USA wzrosło z 3,5% do 4,5%, natomiast już w kwietniu do 15%. Często można zauważyć skrajną przepaść pomiędzy różnymi grupami społecznymi – od skrajnej biedy i bezdomności przez życie od wypłaty do wypłaty aż po bogatych obywateli rodem z filmów o amerykańskim śnie.

Nowy Jork stał się jednym z epicentrów pandemii. Mimo, że pierwszy przypadek koronawirusa wykryto w USA już w styczniu, to reakcja władz była znikoma. W marcu Donald Trump stwierdził, że przywidywał rozwój zachorowań. Pytanie tylko, dlaczego nie zostały podjęte kroki odpowiednio wcześniej, aby zapobiec tak tragicznemu rozwojowi sytuacji. Według danych z Uniwersytetu Johna Hopkinsa w Baltimore na dzień 7 czerwca, liczba zgonów w USA z powodu koronawirusa wynosi niemal 110 tysięcy, a w szczytowym momencie umierało 3 tysiące zakażonych dziennie. Warto wziąć pod uwagę liberalne społeczeństwo organizowało protesty w wielu miastach Stanów Zjednoczonych przeciwko obostrzeniom związanym z pandemią, co tylko zwiększyło ryzyko rozprzestrzeniania się wirusa, podobnie jak marsz feministek w Hiszpanii na początku pandemii czy ostatnio Strajk Przedsiębiorców organizowany przez Pawła Tanajno lub protest antyszczepionkowców w Warszawie.

Sprywatyzowana służba zdrowia i system ubezpieczeń w Ameryce same w sobie są niewydolne i nieprzystosowane do potrzeb i możliwości finansowych pacjentów. Często nawet zwykłe usługi, jak zastrzyk, założenie opatrunku czy konsultacja z lekarzem pierwszego kontaktu są płatne. Niestety, dla wielu Amerykanów nieosiągalne. Jest to pokłosiem wolnościowego podejścia do służby zdrowia, o które zabiegają polscy liberałowie, często określający się mianem konserwatystów światopoglądowych. Służba zdrowia jest jedną z podstawowych instytucji służących zaspokajaniu potrzeb społeczeństwa, a także dbania o nie i zapobiegania chorobom. Pomijając już pandemię koronawirusa, wielu chorobom cywilizacyjnym Amerykanów dałoby się zapobiec przykładając się do większej promocji zdrowego stylu życia, racjonalnego odżywiania oraz… ograniczenia fast foodów. Według prognoz ekspertów z Harvardu do 2030 roku nawet 50% Amerykanów może cierpieć na otyłość, z którą związane są takie choroby jak miażdżyca, cukrzyca, problemy z układami oddechowym i krążenia.

Modny rasizm

Moda jest czymś co przemija po jakimś czasie, a zastępuje ją moda na coś innego. W dzisiejszych czasach można zauważyć modę nawet w życiu społeczno-politycznym. Jednym z modnych dziś zagadnień jest rasizm oraz przemoc. W Stanach Zjednoczonych moda ta stała się wręcz niebezpieczna, na co dowodem są wszystkie zamieszki, które obserwujemy od kilku dni. Zadziwiające jest to, że modzie tej ulegają osoby publiczne, których wcześniej raczej nie posądzalibyśmy o brak umiejętności analizy wydarzeń. Do instagramowej akcji BLM bowiem dołączyła się np. Joanna Jędrzejczyk, była mistrzyni UFC i wiele innych osób publicznych niezwiązanych wcześniej z polityką. Znamienne, że te same osoby nie solidaryzują się publicznie z gwałconymi przez afrykańskich imigrantów kobietami z Zachodniej Europy i Skandynawii. Nie solidaryzują się z zamordowanym 19-letnim Tommiem Lindthem, który stanął naprzeciw sudańskiego imigranta chcącego zgwałcić nieletnią dziewczynę. Ba, odgłosów solidarności nie było nawet dla Igora Stachowiaka, który niesłusznie oskarżony był brutalnie torturowany, a w końcu zabity przez polską policję. Tak samo solidarności nie ma z syryjskimi lub nigeryjskimi chrześcijanami, którzy każdego dnia walczą z groźnymi bojówkami, które bez zastanowienia mordują ludność cywilną. Coraz częściej można odnieść wrażenie, że dla osób publicznych, nawet deklarujących się jako konserwatyści różaniec i polska flaga są tylko symbolami pozwalającymi im się wyróżnić.

Podobnie jest z białymi z RPA, którzy są wywłaszczani z własnej ziemi, mordowani za kolor skóry przez czarnych, co pokrywa się z różnicami ekonomicznymi. Według szacunków od 1991 do 2010 roku doszło do niemal 12 tysięcy, czyli średnio 1700 rocznie, okrutnych ataków na farmy białych – zginęło w nich ok. 4 tys. osób. Przybrały one na sile, kiedy do podobnych zbrodni dochodziło w Zimbabwe Roberta Mugabe. Zarówno w jednym jak i w drugim kraju dochodziło do nich, a w RPA wciąż dochodzi, za cichym (a często nawet całkiem wyraźnym) zezwoleniu ze strony rządu.

Wśród działaczy Afrykańskiego Kongresu Narodowego oraz ich zbrojnego skrzydła Umkhonto we Sizwe (Włócznia Narodu) w czasach apartheidu popularna stała się przyśpiewka pod tytułem „Zabij Bura”. Popularyzował ją m. in. Peter Mokaba, który w rządzie Nelsona Mandeli pełnił funkcję wiceministra, a wcześniej przewodniczył młodzieżówce ANC. Przyśpiewkę śpiewano m. in. podczas pogrzebu Chrisa Haniego w 1993 roku oraz na wielkiej manifestacji w Khayelitsha dzień przed pogrzebem, gdzie została wykonana po raz pierwszy publicznie. 21 kwietnia tego samego roku w Gauteng Mokaba podczas manifestacji powiedział Niech to będzie jasne. To co mówiłem znaczyło “Zabij farmera, zabij Bura. Strzelaj aby zabić”. To jest nasza kultura; to jest nasza tradycja. Ci którzy się nie zgadzają mogą iść do piekła.

W roku 1992 zamordowano Godfreya Fredericka Lanza Heuera. Jego zabójcą był Murzyn Ntuthuko Chuene. Przed Komisją Prawdy i Pojednania zeznał, że inspiracją do zabójstwa byli działacze ANC śpiewający wcześniej wspomniane „Zabij Bura”. Stwierdził również, że byłby gotów zabić każdego białego, który stanąłby mu na drodze. Miesiąc od pierwszego publicznego śpiewania ataki na farmy wzrosły o 41%, a morderstwa na farmach o 135%.

Piosenka wróciła w nowym wydaniu po zdobyciu popularności przez Juliusa Malemę w południowoafrykańskiej polityce. W 2008 roku Malema został szefem młodzieżówki ANC. Dziś jest liderem Economic Freedom Fighters – trzeciej największej siły politycznej w RPA. W 2019 roku do Południowoafrykańskiej Komisji Praw Człowieka skierowana została skarga przez fundację FW De Klerk na Juliusa Malemę, który oskarżony został w związku ze swoją publiczną wypowiedzią na temat zabijania białych: Nie wzywam do mordowania białych ludzi, przynajmniej na razie. Sąd uznał, że wypowiedź nie zalicza się do mowy nienawiści i nie narusza praw białych ludzi. Fundacja natomiast stwierdziła w późniejszym oświadczeniu, że Komisja daje przyzwolenie na nawoływanie do zabijania białych w późniejszym czasie. Nawet ONZ stwierdziło, że wypowiedź Malemy może świadczyć o poparciu dla zabijania białych w przyszłości.

Nie sposób nie wspomnieć w tym miejscu o Januszu Walusiu, który próbując powstrzymać mordy na białych zabił Chrisa Haniego, czarnego komunistę. Hani w 1961 roku dołączył do zbrojnego skrzydła ANC. W 1967 natomiast odbył szkolenie w Związku Radzieckim, gdzie wraz z Nelsonem Mandelą szkoleni byli z działań partyzanckich i terrorystycznych. Później Hani uczestniczył w walkach wyzwoleńczych w Rodezji i zakładał oddziały ANC w RPA, m. in. w Kapsztadzie i Lesotho. Został jednym z liderów Południowoafrykańskiej Partii Komunistycznej. Jednym z celów ANC było ustanowienie komunistycznych rządów w RPA po obaleniu białego rządu. Partia ta odpowiedzialna jest za podkładanie bomb w miejscach publicznych. Obawiano się, że Hani jako lider czarnej społeczności może sprowadzić kraj w ruinę podobnie jak Mengystu Hajle Marjam Etiopię, który również szkolił się w Związku Radzieckim. Marjam po dymisji dostał azyl w Zimbabwe i został zaocznie skazany na dożywocie za popełnione ludobójstwa.

Bardzo podobna sytuacja do RPA miała miejsce w Zimbabwe, które do 1980 roku będąc jeszcze Rodezją było największym eksporterem białej kukurydzy oraz trzecim na świecie eksporterem tytoniu. Wśród państw Afryki nie mieli sobie równych w eksporcie mięsa, bawełny czy trzciny cukrowej. Jednak po przejęciu władzy przez Roberta Mugabe kraj został wywrócony do góry nogami. Gospodarka padła, a w 2000 roku zagrożony ze strony opozycji Mugabe zapowiedział wywłaszczenia białych farmerów i sprawiedliwe oddanie jej Afrykanom. W 1980 roku w posiadaniu białych było niemal 6 tysięcy gospodarstw, które napędzały 90% gospodarki Rodezji. Dzisiaj w Zimbabwe jest zaledwie 300 gospodarstw w rękach białych. Reszta została wywłaszczona i zmuszona do opuszczenia kraju. Partia rządząca ZANU-PF (Afrykańska Narodowa Unia Zimbabwe-Front Patriotyczny) wysyłała młodzieżowe bojówki i weteranów wojny wyzwoleńczej z lat 70. do prześladowania i mordowania białych. Tym samym kraj niemal zbankrutował, a w szczytowym momencie bezrobocie osiągnęło 90%.

W roku 2017 doszło do obalenia rządu Mugabe za pomocą wojska i jego własnej partii. Dotychczasowy prezydent zdymisjonował, a jego miejsce zajął jego partyjny kolega Emmerson Mangagwa. W lipcu 2018 roku podczas kampanii wyborczej Mangagwa zapowiedział, że era konfiskat ziem białych farmerów dobiegła końca. Zaprosił ich również do współpracy przed wyborami. Obiecał również rekompensaty za znacjonalizowanie ziem białych. Ówczesne sondaże wyborcze wykazywały jedynie kilka punktów procentowych między Mangagwą a kandydatem opozycji Nelsonem Chamisą.

Niewielu niestety wspomina o tych białych ludziach w swoich kanałach komunikacyjnych. Niedokładne zaznajomienie się z tematem prowadzi do powielania pustych haseł i populizmu oraz często nieświadomego wspierania bojówkarzy spod znaku Antify lub Black Lives Matter. Środowisko narodowe regularnie wspiera Afrykanerów, m.in. wysyłając w tej sprawie apele do rządu RP.

O szachowaniu słowem „rasizm” powstał ciekawy odcinek na kanale Warząc Słowa:

Podsumowanie

Rasizm jest słowem, którego w imię tworzenia liberalnego świata używa się non stop w zależności od sytuacji i niemal zawsze przeciw białemu człowiekowi. W imię liberalnego świata, w którym nie ma miejsca na pielęgnowanie tożsamości i wartości rodzinnych oraz swobodną dyskusję w przestrzeni publicznej i na uniwersytetach. Głównym wrogiem szerokopojętej prawicy nie jest tzw. marksizm kulturowy, komunizm czy Bill Gates. Wrogiem dzisiejszej normalności jest liberalizm zarówno światopoglądowy jak i gospodarczy. Ten drugi siłą rzeczy prowadzi do libertynizmu. Wolność gospodarcza nie jest niczym złym. Złe jest utożsamianie jej z postawą „róbta co chceta”, co niestety nagminnie ma miejsce. I takie stanowisko należy stanowczo piętnować.

Kapitalizm, antyfaszyzm, rasizm. Te trzy hasła mają ze sobą więcej wspólnego niż można na pierwszy rzut oka zobaczyć. Liberałowie i lewica sukcesywnie wtłaczają swoje ideologie w głowy młodych ludzi wykorzystując do tego wszystkie możliwe drogi przekazu. Należy zadać sobie pytanie czy jednych i drugich nie można ze sobą zrównać. W końcu nadrzędnym celem współczesnej lewicy jest wolność jednostki, indywidualne decydowanie o sobie (np. w sprawie aborcji) pomijając zupełnie życie wspólnotowe. To wszystko właśnie jest kwintesencją liberalizmu, który wspierany jest przez wielki kapitał ponadnarodowych korporacji oraz liberalnych polityków.

Wiele cech liberalizmu wkracza również do Polski wraz z poczuciem spełniania „amerykańskiego snu”. Odbija się to zdecydowanie negatywnym echem w społeczeństwie, które przyzwyczajone jest do „wielkości” czynu Ameryki i Amerykanów. Obecnie jednak jak na dłoni widać, że Stany Zjednoczone nie są żadnym wzorem do naśladowania zarówno jako społeczeństwo i jako państwo. USA przegrywają w walce o swoją gospodarkę oraz w walce z pandemią. Natomiast radzą sobie państwa używające narzędzi protekcjonistycznych z odpowiedzialnym społeczeństwem, które rozumie potrzebę wspólnotowości i jedności etnicznej. Ponadto, mimo konserwatywnego rządu USA, ich instytucje wspierają takie ruchy jak Black Lives Matter czy środowiska LGBT. Robią to m. in. FBI (!) oraz Ambasador USA w Polsce.

Polska polityka zagraniczna powinna opierać się wyłącznie o polski interes narodowy, a nie wasalstwo względem jakiejkolwiek światowej stolicy. Po upadku komunizmu zostaliśmy wciągnięci w wir liberalizmu, nastąpiła wyprzedaż polskiego przemysłu. Po proeuropejskich rządach PO, nastąpiły rządy PiSu, które skutecznie uśpiły czujność narodu pod przykrywką patriotyzmu. Tymczasem wasalizm Polski wobec USA widoczny jest jak na dłoni. Jednak to mocarstwo słabnie. Czas postawić na suwerenność.

Michał Karpiński

Źródła:

Narodowcy.net/ defence24.pl / wiadomości.onet.pl / prawicowyinternet.pl / kresy.pl / breitbart.com / ekai.pl / money.pl / forsal.pl / citizen.co.za / farmer.pl

Kłosowicz R., Państwa Dysfunkcyjne i Międzynarodowe wysiłki zmierzające do ich naprawy, Wydawnictwo UJ, Kraków 2014

Llywelyn D., Katolicka Teologia Narodowości, Wydawnictwo WAM, Kraków 2014

Romański M., Amerykański exceptionalism – wizja, mit czy rzeczywistość?, Nr 11, (18)/2014, s. 31-46

Michał Karpiński

Czytaj Wcześniejszy

W wyniku aborcji zginęło znacznie więcej ludzi niż przez pandemię koronawirusa!

Czytaj Następny

Nie żyje Jean Raspil, autor „Obozu Świętych”

Zostaw Odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *